25 stycznia 2010

Wyspy Zielonego Przylądka: Sao Vincente i solne wulkany

Mindelo, czyli stolica Sao Vincente

Mindelo, czyli stolica Sao Vincente. (Fot. Marcin Michalski)

Samolot opada nad przepiękną plażą w Sao Pedro i ląduje pośród gór. Z czasem wykształca się pewien rodzaj sprytu, który nakazuje wręcz notować w głowie takie informacje. Oko będąc jeszcze w samolocie bada, czy na tej plaży można się ulokować. Wyśmienite miejsce, do którego trzeba wrócić.

Poprzednie części relacji z Wysp Zielonego Przylądka znajdziecie tutaj: Z Santiago na Fogo, Spacer wśród wulkanów

Zewsząd dobiega miejski zgiełk. Mindelo, czyli stolica Sao Vincente stała się interesującym „punktem przesiadkowym” na Sal.

Rekonesans po mieście pozwala zespolić się z wielkomiejskim, innym od dotychczasowych środowiskiem. Kawa pita przed barem i obserwacja toczącego się wokół portowego życia daje o wiele lepszy efekt, niż wkomponowanie się w tłum. Na ulicach można dostrzec chorych psychicznie oraz odurzonych narkotykami ludzi. Nie jest to częsty widok, lecz miejska dżungla raczy nas częściej takimi „atrakcjami” niż otoczenie przyrodnicze. Przemierzanie marokańskich Medyn odwrażliwiło mnie chyba.

Warto wchodzić w pozornie groźne zaułki – pozostają dzięki temu trwalsze wspomnienia. Wejście na targ rybny to wejście w inny świat. Krzątanina i wrzawa spowiły i zahipnotyzowały mnie. Ludzie trzaskający workami z lodem o ziemię oraz ryby, których nie widziałem nigdy dotąd, uświadamiają bycie w innym rejonie świata. Szybko łapiemy kontakt z rybakami, z którymi zamierzamy ruszyć na ocean. Negocjacje tłumaczył z angielskiego młody człowiek, który zażądał zapłaty. Nie należy się dziwić, gdy poznajemy kogoś, kupujemy mu piwo, kawę z ciastkiem, sympatycznie rozmawiamy, a na końcu rozmowy jesteśmy proszeni o zapłatę, za np. udzielone nam informacje. Zbyt duża opłata za przyjemność patrzenia na pracujących rybaków sprawiły, że trzeba było wziąć na celownik inne cele – jest ich mnóstwo wokół.

W Mindelo o wiele częściej, niż w innych miejscach na wyspach przyklejali się różni ludzie z potrzebami. „Proszę uważać!” Powiedział sympatyczny pan, kiedy potknąłem się wychodząc ze sklepu. Natychmiast przystąpił do ofensywy, mówiąc, że był w Gdańsku, Szczecinie i jest bezrobotnym marynarzem. Pokazanie wywróconych na drugą stronę, pustych kieszeni pomaga na chwilę, by zaraz usłyszeć: „proszę o pieniądze”… Jeden chłopak wiedząc, że jesteśmy z Polski opowiedział, że kiedy na Cabo Verde przybył Papież Jan Paweł II, spadł deszcz. Był to wymowny i zapamiętany na długo znak. Mój zawód sprawia, że łatwo wynajduję w otoczeniu osoby z problemami . Wokół krąży wysoki chłopak, który co chwila patrzy na swą dłoń. Zatacza po małym placu niekończące się rundy nie wzbudzając żadnego, niezdrowego zainteresowania.

Sklepy z pamiątkami są opanowane przez Chińczyków. Przeprowadzili się oni tutaj i skutecznie radzą sobie na tutejszym rynku. Klimat społeczny Mindelo przypomina Kubę. Składa się na to zapewne kilka czynników. Duże rezydencje, czasem stare auta, odrapane budynki, a przede wszystkim atmosfera. Dzieci chętnie zapraszają do zabawy oraz pozują do zdjęć. Mimo, że zawsze uciekam z miast, to jakoś nie wpędza mnie w nerwowy stan.

W barze rozmawiamy z czterdziestoletnim Austriakiem. Jak się okazuje, można znaleźć inny pomysł na życie. On mieszka tu od 10 lat i po prostu pływa na desce surfingowej. Przypadkowo poznawani ludzie pływają od wielu miesięcy na jachtach i cieszą się każdym dniem. Mindelo staje się powoli centrum finansowym. Ludzie, którzy tu mieszkają, a którzy cofną się pamięcią parę lat wstecz, momentami nie poznają swego miasteczka. Następuje stopniowy proces nieuniknionych zmian – czy na lepsze? – czas pokaże.

Strony: 1 2 3 4
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Marcin Michalski

Marcin Michalski

Na co dzień pedagog specjalny - zajmuje się osobami z autyzmem. Praca do łatwych nie należy, więc czasem udaje się to tu to tam i snuje przemyślenia na temat odwiedzanych miejsc.
Podobne artykuły
Wyspy Zielonego Przylądka: spacer wśród wulkanów

Wyspy Zielonego Przylądka: spacer wśród wulkanów

Druga część opowieści z Wysp Zielonego Przylądka. Zdobywamy wulkan Pico de Foga - najwyższy punkt na wyspach, a później przemieszczamy się na Santo Antao....
Wyspy Zielonego Przylądka: z Santiago na Fogo

Wyspy Zielonego Przylądka: z Santiago na Fogo

Sześciogodzinne opóźnienie lotu sprawiło, że znaleźliśmy się na wyspie Santiago w środku nocy. Trudno się mówi - najważniejsze, że właśnie dotarliśmy na Wyspy Zielonego Przylądka....
Wyborcza pocztówka z Wysp Zielonego Przylądka

Wyborcza pocztówka z Wysp Zielonego Przylądka

Podróże i polityka to dwie różne bajki. Ale raz na jakiś czas, kiedy to polityka wyraźnie wpisuje się w koloryt danego miejsca, może się zdarzyć, że ścieżki tych dwóch na chwilę się spotykają....
Kiwi na szlaku Afryki Nowaka, czyli… ciąg dalszy przygód w Południowym Sudanie

Kiwi na szlaku Afryki Nowaka, czyli… ciąg dalszy przygód w Południowym Sudanie

Południowy Sudan i wyprawa śladami Kazimierza Nowaka widziana oczami Kiwi, która dołączyła do sztafety w Jubie. Tym razem m.in. przejedziemy się stopem na workach z kaszą i skosztujemy ananasowej wódki z plastikowego woreczka....

Komentarze: 3 »

  • darek

    fajne relacje :) byłem na Wyspach 2 lata temu i potwierdzam – trzeba odwiedzić możliwie jak najwięcej z nich, by ogarnąć różnorodność krajobrazów, ducha i klimatów.

  • Grzegorz Król

    Darek > wyślij zdjęcia, napisz coś. Opublikujemy z przyjemnością. Pozdrawiam

  • Joanna Bielska

    Witam , wybieram sie na 5 tyg. na przelomie marca kwietnia. Jak wyglada mozliwosc przuedostania sie z wyspy na wyspe? Za wszelkie informacje i wskazowki z gpry wielkie dzieki

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele