15 stycznia 2010

Wyspy Zielonego Przylądka: spacer wśród wulkanów

Cabo Verde - Fogo

Mali mieszkańcy Wysp Zielonego Przylądka. (Fot. Marcin Michalski)

Atak na Pico de Fogo nastąpił o świcie nazajutrz. Pnąc się w górę północnego zbocza wulkanu, niczym wicher przemknęli obok ponad 60-letni przesympatyczni panowie ze słonecznej Italii. Wejście na wulkan nie jest godne polecenia wszystkim, którzy znajdą się tutaj. Trzygodzinnym zmaganiom towarzyszył bardzo porywisty wiatr i mocne słońce.

Pierwszą część relacji znajdziecie tutaj – Wyspy Zielonego Przylądka: z Santiago na Fogo

Dla miłośników wulkanicznych terytoriów jest tu wiele miłych oku pejzaży. Stroma trasa wiedzie przez pozbawioną życia wulkaniczną pustynię utworzoną z drobniutkich, pumeksowych kuleczek. Należy jednak wybrać szlak prowadzący przez duże kamienie, gdyż nie jest możliwe pokonanie bardzo drobnego żużlu (jedyna możliwość, to zjechanie po nim, ale już w trasie powrotnej). Wspomniani włoscy emeryci schodzą już w dół bez podjęcia próby wejścia do krateru. Jestem pełen podziwu dla ich kondycji i pogody ducha.

Cabo Verde - Fogo

Fogo jest najwyższym punktem na wyspach – szczyt Pico de Fogo osiąga 2829 m.n.p.m. (Fot. Marcin Michalski)

Wejście na szczyt bardzo cieszy, ale tak między nami mówiąc, największe wrażenia zaczynają się od momentu podjęcia decyzji o zejściu na dno wciąż aktywnego krateru. Każde metry w dół po osypujących się kamieniach podnoszą i tak rosnącą temperaturę. Czuć ciepło bijące od kolorowych ścian a nozdrza spowija zapach siarkowodoru. Nie przeszkadza to jednak w zjedzeniu kanapki na bazie polskich produktów. Momentami nieźle zawraca się w głowie – smrodek z otchłani jest chwilami całkiem mocny. Nie wiadomo kiedy minęły dwie godziny w kraterze.

Czas wracać, a powrót okazuje się trudny. Wspinaczka po bardzo niepewnych ścianach to przyjemność, ale gdy się wspomina ją już po powrocie. Zejście z północnej ściany warto poprowadzić przez pola sypkiego żużlu (jestem jego fanem w kraju i na wulkanach). Na celownik należy obrać wulkaniczne kominy, niedaleko których kryją się zadziwiające jaskinie. Przebywając w takim otoczeniu, dostaję jakiegoś potężnego napędu i zmęczenie mam za nic.

U stóp wulkanu rozciągają się skromne plantacje jabłek, patatów i winogron. We wsi Portella panuje miły klimat socjalny – podsyciliśmy go jeszcze bardziej poprzez zabawę z dziećmi w sztuczki cyrkowe. Wraz z dziećmi zaaranżowaliśmy koncert heavy metalowy i trzeba przyznać, że to było najlepsze zakończenie tego 8-godzinnego dnia. Na deser wspaniała kolacja przy świecach i wyśmienitym vino de Fogo. Jedzenie serwowała bardzo skromna i sympatyczna żona Jose Antonio. Mnóstwo żartów, informacje o wstrząsach na nieodległej wyspie Brava oraz w Iraku

Kolejny dzień dostarczył mocnych, ale zupełnie innych wrażeń. Przyszedł czas pożegnania z żoną Jose – w podzięce otrzymała od nas garnek, który został zrzucony przez Krzycha plecakiem w trakcie zakupów w Tarrafal. W efekcie tego stłukła się jego szklana pokrywa i trzeba było go kupić. Trafił we właściwe ręce.

Wyspy Zielonego Przyladka - Fogo

Wulkaniczny krajobraz wyspy Fogo. (Fo. Marcin Michalski)

Dzięki pieszemu 5-godzinnemu szlakowi z Portella do Mosteiros, znaleźliśmy się wraz z naszymi znajomymi Niemcami w zupełnie innym świecie. Tuż u podnóża głównej kaldery (będzie można już niedługo chodzić jej szczytem, gdyż jest już przygotowywany około 20 kilometrowy szlak) w pewnym momencie pojawiają się pokaźne drzewa ze spaloną korą… Nieopodal nich zatrzymał się jęzor lawy. Zieleni przybywa i staje się ona wkrótce naszym nieodłącznym towarzyszem. Coraz bardziej stroma droga jest usiana pięknymi eukaliptusami. oraz plantacjami kawy, awokado, bananów oraz innych nieznanych roślin. Spowija nas gama przeróżnych zapachów, podsycanych ciepłem mocno operującego słońca. Droga niemiłosiernie stromo wije się w dół. O ile bylibyśmy ubożsi, gdybyśmy poznali tylko jedną stronę Fogo?…

Strony: 1 2 3
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Marcin Michalski

Marcin Michalski

Na co dzień pedagog specjalny - zajmuje się osobami z autyzmem. Praca do łatwych nie należy, więc czasem udaje się to tu to tam i snuje przemyślenia na temat odwiedzanych miejsc.
Podobne artykuły
Kiwi na szlaku Afryki Nowaka, czyli… Najdziksza Wielkanoc Ever!

Kiwi na szlaku Afryki Nowaka, czyli… Najdziksza Wielkanoc Ever!

Pola minowe, spanie w buszu, miasto pijanych Acholi, muchy Tse-Tse, wódka w plastikowym woreczku o smaku ananasa i przygód innych cała masa – to w megaskrócie opis Wielkanocy 2010. Serwuje go nam Kiwi, która w Południowym Sudanie przyłączyła się do e...
Wyspy Zielonego Przylądka: Sao Vincente i solne wulkany

Wyspy Zielonego Przylądka: Sao Vincente i solne wulkany

Samolot opada nad przepiękną plażą w Sao Pedro i ląduje pośród gór. Jesteśmy na Sao Vincente, skąd udamy się na poszukiwanie solnych wulkanów na wyspie Sal. Zapraszamy na trzecią część relacji z Wysp Zielonego Przylądka....
Wyspy Zielonego Przylądka: z Santiago na Fogo

Wyspy Zielonego Przylądka: z Santiago na Fogo

Sześciogodzinne opóźnienie lotu sprawiło, że znaleźliśmy się na wyspie Santiago w środku nocy. Trudno się mówi - najważniejsze, że właśnie dotarliśmy na Wyspy Zielonego Przylądka....
Wyborcza pocztówka z Wysp Zielonego Przylądka

Wyborcza pocztówka z Wysp Zielonego Przylądka

Podróże i polityka to dwie różne bajki. Ale raz na jakiś czas, kiedy to polityka wyraźnie wpisuje się w koloryt danego miejsca, może się zdarzyć, że ścieżki tych dwóch na chwilę się spotykają....

Komentarze: 1 »

  • Lakota

    Nieziemskie góry.
    Szkoda, że nie ma więcej zdjęć. Wrzućcie jakieś foty w większym rozmiarze.

    pozdrawiam

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele