21 kwietnia 2010

Witajcie w wolnym Tybecie

Buddyjscy mnisi w Dharamsali. (Fot. Andrzej Juda)

Jest takie miejsce w Tybecie gdzie swobodnie rozkwita kultura tybetańska. Nie jest to jednak kraj zagarnięty na początku lat 50 XX w. przez Chińczyków, lecz skrawek Tybetu w granicach Indii. Tą oazą spokoju, z której rozchodzą się głosy wolności dla kraju położonego na „dachu świata” jest Dharamsala – siedziba Dalajlamy.

W drodze do Dharamsali

Interesując się od dawna sprawami Tybetu postanowiliśmy w czerwcu 2008 roku udać się do Dharamsali. Miał to być jedynie etap w naszej wędrówce po krajach regionu. Zaczęliśmy od Radżastanu, półpustynnego stanu graniczącego z Pakistanem. Jednak w czerwcu temperatury dochodzą tam do ponad 40 stopni. I tak po jednej z gorących nocy spędzonych w pociągu, powiedzieliśmy dość, jedziemy w góry do Dharamsali, siedziby Dalajlamy.

Dharamsala położona jest w północno-zachodnich Indiach u podnóża Himalajów. Składa się z dwóch części tj. Dharamsali oraz McLeod Ganj oddalonego o 10 km i położonego kilkaset metrów wyżej. To właśnie ta górna miejscowość jest siedzibą Dalajlamy, choć zwyczajowo przyjmuje się nazwę większej i bardziej rozpoznawalnej Dharamsali. Nazwa osady nawiązuje do czasów kolonii brytyjskiej upamiętniając dawnego gubernatora Pendżabu Davida Mc Leoda. Położona w górach, stanowiła i stanowi oazę wytchnienia dla zmęczonych upałem nizinnych Indii.

Mały Tybet

Nad miastem powiewają setki buddyjskich flag modlitewnych. Na ulicach można spotkać pielgrzymów ubranych w tradycyjne stroje tybetańskie oraz buddyjskich mnichów w charakterystycznych habitach w kolorze karminowym.

Na miejscu ulga, wreszcie jest, czym oddychać. Do tego nigdzie nie widać śmieci. A każdy, kto choć trochę skosztował podróży po Indiach wie, że kraj ten niemal zasypany jest przez góry nieczystości.

Uliczki Dharamsali. (Fot. Andrzej Juda)

Centrum miasteczka stanowi zaledwie kilka uliczek krzyżujących się na małym placyku stanowiącym najbardziej charakterystyczny punkt miasta. Stamtąd odjeżdżają, co chwilę busy do położonej w dole Dharamsali. Główne ulice zajmują przede wszystkim hotele, restauracje, sklepy i kafejki internetowe. Ze znalezieniem noclegu nie ma najmniejszego problemu. Po zapoznaniu się z warunkami w kilku hotelikach, wybieramy położony nieco na uboczu Pink Hotel prowadzony przez młodego Kaszmirczyka spod Śrinagaru. Czysty pokój z łazienką, widokiem na okoliczne góry kosztował 10 zł. Położona na dachu restauracja gwarantowała piękne widoki na przedgórza Himalajów.

Następnego dnia z głównego placu ulicą Temple Road dochodzimy do siedziby Dalajlamy. Kompleks budynków jest bardzo skromny. Składają się na niego rezydencja Dalajlamy oraz świątynia Tsuglagkhang. Przy samym wejściu obok wielkiej planszy ze zdjęciami pobitych w trakcie demonstracji lub torturowanych w Chinach Tybetańczyków, umieszczono także zdjęcia z różnych stron Polski, przedstawiające akty solidarności z Tybetem. Widać, że jesteśmy tu cenieni za nasze dążenia wolnościowe, o czym niejednokrotnie wspominał przy różnych okazjach Dalajlama.

Przy wejściu przechodzimy przez bramkę z wykrywaczem metalu, ale gołym okiem widać, że przy odrobinie determinacji, moglibyśmy wnieść do środka wszystko. Jesteśmy podekscytowani, bo liczymy, że uda się zobaczyć Dalajlamę. Wokół panuje tłok. Właśnie obchodzone jest święto urodzin Jego Świętobliwości. Mały plac pomiędzy pałacem, a świątynią jest w całości zapełniony. Widać całe grupy uczniów pobliskich szkół ubranych w jednakowe mundurki, grupy ubranych w tradycyjne stroje pielgrzymów, turystów z całego świata oraz mieszkańców.

Trzeba mieć jednak duże szczęście by przebywając w Dharamsali spotkać Dalajlamę. Do niedawna było inaczej. Teraz ze względu na problemy zdrowotne rzadziej udziela się publicznie, choć nadal często wyjeżdża za granicę, czego dowodem niedawne wizyty w Polsce – w Gdańsku, Krakowie, Warszawie.

Wieczorem uczestniczymy w procesji, która każdego dnia o zachodzie słońca przechodzi ulicami miasta. Zapalamy świece i intonujemy mantrę powtarzaną przez uczestników pochodu. Procesja przechodzi wokół wzgórza, na którym znajduje się rezydencja Dalajlamy i najważniejsza świątynia.

W ciągu kilku następnych dni przyglądamy się jak wygląda życie w tutejszych warunkach i dokonujemy rekonesansu najbliższych okolic.

Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Andrzej Juda

Andrzej Juda

Prawnik i historyk. Doktorant historii. Z zamiłowania podróżnik.
Podobne artykuły
Ladakh – kraina wysokich przełęczy

Ladakh – kraina wysokich przełęczy

Trudno nie zakochać się w tym fascynującym regionie Indii położonym na pograniczu Himalajów i Karakorum. Odkąd wjechaliśmy na teren Ladakhu jesteśmy zauroczeni tutejszymi krajobrazami....
Tybetański krajobraz – kraina snów…

Tybetański krajobraz – kraina snów…

Tybet coraz bardziej się zmienia. Jednak chociaż kultura i religia umierają tu z każdym dniem, to jego natura przez cały czas zachwyca. Zapraszamy do krainy gór, jezior, pastwisk i jaków… To poezja kolorów i balsam dla duszy. ...
Pakistan: wirujący trans w mieście Lahore

Pakistan: wirujący trans w mieście Lahore

Będąc w pakistańskim Lahore, oprócz zwiedzania zabytków, włóczenia się po uliczkach i bogatych doznań kulinarnych, można doświadczyć czegoś bardzo niespotykanego: można zobaczyć wpadających w trans wirujących sufistów i obserwować jak pieniądze lecą ...
Wszystkowidzące oczy Buddy

Wszystkowidzące oczy Buddy

Na wschód od Kathmandu, w odległości jedynie sześciu kilometrów od turystycznej dzielnicy Thamel znajduje się Bouddhanath, jedna z największych na świecie stup i jednocześnie ośrodek religijny o szczególnym znaczeniu dla buddyzmu tybetańskiego. To j...

Komentarze: 3 »

  • Ewa Serwicka

    Udało się Wam w końcu spotkać Dalajlamę?

  • Żorż

    eee, wspomnieli by raczej.

  • krisso

    bylem dwa lata temu i udalo mi sie byc na wizycie u dalej lamy!!!! wspaniala przygoda z nietuzinkowa osobowoscia. jest ogromnie bezposredni!!! dla wizytujacych dharmasale – jest komorka prasowa w swiatyni, ktora podaje terminy spotkan z dalej lama – polecam!!!!

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele