Wyspy Zielonego Przylądka: z Santiago na Fogo

Plaża na wyspie Santiago. (Fot. Marcin Michalski)
Jak zwykle udajemy się nad ocean, gdzie napotykamy zróżnicowany krajobraz w postaci zasnutych mgłą palm, dziwnych stworzeń i tajemniczych form lawowych. Tu następuje niespodziewanie szybki zwrot akcji. Na plaży dopadł nas lekko podchmielony jegomość z flaszką grogu w jednej i syropu trzcinowego w drugiej ręce. W reklamówce miał wyniesione z „zakładu pracy” jakieś badyle. Okazało się, że jest to trzcina cukrowa, którą szarpie się zębami i wysysa pyszny sok. Nie spodziewaliśmy się, że za parę dni ta umiejętność bardzo się nam przyda. Człowiek ten był bardzo komunikatywny, a jego oraz nasza wylewność wzrosły znacznie po konsumpcji wyśmienitego grogu własnej produkcji. Nazwaliśmy naszego bohatera „żniwiarzem”. Mimo, iż on mówił po kreolsku, a my swoją mieszanką językową, udawało się nam dobrze dogadywać. W pewnym momencie zaczęliśmy porównywać nasze braki w uzębieniu- czyżby to był efekt uboczny mikstury grogu i syropu trzcinowego?
Idąc na Aluguera (tamtejszy zbiorowy transport) znaleźliśmy się w wielkim tłumie uczniów w mundurkach, wychodzących ze szkoły. Co za widok! Oni też chyba o nas tak myśleli. Nasz „żniwiarz” przegonił w zdecydowany sposób miejscowych natrętów i odprowadził nas aż do samego busa.
Góry przybierają na Santiago formy, które są w stanie poruszyć każdego. Trekking w nich to niezły pomysł na przyszłość. Z luźnych myśli… Niebawem zawita tu komercja, jak na Wyspach Kanaryjskich, co widać już teraz. Dużo się buduje, ludzie jeżdżą autami wysokiej klasy, dbają o siebie i swe dzieci. Druga strona medalu, to swoisty „urok” w postaci załatwiania potrzeb fizjologicznych gdzie popadnie, nieczystości spływające ulicami, brudne plaże i szereg innych specyficznych rzeczy. Stanowi to jednak o uroku tych okolic.
Mnie osobiście rozczulił widok kozy, posilającej się beznamiętnie na wysypisku śmieci kartonem z firmowym napisem. Pozostaje 10 godzinne oczekiwanie na lot ku wciąż dymiącemu wulkanowi Fogo.
Fogo
Długie oczekiwanie na lotnisku w Praia po długiej, wielokrotnie przerywanej nocy… Ciekawe, dlaczego zawsze do mnie podchodzą ludzie, którzy chcą pieniędzy? Gdy się obudziłem, stała nade mną pani ze zdeformowaną ręką, a gdy po zapadnięciu z kolejny dwugodzinny letarg otworzyłem oczy, pani znów stała i oczekiwała gotówki. W takich momentach rozdaję cukierki, co zazwyczaj jest bardzo pozytywnie odbierane.
Lot na Fogo był bardzo niespokojny. Pasażerowie bardzo przeżywali opadanie i niepewne zachowanie samolotu. Jakaś starsza emerytka z Ameryki trzymała mnie w kulminacyjnych momentach za rękę i była wdzięczna za pomoc. Mój wzrok przykuwał wyłaniający się zza mgły majestatyczny wulkan Fogo.
Wulkany stały się moja pasją od pierwszej wizyty na Islandii. Drzemie w nich i w ich otoczeniu jakaś magia. Fogo jest specjalnym wulkanem, gdyż wewnątrz kaldery toczy się normalne życie. Fogo jest również najwyższym punktem na wyspach – szczyt Pico de Fogo osiąga 2829 m.n.p.m.
Będąc w Maroku nabrałem nawyku stronienia od miejscowych ludzi, oferujących swą pomoc w jakiejkolwiek postaci. Tutaj nie należy się bać, iż ktoś będzie próbował oszukać (wyjątek stanowią miasta oraz zwykłe przypadki, nie pasujące do tej reguły). Na lotnisku nastąpiło spotkanie z przypadkowym człowiekiem. Jego oczy wzbudzały zaufanie. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Człowiekiem tym był Jose Antonio, który zaproponował jazdę do swego domu w Portella, czyli wioski, która znajduję się w Cha Das Caldeiras. Jest to ścisłe epicentrum wulkanu, a tym samym naszych zainteresowań. Jedziemy wraz z trójką Niemców w wieku naszych rodziców. Stają się oni naszymi towarzyszami podczas pobytu na tej wyspie.
Krótka wizyta w stolicy: Sao Filipe ukazuje bardzo ładne, kolorowe i kameralne miasteczko. Czas jednak jechać do ostatecznego celu. Droga zaczyna się robić coraz bardziej stroma. Zmiana krajobrazu świadczy, że zbliżamy się do epicentrum wybuchu wulkanu z roku 1995. Zanikają zupełnie ludzkie ślady działalności. Jesteśmy tylko my w dzielnej toyocie i otaczająca nas gigantyczna ściana kaldery, mająca około 28 kilometrów obwodu. Jose Antonio prezentuje nam złowieszczo wyglądające pozostałości po wielkiej erupcji, której sprawcą jest cel naszego „pożądania”- wulkan Fogo. Całość robi wielki wrażenie – człowiek uświadamia sobie w takim miejscu, że jest marnym pyłem, z którym natura może zrobić, co jej się spodoba.

Obok może też nieoczekiwanie pojawić się dziecko proszące, by kupić siarkę z serca wulkanu. (Fot. Marcin Michalski)
Jose zaproponował nam spanie za darmo… Tak, tak! Udało się nawiązać z nim od razu bardzo osobisty kontakt, co rzutowało na dalszy przebieg zdarzeń. Jeszcze tego samego dnia pojechaliśmy z Jose, aby napoić kozy (wywołało to salwę śmiechu, gdyż wcześniej przedstawił się nam jako pracownik dokonującym rejestracji aktywności sejsmicznej wulkanu Fogo – brzmi to całkiem poważnie). Kilkugodzinny rekonesans odsłonił wiele interesujących „zjawisk”.
Czytałem wcześniej o pożytecznej dla Fogo działalności niejakiego Francoisa Louisa Armanda Montronda. Jego witalne siły są widoczne aż do dziś w twarzach tutejszych ludzi i zaskakujące zjawisko w postaci błękitnookich dzieci o jasnych włosach i karnacji. Idąc wzdłuż drogi wiodącej do Mosteiros można zobaczyć na polu lawy, imponująco piękne i mocne sieci pająków. Każda próba zejścia z trasy kończy się oblepieniem butów i skarpet igłami, które wcale nie tak szybko się usuwa. Można tu spotkać wielkie drzewa i ciekawe życie roślinne. Czasami słychać dobiegający gdzieś z pola lawy głos zwierząt. Obok może też nieoczekiwanie pojawić się dziecko proszące, by kupić siarkę z serca wulkanu. Dzień chyli się ku końcowi. Mnóstwo wrażeń. Wystarczy wyjść na krótki spacer…
Dalszy ciąg relacji znajdziecie tutaj – Wyspy Zielonego Przylądka: spacer wśród wulkanów








Show me your way - w poszukiwaniu znaczeń szczęścia
Poland Trek - Belg przemierza Polskę od Tatr po Bałtyk
Pamir Bikeway 2012 - Azja Centralna rowerem i koleją
Na Krańcach Świata - Agnieszka i Mateusz Waligóra w podróży na krańce świata.
Magda i Tomek dookoła świata - poznanie świata, poznanie siebie
Korona Jezior Ziemi - badania najwyżej położonych jezior na Ziemi
Rowerowa Rosja - na dwóch kółkach przez wielki kraj
Tańce wśród piratów - Magda i Marcin tanecznym krokiem szukają skarbu
Pomiędzy Oceanami - Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej
Gap year in Kunming - chińska przerwa w życiorysie
Z tatą na Igrzyska - rowerami do Londynu
Torell Expedition 2012 - śladami polskich wypraw na Spitsbergen
Na Własne Oczy - zobaczyć, co świat ma do zaoferowania
project:Sailing - rejs dookoła Bałtyku
Klapki Kubota State of Mind - przed siebie w kierunku wschodnim
Shangri-la - Jarek Czakański w podróży
Oblicza Gruzji - niesamowita różnorodność kraju
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika



Dodaj komentarz