2 czerwca 2010

Własnym oczom nie wierzę, czyli Top 10 WTF* momentów z moich podróży

Czas temu nieodległy był na Peronie konkurs na krótkie a dziwne wspomnienie z wyjazdu. Nie godziło się startować, zważywszy że znam 40% jury. Materiał jednakowoż jest. Mnóstwo materiału.

Są takie chwile w życiu, że człowieka muruje. W trasie egzotycznej to się nawet często zdarza. Świątynie w dżungli, wschody słońca nad ośnieżonymi szczytami, goryle we mgle… To podstawowa klasa wspomnień aż po grób (a co najmniej Alzheimera). Ja dziś jednak chcę pisać o tej drugiej, o sytuacjach, które zwalają się na podróżnika najzupełniej niespodziewanie, rozdziawiają mu usta oraz każą wątpić w zmysły i prawa zdrowego rozsądku. Pewne rzeczy po prostu nie powinny się zdarzać.

10. Kreatywny wystrój łazienki

Polak kupuje mieszkanie. Teraz stoją przed nim dwa główne cele: wyremontować kuchnię i wyremontować łazienkę. Grzyb w salonie się przetrzyma, ale jeść i… myć ręce trzeba w wygodzie. Nie wiem, czy jakaś nacja poważniejsze inwestycje w wymienione dwa pomieszczenia czyni. Wietnamczycy na pewno rozmach mniejszy mają, ale nie oznacza to, że brak im dokonań w dziedzinie architektury wnętrz.

Gdy wchodziłem pod prysznic w Green Valley Hotel w Sapa nie miałem wielkich oczekiwań poznawczych. Chodziło li tylko o wodę z góry. Rozebrałem się, odwróciłem, by odkręcić zawór i zobaczyłem to:

Łazienkowy akt. (Fot. John Markovich)

Jestem w stanie zrozumieć, że właściciel hoteliku nie słyszał o standardach seksizmu, że chciał się pomóc zrelaksować męskiej części klienteli. O czym jednak myślał człowiek, który zaprojektował kafelki z gołą babą, tego ja w stanie wykoncypować nie jestem.

9. Damska torebka na kółkach

Przypadłością damskich torebek, jeśli mnie pytać o zdanie, jest to, że ich wymiary od wewnątrz są znacznie większe niż te zewnętrzne. Do mojego plecaka mieści się mniej niż wynosi jego objętość i wydaje się, że to normalne. Otóż niezupełnie. Jest sobie taka torebeczka, chuchro, raczej dla ozdoby, a w środku kosmetyki, kremy, chustki i chusteczki, portfele, zestaw kart stałego klienta obejmujący wszystkie sklepy w mieście, notesy, długopisy, notatki dla stolarza, klucze, biżuteria na zmianę, bielizna na wszelki wypadek, gumy do żucia, chipsy może, woda, płyn do soczewek, okulary, przełącznik FI 13, wszystko w 2 egzemplarzach, a to dopiero początek. (Dzień po napisaniu tego zdania koleżanka wyciągnęła z torebki parę butów do przebrania.)

Gdy w Tatvan (Turcja) Memet wsadzał mnie do swojego vana zapowiedział, że ostatecznie do jego wsi pojedzie 20 osób. Uznałem, że się przesłyszałem. Są cztery rzędy siedzeń, w jednym miejsca na trzy osoby. Dopchnie się po jednej tu i tam, ale nie ma szans dociągnąć do 20. W okolicach 15-tego pasażera zaczęło do mnie docierać, że szans w teorii może nie ma, ale praktyka się tym nie przejmuje.

Było, jak Memet rzekł. Sami dorośli. Na dwóch siedzeniach koło kierowcy trzech chłopa, Czego mój gospodarz nie powiedział, to że powieziemy jeszcze bagażu o wyporności co najmniej pięciu kolejnych osób. I wcale nie było tak niewygodnie.

Tej nocy, na zboczach wulkanu Nemrut Dagi, spałem pod najbardziej rozgwieżdżonym niebem, jakie zdarzyło mi się w życiu widzieć. Gwiazd było nawet więcej niż sprzętu w aucie Memeta.

8. Wilk asasynów

Droga z Qazvin do doliny Alamut sporo wrażeń dostarczała. Jechaliśmy taksówką na spółkę z miejscowym małżeństwem. Był Eid, ostatni dzień Ramadanu. O 18-tej w radio ogłosili koniec postu. Zatrzymaliśmy się, a nasz współpasażer pobił rekordy Usaina Bolta na trasie samochód – najbliższy spożywczak. Ponad wszelką wątpliwość wiem od wtedy: nadwaga w sprincie nie przeszkadza. Potem musieliśmy zmienić transport. Jeśli dobrze wywnioskowałem, skończyła się benzyna, a kierowcy nie udało się zdobyć kartek na tankowanie. Teraz jechaliśmy w szóstkę zdechłym Paykanem (coś jak Dacia, tylko gorzej). Ja z kolegą kierowcy na przednim siedzeniu. Bliskość między mężczyznami. Same widoki też nie do przegapienia. Góry Alborz, oddzielające centralny Iran od Morza Kaspijskiego, piękne są.

Wysiedliśmy, była już noc. Gdzieś nad nami leżały – bo nie „wznosiły się” – ruiny najważniejszego zamku sekty Ismaelitów, zwanych asasynami, siedziba słynnego Starca z Gór.

Wysiedliśmy i wtedy przed drogę spokojnie przebiegł wilk. Na wyciągnięcie ręki. Gdybym go chciał złapać, to może by się udało, on by mnie pokąsał i dlatego nie zechciałem. Wilk. Ot tak.

Przez kolejne dwie noce budziło nas wycie dziesiątków chyba jego pobratymców, ale tego pierwszego spotkania na pustej drodze nic nie przebije.

7. Rajski ogród w Esfahanie

Tydzień później spacerowaliśmy po Jolfie, ormiańskiej dzielnicy Esfahanu. Wejście na teren katedry Vank było tymczasem zamknięte, trzeba było jakoś zabić czas. Trafialiśmy w zaułki spoza mapy w Lonely Planet. Na jednym rogu zauważyłem bramę, a za nią chyba ładny ogród. Chciałem się lepiej przyjrzeć. W przejściu siedział ochroniarz. Pytam, czy mogę wejść. Zgadza się. Robię dwa kroki, rozglądam się i staję. Veni, vidi, catatoni. Bramkarz się orientuje, że minę mam nietęgą i wtrąca: „Piękne?” Nie miałem wątpliwości, że nie o drzewa pyta.

Iranki są bardzo atrakcyjne, naprawdę. Przykład na zdjęciu. (Fot. John Markovich)

Oj. Jasne, że piękne. Iranki są bardzo atrakcyjne, naprawdę. Przykład na zdjęciu. Ale to był jakiś destylat.

Kilkanaście dziewcząt spaceruje, siedzi, czyta. Każda z nich kończy wybory Miss Świata przez nokaut w pierwszej rundzie. Gdy jedna zauważa tę ofiarę zamurowaną w bramie i się uśmiecha, grają trąby anielskie. Jeśli jest gdzieś ten muzułmański raj, to tak wyglądają hurysy (minus hidżab). Tylko tu niezła zmyłka, bo takiego piękna kalać grzesznymi myślami się nie godzi. Mi w każdym razie zachwyt wystarczył, pospolite podniecenie byłoby zdradą boskich ideałów.

Poprzedni akapit oczywiście znacząco zwiększa szanse, że umrę samotnie i zostanę pochowany w anonimowym grobie pod płotem cmentarza. Każda inteligentna kobieta – zasadniczo moja grupa docelowa – prędzej czy później wyciągnie wnioski i zapyta: „Przepraszam, a mnie to kalać można?”. Nie, dziewczyny, to nie tak. Wy jesteście żywe, realne, z Wami można wchodzić w rozwinięte w pełni międzyludzkie relacje. Tam to były jakieś stwory z kosmosu zesłane na pokuszenie… Dobra, pogrążam się.

Chyba jakieś liceum plastyczne to było, ale to kwestia wtórna.

6. Miłość do Hagiego

Gheorghe Hagi był wybitnym rumuńskim futbolistą, nazywano go Maradoną Karpat. Rodacy go kochają. Chyba tylko tak potrafię sobie wyjaśnić źródła okropności, która zdobywa 6-te miejsce na tej liście. Ktoś chciał wyrazić miłość do piłki nożnej.

Fagarasze to najwyższe góry Rumunii, wznoszą się w południowej Transylwanii. Spędziłem w nich kiedyś tydzień. 1 dzień było słonecznie, 1 padało, a 5 lało. Dlatego zgaduję, że „Fagaras” w języku prarumuńskim oznacza „wielka kupa mokrych kamieni, pieprzyć to”. Zachodnia część pasma jest podobno ładniejsza, ja z kolegami ruszyłem jednak od wschodu, przez pustkowie.

Bywało, że przez cały dzień spotkaliśmy tuzin żywych istot, z czego 3 to pasterze owiec, a 6 ich wściekłe psy. Na górze nie ma właściwie infrastruktury turystycznej, wskutek czego np. przez cały trek się nie kąpałem, ale to już inna dramatyczna historia. Spać można w namiotach, ale też od czasu do czasu znajduje się schronienia, czy może raczej schrony. Jeden nocleg spędziliśmy w czymś, co przypominało brudny kolejowy kontener. Brzydkie toto, ale nie dość spektakularnie brzydkie, bym je tu umieścił.

Nie, do rankingu trafia… piłka. Tak naprawdę wiem, że słowa nie zastąpią tu obrazu, a zdjęcia nie mam, ale spróbujcie obudzić w sobie estetę i poczuć moją rozpacz. Dzikie, piękne góry, mimo deszczu zachwycające widokami. Wspinasz się ścieżką na przełęcz, wychodzisz zza załomu, a tam, na małej polanie, trzymetrowej wysokości plastikowa piłka. Łaty ma i wszystko. W środku kilka zdewastowanych prycz, dużo więcej śmieci. Wśród nich brak niestety kawałka rzemienia, żeby znaleźć tego, który to paskudztwo postawił i wybatożyć jego durne dupsko.

Strony: 1 2 3
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
John Markovich

John Markovich

Od czasu do czasu kupuje bilet i przewodnik, a o resztę martwi się na miejscu. Prowadzi bloga Być jak John Markovich, na którym relacjonuje swoje podróże oraz inne sprawy.
Podobne artykuły
Ruch uliczny w Azji – nie taki diabeł straszny…

Ruch uliczny w Azji – nie taki diabeł straszny…

O ruchu ulicznym w Azji opowiada się mity. We wszystkich mi znanych jest ziarno prawdy. Nie wszystkie są prawdziwe. Nieraz znajduję relacje, z którymi się nie zgadzam. Autorzy ulegli chyba pierwszemu wrażeniu, a to, przyznaję, jest mocne. ...
Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? (cz. II) – Tabriz

Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? (cz. II) – Tabriz

Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? Przeczytajcie drugą część relacji z naszej podróży, którą odbyliśmy w lipcu 2011 roku. Opisuję w niej przygody w trakcie pobytu w Tabrizie....
Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? Pierwsze wrażenia

Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? Pierwsze wrażenia

Gdy przekroczycie granicę Iranu, nie znajdziecie się wcale w piekle. Przekroczycie granicę kraju, którego mieszkańcy są niesamowicie gościnni, i w którym pobyt będzie należał do jednych z najbardziej niezapomnianych chwil waszego życia. ...
Zrozumieć Iran (cz. II): Shiraz, Zatoka Perska i Esfahan

Zrozumieć Iran (cz. II): Shiraz, Zatoka Perska i Esfahan

O co najczęściej pytają Irańczycy? Po co Ali trzyma w wersalce kałasznikowa? Jak dołączyć do ekskluzywnego klubu trekingowego i dlaczego studenci z Esfahanu jeżdżą w Góry Zagros? Tego dowiecie się w drugiej części relacji Maksa z samotnej podróży prz...

Komentarze: 7 »

  • Ania Błażejewska

    Gratuluję debiutu na Peron4.pl:) Świetny tekst, jak zwykle zresztą

  • Jan Marković

    Gratuluj, że się w końcu zebrałem ;) Dzięki.

  • Artur Głazowski

    Dobrze, ze w konkursie nie startowałeś. Jury mogloby miec watpliwosci ile miejsc na podium mozna przyznac jednemu autorowi, potem oskarzenia o kumoterstwo, wycofanie sie sponsorow, upadek, degrengolada
    ;)

    kapitalny tekst

  • Jan Marković

    dzięki wielkie :)

  • cyklonsześć

    i jeszcze chciałam napisać, że nieładnie tak dawać gołą babę na okładkę, ale tekst zacny :)

  • Joanna

    swietne! nie wiem czy nie najlepszy tekst ,jaki czytalam na tej stronie

  • Robb

    Ha .. takich kafelków to w Chinach całkiem sporo :-)
    bywają jeszcze podobne w designie .. zapalniczki ;-)
    trzymasz wtedy płoooomień w dłoni ;-))

    pozdr!!

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele