8 kwietnia 2010

W górę Nilu, czyli pamiętnik znaleziony na sudańskiej barce (I)

W górę Nilu - dzieciaki na barce

Młodzi współpasażerowie i ich karate stajl :) (Fot. Król Grzegorz)

Pot, brud i śmierdzące ryby. Nieustanne poszukiwanie cienia i wygodnej pozycji umożliwiającej przetrwanie. Jeśli wydaje się wam, że podróżowanie to same przyjemności, zapraszam na barkę z paliwem płynącą w górę Nilu.

Jesteśmy pierwsi. Żaden biały turysta nie płynął jeszcze statkiem z leżącego na północy Kosti do Juby – stolicy Południowego Sudanu. Po pierwsze – białych turystów tu w ogóle nie ma, po drugie – jeśli już biały pokonuje tę trasę (są nieliczni misjonarze, biznesmeni i pracownicy organizacji pozarządowych) to leci samolotem.

Kilka słów jeszcze na wstępie w kwestii wyjaśnienia – statek to bowiem zbyt wiele powiedziane jak na europejskie warunki. Najlepsze, powszechnie na Nilu używane określenie, to pusher, czyli pchacz.

W górę Nilu

Na jednej za barek staja nasze namioty. (Fot. Grzegorz Król)

Z przodu pchacza przymocowane są spięte ze sobą w czworobok cztery barki. W naszym przypadku trzy z nich wypełnione są paliwem, na czwartej stoi ciągnik, stary volkswagen i zdezelowany bus. Resztę wypełnia kilkaset zgrzebnych worków wypełnionych cebulą – towarem na południu deficytowym. Jeden z pokładów to także pasażerskie obozowisko – to na nim, osłonięte z jednej strony ścianą niewielkiej przybudówki, stają nasze namioty. W jednym z nich, po zmroku, gdy już słupek rtęci spadał poniżej czterdziestki, powstał ten dziennik pokładowy. Zapraszam do lektury.

4 III – dzień pierwszy: Z głodu nie umrzemy

Dziś o godz. 13.15 pusher „Africa” z trzema białymi a pokładzie wyruszył w liczącą ok. 1500 km podróż do Juby. Ciężko powiedzieć ile to potrwa. Jedni mówią, że dwa, inni, że trzy tygodnie. Każdy dodaje przy tym arabskie inshalla. Po naszemu – „jak Bóg da”. Równie dobrze tygodni może zatem być i cztery. Ale jesteśmy przecież w Afryce, gdzie nie obowiązują rozkłady jazdy.

W górę Nilu - owca na barce

Przed wypłynięciem pushera załoga zaopatrzyła się w świeże mięso. (Fot. Grzegorz Król)

Na pokładzie, poza arabską załogą i kilkoma czarnymi pasażerami, są z nami dwie owce. Nim dotrzemy do celu, jednym sprawnym pociągnięciem noża kucharz poderżnie im gardła. Posiłki załogi będą więc bogatsze od naszych o świeży kęs mięsa. No chyba, że złowimy jakąś rybę.

Co do jedzenia to jesteśmy zaopatrzeni solidnie. Mamy jakieś 15 kg podsuszonych daktyli, pół wielkiego worka cebuli, 3 kg soczewicy, 2 kg ryżu, paczkę makaronu, ok. 3 kg mąki, 2,5 kg mleka w proszku, ponad 3 litry oleju sezamowego, trochę ostrych jak diabli suszonych papryczek i przypraw w proszku. Jest jeszcze sól i cukier, kawa i herbata oraz parę puszek z ananasami, tuńczykiem i przecierem pomidorowym. Z głodu nie umrzemy.

Co innego nam chodzi po głowie. Po miesiącu spędzonym na objętej całkowitą prohibicją północy, oddalibyśmy wiele za zimne piwo.

Strony: 1 2 3
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Grzegorz Król

Grzegorz Król

Pod koniec ubiegłego stulecia pojechał lądem z Rzeszowa do Kathmandu. Tak mu zostało. Czasem pstryka zdjęcia, które wrzuca tu: crullu.com
Podobne artykuły
Kujawiak w środku Afryki

Kujawiak w środku Afryki

Sudan Południowy to kraj, w którym turystów po prostu nie ma. Tym ciekawiej się po nim podróżuje. Zapraszamy do najdziwniejszej stolicy - Juby, na afrykański wrestling i butelkę zimnego piwa Łomża....
W górę Nilu (2): Chodź, postrzelamy do krokodyli

W górę Nilu (2): Chodź, postrzelamy do krokodyli

Już prawie tydzień płyniemy Nilem do Juby - stolicy Południowego Sudanu. Wszystko po to, by upamiętnić imię Kazimierza Nowaka – Polaka, który jako pierwszy człowiek na świecie samotnie pokonał Afrykę. ...
Kiwi na szlaku Afryki Nowaka, czyli… ciąg dalszy przygód w Południowym Sudanie

Kiwi na szlaku Afryki Nowaka, czyli… ciąg dalszy przygód w Południowym Sudanie

Południowy Sudan i wyprawa śladami Kazimierza Nowaka widziana oczami Kiwi, która dołączyła do sztafety w Jubie. Tym razem m.in. przejedziemy się stopem na workach z kaszą i skosztujemy ananasowej wódki z plastikowego woreczka....
Kiwi na szlaku Afryki Nowaka, czyli… Najdziksza Wielkanoc Ever!

Kiwi na szlaku Afryki Nowaka, czyli… Najdziksza Wielkanoc Ever!

Pola minowe, spanie w buszu, miasto pijanych Acholi, muchy Tse-Tse, wódka w plastikowym woreczku o smaku ananasa i przygód innych cała masa – to w megaskrócie opis Wielkanocy 2010. Serwuje go nam Kiwi, która w Południowym Sudanie przyłączyła się do e...

Komentarze: 4 »

  • oko

    oj wąski ten nasz wisłok wąski….

  • jamkoś

    Spedzilem dwa miesiace w Sudanie ktorejs poprzedniej zimy. To jedno z najbardziej magicznych miejsc na globusie. Super, ze Wam sie chcialo! Powodzenia
    Marcin

  • Minor

    ja jebe…
    nie wiedziałem że tak głupio wygląda ‘haladzia’ w Nilu wśród lokalesów…

  • Grzegorz Król (autor)

    Zbychu, ja tylko pstrykałem. Reszty dokonała, że tak powiem, natura. Mówisz, ze była niełaskawa? :D

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele