Rowerem przez Saharę – rozmowa z Anną Grebieniow
– Na pustyni, w dodatku w kraju o zupełnie innej kulturze i religii, spędziliście Wigilię. Jak to wyglądało?
– Wigilię spędziliśmy w wulkanicznej scenerii, w pumeksach i żwirach Harugów Czarnych. Marcin wypatrzył pomiędzy pagórkami samotną akację i tam założyliśmy świąteczny obóz.
Ja zaczęłam od zdobienia naszej „choinki” – małego krzaczka akacji. Za bombki posłużyły wyschnięte arbuzy pustynne, kilka jabłek i bananów, wieczka od konserw, a w zawieszaniu pomagał Hamid, robił to pierwszy raz w życiu. Wszyscy rzucili się w wir przygotowań, była naprawdę świąteczna atmosfera. I kiedy nakryliśmy już do wigilijnego stołu (kawałka brezentu), gdy postawiliśmy pusty talerz dla niespodziewanych gości to wtedy stało się coś niesamowitego. Zobaczyliśmy na tym pustkowiu światła samochodu! Tradycyjnym, polskim zwyczajem zaprosiliśmy przejezdnych na Wigilię, byli zaskoczeni i oszołomieni widząc nie dość że rowerzystów na pustyni to jeszcze drzewko z ozdobami i pierogi lepione na masce samochodu. Odśpiewaliśmy kolędę, łamaliśmy się wszyscy chlebowym plackiem. W prezencie księżyc otoczył się pięknym „halo” tego wieczoru. To była szczególna noc.
Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy jak nieprzewidywalne i niezwykle pozytywne konsekwencje ona przyniesie. Myśliwi, których gościliśmy okazali się być zamożnymi mieszkańcami Zillah, przyjęli nas u siebie w domu, gdy dotarliśmy już do miasta. Dzięki nim udało się też spotkać 84-letniego człowieka, który pamiętał Kazimierza Nowaka… A wszystko zaczęło się od pustego miejsca przy stole…
- Święta na pustyni. (www.afrykanowaka.pl)
- Przekazanie pałeczki na granicy libijsko-egipskiej. Stąd ruszył, trwający obecnie, trzeci etap Afryki Nowaka. (www.afrykanowaka.pl)
– Podejrzewam, że spotkanie Salaha było jednym z największych przeżyć Waszego etapu. Co ciekawego powiedział o Nowaku?
– Tak, to było niesamowite przeżycie. Staremu Salahowi drżał głos gdy zobaczył zdjęcie Nowaka w książce. Potem opowiedział, że gdy był 8-letnim chłopcem podróżnik na rowerze zawitał do ich oazy. Wymieniał fakty, których nie dowiedział się od nas a były zgodne z historią. Urzekł mnie tym, gdy powiedział, że Nowak był szczególny, bo nie przyjechał kolonizować tylko poznawać kulturę, ludzi, zwyczaje. Bardzo dopytywał o dalsze jego losy i był naprawdę wzruszony gdy dowiedział się skąd my się tu wzięliśmy i po co. Na pamiątkę daliśmy mu książkę Nowaka a on wpisał się nam po włosku do „książeczki – pałeczki”.
– Jakie wydarzenia jeszcze szczególnie zapamiętałaś?
– Dla mnie bardzo ważnym wydarzeniem było uratowanie ze starego, podziemnego akweduktu małego szczeniaka. To było w Al Fogha, w starej medynie. Zmagaliśmy się jakieś 3,5 godziny żeby wyciągnąć zwierzaka z co najmniej ośmiometrowej studni. Osypujące się, piaskowcowe ściany szybu szybko ostudziły moje zamiary zejścia na dół zapieraczką. W końcu po nieskutecznych próbach spuszczania plecaka i sakwy z przynętą, udało się mi i Marcinowi nabrać psiaka wiadrem zawieszonym na dwóch linach. Ależ to była radość! Suczka otrzymała imię Medina na pamiątkę miejsca, w którym ją znaleźliśmy. Potem do końca wyprawy dzielnie nam towarzyszyła i podbiła serca wszystkich, również Hamida, który postanowił ją zatrzymać. Usłyszałam od niego, że dzięki Medinie pokochał psy…
– Powiedz nam jeszcze na koniec – po co w ogóle to całe zamieszanie i czy warto było jechać taki kawał drogi i tyle się męczyć?
– Mieliśmy dużo zapału i samozaparcia a przeszkody tylko dostarczały emocji i przygód. Teraz jest co wspominać, np. jak piasek zacinał w twarz pod Murzukiem i ledwo dało się jechać w burzy pyłowej. Zmaganie się z przeciwnościami daje w podróży dużo satysfakcji. A tej podróży na dodatek przyświeca szczytna idea promowania postaci naszego polskiego podróżnika Kazimierza Nowaka. Podoba mi się sztafetowa misja poszukiwania śladów pioniera, miejsc które kiedyś on fotografował, w których był, odpoczywał, pomieszkiwał. To wielka postać.
Mam nadzieję, że ta sztafeta sprawi, że cały świat o nim się dowie. O tym, że pewien Polak dokonał samotnie w latach 30-tych czegoś, co jak się przekonaliśmy, nawet teraz przy sprzętach wysokiej jakości i w grupie nie jest takie łatwe. Dopiero doświadczając czegoś podobnego możemy lepiej zrozumieć jak wielkie wyzwanie podjął Nowak. Nie raz, brnąc poprzez piach czy raniąc się o kamienie, myślałam sobie „jak on to zrobił”. A przecież wtedy było o wiele trudniej.
Rozmowa z Jakubem Pająkiem, jednym z pomysłodawców i organizatorów projektu afrykanowaka.pl: Kazimierz Nowak zasługuje na tę wyprawę.


