Pakistan: wirujący trans w mieście Lahore

Bębniarze przygrywający wirującym sufitom. (www.loswiaheros.pl)
Będąc w pakistańskim Lahore, oprócz zwiedzania zabytków, włóczenia się po uliczkach i bogatych doznań kulinarnych, można doświadczyć czegoś bardzo niespotykanego: można zobaczyć wpadających w trans wirujących sufistów i obserwować jak pieniądze lecą z nieba na muzyków kawali.
Hostel Regale Internet Inn, w którym zatrzymaliśmy się w Lahore, należy do Pana Malika, osoby nobliwej, gorliwego sufisty, a przede wszystkim bardzo sympatycznego i pomocnego człowieka, który dba o to, żeby jego goście nigdy się nie nudzili. W każdy czwartek Pan Malik ma do zaoferowania dwie atrakcje: koncert muzyki kawali i tajemniczą noc sufi.
Oczywiście dla nas to punkt obowiązkowy, bo o transowych seansach sufi czytaliśmy już dawno i bardzo nas intrygowały. Wcześniej jednak skorzystaliśmy z zaproszenia Pana Malika na koncert muzyki kawali. Nie mieliśmy pojęcia co to w ogóle znaczy.
Koncert odbywał się w jakimś kompleksie, nad którym górował meczet. Weszliśmy do ogromnej sali, gdzie pod jedną ze ścian ustawiona była niska scena, a na niej siedziała już grupa mężczyzn grających muzykę kawali. Ludzie siedzieli na materacach ułożonych w półokrąg. Pierwszy rząd materacy był zupełnie pusty – podobno przeznaczony dla specjalnych gości, a my zostaliśmy zaproszeni, aby usiąść właśnie tam.

Na koncercie kawali w pakistańskim Lahore. (www.loswiaheros.pl)
Po chwili zaczęli się schodzić prawdziwi goście specjalni, czyli mężczyźni w białych strojach, nieco bardziej przy kości niż reszta społeczeństwa – widać, że jakieś grube ryby. Każdy z tych gości miał zakładany na szyję wieniec ze świeżych kwiatów, który najpierw całował, a potem odkładał na miejsce lub zakładał kolejnemu gościowi.
Sala szybko zapełniała się nowymi przybyszami, a muzyka kawali ryczała z głośników. Uszy bolały już po 15 minutach jej słuchania. Sama muzyka nie jest zła, ale nie wiedzieć z jakiego powodu, nagłośnienie nastawione było na „cały regulator” tak, że głośniki prawie podskakiwały, a ich liczne zgrzyty i piski wykańczały bębenki w uszach.
Co jakiś czas goście specjalni podnosili się ze swoich miejsc, stawali przed sceną i sypali na muzyków dziesiątki banknotów o nominale 5 rupii pakistańskich (jakieś 17 groszy). Potem radośnie poklepywali się po plecach. Kiedy na podłodze była już spora górka banknotów ktoś z zespołu zbierał je skwapliwie.
Miedzy zgromadzonym audytorium fanów muzyki kawali chodził kolorowo ubrany mężczyzna, który na plecach miał coś, co normalnie służy do rozpylania nawozu na polu. Miedziany pojemnik z lancą, wypełniony był na szczęście wodą z aromatem kwiatowym, a mężczyzna rozsiewał ten zapach po całej sali, za co też zbierał drobne pieniążki.
Mimo, że wszystko to wyglądało bardzo ciekawie i egzotycznie, nie mogłam się już doczekać kiedy się skończy, bo po prostu miałam wrażenie, że za chwilę ogłuchnę. Po wyjściu z sali jeszcze długo piszczało mi w uszach… Tak, muzyka kawali na długo zapadła mi w pamięć.







27 Trip, czyli w dwa miesiące dookoła świata
AFRYKA NOWAKA - wyprawa szlakiem Kazimierza Nowaka
Jedwabnym Szlakiem - rowerowa wyprawa Ani i Robba
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika
Moje Grand Tour - samotna włóczęga z plecakiem po Ameryce Łacińskiej Kuby Fedorowicza
Filmowa wyprawa do Peru. Cel: dokument o Kolei Transandyjskiej, będącej dziełem Polaka - Ernesta Malinowskiego. 


Moze to i lepiej, ze nie do konca udalo sie zlapac klimat. Gdybys napisala, ze bylo wprost magicznie, kojaca muzyka, migajace lampki, dym kadzidel i zafascynowani turysci wokol to podejrzewalbym raczej przedstawianie dla przyjezdnych. Tymczasem wyglada na to, ze sufisci nie robia tego na pokaz, nie robia teatralnych gestow, siadaja palac papierosy jesli w trans nie udalo sie wejsc. Jest chyba bardzej autentycznie.