Metrem przez Mexico City, PKS-em przez Meksyk


Sebastian Placzek


Meksyk? Bardzo kolorowy, dosłownie i w przenośni. Gorący w centrum, parny dodatkowo na Jukatanie. To kraj w rytmie salsy płynący. Gdy tylko zaczniesz kroczyć wzdłuż największych i tych najmniejszych ulic i uliczek, salsa jest niemal wszędzie słyszalna – czy to na powierzchni, czy w podziemiach metra. Ta rozpływa się z wielkich głośników wśród mas przewijających się ludzi, sprzedawców i handlarzy – co skrzyżowanie, co drugi sklep.

Mexico City - widok z samolotu

1. MEKSYK, Mexico City. Jedna z największych metropolii świata. (Fot. Sebastian Placzek)

Podróż metrem w Mexico City (na dwudziestomilionową metropolię to w końcu jedyny sensowny środek komunikacji, by dostać się z punktu A do B) – to oczywiście przygoda sama w sobie. Co stacja, to w wagonie pojawia się jakiś wrzeszczący/a (bo inaczej się nie da!) sprzedający/a. Czasem myślisz: „kto takie bzdury kupuje i to w dusznym zatłoczonym metrze?” – pisaki, temperówki, gumy do żucia, mini pasty do zębów, „promocyjne” maszynki do golenia? A jednak! Ludzie kupują! Każdy coś dla siebie znajdzie, zawsze coś się w końcu przyda.

Obok handlujących – to także wszelkiego rodzaju muzycy i „artyści” – od tych z głośnikiem na plecach i odtwarzaczem CD w ręku ze składankami typu Paco de Lucia i 4 Pory Roku – the best of, po (dosłownie!) całe coverowe zespoły z perkusją, gitarami i nagłośnieniem. Wpychające się do wagonu, by szybko zagrać, może coś zarobić i hop! do następnego. Uwieńczeniem wszystkich tych przygód była wrzeszcząca półnaga brygada wytatuowanych chłopaków – z wyglądu prawie jak z filipińskich więzień. Na wyposażeniu worek potłuczonego szkła, rozłożony na podłodze wagonu. A na tym szkle? Oczywiście popis artystyczny! Fikołki, upadki, przechodzenie, skakanie itd. Żadnych ran, nic! re-we-la-cja! Nie wiedziałem tylko czy się śmiać, czy zaraz oczy mi same z orbit wypadną z tego niemałego zdziwienia. Oczywiście trik psychologiczny musiał być: kobieta z dzieckiem na rękach kasująca w międzyczasie widzów. Ale to norma. By nie było: tam z głodu nikt nie umiera, a już na pewno nie dzieci. Rodzina i dzieci to świętość.

 

Meksyk z lotu ptaka

2. MEKSYK, Mexico City. Mexico City z lotu ptaka. (Fot. Sebastian Placzek)

Życie codzienne w Mexico City

3. MEKSYK, Mexico City. Daily life. (Fot. Sebastian Placzek)

Pitramida Słońca w Teotihuacan

4. MEKSYK, Teotihuacan. Aleja Zmarłych i widoczne w tle Piramida Słońca. (Fot. Sebastian Placzek)

 

Życie w Mexico City to w wielkiej części jego podziemie i metro. To tam doskonale widać, ile faktycznie ludzi przepływa codziennie korytarzami. Jednak, jak na jedno z największych miast świata, niedane mi było utonąć w tej rzece tłumów. Inaczej niż w Pekinie – tam z ledwością można było złapać kawałek powietrza, by płynąć dalej azjatyckim strumieniem.

Nie da się w Mexico City nie zauważyć policji. Na każdym skrzyżowaniu i w pełnym rynsztunku: kamizelki kuloodporne, hełmy, wielkie giwery na ramionach. Do tego policyjne pickupy przewożące grupki stróżów prawa z jednego miejsca w drugie. Mafia w końcu nie śpi! Zresztą słowo policja w meksykańskim wydaniu powinno ustąpić słowu antyterroryści – nawet wobec tych cierpliwie stojących na skrzyżowaniach, czekających w upale na szybką zmianę warty. Z wyglądu daleko im bowiem do znudzonego policjanta w czapce i z notesikiem wspomnień w dłoniach.

 

Teotihuacan w Meksyku

5. MEKSYK, Teotihuacan. Widok na Aleję Zmarłych i Piramidę Słońca. (Fot. Sebastian Placzek)

Puebla w Melsyku

6. MEKSYK, Puebla. Czwarte pod względem liczby mieszkańców miasto kraju. (Fot. Sebastian Placzek)

Meksykańskie Puebla

7. MEKSYK, Puebla. Wśród ulic i uliczek. (Fot. Sebastian Placzek)

 

Jedzenie? Oczywiście wśród lokalnych mieszkańców! Czy to na krawężniku na ulicy, na prowizorycznym „stole” przybitym do ściany, czy na stojąco wśród innych stojących, wokół „szefa” stojącego jeszcze wyżej (bo na beczce) z plikiem karteczek przyjmującego zamówienia. Oczywiście wszystko po hiszpańsku (dobrze, że chociaż liczyć potrafię…) – o angielskim generalnie w Meksyku zapomnij.

Spoglądasz więc z dołu na swojego Pana (coś na kształt giełdy), i krzyczysz do niego, albo szarpiesz za nogawkę Senor!!! Uno-quatro pollo por favore! Nawet moja ciemna blond fryzura wyróżnia się i świeci jak żarówka w tłumie czarnowłosych – więc bez problemu i kolejki dostaję ćwiartkę kurczaka z uśmiechem i niedowierzaniem, że „oto turysta pojawił się wśród nas. Co on tutaj robi?”. Sosy do tego? Kambodża i Tajlandia i tak nie mają sobie póki co równych. By nie było: łzy, pot, pali Cię na języku i wewnątrz – litr zimnej coli i tak nie gasi płomienia. Rewelacja!

Menu pyszne i kaloryczne przy okazji. Nie trzeba jeść, by się o tym przekonać, wystarczy się rozejrzeć w około – na rubaszne meksykanki i ich nieco szczuplejszych towarzyszy.

 

Na ulicy w Meksyku

8. MEKSYK, Puebla. Scenka uliczna. (Fot. Sebastian Placzek)

Tula w Meksyku

9. MEKSYK, Tula. Miasto w środkowym Meksyku z zachowanymi ruinami miasta Tolteków. (Fot. Sebastian Placzek)

Piramida w meksykańskim Kukulkana

10. MEKSYK, Chichen Itza. Piramida Kukulkana. (Fot. Sebastian Placzek)

 

Podróżowanie „PKS-em” po Meksyku za niewielkie kwoty jest banalnie proste i mega wygodne. Krajobrazy, które za oknem busu rozwijały się co kolejne wzniesienie – niemal jak z obrazków ze starych westernów – wynagrodzą utratę tych paru dolarów nawet najbardziej marudzącym i oszczędnym. Charakterystyczne góry, wzniesienia, kaktusowata roślinność z królującym wszędzie Joshua Tree.

Jeśli ktoś chciałby poznać Meksyk w pigułce, wyobrażając sobie jak bardzo meksykańskim meksykańskie miasto może być – koniecznie powinien ruszyć do Taxco. Chyba tak meksykańskie, jak zna się Meksyk z filmów, reportaży i książek. Białe miasto, spokojne, położone malowniczo wśród otaczających gór, nie zalane jeszcze rzeką turystów.

 

11. MEKSYK, Taxco. Miasto białych taksówek. (Fot. Sebastian Placzek)

11. MEKSYK, Taxco. Miasto białych taksówek. (Fot. Sebastian Placzek)

Taxco w Meksyku

12. MEKSYK, Taxco. Malownicze miasto srebra. (Fot. Sebastian Placzek)

Meksykańskie miasto srebra

13. MEKSYK, Taxco. Miasto srebra. (Fot. Sebastian Placzek)

Malownicze miasta Meksyku - Taxco

14. MEKSYK, Taxco. Miasto słynie z bardzo gęstej zabudowy oraz plątaniny wąskich i brukowanych uliczek. (Fot. Sebastian Placzek)

 

Myśli i wyobrażenia, które przywodzą Meksyk – to oczywiście kultura prekolumbijska. Wielki i niemal kosmiczny w swej architekturze aztecki Teotihuacan. Ten oczarowuje swoją wielkością i monumentalnością. Żaden dokument przeczytany i obejrzany nie oddawał wielkości tego miejsca. Dopiero stanięcie na niemal trzyipółkilometrowejkilometrowej Alei Zmarłych wśród piramid, małych i tych największych del Sol i de la Luna – pokazało swój majestat. Teotihuacan ma w sobie coś mistycznego, matematyczny układ piramid, ich forma, znaczenie, zależność wobec pór roku.

Na Jukatanie obowiązkiem zobaczenia jest tak łatwo kojarząca mi się z kambodżanskim Angkorem – Chichen Itza, czy położone malowniczo nad turkusowym karaibskim morzem Tulum. Kto choć trochę czytał, to wie, jak piękne i barwne to były kultury. Około 90% potomków Majów nadal żyje na Jukatanie, i to widać – po prostu widzisz, że tu nie pasujesz. Specyficznie udekorowane w majowskie ornamenty codzienne ubrania i obowiązkowe – najpiękniejsze czarne i długie włosy u kobiet.
Meksyk to piękny kraj, kolorowy i żywy jak barwne graffiti na jego co drugim niemal budynku i ścianie, pozytywny jak jego mieszkańcy i bardzo gorący dla tych, którym śródziemnomorskie słońce za zimne jest.

 

Zabytki Chichen Itza

15. MEKSYK, Chichen Itza. Świątynia Wojowników. (Fot. Sebastian Placzek)

Kultura Majów w Meksyku

16. MEKSYK, Chichen Itza. Prekolumbijskie miasto założone przez Majów. (Fot. Sebastian Placzek)

Piramida w Chichen Itza

17. MEKSYK, Chichen Itza. Piramida Kukulkana. (Fot. Sebastian Placzek)

Tulum w Meksyku

18. MEKSYK, Tulum. Ruiny Majów w Tulum. (Fot. Sebastian Placzek)

 

Sebastian Placzek


Komentarze: (1)

Kojek 23 czerwca 2015 o 20:30

Meksyk jest cudowny, słodko-pikantny! Była w tym roku miesiąc w Meksyku i jest to zdecydowanie za krótko. Wydaje mi się że Meksykanie nie tyją od ich jedzenia, tylko bardziej od cukru który opanował Meksyk – na każdym kroku cukiernie z mnóstwem rodzajów ciast, ciasteczek. Do tego Coca Cola zwana u nich Coką w butelkach o większej pojemności niż u nas. Przykre.

Odpowiedz