Jak zaplanować podróż z Polski do Iranu


Zosia Smoła i Marcin Ochmian


Najpierw była idea powrotu do Iranu i zobaczenia tych miejsc, do których nie dotarliśmy w 2012 roku, czyli głównie Kurdystanu. Później pojawił się pomysł odbycia tej trasy samochodem – na miejscu dawałby większą swobodę przemieszczania się i niezależność. Po przeprowadzeniu poszukiwań i sprawdzeniu możliwości wybór padł na mercedesa W124 – model niezawodny oraz wygodny. I tak właśnie mercedes stał się symbolem naszego wypadu. Do wyprawy zapaliła się grupa przyjaciół, a celem stał się Kurdystan nie tylko irański, ale również iracki i turecki.

Do Kurdystanu można dotrzeć albo przez Ukrainę, Rosję, Gruzję (co było naszym pierwotnym planem) albo po zachodniej stronie Morza Czarnego – z Polski przez Słowację, Węgry, Serbię i Bułgarię do Turcji. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na drugą trasę, sprawdzoną już przez znajomych, którzy tą drogą jeździli do Bułgarii. Ponieważ nie chcieliśmy jechać jedna trasą dwa razy, więc powrót zaplanowaliśmy wschodnim wybrzeżem Morza Czarnego.

Mając już ogólną trasę, przyszedł czas na zaplanowanie co możemy i chcemy po drodze zwiedzić. Zaczęliśmy dodawać na naszej trasie kolejne cele: Gruzja (rejon winny i Góry Kaukazu), Kapadocja w Turcji, plaże Morza Śródziemnego oraz wschodnia część Krymu. I tak powstała trasa o długości około 10 tysięcy kilometrów.

Nasir al-Molk

Tym razem do Shirazu nie dojedziemy, ale na północy Iranu także jest wiele meczetów, równie ciekawych jak Nasir al-Molk w Sziraz. (Fot. Marcin Ochmian)

Ale przecież takiej trasy nie da się pokonać bez przygotowania, zwłaszcza że wiedzie ona przez kraje, do których należy wyrobić wizy. Należało sprawdzić gdzie znajdują się przejścia graniczne, w jakim stanie są drogi, jakie są ceny paliw oraz czy istnieją jakieś ograniczenia w przemieszczaniu się samochodem po krajach na naszej drodze. Osobnym wątkiem jest również przygotowanie samochodu do takiej podróży.

Wizy, wizy, wizy…

Na szczęście żyjemy w czasach „wujka” Google, a właściwie wszystkie informacje można znaleźć na licznych forach podróżniczych oraz indywidualnych blogach i stronach prowadzonych przez pozytywnie zakręconych podróżników. My również taki prowadzimy, chcąc podzielić się naszymi doświadczeniami.

Na szczęście tylko nieliczne kraje na naszej trasie wymagają wcześniejszego przejścia przez procedury wizowe. Wizę turecką oraz do irackiego Kurdystanu dostaniemy bezpośrednio na granicy, Gruzja i Ukraina nie wymagają od Polaków wiz wcale. Armenia zniosła obowiązek wizowy z początkiem 2013 roku, co pozwoli nam dość sprawnie przemieścić się pomiędzy Iranem a Rosją. Islamska Republika Iranu oraz Federacja Rosyjska wymagają zainteresowania się procesem wizowym minimum 2 miesiące przed wyjazdem. Na pierwszy raz procedury wydają się być skomplikowane, ale są do przejścia. Szczegóły, jak uzyskać wizy, gdzie złożyć dokumenty i ile to wszystko kosztuje znajdziecie na naszym blogu.

Polecamy: Iracki Kurdystan. Przepraszam, czy tu biją?

Trzeba pamiętać, że z uwagi na ograniczenia w ruchu międzynarodowym niektóre przejścia graniczne są wyłącznie samochodowe lub co gorsze – piesze. Dla nas podstawowym narzędziem przy ustaleniu trasy były fora internetowe, spotkania z podróżnikami oraz nasze wcześniejsze doświadczenia – znamy już Europę i Bałkany.

Jak szczegółowo zaplanowaliśmy naszą trasę?

Z Polski do Edirne w Turcji planujemy przejechać bez większych przystanków sprawdzoną w większości dwupasmowa drogą, która według naszych wyliczeń zajmie nam około 24 godzin. Najpierw od granicy polskiej dobrze utrzymaną trasą E-75 do Niż w Serbii, dalej pojedziemy E-80, przez Bułgarię, w kierunku Edirne, gdzie w dawnej stolicy planujemy pierwszy przystanek. Tą trasę polecamy w szczególności – przejazd przez Rumunię, pomimo iż odległościowo krótszy, wymaga oczekiwania w długich kolejkach na nielicznych przejściach na granicy rumuńsko-bułgarskiej.

Największy problem mieliśmy ze zlokalizowaniem działających przejść pomiędzy Turcją a Irakiem, ale internetowe fora oraz liczne doświadczenia polskich podróżników potwierdziły, iż granica Silopi – Zakho jest otwarta i przejezdna. Długie kolejki samochodów ciężarowych nie wpływają znacząco na ruch samochodów osobowych.

Nie ukrywamy obaw związanych z przejazdem przez Sulaymaniyah w Iraku północnym, ale wizja dotarcia do tej części świata jest wielce kusząca. W końcu ta autonomiczna część kraju cieszy się zdecydowanie spokojniejszą sytuacją polityczną, jednak liczymy się z możliwością jej pogorszenia i ewentualną zmianą planów, ale taką decyzję podejmiemy już na miejscu.

Wiemy natomiast, że przejazd przez tą część Kurdystanu będzie przyjemnością, ponieważ drogi są tam bardzo dobre. Co można również zobaczyć choćby na Google Street View. Jest to bardzo przydatna funkcja, dzięki której mogliśmy podejrzeć naszą trasę na zdjęciach.

Zakładając realizację planów w stu procentach, Irak będziemy opuszczać w miejscowości Penjwin. Istnienie i funkcjonowanie tego przejścia potwierdziliśmy dzięki użytkownikom couchsurfingu. Przejazd drogami przez Iran trudno ocenić jednoznacznie. Drogi są bardzo dobre, szerokie i przecinają cały kraj. Niestety używane są przez czasem lekko szalonych kierowców irańskich, a na pewno największym postrachem będą dla nas pędzące autobusy i ciężarówki. Islamską Republikę Iranu planujemy opuścić w północno-zachodniej części drogą M-2 prowadzącą do Armenii.

Po opuszczeniu Iranu jechać będziemy na północ w kierunku Gruzji, a dokładnie Tbilisi i Kazbegi. Podczas pobytu w 2011 w Kaukazie potwierdziliśmy, iż przejście graniczne między Gruzją a Rosją na drodze wojennej jest otwarte. Informacje ta potwierdziliśmy również w tym roku w ambasadzie. Wiemy też o innych śmiałkach, którzy w 2012 roku z sukcesem pokonali tę trasę. Jak alternatywę mamy przygotowaną drogę wzdłuż brzegu Morza Czarnego do Soczi. Niestety napływające zewsząd informacje są sprzeczne i wciąż nie mamy pewności, czy przejazd przez Abchazję jest w ogóle możliwy.

Wyzwaniem dla naszego mercedesa będzie na pewno górzysta choć piękna droga do Władykaukazu. Tutaj znowu Google okazało się idealne do podejrzenia i widoków i drogi jaka na nas czeka w tych górach. Federację Rosyjską przejeżdżamy wyłącznie tranzytem do Portu Kaukaz. Stamtąd co dwie godziny odpływa prom na Półwysep Krymski, na którym zamierzamy nieco zregenerować siły nad brzegiem Morza Azowskiego.

Ostatni etap to krajoznawcza wycieczka przez równiny centralnej Ukrainy do naszego uwielbionego Lwowa. Powrót do Polski odbędzie się przez przejście w Medyce. Ukrainę i jej drogi znamy z naszych poprzednich wyjazdów, więc nie potrzebowaliśmy szukać wielu informacji. Jednak wielu Polaków dojeżdża na Krym na wakacje samochodami, więc można znaleźć wiele relacji z ich trasy.

Carnet De Passage – dokument nieodzowny

Jeśli chodzi o samochodową podróż przez Iran należy wziąć pod uwagę jeszcze jedna ważną rzecz. Aby móc przekroczyć granice samochodem, należy posiadać Carnet De Passage – czyli międzynarodowy dokument celny, pozwalający posiadaczowi wjechać na terytoriom krajów Bliskiego i Dalekiego Wschodu bez dokonywania dodatkowych opłat celnych.

Carnet ten wiąże się z wydatkiem kaucji w wysokości 30 tysięcy złotych na samochód jako zabezpieczenie, w naszym przypadku, że samochód opuści terytorium Iranu. Kaucja ma zapobiec sprzedaży auta, ale również pokryć koszty sprowadzenia do kraju zepsutego samochodu. O Carnet należy wystąpić do PZMOTu.

I tutaj znowu Internet okazuje się źródłem wielu informacji. Udało nam się dotrzeć do relacji podróżników, którzy przekroczyli granice Iranu samochodem, zarówno posiadając CPD jak i nie posiadając tego dokumentu. Zdążyły się niestety również sytuacje, w których mimo posiadania CPD turyści nie zostali wpuszczeniu do Iranu. Na taka sytuację też jesteśmy przygotowani – zostawimy samochód na granicy, a kraj przemierzymy autobusami, które w Iranie są bardzo wygodne i tanie.

Nasz Mercedes W124

Jak wcześniej wspominaliśmy, trasę zamierzamy pokonać Mercedesem W124. Specjalnie na potrzeby naszej wyprawy w grudniu 2012 roku kupiliśmy samochód, nazwany dumnie Batumi 1. Wyprodukowany w 1990 roku pojazd będzie przez trzy tygodnie naszym środkiem transportu, domem, czasem sypialnią, kuchnią, multimedialnym centrum rozrywki i dowodzenia. Poszukiwania były długie, ale mamy nadzieje, że owocne.

Zanim auto wyruszy w tak długą i wymagającą trasę przejdzie przez ręce warsztatu samochodowego, w którym wymianie i szczegółowemu przeglądowi poddane zostaną wszystkie płyny, elementy zawieszenia, hamulce, układ przeniesienia napędu i komplet opon. Dołożone zostaną też dodatkowe halogeny, a auto zostanie uzupełnione o nowoczesne radio (czytające MP3).

Zanim wyruszymy w trasę poza granice Polski, Batumi 1 poddany zostanie testowi wytrzymałości na terenie kraju. Ważne jest, aby znać możliwości samochodu, jego mocne i słabe strony, a także potrafić dokonać podstawowych napraw we własnym zakresie. Idealnym wyjściem jest jechać swoim samochodem, który posiadamy od wielu lat, a znamy go jak przysłowiową własną kieszeń. My nie mieliśmy takich możliwości i dlatego wybór padł właśnie na długowiecznego W124.

Na pewno weźmiemy ze sobą w trasę jakieś podstawowe części zamienne i oczywiście komplet narzędzi. Przy przygotowywaniu samochodu do trasy bardzo przydatne okazały się fora miłośników marki oraz tego modelu. Zawarte na nich informacje, pozwalają nie tylko poznać samochód, ale również zdobyć odpowiedź na czasem nawet najdziwniejsze pytania.

W ten oto sposób 23-letnie Batumi 1 rozpocznie swoją wielką przygodę na wschód od Buga. Pierwszą, bo w naszych głowach rodzą się już kolejne plany…

Peron Czwarty objął patronatem wyjazd Friends in Benz – spodziewajcie się więc relacji!

Zosia Smoła i Marcin Ochmian


Komentarze: 3

Agroturysta 7 kwietnia 2013 o 19:01

Taka wyprawa autem a w szczególności merolem W124 to niezwykłe wyzwanie. Zazdroszczę odwagi i życzę powodzenia w podróży. Bez gwiazdy nie ma jazdy hehe :)

Odpowiedz

Szymon 2 czerwca 2013 o 14:34

Ciekawy tekst. Dobrze wiedzieć, ze są ludzie, którzy robią podobne rzeczy. My jedziemy Polonezem do Armenii, więc zawarte informacje się przydadzą :D

Odpowiedz

friendsinbenz 18 czerwca 2013 o 21:07

Hej,
wróciliśmy cali, zdrowi, opaleni, uśmiechnięci i bagażem niesamowitych przeżyć.
Po informacje praktyczne zapraszamy na bloga, jest na nim coraz więcej aktualizacji i praktycznych informacji.

Życzymy powodzenia w wyprawie Poldkiem.

Odpowiedz