Islandia – można się zakochać… czyli tygodniowy tour dla dwojga


Łukasz Czubak


To miał być męski wypad. I był. Ale gdy zobaczyłem ten krajobraz, gdy dotknąłem wulkanicznego pyłu, od razu uświadomiłem sobie, że muszę Ją tu kiedyś zabrać. Na Islandii jest kilka miejsc, które nawet z Clinta Eastwooda wycisną łezkę. Panowie, jeśli chcecie stopić chłód damskiego serca – wbrew pozorom – zabierzcie ją na Islandię!

Drogie Panie, jeśli chcecie podgrzać emocje damsko-męskie – wbrew pozorom – dajcie zaprosić się na Islandię! Bo w tej wyspie można się zakochać.

Wspólne wyjście na miasto

Proponuję zacząć kameralnie, ale i po europejsku zarazem. Od romantycznego spaceru po mieście. Mimo że Rejkiawik ma niewiele ponad 120 tysięcy mieszkańców, to posiada w sobie urok kilku metropolii naraz. Niezobowiązująca przechadzka po tej wyjątkowej miejscowości, nad którą latem słońce nie zachodzi przez dziewiętnaście godzin, a zimą świeci zaledwie przez cztery, z pewnością spodoba się ukochanej. Wszystko jest tu niewielkie, lecz pociągająco oryginalne zarazem.

tjorn_rejkiavik

Tjӧrn, Rejkiavik. (Fot. Łukasz Czubak)

W Rejkiawiku małomiasteczkowość Przystanku Alaska przeplata się z wielokulturowością Nowego Jorku. Nordycki chłód i opanowanie stoi w opozycji do rozgrzewających imprez do białego rana. Futurystyczne wieżowce kontrastują z niezmiennym krajobrazem surowych gór i drewnianych domków. Uwagę zwracają barwne wystawy, kolorowe murale, oryginalne pomniki i nietuzinkowe osobowości (w życiu nie widziałem tylu hipsterów na tak małym obszarze!). Każdy budynek, podwórko, skwer, mimo że nie rzuca się w oczy, nie szokuje architekturą, to urzeka charakterem i otwartością. Zaprasza do zajrzenia do środka.

Wśród obowiązkowych punktów wycieczki po Rejkiawiku na pewno warto uwzględnić:

  • wizytę w wyjątkowym Hallgrimskirkja, kościele wzorowanym na kształcie bazaltowych słupów zastygłej lawy (widok z wieży na panoramę miasta i okoliczne góry robi wrażenie);
  • fotkę przed pomnikiem Leifa Erikssona – odkrywcy Ameryki;
  • przechadzkę główną ulicą handlową, Laugavegur, w poszukiwaniu oryginalnych sklepów i pamiątek;
  • zwiedzanie XVIII-wiecznej części miasta z najstarszym domem i budynkiem parlamentu oraz wizytę w porcie.

Lecz równie dobrze można powłóczyć się bez pośpiechu i celu, zaglądając we wszystkie kolorowe kąty…

Nie zapomnijcie jedynie odwiedzić malowniczego stawu Tjörn. Karmiąc tamtejsze kaczki i wymachując beztrosko nogami na ławeczce, można w spokoju napawać się chwilą i wyjątkowym towarzystwem.

Złoty podarek na początek znajomości

Romantyczną podróż za miasto warto rozpocząć od przejażdżki po Golden Circle. Co by nie mówić, dziewczyny lubią błyskotki. A tych na trzystukilometrowej pętli, którą można rozpocząć i zakończyć w Rejkiawiku, jest na trasie całkiem sporo.

Podróż przez Islandię - foto

Park Narodowy Þingvellir, tu miały miejsca posiedzenia Althingu. (Fot. Łukasz Czubak)

Pierwsza to Park Narodowy Þingvellir. Miejsce położone na styku dwóch płyt kontynentalnych – Europy i Ameryki Północnej. Ścierają się tu nie tylko żywioły, ale i historia i kultura.

Właśnie w tym miejscu powstał pierwszy w Europie parlament, czyli Althing Wikingów. Właśnie tu Islandczycy postawili pierwszy katolicki kościół na wyspie. W tym miejscu, w 1944 roku proklamowali niepodległość. Także tutaj znajduje się najgłębsze na Islandii, bo aż stuczternastometrowe jezioro Þingvallavatn. Ale nie ma co rzucać się na głęboką wodę. Atrakcji na trasie jest znacznie więcej. Po drodze zobaczycie jeszcze dolinę, w której ziemia gotuje się od emocji i perełkę islandzkiej przyrody – Złoty Wodospad.

Haukadalur - zdjęcia z Islandii

Haukadalur, ziemia paruje! (Fot. Łukasz Czubak)

Haukadalur to rozległy obszar z parującymi sadzawkami i gejzerami. Bulgocząca woda osiąga tu temperatury rzędu 80-100 stopni Celsjusza. Główną atrakcją jest Strokkur – gejzer, który co kilka minut wystrzeliwuje fontannę gorącej wody na wysokość dwudziestu metrów. Przezornie rozłożona nad głową wybranki parasolka z pewnością uchroni przed niezapowiedzianą kąpielą i pozwoli nabić pierwsze punkty.

Zapierający dech w piersiach widok na Islandii

Gullfoss, Złoty Wodospad. (Fot. Łukasz Czubak)

Z kolei dziesięć kilometrów na północ woda spada z wielkim hukiem z kaskad o wysokości trzydziestu dwóch metrów. Gdy pierwszy raz widzi się Gullfoss, człowiek przyłapuje się z niepoważną miną. Gwarantuje, że niejedna dziewczyna pozwoli uszczypnąć się w tym miejscu, żeby przekonać się, czy nie śni. Tego miejsca nie da się ogarnąć ot tak. Trzeba kilku sekund, by dojść do siebie. Przy odrobinie szczęścia, romantyzm chwili podkreśli często pojawiająca się w tym miejscu tęcza. Nic tylko chwycić się za ręce…

Spacer po wyjątkowej plaży

Czarna plaża Vik na Islandii

Plaża w Vik czarno na białym… (Fot. Łukasz Czubak)

Mam w głowie zakodowany obraz idealnej plaży. Turkusowa, przejrzysta woda, kremowy, delikatny piasek o drobnych kamyczkach, palmy kołyszące się na wietrze i błękitne niebo bez chmurki. Katalog Marzenia Tropików.

Plaża w Vik jest trochę inna. Czarny jak węgiel piasek, woda, która osiąga temperaturę kilku stopni, porywisty wiatr, zaciągnięte chmurami niebo, mgła, postrzępione klify… Poczucie pustki i odosobnienia. Inna planeta. Ale kiedy człowiek staje nad urwistym brzegiem, słucha łoskotu fal rozbijających się o skały i wciąga w nozdrza zapach oceanu, wspomnienie idealnej plaży odchodzi w niepamięć. Wydaje się przesłodzone i sfotoszopowane. Tymczasem tutaj chwila nabiera ostrości.

Wybrzeże w Vik to czerń i biel. To chłód i ascetyzm. To żywioł w najczystszej postaci. Doświadczenie nierealnego. Nie przepadam za plażami. Przedkładam góry nad poziom zero. Tymczasem w Vik żałowałem, że mamy tylko chwilę, że brak pogody, że – uwaga!, będzie jak z prozy Wiśniewskiego – nie ma ze mną tej, która zawsze chciała pojechać nad morze, a nie na wspin…

Vik na Islandii - jedna z najpiękniejszych plaż świata

… i w technikolorze! (Fot. Łukasz Czubak)

Amerykańskie czasopismo Islands zaliczyło nadbrzeże w Vik do 10 najciekawszych plaż świata. To jedyne miejsce w top ten, które nie znajduje się w tropikach. O niezwykłości plaży decyduje mięciutki, wulkaniczny piasek i urozmaicone, bazaltowe wybrzeże z rozpoznawalnymi z daleka skalistymi szpicami, samotnie sterczącymi z morza – Reynisdrangar, kształtem przypominają palce.

Vik zrobi wrażenie na każdym miłośniku morza. A jeśli będziecie mieli szczęście i traficie tam w czasie pogody, to kontrast między zielenią fiordów a smoliście czarnym wybrzeżem, dodatkowo uwypukli wszystko, co najlepsze w tym miejscu.

Na pobliskiej łące, tuż obok campingu, można nawet nazrywać kwiatów… łubinu. Islandczycy sadzą go co prawda, żeby wzmocnić wulkaniczne podłoże, ale wy możecie wzmocnić nim kiełkujące uczucie…

Pocałunek skradziony nad wodospadem

Jadąc Rout 1 z Rejkiawiku na Skogar nie sposób nie zauważyć ogromnej kaskady wody spadającej z sześćdziesięciometrowego klifu. To Seljandfoss, jeden z najwyższych i najciekawszych wodospadów Islandii – a jest ich tu naprawdę sporo. Nie sposób sfotografować i zapamiętać ich wszystkich.

Zdjęcie na tle wodospadu Seljadnfoss

Męski wypad, męskie zdjęcie. Seljadnfoss leci z hukiem. (Fot. Łukasz Czubak)

Żeby oczarować wybrankę, najlepiej zabrać ją na spacer wzdłuż klifu, z którego woda spada kilkoma kaskadami, zamieniając się w parującą mgiełkę. Jeśli się wam powiedzie i pogoda dopisze (czytaj – będzie wiało, jak zwykle), jest szansa, że zobaczycie zjawisko charakterystyczne dla Islandii – strumień wody, który wznosi się, zamiast opadać…

Pod największą kaskadą znajduje się ścieżka, którą można przejść na drugą stronę siklawy. Idealne miejsce, żeby skraść dziewczynie pierwszego całusa, albo przynajmniej potrzymać za rączkę, gdy będziemy pomagać w pokonywaniu śliskich kamieni. Huk wody, krople rozpryskujące się na wszystkie strony, omszałe ściany. Serce przyspiesza, żywioły i zmysły szaleją. Romantycznie?

Jeszcze bardziej będzie pod kolejną kaskadą. Tutaj dama na pewno będzie chciała przytulić się do męskiego ramienia (daleko mi do bycia damą, a sam chciałem!). Rzadko kiedy boję się w górach, ale masa wody spadająca z kilkudziesięciu metrów w ziejącą przestrzenią otchłań i rozbijająca się z hukiem potęguje braki magnezu w trzęsących się łydkach. Dla takich momentów warto odliczać szare dni.

Seljandfoss to miejsce, które z pewnością zainspirowało kilku pisarzy fantasy i zawstydziłoby niejednego hollywoodzkiego scenografa. Dobrze, że Islandia ma zaledwie 300 tysięcy mieszkańców. W innym przypadku, co tydzień wodospad musieliby zamykać z powodu kolejki młodych par ustawiających się do ślubnej sesji…

Topnieją wszystkie lody

Jeśli do tej pory wybranka pozostała zimna jak lód i nieczuła na wasze starania, to w tym miejscu puszczą wszystkie lody. Jökulsárlón („laguna lodowcowa”) to prawdopodobnie najczęściej fotografowane miejsce na Islandii. Tematy same pchają się tu w kadr. A raczej wpływają.

Swobodnie dryfujące kry, majestatyczne góry odbijające się w tafli jeziora, kaczki płynące gęsiego, bogata paleta zimowych kolorów, tysiące kształtów, faktur i myśli. No magia jakaś! Nie ma kobiety, której w tym miejscu nie rozgrzeją emocje. Nawet Królowej Śniegu zrobi się gorąco!

Islandia - Jokulsarlon - foto

Jökulsárlón. (Fot. Łukasz Czubak)

Jökulsárlón to namiastka Arktyki dla każdego. Można godzinami wpatrywać się w lodowe kry, albo, jeśli pozwala na to portfel, wybrać się w romantyczny rejs po jeziorze i z bliska dotknąć lodowych olbrzymów. I lepiej zrobić to w przeciągu najbliższych lat. Według przewidywań geologów, jezioro, które powstało na skutek osunięcia się ziemi podczas sejsmicznych ruchów, przy kolejnej aktywności wulkanicznej może przerwać wał ziemi odgradzającej drogę do morza i bezpowrotnie zniknąć.

Jednak póki co, kry swobodnie odrywają się od lodowca Breidamerkurjökull. Kręcą piruety na tafli jeziora, prezentują swoje wdzięki zafascynowanym turystom, by potem majestatycznie ruszyć w ostatni rejs w kierunku morza. Podmywane przez fale, rozpryskujące się w widowiskowych pocałunkach lodu, osiadają na kamienistym wybrzeżu i pozują w promieniach słońca, roniąc łezkę za łezką, opłakując swój koniec. Jednak zanim bezpowrotnie się rozpłyną zostają uwiecznione przez setki fotografów, którzy szukają idealnej formy, faktury, błysku. Godzinami można przechadzać się po tym lodowym lapidarium. Niezwykłość tego miejsca wciąga i onieśmiela. Czas rozpływa się kap… kap… kap.

Co powiesz na wspólny, gorący prysznic?

Po trudach zwiedzania i przemieszczania się z miejsca na miejsce, przyda się odrobina relaksu. Co powiecie na turkusową wodę o temperaturze 38 stopni, okłady z naturalnej glinki, saunę, natryski, masaż, leżakowanie do góry brzuchem i spa? Tak myślałem! Na Błękitną Lagunę nie ma mocnych. Nawet jeśli nie przepadacie za tropikami, to islandzki geotermal pobudzi krążenie. No a partnerka? Partnerka poczuje się jak w reklamie Bounty!

Blue Lagune, Island

Islandzkie tropiki, czyli Błękitna Laguna. (Fot. Łukasz Czubak)

Blue Lagoon, to idealne zwieńczenie podróży na Islandię. Tropikalna enklawa pośrodku pola lawy. Miejsce surrealistyczne i magnetyczne zarazem. I chociaż w weekendy bywa tłocznie, to bez problemu znajdziecie jakąś romantyczną zatoczkę dla dwojga.

Za cały dzień przyjemności, pluskania się w gorących wulkanicznych źródłach i nic nie robienia zapłacicie 150 złotych. Ale naprawdę warto. Ubaw po pachy. No i nawet można napić się piwa! Albo owocowego koktajlu, jeśli nie będzie przyzwolenia piękniejszej połówki. Tylko uwaga na dziewczyny sprzedające napoje! Nie wpatrujcie się zbyt długo w ich błękitne oczy. Z łatwością można się w nich zatopić. Wątpię, żeby partnerka przyszła z pomocą i rzuciła koło ratunkowe. Raczej odpłynie w siną dal z brodatym Wikingiem. Lepiej nie burzyć mozolnie budowanej relacji.

Mam wolną chatę… Może wpadniesz?

Jeśli do tej pory wszystko przebiegało zgodnie z planem, chyba nadszedł czas zaprosić dziewczynę „na chatę”. Ale jak? Gdzie? Przecież ceny wynajmu lokum na Islandii mogą przyprawić o gęsią skórkę. Niekoniecznie!

Podróż przez Islandię

Chata z widokiem na Islandię. (Fot. Łukasz Czubak)

Co powiecie na chatkę z widokiem na lodowiec? Albo taką, która położona jest w zakolu malowniczej rzeki, po której pływają gęgające kaczki (miała nawet własny wychodek z widokiem na niekładące się spać słońce!)? Takich miejsc jest na Islandii ponad siedemdziesiąt. Większość zupełnie darmowa. A gdzie? Tego nie podpowiem, swoją wymarzoną chatkę musicie znaleźć sami.

Druga część dla orłów: Można się zakopać, czyli…

Może nie ma luksusów, spać trzeba na twardych pryczach lub starych materacach, przez szpary wkrada się islandzki chłód, ale gwarantuję, że nikt nie będzie wam przeszkadzał. Przy odrobinie szczęścia może nawet traficie na świeczki i smakowitą fasolkę Heinza, którą jakiś turysta zostawił dla zbłąkanych wędrowców. Będzie jak znalazł na romantyczną kolację. Płyt co prawda nie posłuchacie, za to wiatr ukołysze was do snu. Gwarantuję, że nad ranem, gdy zaparzycie aromatyczną herbatę lub kawę, z dymiącym kubkiem wyjdziecie na werandę i spytacie się jej: I jak? Pięknie?, ona wtuli się w wasze ramiona. W jej oczach zobaczycie coś więcej, niż tylko podziękę.

Łukasz Czubak


Komentarze: Bądź pierwsza/y