16 kwietnia 2010

Filipiny, cz. II: Droga z Manili do wulkanu Taal

Tagi: · ·
Manila to miasto pełne ubogich i amatorów seksturystyki. (Fot. Luiza Poreda)

Manila to miasto pełne ubogich i amatorów seksturystyki. (Fot. Luiza Poreda)

Po prawie dwóch tygodniach spędzonych na północy wyspy Luzon, wyruszyliśmy na spotkanie ze stolicą Filipin – Manilą. Do dziś na myśl o tym mieście przychodzą mi słowa takie jak: bieda, żebracy, hałas, smog. A w tym wszystkim zatopione bogate centra handlowe, hotele i sieć Starbucks Coffee, gdzie uniżony pracownik otwiera przed tobą i zamyka za tobą drzwi.

Podróż z Agoo do Manili zajęła nam blisko 4 godziny. W przewodniku znaleźliśmy tani hotel, który co prawda znajdował się dosyć daleko od najciekawszych turystycznie miejsc, w dodatku, jak dowiedzieliśmy się już później od mieszkańca Manili, położonego w mało bezpiecznej dzielnicy, ale jego zaletą była zaciszność i niezła, jak na początek sezonu turystycznego, cena: 500 peso (niecałe 30 zł) za dwójkę z klimatyzacją. Kiedy porównać to z cenami hoteli np. w Kambodży (4 dolary), wcale nie brzmi to tak tanio, jednak na Filipinach super tanich noclegów raczej nie ma, a jeśli są, to jednak nie chciałabym tam nocować. Pokój okazał się być standardowy jak na tani filipiński hotel: zamiast okna małe okienko, obskurne meble, średnio czysta pościel.

Spora odległość od interesującej nas dzielnicy Intramuros nie przestraszyła nas, w recepcji otrzymaliśmy mapę miasta z oznaczeniem gdzie po drodze możemy złapać jeepney’e, które zastępują tu autobusy miejskie. Po drodze mijamy piękne stragany z kolorowymi kwiatami oraz wiadukt nad dzielnicą slumsów, wyglądającą bardzo przygnębiająco.

Słów kilka o filipińskim transporcie publicznym

Filipiński transport publiczny jest… wspaniały i oryginalny... (Fot. Luiza Poreda)

Filipiński transport publiczny jest… wspaniały i oryginalny. Po pierwsze w Manili i innych większych miastach, a także poza nią na krótszych trasach kursują jeepney’e: wspaniałe machiny, pozostałe po wojsku amerykańskim, które pomalowane są kolorowo i często podpisane ciekawymi napisami, powiązanymi z religią katolicką. Często zobaczyć na nich można wymalowane oblicze Jezusa. Pojazdy te suną dość powoli, ale podróż umila odczuwalny podczas podróży wiatr – nie mają one bowiem szyb. Przejazd takim autobusem z hotelu do dzielnicy Intramuros kosztowała nas po 0,6 peso na łebka.

Drugi bardzo dobry środek lokomocji to trzykołowe taksówki. Taką taksówką jeździliśmy podczas pobytu w kraju dość często, raz również z Manili, kiedy próbowaliśmy dostać się z dworca autobusowego do hotelu. Nie pamiętam już ile nas ta przyjemność kosztowała, ale było to najwyżej kilka złotych. Trzykołowe taksówki nie są co prawda zbyt duże (nie wiem jakim cudem zapakowaliśmy się do jednej my we dwoje z dwoma dużymi plecakami), ale przyjemnie się nimi podróżuje.

Należy jednak nadmienić, że podróż po Manili zawsze będzie raczej męcząca. Miasto jest wiecznie zakorkowane, a powietrze wyjątkowo zanieczyszczone. Siedząc w stojącym w korku jeepney’u, oddychaliśmy z trudnością. Do tego jeszcze wszyscy trąbią, krzyczą i biegają między samochodami. Ludzie z jeepney’ów wyskakują i do nich wskakują na środku szerokiej ulicy pełnej pojazdów. Czasem, siedząc w jeepney’u i widząc, co się wokół nas dzieje, zastanawialiśmy się, jakim cudem jeszcze żyjemy. Trzeba wiedzieć do którego wsiąść – każdy ma na przedniej tablicy napisaną ulicę docelową i nic poza tym.

Intramuros

Intramuros jest starą dzielnicą kolonialną otoczoną wysokim murem z końca XVI wieku, pełną urokliwych uliczek, placyków i zielonych skwerów. W jej sercu znajduje się przyjemny park. Intramuros to pozostałość po Hiszpanach.

Z zaskoczeniem odkrywamy pola golfowe tuż przy murach dzielnicy. Ekskluzywne, pilnowane przez wojsko, dla takich białych Europejczyków jak my. A wokół bieda i bezdomni uśpieni słońcem na trawie pod ogrodzeniem.

W środku Intramuros odczuliśmy nagłą ulgę. Hałas ulicy ustał, otoczyły nas stare chłodne mury kamienic i kościołów, z których wydobywały się śpiewy modlitewne – była to niedziela. Co chwila zaczepiali nas kierowcy taksówek, którzy byli zdziwieni, że chcemy się przejść. Dotarliśmy do parku otaczającego fort Santiago, gdzie znaleźć można również muzeum Rizala, pełne pamiątek po tym znanym filipińskim bohaterze narodowym i poecie.

Na platformach znajdowały się postacie Maryi przyozdobione z ogromną starannością. (Fot. Luiza Poreda)

Tego dnia park był niezwykle zatłoczony, a wzdłuż alejek stały ruchome platformy, a na nich naturalnych rozmiarów postacie Maryi bądź samej, bądź też otoczonej przez anioły, z Jezusem, i w innych ciekawych wersjach. Niestety, nie dowiedzieliśmy się, nieśmialcy, cóż to była za impreza, ale na pewno byliśmy pod wrażeniem jej rozmiaru oraz przygotowania tych platform. Były one przyozdobione z niezwykłą starannością, a tkaniny, z których uszyto stroje bohaterów scen religijnych, zapierały dech w piersiach. Kilkadziesiąt platform można było oglądać godzinami z podziwem i uznaniem dla wykonawców.

Spędziliśmy w parku sporo czasu, oglądając też ruiny fortu. Z ich szczytu rozciągał się widok na rzekę Pasig i miasto po drugiej stronie kanału. Miasto, które wciąż przypomina dzielnice wielkiej biedy poprzecinane co chwila niewielkimi nowymi budynkami ze szkła.

Wychodząc z parku przypadkowo napotykamy Polską Ambasadę, prawie przy samej parkowej bramie.

Strony: 1 2 3
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Luiza Poreda

Luiza Poreda

Dziennikarka, malarka i rysowniczka. Miłośniczka krajów północnych, takich jak Norwegia, Szkocja, Mongolia i Rosja. Fascynuje ją szamanizm i ludzie o umysłach otwartych i ciekawych świata.
Podobne artykuły
Palawan – nieodkryta perła Filipin

Palawan – nieodkryta perła Filipin

Filipiński Palawan to miejsce niezwykłe. Wspaniałe laguny, bajeczne plaże, podwodne cuda i niesamowici ludzie. Nawet Filipińczycy z innych części kraju przyjeżdżają tu, by rozpocząć wszystko od nowa i żyć w rytmie reggae....
Zrozumieć Iran (cz. II): Shiraz, Zatoka Perska i Esfahan

Zrozumieć Iran (cz. II): Shiraz, Zatoka Perska i Esfahan

O co najczęściej pytają Irańczycy? Po co Ali trzyma w wersalce kałasznikowa? Jak dołączyć do ekskluzywnego klubu trekingowego i dlaczego studenci z Esfahanu jeżdżą w Góry Zagros? Tego dowiecie się w drugiej części relacji Maksa z samotnej podróży prz...
Tomek Michniewicz: backpackerskie podróże nie są dla każdego

Tomek Michniewicz: backpackerskie podróże nie są dla każdego

O tym, że nie każdy nadaje się na backpackera, o wydanej niedawno "Samsarze", pakowaniu się w ryzykowne sytuacje i fascynacji Azją rozmawiamy z Tomkiem Michniewiczem....
Kambodża: Na prowincji w Mondulkiri

Kambodża: Na prowincji w Mondulkiri

Niewielu turystów decyduje się na odwiedziny w tym dzikim, mało poznanym, najsłabiej zaludnionym regionie, gdzie spotkać można słonia, kapać się w licznych wodospadach i podróżować bez końca po czerwonych, pylistych drogach Mondulkiri w Kambodży....

Komentarze: 1 »

  • teodora

    Ciekawy tekst, tylko dlaczego tyle błedów stylistycznych?
    Ponmieszanie czasów, liczby i rodzajów????

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele