Libia: U wrót Sahary – Ghadames

Ghadames (fot. www.afrykanowaka.pl)
Wczesnym rankiem opuszczamy Derj. Przed nami dokładnie 101 km do słynnego Ghadamesu. Miasta owianego legendą, miasta otoczonego pustynią, miasta znanego jako tranzyt większości saharyjskich karawan podróżujących na liniach północ-południe i wschód-zachód i wreszcie miasta zwanego „Bramą Sahary”.
Przed nami aż sto kilometrów, ale tym razem nie martwi nas to tak bardzo. Ostatnie dni pozwoliły nam poczuć się silniej. Znaleźliśmy swój rytm. Wsiadamy na rowery wczesnym rankiem. Tuż po wschodzie słońca poranny chłodek jest więcej niż odczuwalny. Narzucamy spore tempo i błyskawicznie się rozgrzewamy. Przed nami ponownie niewiarygodna przestrzeń. Długie zjazdy i roztaczająca się panorama płaskowyżu wyraźnie poprawiają nam humory. Podświadomość śpiewa: „I believed I can fly. I believed I can touch the sky”. Mkniemy „betonówką”, aż serce rośnie.
Ostatnie 20 kilometrów daje nam w kość. Dojeżdżamy do Ghadamesu. Najtrudniej jeździ się pomiędzy godziną 14 a 16. Słońce pali wtedy okrutnie, powietrze jest ciężkie i zdaje się nieruchomieć, aż strach pomyśleć, jakie warunki panują tu latem o tej porze dnia. W Ghadamesie jesteśmy około godziny 16, czyli plan wykonany. Przed zachodem słońca mamy jeszcze dwie godziny na niezbędny rekonesans.

Ghadames nocą (fot. www.afrykanowaka.pl)
Zaczynamy od biura informacji turystycznej, które okazuje się być posterunkiem policji turystycznej. Wewnątrz ubrany w krawat funkcjonariusz siedzący za ustawionym centralnie biurkiem informuje nas, że żeby opuścić miasto i pojechać choćby 5 km na północ w kierunku granicy z Algierią do słonego, wyschniętego jeziorka (lokalnej atrakcji turystycznej) potrzebne jest specjalne urzędowe pozwolenie. Po prawej stronie biurka siedzi zdrowo przesuszony mundurowy stójkowy mocno zaawansowany w latach z wyciągniętą do przodu szyją jak u stuletniego żółwia i niemo wpatruje się w dal. Ot, pustynia zamieszkała na stałe w jestestwie funkcjonariusza i żaden, nawet najbardziej cudaczny rowerowy turysta, nie jest w stanie wytrącić go ze stanu wiecznego medytacyjnego skupienia.
Ku ogromnemu zdziwieniu policjantów informujemy, że poza miasto się nie wybieramy, więc żadnych pozwoleń nie potrzebujemy. Przychodzi nawet kolejny, najstarszy rangą funkcjonariusz i zasadniczym tonem jeszcze raz informuje, że potem nie będzie odwrotu – pozwolenie można załatwić teraz albo wcale. Dziękujemy pięknie, żegnamy się i ruszamy w poszukiwaniu miejsca na nocleg. Najstarszy rangą żegna nas po polsku: „Dzień dobry” i „ Dziękuję” (?!)
Jeszcze tego samego dnia jemy młodą „wielbłądzinę” z kuskusem, poprzedzoną pikantną zupą z harisą, czyli lokalnym przysmakiem będącym pastą z czerwonych papryczek pepperoni. Na deser miękkie i soczyste daktyle. Robimy rekonesans po mieście. Wymieniamy Euro na dinary. Na banknotach ojcowie narodu, czyli oczywiście Muamar Kaddafi oraz Omar Elmokhtar – przywódca, który poprowadził naród libijski do zwycięskiej walki o niepodległość spod protektoratu kolonizatorów. Na rewersie banknotu jednodinarowego nowy, bajeczny meczet w Ghadamesie z dwoma strzeliście zaprojektowanymi minaretami (wieżami). Architektura tego obiektu, finezja stylu i pieczołowitość detali jest godna podziwu. Zwłaszcza wieczorem, kiedy jeździmy „brenarowerami” po mieście, podświetlony z rozmachem meczet robi niezwykłe wrażenie.
Medina, czyli arabska starówka to w Ghadamesie obiekt niebywały. Jest to zabudowane na obszarze 10 hektarów miasto labirynt, które powstawało przez kilkaset lat i obecnie, mimo, że w większości zrujnowane, posiada 1600 budynków, 1250 domów, 27 meczetów i kilkanaście szkół koranicznych. Genezą powstania tego założenia miejskiego, było tak ciasne wybudowanie domów w układzie wertykalnym, aby ich kominowy kształt zmultiplikowany po tysiąckroć stworzył przy gruncie sieć korytarzy, które dawały błogi cień. Właśnie te korytarze to opisywane przez Kazimierza Nowaka miasto mężczyzn. Miasto, którego ulice to malowane na biało niskie tunele, z licznymi rozgałęzieniami, zakamarkami, placami wyglądającymi jak podziemne i gipsowymi siedziskami dla wygody spacerujących.
Całkowitą ciemność rozświetlają w korytarzach rozmieszczane często między domami świetliki o wysokości ok. 10 metrów. Powyżej poziomu „0” roztacza się już królestwo kobiet – domy mieszkalne i tarasy. Dostać się tam można przez ukryte w bocznych korytarzach wejścia do domów.









Explore Apolobamba - ciut niżej niż kondory
Za Horyzont - rowerami do Chin, Kirgistanu i Pakistanu
Torell Expedition 2012 - śladami polskich wypraw na Spitsbergen
Magda i Tomek dookoła świata - poznanie świata, poznanie siebie
project:Sailing - rejs dookoła Bałtyku
Klapki Kubota State of Mind - przed siebie w kierunku wschodnim
Z Alaski do Meksyku - Piotr Strzeżysz jedzie rowerem
Na Krańcach Świata - Agnieszka i Mateusz Waligóra w podróży na krańce świata.
Shangri-la - Jarek Czakański w podróży
Tandem Adventure - wyprawa przez Amerykę Południową na tandemie.
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika
Rowerowa Rosja - na dwóch kółkach przez wielki kraj
Afryka Nowaka - wyprawa szlakiem Kazimierza Nowaka
Paweł i Ośka w podróży poślubnej przez pół świata
Vagabundos.pl, czyli włóczykije w podróży dookoła świata
Korona Jezior Ziemi - badania najwyżej położonych jezior na Ziemi



Wspaniały wyczyn