Libia: Przez Dżabal Nafusa
W drodze
Nieodłącznym elementem ostatnich 3 dni wyprawy są mijające nas samochody. Kierowcy niemalże wszystkich aut radośnie nas pozdrawiają, widząc obrazek w Libii naprawdę unikalny – rowerzystów na pustyni. Rowerzystów sunących zwartym szeregiem w jednakowych strojach, na jednakowych rowerach, z przyczepkami, na których zatknięte są trzepoczące banderki. Szkoda tylko, że entuzjazm kierowców przejawia się zazwyczaj w mijaniu nas z zawrotną prędkością, w niewielkiej odległości i przy wciśniętym „do dechy” klaksonie, który, wyjąc przeciągle, paraliżuje na moment nasze ciała i myśli. Nierzadkim obrazkiem są również powoli przejeżdżające auta z opuszczonymi szybami i kilkoma wycelowanymi w nas obiektywami aparatów bądź kamer telefonów komórkowych. Z otwartych okien samochodów słyszymy także wiele zagrzewających do walki komentarzy oraz widzimy wystawione w górę kciuki i dłonie składające się w oklaski.

W drodze (fot. www.afrykanowaka.pl)
Motyw drogi jest wszechobecny. Niczym w „W drodze” Jacka Kerouaca czy „Asfaltowym Saloonie” Waldemara Łysiaka. Jedziemy po betonowych lub asfaltowych drogach dobrej jakości. Długie podjazdy i długie zjazdy. Monotonię kilkukilometrowych prostych odcinków podkreślają równomiernie rozstawione słupy linii wysokiego napięcia i żółte przerywane linie dzielące pasy. Wstęga asfaltu ciągnie się aż po horyzont. Co jakiś czas pojawia się pomarańczowa budka telefoniczna. Obowiązkowo w wersji bez słuchawki. Mijamy trójkątne znaki drogowe z namalowanymi wielbłądami i z dużym napisem „Slow” (o dziwo – po angielsku). Szlak pustynny znaczą też anteny nadawcze sieci komórkowych, policyjne punkty kontrolne, zadziwiająco liczne i dobrze widoczne z drogi studnie wodne, po arabsku zwane „birami” (tylko dlaczego bezalkoholowymi?).
Im dalej na południe, tym jakość dróg się pogarsza. Znika pobocze, znikają namalowane na betonowej drodze linie. Jedziemy na południe, olbrzymia Sahara coraz bliżej.
Groźnie wzniesiony w górę odwłok skorpiona z kolcem jadowym jest zapowiedzią zbliżającego się niebezpieczeństwa. Nie ma się wtedy ochoty na żarty. Skorpion staje się agresywny tylko w swojej obronie. Tak jak pustynia, która ma wszelkie warunki ku temu, żeby pozbyć się nieproszonych gości. Liczymy, że zostaniemy zaakceptowani, tak jak zaakceptowany został Kazimierz Nowak. Pokornie i rozważnie ruszamy do Gadames – słynnego miasta, zwanego „Bramą Sahary”…
Przeczytaj następną część relacji: U wrót Sahary – Ghademes.








Show me your way - w poszukiwaniu znaczeń szczęścia
Poland Trek - Belg przemierza Polskę od Tatr po Bałtyk
Pamir Bikeway 2012 - Azja Centralna rowerem i koleją
Na Krańcach Świata - Agnieszka i Mateusz Waligóra w podróży na krańce świata.
Magda i Tomek dookoła świata - poznanie świata, poznanie siebie
Korona Jezior Ziemi - badania najwyżej położonych jezior na Ziemi
Rowerowa Rosja - na dwóch kółkach przez wielki kraj
Tańce wśród piratów - Magda i Marcin tanecznym krokiem szukają skarbu
Pomiędzy Oceanami - Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej
Gap year in Kunming - chińska przerwa w życiorysie
Z tatą na Igrzyska - rowerami do Londynu
Torell Expedition 2012 - śladami polskich wypraw na Spitsbergen
Na Własne Oczy - zobaczyć, co świat ma do zaoferowania
project:Sailing - rejs dookoła Bałtyku
Klapki Kubota State of Mind - przed siebie w kierunku wschodnim
Shangri-la - Jarek Czakański w podróży
Oblicza Gruzji - niesamowita różnorodność kraju
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika



Dodaj komentarz