Alandy? A gdzie to jest?


Weronika Majewska


Nigdy nie byłam dobra z geografii. Zazwyczaj w atlasie bezbłędnie wskazuję tylko te miejsca, do których sama miałam okazję pojechać. Gdy jednak opowiadałam znajomym o rowerowym wyjeździe na Wyspy Alandzkie, zawstydzałam nawet tych, którzy w szkole brylowali przy mapie. Alandy? A gdzie to jest?

Przystań na jednej z wysp Alandzkich

Pomost na jednej z bezimiennych wysp. Alandy to raj nie tylko dla rowerzystów, ale również żeglarzy. (Fot. Marcin Sęk)

I nawet Peron4 dla frazy „Wyspy Alandzkie” nie zwraca żadnych wyników (a przynajmniej nie zwracał, do czasu publikacji niniejszego tekstu ;-)). Tymczasem, ten położony pośrodku Morza Bałtyckiego archipelag, to świetny pomysł na kilkudniowy (stosunkowo niedaleki) rowerowy wypad. Puste, lekko pofalowane drogi i morskie krajobrazy zachęcają do kręcenia korbami. A na zmęczonych rowerzystów czekają niezliczone dzikie plaże.

Formalnie Alandy to autonomiczna prowincja Finlandii. Działają jednak jako samodzielna, niezależna ekonomicznie jednostka. Wyspy mają własny parlament, rząd, system edukacji (edukacji podstawowej i wyższej, bo w tym niespełna trzydziestotysięcznym „kraju” nie działa żaden uniwersytet). Co ciekawe, w fińskiej autonomii językiem urzędowym jest szwedzki – większość Alandczyków jest pochodzenia szwedzkiego.

Archipelag stanowi sześć tysięcy siedemset pięćdziesiąt siedem wysp i maleńkich wysepek, połączonych pajęczyną mostów i grobli (czyli wałów usypanych w miejscu, gdzie morze jest odpowiednio płytkie). Droga wije się pomiędzy skrawkami lądu, niepostrzeżenie przeskakuje z wysepki na wysepkę… OI tak w kilka godzin przejechać można przez kilkadziesiąt wysp – ani razu nie zsiadając z siodełka!

Kręta droga przez Alandy - relacja z rowerowej podróży

Płyń lub giń! Czyli czeka nas przymusowy postój na promie. (Fot. Marcin Sęk)

 

Rozmiarem wyróżnia się Wielka Alanda, główna wyspa archipelagu. Największa i najgęściej zaludniona, tutaj też znajduje się Mariehamn – stolica prowincji, a zarazem jedyne miasto.

Pomiędzy bardziej odległymi wyspami regularnie pływają promy, a na mniejszych odległościach tzw. wodne tramwaje (rowerzyści często mogą korzystać z nich bez opłat). Trasę należy planować z wyprzedzeniem i upewnić się co do godzin kursowania promów – w przeciwnym razie grozi nam utknięcie na wyspie, przymusowy postój lub nocleg.

Dodatkowo, jeśli podróżujemy samochodem, niezbędna może być wcześniejsza rezerwacja miejsca na promie.

Raj dla samotników

Wyspy Alandzkie odwiedziliśmy na przełomie lipca i sierpnia. Przywitały nas piękną, upalną pogodą (zaskakująco upalną, jak na tę wysokość geograficzną), oraz… nieco niepokojącą atmosferą wyludnienia i opuszczenia.

Wysypy generalnie nie są gęsto zaludnione, a w okresie wakacyjnym zupełnie wymierają. Oglądaliście The Truman Show? To było moje pierwsze skojarzenie. Droga doskonale utrzymana, ale zupełnie pusta. Domki zadbane, trawniki skoszone, a żywej duszy nie spotkasz. Wioski – atrapy.

A na dodatek wszystkie budynki pomalowane na ten sam, charakterystyczny, buraczkowo-brązowy kolor! Muszą mieć na tę farbę naprawdę korzystną promocję ;-)

Rowerowa wycieczka na Wyspy Alandzkie

Droga wije się pomiędzy skrawkami lądu, niepostrzeżenie przeskakuje z wysepki na wysepkę… (Fot. Marcin Sęk)

Tajemnicę rozjaśnił nieco gospodarz jednego z kempingów. Były fiński marynarz rzucił wszystko, by z rodziną żyć na odludziu. Jego żona pochodziła z Tajlandii (i jak twierdziła, na Alandach spotkać można wielu Tajów, bo to popularny kierunek emigracji?! Choć faktem jest, że w małym Mariehamn widzieliśmy kilka tajskich restauracji).

Prowadzenie kempingu nie było głównym zajęciem naszego gospodarza. Był – podobnie jak większość Alandczyków – rolnikiem. I podobnie jak większość jego sąsiadów hodował owce.

– Jak to? – pytamy. – Przejechaliśmy przez tyle wysp i nie widzieliśmy żadnej owcy!

– No przecież nie trzymam ich tutaj – odpowiedział. – Jest lato, owce pasą się na „wyspie do wypasu”. Jesienią trzeba je przewieźć łodzią, na wyspę z zagrodami. Każdy hodowca ma swoją wyspę – zwierzęta nie pogubią się, wilk ich nie zaatakuje i płotu nie trzeba budować. Sprytne, prawda?

To samo zresztą tyczy się ludzi – w wiosce jest pusto, bo Alandczycy wyjechali, być może na swoje „wyspy letniskowe”. Ot, taki odpowiednik modelu mieszkanie + działka na wsi, w wersji alandzkiej ;-)

Finlandia - garaże dla łódek na Wyspach Alandzkich

Garaże dla łódek. Oczywiście w jedynym słusznym kolorze! (Fot. Marcin Sęk)

Garść informacji praktycznych

Na Alandy dostać się można ze Szwecji (promem do Mariehamn lub Eckerö) lub od wschodu, z Finlandii. Przejechanie archipelagu rowerem zajmie co najwyżej kilka dni, wycieczkę można więc wydłużyć o część lądową – po Szwecji lub Finlandii.

Na wyspach funkcjonuje kilka kempingów i hotelików, rozbijaliśmy również namioty „na dziko”.
Cały czas jedzie się w otoczeniu wody, w dowolnym momencie można więc zażyć ochładzającej morskiej kąpieli. Pływanie w zatokach i pomiędzy wyspami przypomina pływanie w jeziorze – nie ma fal, a woda właściwie nie jest słona.

Nie trzeba też długo deliberować nad wyborem trasy, bo przez większość wysp prowadzi jedyna droga. Asfaltowa, o minimalnym natężeniu ruchu.

Rozkład lokalnych promów dobrze sprawdzić z wyprzedzeniem.

Weronika Majewska


Komentarze: 2

Michał 15 marca 2015 o 13:53

W jaki sposób dotarliście do Szwecji/Finlandii? Rowery mieliście ze sobą, czy wypożyczaliście na miejscu. No i jakich kosztów należy się spodziewać za taki wyjazd? Byłem w Sztokholmie, więc jakieś rozeznanie mam, ale wyspy to jednak odseparowany region i ceny potrafią być jeszcze wyższe.

Odpowiedz

Weronika Majewska 18 marca 2015 o 19:29

Lecieliśmy Ryanairem z Warszawy do Sztokholmu, a w drodze powrotnej z Helsinek do Gdańska.
Lot tylko z bagażem podręcznym, bo rowery pojechały 2 dni wcześniej samochodem (i promem).
Ceny na Alandach nie są wyższe niż w reszcie regionu – porównywalne do Szwecjii i Finlandii.

Odpowiedz