17 grudnia 2009

Zastopować świat – rozmowa z Maćkiem Tumulcem

Maciek Tumulec

Nieistotne gdzie, nieistotne jak... (fot. z archiwum Maćka Tumulca)

Ponad 40 krajów i 50 tys. kilometrów przejechanych autostopem. Jest to jego główny środek transportu, choć wcale nie dlatego, że jest tani. W ten sposób poznaje miejscowych ludzi i ich kulturę. O swoich autostopowych przygodach w rozmowie z Pawłem Olszańskim opowiada Maciek Tumulec.

Dlaczego nie latasz jak „cywilizowani” ludzie samolotem, nie jeździsz autobusami na wycieczki, tylko rozbijasz się autostopem?

Być może mam za dużo czasu, a coś z tym czasem trzeba robić… [śmiech] Ale tak na poważnie, autostopem zaczęliśmy jeździć pięć lat temu i było to rzeczywiście ze względów finansowych. Był to wówczas bardzo spontaniczny sposób, pojechaliśmy do Bośni i Serbii. Ale teraz jeździmy głównie po to, aby poznawać ludzi. Przez autostop można zrobić to zdecydowanie najlepiej. Otwartość tych, którzy się zatrzymują jest czasem ogromna, ludzie zapraszają do swojego domu, a to otwiera możliwości poznania kraju pod względem kulturowym.

Zdarzają się setki ciekawych sytuacji podczas takich wyjazdów. Przejechałem autostopem ponad 50 tys. kilometrów, byłem zapraszany do domów przeszło 100 razy. Od razu przypomina mi się historia z południowej Libii, przy granicy z Nigrem, gdzie zostałem zabrany przez Tuaregów, którzy na sam koniec podróży wręczyli mi, a właściwie wcisnęli 150 dolarów i opłacili czterogwiazdkowy hotel. Człowiek, który mnie wtedy zabrał, miał mnie podwieźć tylko kilka przecznic dalej, skończyło się po 500 kilometrach, w miejscowości Gat przy granicy algiersko – libijsko – nigryjskiej, w dodatku u jego kuzyna. Tam z kolei przeogromne zaskoczenie, bo obok tego hotelu czterogwiazdkowego stoi lepianka, w której mieszka odziany w złote szaty właściciel tego hotelu. W końcu nie wytrzymałem i pytam go: „Ibrahim, masz taki ogromny hotel, który przynosi wiele zysków, dlaczego zatem mieszkasz w tej lepiance?”. Na co on mi odpowiada: „Słuchaj, mój dziadek tu mieszkał, mój ojciec tu mieszkał, więc i ja tu mieszkam. Taki life style”. Wtedy zostałem tą cała sytuacją maksymalnie zaskoczony. Nie byłem sobie w stanie tego przetłumaczyć, jak on, posiadając ogromne bogactwo może tak żyć, ale to jest właśnie specyfika Tuaregów.

Jak jest z zaufaniem do ludzi podczas jeżdżenia autostopem?

I tu jest najważniejsze pytanie: czy jeździ się samemu czy z kimś, czy jedzie się z koleżanką czy kolegą. Tak jak my jeździmy – czyli dwóch chłopaków – bywały różne sytuacje. Najlepiej od razu spojrzeć w oczy człowiekowi, zagadnąć. Od razu po pierwszym pytaniu wiemy, kim on jest. Bardzo łatwo rozpoznać gościa, który daje w żyłę, jest zdrowo napity i zatrzymał się, bo taki miał kaprys. Do takich ludzi nigdy nie wsiadamy. Mam tu na myśli ludzi „wysokiego ryzyka”.

Mówisz tutaj tylko o ludziach pod wpływem używek. Ale to przecież zdecydowana mniejszość.

Mówię tylko o takich ludziach, bo ich jedynie możesz rozpoznać. Nie jesteś w stanie rozpoznać, co człowiek sobie myśli, jakie ma intencje.  Dla przykładu, w Armenii zabrał nas człowiek, który nie zrobił tego bezinteresownie. Dopiero po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że miał na wydaniu dwie córki – i nas było również dwóch chłopaków. Oczywiście nie zabrał nas tam, gdzie chcieliśmy, lecz do swojego domu, żeby przedstawić nam swoje córki. Z kolei w Portugalii mieliśmy sytuację, gdzie niby nie mogliśmy się dogadać, ale sytuacja była na tyle niebezpieczna, że w końcu zarządano od nas portfeli. Była to jedyna taka sytuacja, która nas spotkała w ciągu 5 lat jeżdżenia stopem.  Oczywiście, byli to goście pod wpływem alkoholu i stwierdziliśmy, że nie warto wsiadać do nich. Nie polecam również wsiadać wieczorem, bo wtedy nie zatrzymują się normalni ludzie. Nie oszukujmy się, ja jestem człowiekiem, który zawsze stanąłby dla autostopowicza, ale nigdy wieczorem. Zdaję sobie sprawę, że ryzyko z tym związane może być spore.

maciek_z_mauretanskimi_przy

Maciek z mauretańskimi przyjaciółmi (fot. z archiwum Maćka Tumulca)

Zdarzyła ci się taka sytuacja, gdzie zatrzymał się ktoś żeby cię zabrać i pomyślałeś: „temu człowiekowi źle patrzy z oczu, nie wsiadam”?

Tak. Jeżeli jestem sam w takiej sytuacji, to od razu zadaję głupie pytanie o jakieś miejsce itp. Takie szybkie wymiganie się. Najgorzej jest podczas podróżowania we dwójkę z osobą, która bez żadnego rekonesansu ładuje się do środka. Teraz mamy tak, że po prostu mówimy sobie, że nie wsiadamy i od razu się rozumiemy. Chciałbym również podkreślić, że w Polsce jest fantastyczny stop. Mówi się, że w Polsce idea autostopu umiera.

Właściwie nie umiera, a już dawno temu umarła…

Tak się przypuszczało, chociaż ja z tym pogrzebem jeszcze bym poczekał. Chociażby jak jeżdżę po Europie, Skandynawii, jeżeli zatrzymuję kogokolwiek, to miałem takie sytuacje, że pytano mnie od razu, czy nie jestem z Polski, ponieważ tylko polscy autostopowicze tutaj łapią okazję. W Polsce może tego nie widać – rośnie liczba aut, dróg, natomiast nie wiem czy liczba autostopowiczów rośnie w takim tempie. Ale nigdy nie czeka się dłużej niż 15 minut, więc nie widać też za bardzo tych ludzi, bo są szybko zabierani.

Strony: 1 2 3 4
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Paweł Olszański

Paweł Olszański

Zagorzały zwolennik idei GapYear i zapalony backpacker. Nie ważne gdzie, najważniejsze jest być w drodze.
Podobne artykuły
Tour de Mazenod. Rowerowa pielgrzymka z Kokotka do Maroka

Tour de Mazenod. Rowerowa pielgrzymka z Kokotka do Maroka

Tour de Mazenod to rowerowa pielgrzymka z Polski do Maroka. W rozmowie z organizatorem Ojcem Tomaszem Maniurą oraz z uczestniczką Sonią Manssour przeczytacie co jest intencją wyprawy, jakie miejsca na trasie są szczególnie ważne, a także kim był jej ...
Autostopowy wyścig do Barcelony!

Autostopowy wyścig do Barcelony!

Już 30 kwietnia rusza III edycja Auto Stop Race. Tym razem uczestnicy ścigają się aż do Hiszpanii. Jeśli ktoś się jeszcze waha niech przeczyta wywiad z Dominiką Sobańtką, która przedstawia specyfikę wyjazdu. Właśnie trwają ostatnie zapisy na wyścig, ...
Pocztówka z Maroka. Ładna, z kotkiem

Pocztówka z Maroka. Ładna, z kotkiem

Jak powszechnie wiadomo, zdarza nam się podróżować. W ramach odmiany od ciekawych miejsc, które koniecznie trzeba odwiedzić, wybieramy się czasem w nieciekawe miejsca. Nie ma tam zachwycających obiektów architektury i zabytków wagi światowej, dzięki ...
Natalia Rożniewska: mam satysfakcję, że robię coś dla świata

Natalia Rożniewska: mam satysfakcję, że robię coś dla świata

Operacja Dzika Afryka to projekt Natalii - miłośniczki zwierząt zamieszkujących czarny ląd. To połączenie jej dwóch wielkich pasji: podróży i weterynarii. Niedługo Natalia wyrusza na wolontariat do RPA, gdzie będzie miała okazję pomagać nosorożcom, s...

Komentarze: 6 »

  • bluszcz

    inspirujące… ;P

  • beltrami

    Teraz już wiem, dlaczego tam ciężko było nam złapać stopa w Hiszpanii…

  • lakretino

    hehe, od teraz zawsze bede mial polska flage przy sobie :-)

  • Paula

    no ja w Polsce stalam juz nawet po kilka godzin. 15 minut to jets na prawde bardzo syzbko na stopa w polsce. choc akurat zawsze lepeij jezdzi mi sie na poludnie od wawy niz na polnoc. poza polska to ty;lko w czechach raz jechalam.

  • Maciek Tumulec

    Jutro wlasnie stajemy na drodze na poludnie od Warszawy, godz. 9.00 rano jedziemy do Albanii, gdyby ktos zapragnal nas wziac byloby milo ;) a te 15 min. to mysle, ze taki standarcik ale oczywiscie zdarza sie, ze nawet w Polsce swoje trzeba wystac :) kciuki do góry!

  • samsonelo

    to sie nie da tak. nie da sie okreslic ktory kraj jest ok, a ktory nieok. w kazdym kraju sa ludzie uprzedzeni i ludzie otwarci a to na jakich trafimy nie powinno kształtować opinii i podawać jej dalej. ja osobiscie jezdzilam po Serbii i zero problemow, szybkie „stopy” :) o Hiszpanii czytalam, ze ciezko, od znajomych slyszalam, ze pestka :)

    wszystkim zycze szybkiego łapania! hej!

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele