15 stycznia 2010

Wyspy Zielonego Przylądka: spacer wśród wulkanów

Wyspy Zielonego Przylądka - Sao Antao

Kręte ścieżki na Santo Antao. (Fot. Marcin Michalski)

Hotel w centrum Ribeira Grande to bardzo dobra baza wypadowa do poznania tutejszych, niezwykłych okolic. Codziennym śniadaniom towarzyszy zawsze ogromny pająk pod sufitem oraz uśmiechnięte kucharki.

Czas ruszać w teren. Tutejsze szlaki to nic innego, jak brukowane drogi dla miejscowych ludzi i zwierząt. Z prawej lub lewej strony drogi ciągnie się kamienny murek. Uroku dodają bardzo strome podejścia oraz zejścia często w kształcie zygzaka. Przejście z Ribeira Grande do Ponta de Sol stanowiło mały przedsmak oczekujących spektakularnych widoków.

Ponta de Sol jest najbardziej wysuniętym na północ punktem pośród wszystkich wysp. Małe, nieco senne miasteczko z którego zapamiętałem ciągnące się nad wybrzeżem oceanu, wybudowane z pustaków chlewy dla świń. Widzą one tylko gwiazdy nad głowami i słyszą ciągły ryk oceanu- i tak mają lepiej, niż ich koleżanki z Polski.

Całość trasy to wielki spektakl przyrodniczy. Brukowa droga wiedzie 16 kilometrów poprzez Fontainhas, Corvo, Formiguinhas, aż do Cruzinha da Gar na północno zachodnim wybrzeżu. W ani jednym momencie spektakl nie nudzi widza. Dzieło pokoleń, czyli pokryta kostką droga prowadzi przez niezwykłe formacje skalne rozciągnięte u podnóża strzelistych gór o niezwykłych kształtach i porażającym majestacie. Od północy z niezwykłą siłą rozbijają się o skały spienione fale Atlantyku. Można stać i niczym w hipnozie patrzeć… Wypróbowanym pomysłem jest chodzenie bez obciążenia, co daje możliwość pełnego zżycia się z otoczeniem i dostrzeżenia jego uroków. Pod naporem plecaka urok otoczenia często zostaje przyćmiony, zazwyczaj na zawsze…

Wyspy Zielonego Przylądka - - Santo Antao

Malowniczy krajobraz wyspy. (Fot. Marcin Michalski)

Czas upływa nieubłaganie. W pewnej chwili pomyślałem, że to może zmęczenie… zobaczyłem znajome twarze. Czy jest możliwe spotkać kogoś znajomego na jednej z kilkunastu wysp, gdzieś na bezdrożach afrykańskich? Powodem mojego osłupienia byli moi znajomi Holendrzy, których poznałem na Islandii. Co za radość! Oby częściej spotkanie z drugim człowiekiem tak bardzo cieszyło. W tutejszym barze, gdzie wypiliśmy piwo przed rozstaniem się, zobaczyliśmy plakat wspierający akcję na rzecz nie zabijania żółwi. Można je tu zobaczyć, jednak czas nagli, gdyż zapada zmrok, a to dopiero połowa trasy…

Miłośnicy plażowania byliby w wielkiej rozterce, gdyż na przemierzonym, 16 kilometrowym odcinku była tylko jedna piaszczysta plaża z możliwym zejściem do niej. Pojawia się dylemat – co robić, gdy zapadają ciemności a trzeba wrócić do hotelu przez pokaźny łańcuch górski? Uzbrojeni w lampkę czołową ruszamy przed siebie. Droga pośród ciemności dostarcza innego rodzaju przeżyć. Zarysy strzelistych szczytów, światełka wiosek daleko w dole, cykanie świerszczy, dziwne i tajemnicze odgłosy ptaków towarzyszyły naszym zmaganiom ze słabością. Końcówka wody pokazała jak cennym może być coś, czego na co dzień się nie szanuje. Woda to życie, a ona połyskiwała na dnie butelki.

Miejscowi dziwili się temu, co czynimy, ale powrót do Ribeira Grande oddalonej o jakieś 15 kilometrów to nieodwołalny cel. Czasem udawało się znaleźć trzcinę cukrową, którą nauczyliśmy się wykorzystywać od miejscowego obywatela na Santiago. Niepozorna trzcina bardzo pokrzepiała. Niewiarygodne stromizny trzeba było pokonywać trzymając się za ręce. Pomagało to amortyzować potencjalnie bardzo niebezpieczne upadki. Kolana dają się we znaki. Udało się w końcu. Po 13 godzinach zatoczyliśmy wielką pętlę.

Ostatnia część relacji: Wyspy Zielonego Przylądka: Sao Vincente i solne wulkany

Strony: 1 2 3
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Marcin Michalski

Marcin Michalski

Na co dzień pedagog specjalny - zajmuje się osobami z autyzmem. Praca do łatwych nie należy, więc czasem udaje się to tu to tam i snuje przemyślenia na temat odwiedzanych miejsc.
Podobne artykuły
Kiwi na szlaku Afryki Nowaka, czyli… Najdziksza Wielkanoc Ever!

Kiwi na szlaku Afryki Nowaka, czyli… Najdziksza Wielkanoc Ever!

Pola minowe, spanie w buszu, miasto pijanych Acholi, muchy Tse-Tse, wódka w plastikowym woreczku o smaku ananasa i przygód innych cała masa – to w megaskrócie opis Wielkanocy 2010. Serwuje go nam Kiwi, która w Południowym Sudanie przyłączyła się do e...
Wyspy Zielonego Przylądka: Sao Vincente i solne wulkany

Wyspy Zielonego Przylądka: Sao Vincente i solne wulkany

Samolot opada nad przepiękną plażą w Sao Pedro i ląduje pośród gór. Jesteśmy na Sao Vincente, skąd udamy się na poszukiwanie solnych wulkanów na wyspie Sal. Zapraszamy na trzecią część relacji z Wysp Zielonego Przylądka....
Wyspy Zielonego Przylądka: z Santiago na Fogo

Wyspy Zielonego Przylądka: z Santiago na Fogo

Sześciogodzinne opóźnienie lotu sprawiło, że znaleźliśmy się na wyspie Santiago w środku nocy. Trudno się mówi - najważniejsze, że właśnie dotarliśmy na Wyspy Zielonego Przylądka....
Wyborcza pocztówka z Wysp Zielonego Przylądka

Wyborcza pocztówka z Wysp Zielonego Przylądka

Podróże i polityka to dwie różne bajki. Ale raz na jakiś czas, kiedy to polityka wyraźnie wpisuje się w koloryt danego miejsca, może się zdarzyć, że ścieżki tych dwóch na chwilę się spotykają....

Komentarze: 1 »

  • Lakota

    Nieziemskie góry.
    Szkoda, że nie ma więcej zdjęć. Wrzućcie jakieś foty w większym rozmiarze.

    pozdrawiam

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele