25 listopada 2009

Wyprawa Liban 2008 (III)

liban3_3

Jak można przejść wobec tylu wspaniałych towarów – zdają się myśleć kupcy? Są tu przecież jaskrawożółte flagi, uwielbianego w Dolinie Beqaa Hezbollahu, koszulki z nadrukiem logo partii Boga, znajdą się i zapalniczki z wizerunkiem Hassana Nasrallaha – lidera partii, mnóstwo wspaniałych rzeczy. Hipnotyczny widok.

Na moim ramieniu pojawiła się żylasta, silna dłoń. Około 80-letni starzec obrał mnie za cel. Zręczność tutejszych sprzedawców zaskakuje. Nie wiadomo kiedy, a jest się już ubranym w strój arabski z nakryciem głowy a’ la Jasyr Arafat. „Bierz, bierz to !!!”, krzyczał, potrząsając mną i towarem. „Tu są oryginalne monety z czasów fenickich. Weź dwie, a trzecia gratis”. Swoisty spektakl warty przeżycia. Zdrowy rozsądek nakazuje iść dalej, jednak pojawiają się następni „numizmatycy” oferujący zręcznie podrobione monety.

Przy każdej okazji staram się poznawać punkt widzenia moich kompanów do dyskusji. Z racji tego, że w tym miejscu włada niepodzielnie Hezbollah, pytam właśnie o to. Rozmówcy nie mają najmniejszych wątpliwości, że obrana przez nich optyka widzenia jest słuszna. Używają konkretnych argumentów, aby rozwiać moje wątpliwości. W każdym konflikcie istnieją racje. Ma je zarówno jedna, jak i druga ze skonfliktowanych stron.

W małym barze można nieco odetchnąć od emocji kłębiących się na każdym kroku. Za szybą sklepu stoi mały chłopiec, łapczywie śledzący zjadaną bułkę. Pokazuje swe rozszarpane przez pocisk ucho. Nie sposób jeść spokojnie dalej. Dostaje bułkę, ale chce pieniędzy.

Kierujemy kroki w stronę hotelu. Z zaciekawieniem, ale i z życzliwym uśmiechem przyglądają się nam ludzie. W oczekiwaniu na odjazd busa pijemy niezwykle mocną kawę i patrzymy na kobiety w czerni u stóp Heliopolis. Znów trzeba wrócić do Beirutu. Tym sposobem byłem w stolicy Libanu więcej razy, niż we własnej stolicy.

liban3_4

Dzień chyli się ku końcowi. Ulica wciąż kipi życiem. Żołnierze nieustannie kontrolują, za szybą znikają meczety, dziewczynka, która ucieka przed aparatem, palmy, drzewa oliwne, gęste zabudowania. Jesteśmy w Sur – stąd już nieco ponad 20 kilometrów do granicy z Izraelem. Ta bliska odległość być może pozwoli lepiej wczuć się w tutejszą atmosferę.

Sur, to dawny Tyr. Właśnie w Tyr, mieście wielokrotnie wspomnianym w Biblii, skupiał się handel morski całego świata.

Hotel Al-Fanar, czyli latarnia morska, ulokowany jest tuż przy porcie. Mimo zmęczenia dokonujemy nocnego obchodu miasta. Życie po zmroku nie zamiera. Wręcz przeciwnie. Każdy chce się spotkać ze znajomymi, porozmawiać, pośmiać się. Niepowodzeniem zakończyła się próba zjedzenia kilku małych rybek. Właściciel wyjął je z lodówki i zażądał ceny, jakiej nie powstydzili by się restauratorzy najdroższych smażalni nad Morzem Bałtyckim. Bez problemu można nabyć alkohol, w wyborze który może zaskoczyć nawet wytrawnego smakosza.

Orzeźwienie przynosi wypicie dużej szklanki soku ze świeżo wyciskanych pomarańczy. Jest to przy okazji pretekst do zapytania o duże zdjęcie za sprzedawcą. Z początku można pomyśleć, że jest on zagorzałym fanem filmowego Rambo. Starszy pan wyjaśnia, że to jego przyjaciel, który zginął w walce z żołnierzami izraelskimi.

Naprzeciw koszar wojsk Narodów Zjednoczonych egzystuje w najlepsze luksusowa cukiernia. Zmysły są tu atakowane w bardzo przyjemny sposób przez gamy kolorów, zapachów, kształtów. Pistacje zatapiane w lukrze, posypane płatkami róży, ociekające tłuszczem i lukrem słodkości, finezyjne pudełeczka nie pozwalają dłużej czekać na decyzję o ich zakupie.

08.02.2008

Śniadanie wliczone w cenę hotelu jest pretekstem do poczynienia interesujących obserwacji. Właściciel zatrudnia młodą dziewczynę z Etiopii. „Zanim cokolwiek zrobisz, zanim wykonasz jakikolwiek krok, masz pytać mnie o wszystko. Rozumiesz?!” Dziewczyna o bardzo smukłej sylwetce z pokorą przyjmowała nie znoszące żadnego grymasu sprzeciwu słowa swego pana. Syk dźwięku poleceń i miażdżące spojrzenie mówiły wszystko. Żona restauratora ze znudzeniem nakazała wziąć na ręce swe (skądinąd już niemałe) dziecko i iść z nim po stromych schodach na górę. Trzeba być optymistą, aby sądzić, że ta biedna dziewczyna kiedyś zawita do swej wioski, skąd wyemigrowała za chlebem.

Tutejszy targ poleca chińską tandetę, więc jako alternatywę można było potraktować zachęcający uśmiech jednego ze sprzedawców. Pozwolił on wejść na zaplecze budynku, gdzie selekcjonował znalezione przedmioty. Miasto to wielokrotnie ucierpiało wskutek działań wojennych. Wizyta na pobliskim cmentarzu przypomina, gdzie jesteśmy. Jeden z mężczyzn chcących sprzedać monety pyta, czy jesteśmy dziennikarzami.

Groby bojowników Hezbollahu przykuwają na dłużej uwagę. Z pobliskiej kaplicy dochodzą monotonne dźwięki towarzyszące pogrzebowi. Samochody zaparkowane obok mogą świadczyć, że była to ważna osobistość. Błękit morza stanowi tło dla szczątków starożytnej kolumnady. Plątanina kabli wiszących nad ruchliwą ulicą i nieodłączny gwar nakazują szukać bardziej spokojnego miejsca.

Oddalona o 14 kilometrów na południowy wschód od Sur Qana sprawia wrażenie sielankowej miejscowości. Wiedzieć należy, że to właśnie tu doszło do dwóch wstrząsających aktów agresji wojskowej. Rok 1996 i 2006 pozostaną na zawsze w świadomości obywateli Libanu, ale i zwykłych ludzi na całym świecie. W wyniku uderzeń artyleryjskich ze strony Izraela, śmierć poniosło tu ponad 150 niewinnych osób, w tym wiele dzieci. Internet jest pełen raportów i poruszających każdy nerw zdjęć. Dlaczego…

To tu również nastąpił cud przemiany przez Jezusa wody w wino, ale badacze tematu nie mają pewności co do tego faktu. Po wizycie Jezusa pozostała niczym nie wyróżniająca się jaskinia, w której podobno nocował. Miejscowi ludzie mówią, że gdy Izrael okupował te tereny, żołnierze skuli wnętrze jaskini i wywieźli je za południową granicę. Każdy chciałby poszczycić się faktem, że w zamierzchłych czasach chodził tu sam Jezus…

09.02.2008

Pięciogodzinne rozmowy z żołnierzami z polskiego kontyngentu UNIFIL sprawiły, że 9-godzinne czekanie na samolot minęło z szybkością strzały. Wymiana zdań odbywała się z taką łatwością, jakbyśmy byli od lat dobrymi przyjaciółmi. Wzgórza Libanu pokryte niezliczoną ilością mieniących się świateł pozostały za oknem oraz w pamięci. Głowy opadły niczym po dotknięciu czarodziejskiej różdżki, a po ich podniesieniu ukazał się Budapeszt. Jakaś kobieta poprosiła o popilnowanie śpiącego dziecka i dobytku. Wszyscy pasażerowie czekali w autobusie, tymczasem mama nie zgłosiła się po dziecko. Poprosiłem jedną z pań robiących odprawę, by zajęła się malcem.

Polecieliśmy ku Warszawie spowitej gęstym dywanem chmur. Samolot przez 90 minut wykonywał lot zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Wśród pasażerów dało się wyczuć coraz większe napięcie. Pozostało tylko wrócić do Budapesztu. W hali odpraw nadal czekała mama z dzieckiem, które pilnowaliśmy przed odlotem. Zazwyczaj już nigdy w życiu nie spotykamy ludzi z terminali lotniczych…

Jakimś cudem udało się poprosić o lot do Krakowa. Tatry wyglądały z góry, niczym Arktyka, a nad Krakowem jak można było przewidzieć, wisiała również gęsta zasłona mgły. Pilot mimo wszystko zanurkował w nią i tym sposobem zostaliśmy otoczeni brakiem słońca i chłodem (również tym, płynącym od ludzi).

Kończę pisać tą relację 10 maja 2008 roku. Zgodnie z tym, co prognozowali nasi żołnierze, Bejrut znów płonie…

Pomoc w organizacji wszystkich aspektów wyjazdu można uzyskać pisząc po polsku do Libanu na adres: hannawehbe@hotmail.com.

Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Marcin Michalski

Marcin Michalski

Na co dzień pedagog specjalny - zajmuje się osobami z autyzmem. Praca do łatwych nie należy, więc czasem udaje się to tu to tam i snuje przemyślenia na temat odwiedzanych miejsc.
Podobne artykuły
Zrozumieć Iran (cz. II): Shiraz, Zatoka Perska i Esfahan

Zrozumieć Iran (cz. II): Shiraz, Zatoka Perska i Esfahan

O co najczęściej pytają Irańczycy? Po co Ali trzyma w wersalce kałasznikowa? Jak dołączyć do ekskluzywnego klubu trekingowego i dlaczego studenci z Esfahanu jeżdżą w Góry Zagros? Tego dowiecie się w drugiej części relacji Maksa z samotnej podróży prz...
Liban – bliskowschodnia mozaika

Liban – bliskowschodnia mozaika

Chciałoby się rozpocząć: Liban jaki jest, każdy widzi. Nie dlatego, że każdy go widzi, bo nawet na Google Earth trudno coś ujrzeć, lecz dlatego, że Liban widzi się po prostu. Ameryki tu nie odkryję, analizy kulturalno-geograficznej nie przeprowadzę, ...
Wyprawa Liban 2008 (II)

Wyprawa Liban 2008 (II)

Dzień wymknął się spod kontroli. Po tradycyjnej wymianie gestów i pochrząkiwań z Panem Mehanna udaliśmy się w teren. Tego dnia wojsko bardzo pilnie kontrolowało każdy samochód. Trudna misja. Prawdopodobnie otrzymali komunikat o podejrzanym aucie. Spo...
Wyprawa Liban 2008 (I)

Wyprawa Liban 2008 (I)

To była krótka, lecz niezwykle emocjonująca wizyta. Liban okazał się gościnnym miejscem, jednak gdzieś w głębi pulsowało napięcie. Niedługo po moim powrocie zaczęły się walki......

Komentarze: 1 »

  • online

    dobry poczatek

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele