Work & Travel. Z czym to się je?


Patryk Szymański


Piąty rok studiów. Praca magisterska niemal ukończona. Siedziałem w ciasnych ścianach mojego pokoju i przez okno spoglądałem na pierwsze podrygi wiosny. Szarzyzna życia wyciągała po mnie swoje plugawe łapsko.

Perspektywy miałem takie: praca na etat (o ile udałoby się taką znaleźć), później pewnie jakiś kredyt na mieszkanie, używany golf trójka, pogłębiające się zakola, wysepka na czubku i zapuszczenie wąsa. Niewiele brakło a skończyłbym jak polak, a marzyło mi się bycie co najmniej Polakiem.

Zacząłem nieśmiało przeszukiwać internet za pracą za granicą. Gdzieś Daleko Za Granicą. Facebook szybko spersonalizował moje prośby i sam zaczął podsuwać mi pomysły. Program wymiany kulturowej z USA! Aplikowałem, rzut na taśmę, w dwa tygodnie znalazłem zatrudnienie, a dwa miesiące później zrobiłem swoje pierwsze zdjęcie w Stanach Zjednoczonych – żółtą taksówka na lotnisku JFK w Nowym Jorku.

Podróż przez Stany Zjednoczone

Pennsylvania Welcomes You! Podczas Work & Travel znajdzie się czas na podróżowanie. (Fot. Patryk Szymański)

Program wymiany kulturowej

W Polsce istnieje kilka programów typu Work & Travel, które umożliwiają pracę na terenie USA. Najpopularniejsze z nich to: CampAmerica, Campleaders, Why Not USA, CCUSA, BUNAC.

Wstępne złożenie aplikacji i poznanie warunków jest darmowe, dopiero wpłacenie pierwszej raty uruchamia procedurę szukania pracy. Większość z tych programów daje gwarancję zatrudnienia, tzn. że wyjeżdżający ma już stanowisko i podpisaną umowę, nie musi się martwić o to co będzie na miejscu. Jeśli praca się nie znajdzie, po prostu nie wyjeżdżasz a pieniądze, które wpłaciłeś są zwracane. Programy obiecują oczywiście pełen zwrot kosztów ale, znając polskie realia, wszystko zależy od konkretnego przypadku, a jeśli chodzi o pieniądze, nic nigdy nie jest łatwe i przyjemne. Ponadto nie jest zwracany koszt wizy jeśli wyrobiłeś ją przed otrzymaniem oferty pracy.

Szansa na znalezienie pracy jest jednak ogromna – 90% aplikujących wyjeżdża, 9% odpada jedynie ze swojej winy (z różnych powodów nie mogą otrzymać wizy), a pozostały 1% to ci pechowcy, którzy z różnych powodów nie spodobali się żadnemu dyrektorowi campu w Stanach. Wyjeżdża więc każdy uczciwy, który ma w sobie pewną dozę odwagi.

Warunki wyjazdu na Work & Travel

Jeśli jesteś studentem jedynym warunkiem jaki musisz spełniać jest podstawowa znajomość języka angielskiego. Jeśli rozumiesz co znaczy Hello!, Don’t sleep in job! oraz Go back to work you lazy bastard! – możesz składać aplikację. Możesz zgłosić się do programów, w których będziesz tzw. support staff – do mycia naczyń i koszenia trawy. W gorszym przypadku będziesz niestety musiał sprzątać po dzieciakach (również toalety), w lepszym poobijasz się będąc obozową „złotą rączką”.

Jeśli nie jesteś studentem twoją opcją są programy counsellor czyli, ogólnie rzecz biorąc, opiekun do dzieci. Tutaj znajomość angielskiego w stopniu średnio zaawansowanym jest już wymagana – dyrektor campu może chcieć przeprowadzić z tobą krótką rozmowę telefoniczną by sprawdzić twój angielski, na dodatek musisz posiadać umiejętność, którą możesz przekazać dzieciakom (ich przedział wiekowy to 6-17 lat).

Dobrze pływasz, grasz w piłkę w klubie, tańczysz, robisz zdjęcia, grasz na gitarze? Jeśli jesteś dobry w tym co robisz, braki w znajomości języka zostaną ci wybaczone, w końcu jedziesz tam również po to by się go nauczyć. Amerykańscy szefowie są dużo bardziej wyrozumiali od tych polskich. Certyfikatu językowego nikt nie wymaga, ale na pewno podniesie on twoje umiejętności.

Istnieje jeszcze opcja au pair, bardzo dobrze płatna ale przeznaczona jedynie dla kobiet. Różnica polega na tym, że nie jest to praca wakacyjna a całoroczna. Szanse na jej znalezienie są praktycznie stuprocentowe – do tej pory co roku więcej jest miejsc pracy niż aplikantów. Polskie opiekunki są wysoko cenione i zatrudniane były m.in. przez… Woody’ego Allena.

Koszty

Niezależnie od programu Work & Travel należy liczyć na wydatki w okolicach 2,5 – 3 tysięcy złotych. Opłacenie programu – od 1500 do 2500 złotych – przeważnie zawiera koszty biletu w dwie strony, ubezpieczenia, noclegu i wyżywienia. Doliczyć należy koszt wizy – 160 dolarów i koszty dodatkowe, takie jak przyjazd na spotkanie wizowe, spotkanie orientacyjne, zdjęcia do wizy etc. Te ostatnie są nie do oszacowania. Jeśli jesteś z Warszawy lub Krakowa, żeby dojechać na spotkanie w sprawie wizy zapłacisz kilka złotych za bilet miejski, jeśli jesteś ze Szczecina, musisz załatwić sobie transport do ambasady.

Polecamy: Migdały i wychodek, czyli moja przygoda z workaway

Dlaczego program tak tanio opłaca lot, ubezpieczenie, noclegi i wyżywienie? Ano dlatego, że część z tych kosztów pokrywa twój pracodawca. Możesz spróbować wynegocjować z nim wyższą wypłatę w zamian za to, że sam kupisz sobie bilet, ale po pierwsze – część programów zabrania takiego zabiegu wyjeżdżającym pierwszy raz, po drugie – możesz na tym ostatecznie jednak nie za dobrze wyjść.

Wyżywienie będziesz jeść w stołówce razem z dzieciakami – tak naprawdę pracodawca nie ponosi indywidualnych kosztów wyżywienia dla każdego pracownika. Nocleg? Śpisz w średnich raczej warunkach, w pokojach wieloosobowych. Wojskowy klimat. Faceci będą wniebowzięci, kobiety niestety będą musiały uodpornić się na niewygody.

Niektóre programy nie oferują kupna biletu – musisz to zrobić we własnym zakresie. Wówczas twoja wypłata będzie odpowiednio większa.

Zarabiasz w zależności od wybranej opcji, jednak co najmniej tyle, żeby pokryć to co wcześniej wydałeś. Na Work & Travel wyjeżdża się jednak głównie dla opcji Travel, więc aplikanci wracają przeważnie z kilkoma dolarami w kieszeni, a ci, którzy zahaczyli o Las Vegas – nawet w samych skarpetkach (na spotkaniu wizowym nie wspominaj, że chcesz odwiedzić to miasto!).

Wiza

W przypadku wyjazdu Work & Travel wizę do Stanów Zjednoczonych otrzymuje się raczej bezproblemowo. Będzie to specjalna wiza J-1 przeznaczona dla osób uczestniczących w programach wymian międzynarodowych. Pracownicy programu przeprowadzają przez wszystkie procedury wizowe, wręczają instrukcje jak złożyć aplikację, razem z uczestnikiem wchodzą na teren ambasady/konsulatu i w razie problemów służą pomocą.

Rozmowę z konsulem prowadzi się po angielsku i trwa ona niezwykle długie trzy minuty. Konsul będzie pytał o cel wyjazdu, rodzaj wykonywanej pracy oraz znajomość pamfletu dotyczącego twojego bezpieczeństwa, który otrzymasz przed spotkaniem w ambasadzie. Jeśli w twoich odpowiedziach padnie zwrot emergency number 911, konsul będzie kontent. Jeśli nie padnie, wówczas zapyta cię czy znasz emergency number, ty odpowiesz 911 – konsul będzie kontent.

Konsul nie jest kontent gdy zapyta cię o 911, a ty nie odpowiesz emergency number. Wręczy ci wówczas wspomniany pamflet, odeśle z powrotem do kolejki, każe poczytać i wówczas wrócisz do punktu wyjścia.

Problemy przy procedurze wizowej pojawiają się, niestety wcale nierzadko, z winy pracodawcy lub samego programu. Okazać się może, że ktoś źle wypełnił twoje dokumenty, w dwóch miejscach podane są dwa różne adresy, gdzieś nie zgadza się nazwisko. Wówczas rozmowa zostaje zawieszona, ty musisz stawić się do ambasady drugi raz, gdy wszystkie sprawy zostaną już wyjaśnione. Podnosi to koszty i ilość nerwów ale jeśli na prawdę nic nie kombinujesz, powinieneś w końcu otrzymać wizę.

Koszt wizy J-1 to obecnie 160 $. Spotkanie wizowe ma jeden podstawowy cel – musisz udowodnić, że jedziesz uczciwie zarobić i wrócisz do Polski przed upłynięciem terminu ważności wizy.

Zalety programu Work&Travel

Zobaczysz Nowy Jork człowieku! Dostaniesz szanse spełnienia swojego American Dream. Poprawisz angielski, poznasz ludzi z Nowej Zelandii, będziesz mógł to sobie wpisać w CV.

Wady wyjazdu

Ominą cię żniwa w Polsce. Nie obejrzysz finałowych odcinków swoich ulubionych seriali. Może się okazać, że nie chcesz wracać do Polski. Jeśli zależy ci na dużych zarobkach – poszukaj innej opcji.

Moim celem nie jest reklamowanie żadnego z wymienionych programów, dlatego też przedstawiam również ciemniejsze strony opcji pracy na summer campie. Mimo, że tutaj w Polsce będą obiecywać ci przygodę i spełnienie marzeń, pamiętaj, że najpierw jedziesz do pracy, a twój szef w USA będzie wymagał od ciebie tego samego, co szef w Holandii na truskawkach – sumiennej pracy i przykładania się do swoich obowiązków.

Mimo, że sam byłem wyjątkowo pechowym aplikantem (m.in. zgubiono mój paszport z wbitą już w środku wizą!!!) – programy Work & Travel polecam. Obecnie w Stanach spędzam kilka miesięcy rocznie, a o tym co tam robię można poczytać na moim blogu. Linka do niego znajdziecie w stopce autora.

W tym roku Patryk wyjechał po raz kolejny do Stanów: do września pracuje, a później planuje podróż po USA, którą Peron Czwarty objął patronatem. Wkrótce przeczytacie kolejne porady o pracy i podróżowaniu.

 

Patryk Szymański


Komentarze: 8

Mik 26 lipca 2013 o 10:35

no tak, nie mówić, że chcę do las vegas, bo jeszcze wezmę szybki ślub i mogę zostać w stanach na dłużej :)

Odpowiedz

Lonia 10 grudnia 2013 o 0:28

a czy mówić o członkach rodziny mieszkającej w USA? W szczególności, kiedy pracodawca jednego z nich daje mi zatrudnienie w ramach W&T?

Odpowiedz

Patryk 10 grudnia 2013 o 10:15

Myślę, że uczciwość jest tutaj najlepszym rozwiązaniem.

Odpowiedz

Lonia 12 grudnia 2013 o 10:27

Jasne, dzięki :) Już raz nie dostałam wizy, trochę się stresuję.

Odpowiedz

Patryk 12 grudnia 2013 o 11:54

To w takim razie mam nadzieję, że któraś z moich rad się przyda i trzymam kciuki :-)

Odpowiedz

Ania 20 maja 2015 o 20:33

Witam

Mam 2-krotne doświadczenia z programem Work and Travel USA. Z czystym sumieniem ODRADZAM biuro Go2USA z Łodzi (werbują ludzi z całej Polski bo formalności załatwiają internetowo). Właściciel biura – Mariusz Kraśnicki, to osoba niekompetentna, zależy im tylko żeby zgarnać kase i tyle. Byłem świadkiem jak jedna dziewczyna nie dostała wizy od nas – i jeszcze przed konsulatem podeszła do niego ze łzami w oczach, a on jej na to: „Trudno, spróbujemy jeszcze raz za rok”. Biuro to nie należy do najtańszych a ma bardzo duży odsetek osób które nie dostają wizy. W moim przypadku jestem niezadowolony, ponieważ moja praca na miejscu okazała się zupełnie inna niż rekomendował mi pracownik biura – mówił że to sprawdzone miejsce itp. a zamiast stawki 10$/h miałem 7,50 $/h, w dodatku tym pracy był gorszy. Gdy mailowo skontaktowałem się z terenu USA z biurem to po 2 tyg. dostałem łaskawie odpowiedź że jakoś sobie musze poradzić z tym pracodawcą na własną rękę bo oni nie mają na to wpływu…. Wielkie dzięki za taką pomoc. Go2USA – wystrzegajcie się bo na prawdę nie warto.

Odpowiedz

marcelika 12 października 2016 o 16:44

A ja za to byłam z One Globe Travel w Ocean City i polecam bardzo!!!

Odpowiedz

    Ania 26 maja 2017 o 20:57

    odradzam biuro ONE GLOBE – nie przekazują informacji od pracodawcy, powodują opóźnienia w procesie wizowym przez co musieliśmy płacić za nowe bilety po raz drugi.

    Odpowiedz