2 czerwca 2010

Własnym oczom nie wierzę, czyli Top 10 WTF* momentów z moich podróży

2. Wietnamskie BHP

Znowu w jeden punkt wcisnę więcej niż jedną historię. Naciągam zasady, no ale jeśli przynudzałem, to i tak Was tu już nie ma, a jeśli ciekawie, to dłużej tak będzie. Opowieści o tym, dlaczego Wietnamczyków jest 86, a nie 106 milionów.

2a. Życie na krawędzi

Ja mam proste zadanie: zlokalizujcie na drugim zdjęciu pana zbliżonego na pierwszym.

Ja mam proste zadanie: zlokalizujcie na drugim zdjęciu pana zbliżonego na pierwszym. (Fot. John Markovich)

Dla osób z wyjątkowo słabym wzrokiem podpowiedź: szukacie gentlemana, który stoi na stole i maluje sufit pokoju. Spróbujcie na czwartym piętrze.
Dla osób z dobrym wzrokiem, które nie mają do tego zmysłu zaufania: dobrze widzicie, nie ma zabezpieczenia.

2b. Krokodyl Dundee Jr.

Dzieciak miał nie więcej niż 2 lata. Ten wiek, kiedy jeszcze nawet chodzenie nie wydaje się w pełni zautomatyzowane. Siedział przy straganach koło wodospadu Cat Cat. Ręce miał zajęte. W jednej trzymał nóż. Nie zabawkę. Nie scyzoryk. Nie przyrdzewiały staroć. Miał broń białą krótką, sprzęt do cięcia ludzi na spaghetti. Sama rączka mogła służyć za maczugę. W drugiej dłoni dzierżył puszkę aluminiową. I tym nożem w tę puszkę ładował, raz za razem. Łup! Łup! Łup! Ciosy wyprowadzane bez litości i zahamowań. Gdybym zobaczył swojego bratanka w takiej sytuacji przebijałbym ściany spiesząc na ratunek. Jednak co kraj to obyczaj.

Po kilku minutach puszka rozerwana była na pół. Muszę przypominać, jak ostre są krawędzie rozszarpanego aluminium?

Z radością jednak stwierdzam, że gdy odchodziliśmy spod wodospadu, mały był nadal w całości.

2c. Deathproof

Droga z Lao Cai do Bac Ha, minibus, którego wyporność opisuje historia z miejsca 9-tego tej listy. Ten jeszcze ma sporo bagażu na dachu. Najciekawszym eksponatem jest chyba motor, bo paczki i worki raczej nikogo nie wzruszą, nawet w ilościach hurtowych. Po zapakowaniu ludzi i sprzętu okazuje się, że to, co na górze, nie dość dobrze umocowane jest. Istnieje ryzyko odpadnięcia mienia. Pomocnik kierowcy wychodzi więc, wspina się po drabince i wiąże mocniej, co trzeba. Jeszcze kolega do niego dołącza.

To wszystko dzieje się na drodze krajowej. W trakcie jazdy. Szybkiej.

1. Blondynka na autostradzie

Jest taki stary dowcip. Blondynka jedzie autostradą. W radio nagle nadają komunikat: „Uwaga, uwaga kierowcy! Na trasie A4 jakiś szaleniec mknie pod prąd.” Blondynka się rozgląda i z przekąsem komentuje: „Żeby to tylko jeden. Wszyscy!”

Tak, tak, jedziemy pod prąd. (Fot. John Markovich)

Proponuję zdjęcie.

Wiem, że nie jest najwyższej jakości. Robione w pośpiechu, z komórki. Da się nim jednak zobrazować najważniejsze kwestie. Przyjrzyjmy mu się więc. Co widać?

Widać, że zostało zrobione z wnętrza autobusu, przez boczną szybę. Obiektyw skierowany jest na skos, do przodu. Autobus znajduje się na 4-pasmowej jezdni. Z naprzeciwka zbliżają się samochody. Stop, stop! Zbliżają się? Z naprzeciwka?

Pierwszego dnia w Xi’an podeszli do nas jacyś uczniowie z prośbą o wypełnienie ankiety o ich mieście. Jedno z pytań dotyczyło ruchu na ulicach. Uznaliśmy go za przeciętnie dziki, jak wszędzie w Chinach. Brak doświadczenia.

Następnego dnia przechodziłem na zielonym świetle przez pasy i prawie potrącił mnie wymuszający pierwszeństwo autobus komunikacji miejskiej. Ale szczyt nastąpił w trakcie wycieczki do Terakotowej Armii. Nasz autobus wyjechał na jedną z tras wylotowych z 4-milionowego Xi’an. Z przystanku zabrał kolejnych pasażerów. Chwilę później znów przyhamował i… zaczął nawracanie. Zawrócił, chwilę jechał pod prąd, po czym wykorzystał lukę i przebił się na właściwą stronę. Długo na niej nie został. Wrócił na przeciwny pas, dojechał do najbliższego ślimaka i wspiął się nim, nadal pod prąd. Nie wydaje się, by wzbudziło to protest jakiegokolwiek innego kierowcy. Myślę, że nasz zaoszczędził na tych manewrach dobre kilkaset metrów, może i kilometr.

Jasny gwint.

Bonus. Projektant biczy pije esencję

Najpierw pytanie: kim jest whip designer? Podpowiedź: to Nowozelandczyk. Rozmawiałem z nim, nie czytałem o nim.

Ta historia miałaby spore szanse na znalezienie się w pierwszej trójce zestawienia. Niestety, nie byłem jej bezpośrednim świadkiem. Akurat wyszedłem się wykąpać albo może zostawić coś w pokoju. Nie jest to też jednak legenda miejska. Stało się to w domu, w którym wtedy byłem, mam ludzi, którzy zaklinają się – a ja nie mam powodu nie wierzyć – że to widzieli. Dlatego też nie mogę jej pominąć.

Byliśmy na irańskiej pustyni, w Ostatnim Przyjaznym Domu. Goście mogli się w nim obficie raczyć herbatą. Zawsze stał imbryk z esencją i beczułka z wrzątkiem. Rozcienczać należało w stosunku 4/1 może 3/1. Raz przesadziłem i dałem 2/1. Napój był tak potwornie gorzki, cierpki, mocny, że co upiłem łyczek dolewałem wody, aż się zrobiło znośne.

Raz wchodzę do pokoju spotkań, a część towarzystwa w szoku. Luke, Nowozelandczyk, nalał sobie pełną szklankę esencji, po czym wypił. Nawet gospodarze podobno zaniemówili. Ja się nie dziwię. To jest nie-moż-li-we! Uwierzę w picie czystego spirytusu, paliwa lotniczego, sików urynoterapeutycznie, ale nie w spożycie czystej esencji. Przypominam, ja z trudem dawałem radę, gdy stanowiła ona 1/3 objętości herbaty, a jakiś superdelikatny nie jestem.
Nie wytrzymałem i zapytałem Luke’a, czy on świadomie to wypił, czy mu smakowało, czy może bohatera strugał. Nie wiedział, o co chodzi. No przecież herbata.

Po takiej dawce powinien mieć albo wypaloną krtań, albo zrujnowany żołądek, albo arytmię serca.

Wyjaśnienie podpowiedzi: chodzi o akcent. Odpowiedź na zagadkę: w anglojęzycznym świecie Luke jest web designerem. Zanim to zrozumieliśmy, w naszej grupce panowała względna niepewność.

Obyście żyli w ciekawych czasach!

* Jeśli nie wiecie, co to WTF to JFGI.

Strony: 1 2 3
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
John Markovich

John Markovich

Od czasu do czasu kupuje bilet i przewodnik, a o resztę martwi się na miejscu. Prowadzi bloga Być jak John Markovich, na którym relacjonuje swoje podróże oraz inne sprawy.
Podobne artykuły
Ruch uliczny w Azji – nie taki diabeł straszny…

Ruch uliczny w Azji – nie taki diabeł straszny…

O ruchu ulicznym w Azji opowiada się mity. We wszystkich mi znanych jest ziarno prawdy. Nie wszystkie są prawdziwe. Nieraz znajduję relacje, z którymi się nie zgadzam. Autorzy ulegli chyba pierwszemu wrażeniu, a to, przyznaję, jest mocne. ...
Na ulicach Esfahanu

Na ulicach Esfahanu

Chciałbym zaprosić na krótki spacer po Esfahanie, pięknym irańskim mieście malowniczo położonym u stóp Gór Zagros. Mogliście już przeczytać krótką relację z naszego pobytu, czas na małą galerię zdjęć....
Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? (cz. II) – Tabriz

Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? (cz. II) – Tabriz

Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? Przeczytajcie drugą część relacji z naszej podróży, którą odbyliśmy w lipcu 2011 roku. Opisuję w niej przygody w trakcie pobytu w Tabrizie....
Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? Pierwsze wrażenia

Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? Pierwsze wrażenia

Gdy przekroczycie granicę Iranu, nie znajdziecie się wcale w piekle. Przekroczycie granicę kraju, którego mieszkańcy są niesamowicie gościnni, i w którym pobyt będzie należał do jednych z najbardziej niezapomnianych chwil waszego życia. ...

Komentarze: 7 »

  • Ania Błażejewska

    Gratuluję debiutu na Peron4.pl:) Świetny tekst, jak zwykle zresztą

  • Jan Marković

    Gratuluj, że się w końcu zebrałem ;) Dzięki.

  • Artur Głazowski

    Dobrze, ze w konkursie nie startowałeś. Jury mogloby miec watpliwosci ile miejsc na podium mozna przyznac jednemu autorowi, potem oskarzenia o kumoterstwo, wycofanie sie sponsorow, upadek, degrengolada
    ;)

    kapitalny tekst

  • Jan Marković

    dzięki wielkie :)

  • cyklonsześć

    i jeszcze chciałam napisać, że nieładnie tak dawać gołą babę na okładkę, ale tekst zacny :)

  • Joanna

    swietne! nie wiem czy nie najlepszy tekst ,jaki czytalam na tej stronie

  • Robb

    Ha .. takich kafelków to w Chinach całkiem sporo :-)
    bywają jeszcze podobne w designie .. zapalniczki ;-)
    trzymasz wtedy płoooomień w dłoni ;-))

    pozdr!!

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele