W górę Nilu, czyli pamiętnik znaleziony na sudańskiej barce (I)

Brzeg Nilu zastępuje w Sudanie wszystko - pralnię, łazienkę i basen. To także wielki kran z wodą do picia. (Fot. Grzegorz Król)
6 III – dzień trzeci: Wielka antena
Zdarzyło się niewiele. Jedyna przygoda to spotkanie na trasie bratniego pushera o nazwie „Junglei”. Zacumowano wbijając barki w gliniasty brzeg, zetknęliśmy się burtami i zaczęła się wymiana powitań, uścisków i opowieści, chociażby o tym co trzech haładżia robi na barce. Wymieniono się też antenami satelitarnymi. Oni dostali mniejszą, my większą. Czyżby więcej kanałów w południowej tivi? Mniej cenzury? Panie kapitanie, statek trzeba prowadzić, a nie roznegliżowane panienki z satelity oglądać…
Poza tym dzień nie przyniósł większych niespodzianek. Nil się zwężył, coraz więcej na nim pływających, zielonych wysp z wodnych hiacyntów, coraz więcej ptaków dookoła. Suchy krajobraz pustynny zastąpiły też drzewa i trawy, a lepianki z gliny pojawiające się co jakiś czas murzyńskie wioski z okrągłymi chatami i dachami pokrytymi suchą trawą.
7 III – dzień czwarty: Co Murzyn ma między nogami
Godz. 23.37 – Malakal. Mieliśmy tu stać dwie godziny, stoimy nadal, choć od przybicia do brzegu minęło ich przeszło dwanaście. Podobno są jakieś problemy z silnikiem. Tak się robi trzy tygodnie do Juby.
Pijemy zimnego Heinekena, puszka za puszką. Kupiliśmy dwie zgrzewki na wszelki wypadek i jakoś leci.
Łowiłem ryby dopóki wędka nie odwiązała się od metalowej barierki i odpłynęła z prądem. Ale przez chwilę fajnie było, Kuba zrobił ciasto, Zbychu zmajstrował żyłkę z haczykiem i nawet dziubały coś te rybki, żadna jednak nie zdążyła paść naszym łupem.
W mieście byliśmy te dwie godziny, po których „Africa” miała odpłynąć. Sami czarni prawie, paru Arabów prowadzi tylko jakieś restauracje i sklepiki. Liczą kasę, co wychodzi im doskonale. Murzyni do interesów kompletnie nie mają głowy.
W poszukiwaniu browarów trafiliśmy do speluny takiej, że szok. Ściany z blachy falistej, obskurny bar, półki zbite z desek, na nich oprócz piwa butelki gruzińskiej wódki. Kuba od razu zarządził po butelce chmielu. Dostaliśmy nie dość, że ciepłe, to jeszcze ohydne jak mało co. Parszywa marka z Ugandy, która na etykiecie miała napis „Inspirowane browarnictwem wschodniej Europy”. Syf, jak cała ta knajpa.

Nie zważając na niespodzianki czające się w wodach Nilu w oczekiwaniu na naprawę pushera Zbychu zakosztował orzeźwiającej kąpieli. (Fot. Grzegorz Król)
Po powrocie napatrzyliśmy się na gołych Murzynów. Pusher zaparkował kilka kilometrów przed portem, tuż przy nabrzeżu gdzie cały dzień odbywa się pranie, a przy okazji miejscowi korzystają z kąpieli. Płeć męska bez wahania biega po wodzie prezentując swe ogromne przyrodzenia, kobiety są bardziej powściągliwe. Zostają w stroju topless.
8 III – dzień piaty: Lustereczko powiedz przecie…
Dziś Dzień Kobiet. Wziąłem prysznic z tej okazji, ogoliłem głowę coraz bardziej tępą żyletką. Choć może okazja jednak inna była.
Natchniony zostałem przez młodzież tubylczą płci męskiej. Dosiedli się w Malakalu. We wczesnych godzinach porannych zrobili sobie na dachu jednej z przybudówek prawdziwy salon piękności. Powyciągali lustereczka, grzebienie i maszynki do golenia. Najpierw wyrównywali fryzury, po czym nastąpił zupełny hit. Za pomocą szczoteczek do zębów zaczęli nanosić na włosy i brwi jakąś maść czarną, upiększającą. No wyobraźcie to sobie – czarny jak smoła koleżka, czarna czupryna i na to jeszcze ten specyfik, pastę do butów przypominający.
A ile w tym misterii było, ile poprawek i spojrzeń w lustereczko…
Poza tym dzień jak co dzień. Koło 11 śniadanie – dziś ryż gotowany z daktylami plus spora dawka mleka. Później poszukiwanie cienia. Lekko utrudnione, bo kurs się zmienił na zachodni i stałe miejscówki tonęły w słońcu, palącym tak, że aż strach pomyśleć co będzie, jak dalej w południe się wbijemy.
Okolica się zmienia. Nil czasem wąski jak Wisłok w okolicach Mostu Zamkowego w rodzinnym Rzeszowie. Zielono dookoła, wysokie trawy porastają brzegi, wioski coraz rzadsze, ptactwa kolorowego za to przybyło. To można sobie przez lornetkę pooglądać w wolnych chwilach. Tych nam raczej nie brakuje, gorzej czasem siły do podniesienia lornetki znaleźć…
Dalsze przygody dzielnych haładżia: W górę Nilu (2)
O co chodzi w projekcie Afryka Nowaka? Przeczytaj rozmowę z Jakubem Pająkiem








Show me your way - w poszukiwaniu znaczeń szczęścia
Poland Trek - Belg przemierza Polskę od Tatr po Bałtyk
Pamir Bikeway 2012 - Azja Centralna rowerem i koleją
Na Krańcach Świata - Agnieszka i Mateusz Waligóra w podróży na krańce świata.
Magda i Tomek dookoła świata - poznanie świata, poznanie siebie
Korona Jezior Ziemi - badania najwyżej położonych jezior na Ziemi
Rowerowa Rosja - na dwóch kółkach przez wielki kraj
Tańce wśród piratów - Magda i Marcin tanecznym krokiem szukają skarbu
Pomiędzy Oceanami - Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej
Gap year in Kunming - chińska przerwa w życiorysie
Z tatą na Igrzyska - rowerami do Londynu
Torell Expedition 2012 - śladami polskich wypraw na Spitsbergen
Na Własne Oczy - zobaczyć, co świat ma do zaoferowania
project:Sailing - rejs dookoła Bałtyku
Klapki Kubota State of Mind - przed siebie w kierunku wschodnim
Shangri-la - Jarek Czakański w podróży
Oblicza Gruzji - niesamowita różnorodność kraju
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika



oj wąski ten nasz wisłok wąski….
Spedzilem dwa miesiace w Sudanie ktorejs poprzedniej zimy. To jedno z najbardziej magicznych miejsc na globusie. Super, ze Wam sie chcialo! Powodzenia
Marcin
ja jebe…
nie wiedziałem że tak głupio wygląda ‘haladzia’ w Nilu wśród lokalesów…
Zbychu, ja tylko pstrykałem. Reszty dokonała, że tak powiem, natura. Mówisz, ze była niełaskawa? :D