29 czerwca 2010

„Samsara. Na drogach, których nie ma” – fajna książka o tanim podróżowaniu

W „Samsarze” Tomka Michniewicza jest to co na peronie lubimy najbardziej – żarcie w lokalnych jadłodajniach, tanie, często obskurne hotele, autostop gdzieś na końcu świata i szalona jazda na dachach rzężących autobusów, przy których nasz pekaes to luksusowa limuzyna. Fajna rzecz, ale…

Długo się zabierałem do napisania tych kilku słów o „Samsarze…” Bo ja nie lubię pisać, o czymś do czego nie do końca jestem przekonany. A z książką Michniewicza tak właśnie mam. I już wyjaśniam o co chodzi.

„Samsarą…” zostałem zaatakowany. Wszyscy zaczęli nagle o tej książce pisać, podniecać się nią w sposób, jakiego dawno nie widziałem. Wszędzie był Tomek Michniewicz i jego literacki debiut, wszędzie ochy i achy, zachwyty, pochwały. I jeszcze ten napis na okładce, że to „książka podróżnicza, jakiej jeszcze nie było!”. Tłustym drukiem, z wykrzyknikiem, tak właśnie. Więc żeby to sprawdzić, jak nie lubię śliskiego papieru, tak ją wziąłem, kupiłem.

Nie myślcie, że żałuję, co to to nie. Bo to naprawdę fajna rzecz. I „fajna” najlepiej do niej pasuje. Bo to się fajnie czyta i fajnie przegląda. Ładne wydanie, niesamowite miejsca, Indie, Wietnam, Tajlandia – raj dla backpackerów. Plus szybka akcja, ciekawe historie, napisane w taki sposób, że „Samsarę” bez problemu można łyknąć na raz. Tylko, że trochę poczułem się oszukany. Bo takich książek już czytałem kilka wydrukowanych na papierze, bo takie „książki w odcinkach” czytam niemal codziennie na blogach podróżniczych. Jedne są lepsze, inne gorsze, ale chodzi w nich o to samo – jadę, widzę, opisuję. I już.

Tomek Michniewicz podczas podróży przez Nepal.

No, ale nie ma co w sumie narzekać. „Samsara. Na drogach, których nie ma” zdecydowanie zalicza się bowiem do tych lepszych egzemplarzy. Poza tym trafia do ludzi, znika z półek księgarń i szerzy ideę backpackingu, czyli taniego podróżowania z plecakiem. A o to przecież chodzi – żebyście przeczytali, pomarzyli, o tych wszystkich opisywanych przygodach i któregoś pięknego dnia stwierdzili – kurcze, skoro taki Michniewicz dał radę, to ja też sobie poradzę.

Zatem przyjemnej lektury i tanich biletów do Azji :)

  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Grzegorz Król

Grzegorz Król

Pod koniec ubiegłego stulecia pojechał lądem z Rzeszowa do Kathmandu. Tak mu zostało. Czasem pstryka zdjęcia, które wrzuca tu: crullu.com
Podobne artykuły
„Jadę sobie” – Azja oczami świeżaka

„Jadę sobie” – Azja oczami świeżaka

Zupełnie czegoś innego spodziewałem się otwierając tę książkę. Być może dlatego, że w podtytule widnieje: „Przewodnik dla podróżujących kobiet”. Bo jest to książka, dla każdego, kto chciałby zacząć podróżować na własną rękę, a wydaje mu się, że jest ...
„Rowerem przez Chiny, Wietnam, Kambodżę”, czyli życie prawdziwe Robba

„Rowerem przez Chiny, Wietnam, Kambodżę”, czyli życie prawdziwe Robba

Robb Maciąg kupił w Chinach rower za 120 zł i przez pół roku objechał nim kilka krajów Południowo-Wschodniej Azji. Swoją przygodę opisał w książce "Rowerem przez Chiny, Wietnam, Kambodżę"....
Tomek Michniewicz: backpackerskie podróże nie są dla każdego

Tomek Michniewicz: backpackerskie podróże nie są dla każdego

O tym, że nie każdy nadaje się na backpackera, o wydanej niedawno "Samsarze", pakowaniu się w ryzykowne sytuacje i fascynacji Azją rozmawiamy z Tomkiem Michniewiczem....
„Samsara” magicznie i od tyłu

„Samsara” magicznie i od tyłu

Radek dzięki "Samsarze" Tomka Michniewicza potrafi się magicznie przenieść gdzieś bardzo daleko. Najlepiej jak najdalej od wściekłego węża od pralki, który zatruwa mu i jego sąsiadce domowe życie. Przeczytajcie jego recenzję pisaną w środku powodzi!...

Komentarze: 4 »

  • Jacek

    Sorry, ale ja nie widze w „Samsarze” bloga. Juz predzej u Robba Maciaga, ktorego tak polecacie, nie mowiac o posmiertnej ksiazce Kingi Choszcz. Mi sie wydaje ze wlsnie dlatego ze to nie blog tylko opowiesc o czyms wiecej niz tylko podroz, ta ksiazka jest taka popularna. A to ze jak otwieram lodowke to wyskakuje michniewicz to inna sprawa. Tez uwazam ze samsara ma pare slabszych aspektow, ale nie nazwalbym jej blogiem.

  • Marcin

    Cejrowski, Pawlikowska, Wojciechowska i teraz Michniewicz. Ta sama liga w pisaniu. Zadnych rewelacji, ot przyjemna lektura na jeden wieczor. Zdecydowanie celuje w cos ambitniejszego choc Samsare polecam milosnikom podrozy chocby ze wzgledu na zgrabne zebranie i spisanie rzeczy, z ktorymi kazdy backpacker spotyka sie w podrozy.

  • Michalsmielak

    Niestety, autorowi książki zabrakło dystansu do samego siebie. Faktycznie czyta się to przyjemnie, jest niemal tak przystępna jak muzyka w windzie, ale jednocześnie napisana strasznie pretensjonalnie i nie sposób pozbyć się wrażenia że głównym jej celem było pokazania światu jaki to ja nie jestem fajny. W tej perspektywie polecam raczej książkę Wróblewskiego o podróży po Afryce rowerem a także wywiady z nim, z których przebija skromność i zdrowe podejście. I różnica polega na tym, że ów autor nie musi sam o sobie pisać że jest podróżnikiem czy backpackerem, bo zrobią to inni. A pan Michniewicz niestety to dla mnie ten typ pisarza, który w książce „podróżniczej” zamieszcza zdjęcia, których głównym motywem nie jest ciekawa kultura, tylko jego jakże przystojne oblicze. Ot i różnica.
    A dla lubiących się czepiać jest ciekawy głos:
    http://www.polityka.pl/forum/1078866,recenzja-ksiazki-tomek-michniewicz-samsara-na-drogach-ktorych-nie-ma.thread

  • Janusz

    @Marcin: Hmm… czy aby na pewno czytałeś „Samsarę”..? Aż zdjąłem z póki książkę żeby sprawdzić, bo coś mis ie nie zgadzało i cóż, w całej „Samsarze” jest pewnie ze dwieście zdjęć, a spośród nich wszystkich autor występuje na… jednym.

    Swoją drogą, to Ty jesteś autorem tego komentarza na stronach „Polityki”? Zastanawiałem się, komu się chciało tyle pisać.

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele