8 czerwca 2010

Tomek Michniewicz: backpackerskie podróże nie są dla każdego

- Na swojej stronie proponujesz ludziom wspólne wyprawy. Rozumiem, że jesteś wtedy organizatorem, przewodnikiem, a czasami pewnie i nianią w jednym. Na co mogą liczyć uczestnicy takiej „wycieczki”?

Te moje wyjazdy to jest opcja dla tych, którzy szukają raczej przygody niż odpoczynku.

- Nie mogą liczyć na nic oprócz gwarancji, że to będzie niezapomniana przygoda. Nie organizuję wycieczek, tylko podróże. To jest jakby „backpacking z przewodnikiem”, a nie wyjazd z biurem turystycznym. Każda podróż jest więc inna, na co innego nastawiona, ale wszystkie łączy jedno – tak jak na wszystkich moich wyjazdach pojawia się wiele nieprzewidzianych zdarzeń, na które reagujemy na bieżąco.

Czasem plan się sypie już drugiego dnia, bo decydujemy żeby pojechać gdzieś indziej niż planowaliśmy, czasami śpimy przy drodze, czasem jedziemy na wielbłądzie, a czasem na dachu autobusu. Te moje wyjazdy to jest opcja dla tych, którzy szukają raczej przygody niż odpoczynku.

Oczywiście przygotowujemy ją w pełni profesjonalnie, nie ma mowy o amatorce. Ubezpieczenia, ekwipunek i bezpieczeństwo to podstawa, ale to nie oznacza sztywnego planu – o wszystkim decydujemy razem, bo ja nie jestem szefem, tylko przewodnikiem.

– A nie boisz się tego, że grupa nie podoła? Że trafisz na ludzi, którzy wcale nie marzą o spaniu w podrzędnych hotelach i jedzeniu tego co miejscowi w lokalnej kuchni? Że nagle zaczną się kwasy, które zepsują całą podróż?

- Z każdym klientem układamy plan indywidualnie, więc i on, i ja wiemy czego mamy się spodziewać. Jeśli zgłasza się do mnie małżeństwo po pięćdziesiątce, to ich podróż będzie wyglądać inaczej niż trasa organizowana dla trzech hardcorowych dwudziestopięcioletnich gości. Projektujemy te wyjazdy tak, żeby ich uczestnik jak najlepiej się na nich czuł, a nie tak, żeby przeżyć jakąś określoną listę obowiązkowych przygód.

Czasem wyobrażenia przed wyjazdem odbiegają od rzeczywistości i na miejscu jest zaskoczenie, że to nie tak miało wyglądać. I tu się właśnie pojawia element, którego nie oferują biura podróży – zmieniamy plan a vista. Po prostu jedziemy gdzieś indziej, robimy coś innego. Czemu nie? Nie zdarzyło się jeszcze, żeby ktoś nie wrócił zachwycony.

- Może to wina „Samsary”, ale mam wrażenie, że Azja kręci Cię maksymalnie. Nawet krótki rozdział o jeździe autostopem przez Etiopię, jest raczej ostrzegawczy, niż mówiący coś o fascynacji Afryką. Dlaczego zatem Azja?

W Azji świat kręci się zupełnie inaczej i to mnie po prostu fascynuje... (Fot. Tomek Michniewicz)

- „Samsara” to książka o Azji i dlatego etiopski rozdział jest tylko bonusem. Na opowieści z Afryki przyjdzie czas.

Inna sprawa to to, że faktycznie Azja jest moim ulubionym kontynentem. Bo to kontynent tak różny od Europy jak to tylko możliwe. Tam nic nie przypomina naszego świata, wszystko jest jakby postawione na głowie – zwyczaje, reguły społeczne, smaki, hierarchia wartości, etyka – wszystko!

No bo gdzie indziej facet zabierze cię w deszczu stopem, ugości w domu i pozwoli spać przez tydzień, a potem jeszcze ci podziękuje, bo dzięki tobie mógł dobrym uczynkiem poprawić swoją Karmę? Tylko w Azji.

Gdy jestem w Afryce czy w Ameryce widzę, że tamtejsza rzeczywistość to jakieś echo naszej europejskiej. OK, może inaczej się zdobywa władzę i trochę innymi środkami ją realizuje, ale świat działa z grubsza na tych samych zasadach co ten nasz. A w Azji świat kręci się zupełnie inaczej i to mnie po prostu fascynuje.

- Jakie inne geograficznie miejsca mógłbyś polecić na pierwszą podróż z plecakiem?

- Jeśli to ma być pierwsza podróż, to Maroko lub Turcję – blisko, egzotycznie, względnie tanio. Albo Karaiby – odjazd na całego, ale drogo. Jeśli ktoś szuka trudniejszych terenów, chce się sprawdzić, to na przykład Nepal, Etiopia, Bangladesz. A jeśli ktoś po prostu chce posmakować Azji w kontrolowanych warunkach i się nie zrazić, to Tajlandia lub Malezja – oba kraje spełniają wszystkie trzy warunki idealnego miejsca dla backpackerów: jest tanio, bezpiecznie i kolorowo.

- Na końcu książki wymieniasz miejsca, których w Azji już tak na prawdę nie ma. Stały się cepelią, albo zamieniły w turystyczny skansen. Myślisz, że musimy się spieszyć, żeby poznać prawdziwy świat?

Czasem jedziemy na wielbłądzie, a czasem na dachu autobusu.

- Właśnie dlatego prawie w ogóle nie jeżdżę po Europie – na nią mamy czas, bo Koloseum będzie tak samo wyglądać dziś i za dwadzieścia lat. A kultury w Azji czy w Afryce znikają na naszych oczach. Ja widzę zmiany z roku na rok, i dlatego tak mi się spieszy, żeby tam być, dotknąć tego znikającego świata, doświadczyć go.

Warto tylko uważać żeby nie pomylić jakiegoś autentycznego pierwiastka miejscowej kultury ze sztuczną fasadą budowaną na potrzeby turystów, jak Sharm El Sheikh w Egipcie, indonezyjskie Bali czy Phuket w Tajlandii. Na takie miejsca szkoda czasu.

- Jest w jednym z końcowych rozdziałów, taka trochę powiedziałbym gorzka prawda o backpackerach. O takich ostrych zawodnikach, którzy niewiele widzą poza podróżą, przestają zapuszczać korzenie w kraju, gubią się w tym co robią. Ostrzeżenie?

- To jest pytanie, które sam sobie stawiam przed każdym kolejnym wyjazdem: czy nadal mam do czego wracać? Dopóki odpowiedź brzmi „tak”, nie ma problemu. Ale jeśli kiedyś nad tą odpowiedzią zacznę się choćby zastanawiać, to będzie sygnał, że jestem już za daleko, że przeniosłem ciężar życia z prawdziwej, polskiej, nudnej i męczącej rzeczywistości na rzeczywistość przygodowo-podróżną. To będzie mój ostatni wyjazd, bo podróże oszukują podróżników - budują w nas wrażenie, że życie jest ciekawsze gdzieś indziej. A to nieprawda, bo te nasze podróże to jednak urlop od życia, a kłopoty i niespełnione obowiązki odsuwane w czasie tylko rosną i kiedyś musi przyjść czas spłaty tego zaciągniętego kredytu.

-  Żeby nie kończyć tak pesymistycznie, więc chociaż pewnie na to jeszcze za wcześnie, ale zapytam – masz już w planie kolejną książkę? I w którym kierunku nas teraz zabierzesz?

- Pracuję już nad kolejną książką, ale nie mogę zdradzić jeszcze żadnych szczegółów. Powiem tyle: nikt o tym w Polsce jeszcze nie pisał, to będzie absolutna bomba, choć na pewno zupełnie inna niż „Samsara”.

Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Grzegorz Król

Grzegorz Król

Pod koniec ubiegłego stulecia pojechał lądem z Rzeszowa do Kathmandu. Tak mu zostało. Czasem pstryka zdjęcia, które wrzuca tu: crullu.com
Podobne artykuły
„Samsara. Na drogach, których nie ma” – fajna książka o tanim podróżowaniu

„Samsara. Na drogach, których nie ma” – fajna książka o tanim podróżowaniu

W "Samsarze" Tomka Michniewicza jest to co lubimy najbardziej - żarcie w lokalnych jadłodajniach, tanie hotele, autostop i szalona jazda na dachach rzężących autobusów. Fajna rzecz, ale......
„Taxi. Opowieści z kursów po Kairze”. Egipt przez szybę taksówki

„Taxi. Opowieści z kursów po Kairze”. Egipt przez szybę taksówki

Taxi. Opowieści z kursów po Kairze Chalida Al-Chamisiego to jedna z lepszych książek, jakie wpadły mi ostatnio w ręce. Kilkadziesiąt rozmów autora z kierowcami taksówek, pokazuje prawdziwy Egipt. To obrazek dość daleki od tego z turystycznych folderó...
Tomek Michniewicz: gorączka złota dotyka w końcu każdego

Tomek Michniewicz: gorączka złota dotyka w końcu każdego

Kilka dni temu premierę miała druga książka Tomka Michniewicza "Gorączka". Rozmawiamy z autorem o skarbach, tajemnicach i niebezpiecznych sytuacjach....
„Samsara” magicznie i od tyłu

„Samsara” magicznie i od tyłu

Radek dzięki "Samsarze" Tomka Michniewicza potrafi się magicznie przenieść gdzieś bardzo daleko. Najlepiej jak najdalej od wściekłego węża od pralki, który zatruwa mu i jego sąsiadce domowe życie. Przeczytajcie jego recenzję pisaną w środku powodzi!...

Komentarze: 21 »

  • m.

    Nie zgadzam się, że podróże są tylko urlopem od życia. Jak ktoś nie ma kredytów to nie musi ich spłacać.

  • ruda

    niektórzy nie mają kredytów a i tak siedzą na tyłku. to jednak chyba kwestia nastawienia i tego co kto lubi.

  • Marek

    Przecież to nie jest o kredytach w sensie rat za hipotekę, tylko o życiowych zobowiązaniach, o relacjach z ludźmi itp. W książce jest o tym spory kawałek.

  • john doe

    - Każdy może zostać backpackerem?

    z pewnoscia nie jesli ma choc troche wiecej pieniedzy na podroz.
    Masz prawo nazwac sie backpackerem a wlasciwie podroznikiem, co jest juz prawie rownoznaczne,
    tylko i wylacznie wtedy, jesli spisz w najgoszych dziurach i jezdzisz klekotem busem przez dzungle.
    Jesli masz wiecej na podroz – idziesz na latwizne. Jestes nic nie wart jako „podroznik” przez duze p.

    Zenujace dorabianie filozofii do bycia biedakiem studenciakiem, ktorego nie stac na ciepla wode
    i klimatyzacje w pokoju. Ta niebezpieczna filozofia rozwija sie szerzej, jak w wywiadzie kolega
    podroznik mowi, np. na Bali „szkoda czasu”. Za czysto i za normalnie. Nastepnym krokiem jest
    oczywiscie niebranie Malaronu, bo to znowu „latwizna” jak sie taka jedna bodajze w Afryce przekonala
    kilka lat temu. Itd, itd.

    A kolejne mlode biedaki-studenciaki czytaja z rozdziawionymi oczami i dokladaja cegielke do tej
    falszywej filozofii podrozowania. A kolorowe magazyny i website’y jak ten buduja cala religie.

  • Andrzej Budnik

    „Zenujace dorabianie filozofii do bycia biedakiem studenciakiem, ktorego nie stac na ciepla wode i klimatyzacje w pokoju.”
    @john doe:
    Abstrahując zupełnie od tekstu Tomka… backpacking nie ma nic wspólnego z biedą i byciem studentem. Podróżując niskobudżetowo nastawisz się na inne atrakcje, którymi są właśnie m.in. rozklekotane autobusy, wypadające z nich szyby, kurczaki latające nad głową w tanim pociągu, czy szczur albo gekon w pokoju. I co, nie ciekawiej niż w klimatyzowanym, sterylnym pokoju czy autobusie z AC? Dla mnie ciekawiej i dlatego też powiem, że Bali jest Krupówki, choć jak dobrze poszukasz to i tam znajdziesz np. nielegalne walki kogutów.
    Znam przynajmniej 5 osób, które śpią na forsie, ale jak podróż to tylko niskobudżetowa.

    Backpacking nie jest dla każdego, bo nie każdy ma na niego ochotę, siły i samozaparcie. Poza tym jest czasochłonny i 3 tygodnie urlopu to zwykle za mało, bo gdy zabawa się rozkręca okazuje się, że trzeba już wracać.

    Zdrowie w podróży, to inna bajka, a mieszanie w to wszystko Kingi jest ciut poniżej pasa. To była Jej droga i nic Tobie do tego, jak i nikomu z nas.

    Problem jest w innym miejscu. W mediach mieszają się pojęcia bacpackera, trampa, podróżnika, turysty etc. i każdy używa ich jak tylko chce, co prowadzi wg mnie do wielu nieporozumień. Czy bacpacker to podróżnik? Czy każda podróż to wyprawa? Ilu Polaków, tyle definicji…

  • john doe

    „backpacking nie ma nic wspólnego z biedą”

    Owszem ma. Jesli zdarzy sie jeden wyjatek na milion, to tylko potwierdza on regule.
    Podstawowe pytanie na wszelkich forach: „jak najtaniej?”, „za ile sie uda” itd.
    Sam przyznales, ze nie masz pieniedzy wiec jezdzisz najtaniej jak sie da.
    Jesli ktos ma na dobry posilek i dobry pokoj, to nie bedzie jadl brudnego szczura
    w ciemnym zauku na ulicy. Sorry. Dorabianie do tego filozofii, ze tak
    „ciekawiej” jest tylko i wylacznie poprawianiem sobie samopoczucia.
    Wybor kierunkow tez jest podyktowany „byle taniej”, wiec jedzie sie w obskurne miejsca,
    ktore generalnie wygladaja jak brudne, smierdzace klepisko, a by nie wypasc na idiote
    po powrocie opowiada sie, jak to tam bylo wspaniale. Kolejne naiwne ofiary daja sie
    nabrac, jada tam, i tak dalej, wszystko sie kreci.
    Absolutnie mi wisi, czy ktos skacze z mostu, ale jesli tworzy sie na idola i wzor do
    nasladowania, to gdy postepuje sie glupio z narazeniem zycia – zasluguje to na potepienie.

  • Andrzej Budnik

    Mój drogi, nawet nie wiesz jak świetnie smakuje smażony szczur – różnica między nami jest taka, że Ty się tego nie tkniesz, a ja wręcz uwielbiam takie nowinki kulinarne.

    Do biednych/nierozwiniętych/tanich krajów jeździ się dlatego, że są po prostu ciekawsze niż wymuskane i rozwinięte kraje. Tu nie chodzi o zasobność portfela, choć oczywiście, lepiej wydać na coś mniej niż więcej, stąd te fora podróżnicze i wątki o których piszesz.

    Nie jednak dużo bardzie podoba się w Indonezji, Kambodży, Indii, Pakistanie czy Nepalu, które są brudne, niedorozwinięte i śmierdzące, ale ich jeszcze tak bardzo globalizacja nie najechała. Tam czuć żywą kulturę, zwyczaje, czasem dawne rytuały, które do tej pory przetrwały.

    To, że tego nie rozumiesz to tylko Twoja strata. Nie siej jednak zamętu i nie wykrzywiaj rzeczywistości. Wyjedź raz w taką podróż, a pokochasz ten styl podróżowania i zaczniesz czerpać z podróży dużo więcej, niż siedząc w sterylnych hotelikach.

  • Grzegorz Król (autor)

    raczej nie pokocha.

  • Tomek Michniewicz

    @john doe: Byłbym ogromnie zobowiązany, by osoby, które nie mają pojęcia ani o tym co robię, ani kim jestem, ani co promuję, nie zabierały w mojej sprawie głosu. Bardzo dziękuję.

  • Pawel

    @john doe
    Nie wiem, na jakiej podstawie wyglaszasz takie sady, ale nie maja one wiele wspolnego z rzeczywistoscia. Takich, jak to okreslasz „wyjatkow” jest o wiele wiecej i ja jestem jednym z nich. Stac mnie na dobry hotel i jedzenie w drogiej restauracji ale podczas podrozy tego nie robie, bo to nie jest sposob do poznania kraju, jegu kultury i mieszkancow. Poza tym czesto w miejscach, ktore odwiedzam dobrego hotelu po prostu nie ma, wiec nawet jakbym chcial to i tak z pragnienia luksusu nic by nie bylo.

    Kwestia wyboru kierunku to wcale nie jest „byle taniej”. Porownaj sobie koszt spedzenia paru tygodni gdzies w Afryce (lacznie z dojazdem) z wakacjami np w Hiszpanii czy Wloszech. Czesto to drugie jest tansze i warunki sa o wiele lepsze. Wiec teza o tym, ze biedny student decyduje sie na backpacking i egzotyczne kraje glownie ze wzgledow finansowych jest mocno chybiona.

    Szczerze? Niezla frustracja bije z tego, co piszesz.

    Pozdrawiam

    Pawel

  • john doe

    to sie robi dosc zabawne, zaraz sie okaze, ze sami milionerzy jezdza
    do Etiopii czy innej Mongolii, gdzie oczywiscie jest wspaniale i „pieknie”,
    i spia na klepisku zywiac sie szczurami na ulicy. Jasne.
    niestety bedac studenciakiem, mialem watpliwa przyjemnosc tak jezdzic
    i doskonale wiem, co to jest. Kity mozesz wciskac, tym co jeszcze nie wiedza.
    A do kolegi autora ksiazki: nie trzeba miec IQ 200, zeby wejsc na strone
    „tomekmichniewicz.com” i zobaczyc, „co robisz i co promujesz” -
    „specjalizuje sie w ULTRATANICH wyjazdach, etiopia za 2 tys zlotych” itd.
    cos jest jak wol czarne, ale ci beda raptem wmawiac wszystkim, ze biale…
    typowe w dziwnym kraju nad wisla.

  • Asia

    Dyskusja już wprawdzie ucichła, ale co tam – dorzucę swój kamyczek…

    Nic nie jest w 100% czarne albo białe – nie zaliczam się do „typowych” turystów, nie lubię biur podróży i jeśli tylko mogę, to z nich nie korzystam, jeżdżę więc z grupką znajomych z plecakiem. I nie jest to kwestią zasobności portfela, tylko niechęci do wtłoczenia się w wycieczkowy harmonogram, który nie ja ustaliłam i który każe mi być godzinę tu, dwa dni tam, etc.
    Co do „spania na klepisku” – bardzo lubię spanie pod namiotem, nawet gdy do wyboru mam super wygodny hotel… z drugiej strony, kiedy na dworze zimno i plucha, w mniej bezpiecznym miejscu – lubię mieć czyste lokum pod dachem z ciepłą wodą, gdzie szczury nie biegają pod nogami. Więc jak byś mnie nazwał, Johnie Doe? „pół-biednym studenciakiem” (którym, na marginesie, nie jestem już od dawna)?

    Próbujesz wtłoczyć wszystkich w stereotypowe szufladki: backpaker => biedak, gość z 4**** hotelu => normalny człowiek. A tak się nie da. Jednych to kręci, innych odrzuca, jeszcze inni są gdzieś pośrodku. I niech tak zostanie. Nikt nie każe Ci przecież jeździć za Tomkiem Michniewiczem do „Etiopii czy innej Mongolii”, świat jest na tyle duży, że – mam nadzieję – pomieścimy się w nim wszyscy, niezależnie od tego gdzie i w jaki sposób chcemy dotrzeć…

  • Tomasz

    Powiem Wam: Błądzicie.

    Michniewicz kreuje się na pierwszego bacpackera RP. Kto dobrzez poszuka w sieci może zauważyć, iż przy Michniewiczu zdarzaj się często (nieprzypadkowo) okreęlenie PIERWSZY w stosunku do bacpackingu i odnoszące się do różnych tematów, którymi się zajmuje.

    Przykład:

    PIERWSZY radiowy program o backpacking prowadził Michniewicz (Dziko i Tanio w Radio Bis) – źródło Wikipedia.

    Michniewicz jako jedno ze swoich haseł reklamujących szumnie swoją pierwszą książkę mówił o niej: PIERWSZA polska książka bacpackerska.

    Dodać powinienem do tego jeszcze portal internetowy dla bacpackerów i od bacpackerów – Koniec Świata, który założył Michniewicz.

    Michniewicz mówi teraz: „backpacking nie jest dla każdego”. Michniewicz jest Bogiem backpackingu, a John Doe nie chce się z tym pogodzić.

    Myśląć o surwiwalu przychodzi na myśl Pałkiewicz. Myśląć o Pałkiewiczu przychodzi na myśl surwiwal. Tu mamy już pewną markę, produkt marketingowy, że się tak brzydko wyrażę. Myśląc zaś o Michniewiczu powinien przychodzić na myśl backpacking. Myślać o backpackingu powinien przychodzić na myśl Michniewicz.

    Michniewicz po prostu chce marketingowo wykreować swój obraz i John Doe nie powinien brać tego do siebie. Cokolwiek powie Michniewicz, to dotyczy Jego osoby, a nie Johna Doe. Michniewicz chce na bacpackingu w przyszłości zarabiać pieniądze.

    Czy to nie jest proste?

    Wasze spory napędzają tylko młyn reklamowy Michniewicza.

  • Tomek Michniewicz

    Buahahaha!

  • Asia

    OK… pierwszy raz wdałam się w taką dyskusję… i ostatni chyba…

    Jeśli wszystko będziemy sprowadzać do pieniędzy, marketingu itp, to w końcu dojdziemy do wniosku, że Matka Teresa z Kalkuty też pomagała innym dla rozgłosu i koniec końców zamierzała z tego czerpać profity. Oczywiście nie zamierzam Tomka Michniewicza porównywać z Matką Teresą, chodzi mi tylko o tok myślenia.

    A jeśli nawet jest to chwyt „marketingowy” – to co z tego? Tylko pozazdrościć umiejętności łączenia pasji do podróży (bo że pasja jest, to widać gołym okiem) z życiem zawodowym. Zarabiać na życie trzeba, a jeśli przy okazji robi się to, co się lubi – dla mnie kombinacja idealna.

    I chyba, Panowie Johnie DOe i Tomaszu, przemawia przez Was właśnie zazdrość, że ktoś tak potrafi…

  • hanoi rocks

    jest stare powiedzenie „z prawdą jest jak z d.. -każdy ma wlasną”,niestety to prawda,ze michniewicz lansuje sie na pierwszego backapera rp,zwlaszcza polecajac kolacje za 100 baksow,sorry,jezdze sobie sam,nie jem szczurow ,a backpackerow omijam szerokim lukiem,bo sluchajac ich historii,mam wrazenie,ze tworza swoja sekte….
    a gdzie jest krzyż????

  • Grzegorz Król (autor)

    hanoi rocks, witaj na sekciarskim portalu :)

  • olo

    naszym krzyżem jest tabliczka peron4.

  • michal przybysz

    Cóż za pasjonująca dyskusja ;) A właściwie to są przecież dwa tematy

    1. O backpackingu/samodzielnym podróżowaniu (jak zwał tak zwał) – i tu jak zwykle zgadzam się z Andrzejem Budnikiem. Z każdym jego słowem! W naszej niedawno wydanej książce opisujemy roczną podróż, w której wcale nie nastawialismy się na jak najtańsze podrozowanie, bo nie bylo kasy.

    A z johnem doe to nawet nie warto wdawac sie w dyskusje (zreszta nawet nie wiadomo kto to)

    2. Drugi watek dyskusji dotyczy samego Tomka Michniewicza.

    Proponuje nie mieszac tych dwoch tematow.

  • Ula

    Nie będę polemizować z osobami, które nie kochają adrenaliny. Kilka miesięcy temu stać mnie było na wyjazdy, płaciłam za dobry nocleg, nie brakowało na jedzenie.trochę zwiedziłam. nie myślałam o żołądku, który boli z głody. Biznes upadł, kasa się skończyła, adrenalina została. Jaka różnica gdzie boli żołądek z głodu. W Polsce boli podwójnie, bo jesteś w swoim kraju. Doświadczyłam spania w Polsce zimą pod gołym niebem bez pomocy najbliższych. Tu kiedy nie masz kasy nikt Ci nie pomoże. Postanowiłam wyjechać do Francji. Bilet za 400 zł w jedną stronę i 10 E w kieszeni. Dwie kromki suchego chleba, butelka wody. Zwiedziłam kawał Francji, nie głodowałam, poznałam wiele osób, co ciekawego, pomoc w zakwaterowaniu, wyżywieniu dostałam od osób z Afryki, którzy mieszkają we Francji. Nie od Polaków, Francuzów, generalnie od białego europejczyka.Po raz pierwszy cieszyłam się miejscami, przyrodą,. Kiedyś miałam kasę, zwiedzałam, patrzyłam i nie widziałam. Teraz nie mam kasy, zwiedzam, patrzę i widzę oczyma małego dziecka. Po czterech tygodniach wróciłam okazją do RP.Teraz wiem, że nie trzeba mieć kasy by zwiedzać, tylko odwagę, wytrwałość i podróże mają być pasją. Nie pieniądze stanowią człowieka. Spotykasz takich jakim sam jesteś. Kiedyś otaczali mnie ,,przyjaciele,, bo mogli coś zyskać, teraz otaczają mnie ludzi którzy mogą dać serce. Takimi okazali się obywatele Algierii, Turcji, Konga, Tanzanii, Nigerii. Oni wiedzą co to głód, brak pieniędzy, nędza. To oni wspierają. Studiowałam, pracowałam ciężko na budowie, by zarobić na studia, pomóc rodzeństwu. Nie biadoliłam, że kąpię się w zimnej wodzie, cieszyłam się kromką chleba. Jest mi łatwiej podróżować bo sobie świetnie radzę w każdych warunkach. Byłam w areszcie. Inni płakali bo zimna woda, bo święta i jakaś kiełbasa pływa w czymś co przypomina wodę z Nilu. Ja się cieszyłam, że mogę być z grupą i napisać sobie na tyłku ,,kocham areszt,, . wszystko zależy co chcesz w życiu. Pieniądze i luksusy, zapewniam, że przysporzą Ci wielu ,,przyjaciół,, i nic nie będziesz widział. Przerobiłam. Teraz wiem, że chcę żyć i mieszkać tam gdzie jest ważny człowiek i serce. W RP nie szukam CZŁOWIEKA.

  • FREEMAN

    TOMASZ, sam bym tego lepiej nie ujął.
    Więc chyba nie jestem jedyny, kto ma o T.M. podobne zdanie.

    Do T.M. : „Buahahaha!” to bardzo słaba odpowiedz od pisarza, dziennikarza ….

    aha, jeszcze coś:

    ” Jego reportaż z więzienia o zaostrzonym rygorze (San Quentin w Kalifornii), gdzie spędził bez ochrony cały dzień, został nominowany w konkursie radiowym na Festiwalu Mediów – Człowiek w Zagrożeniu w 2009 r.”
    (źródło Wikipedia)

    moje pytanie brzmi czy pozostali więżniowie (przebywający w tym więzieniu napewno dłużej niż tylko jeden dzień) też zostali nominowani?

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele