The Walkmani: sklejamy dźwięki wokół Bałtyku


Bartek Borys


Środek tygodnia, połowa sierpnia. Z częścią ekipy The Walkmani spotykam się w znanym podróżnikom warszawskim lokalu Południk Zero. Milad Al-Kamishy i Zuzanna Ogonowska opowiadają o swoich planach na wyprawę dookoła Bałtyku, w czasie której pobawią się w field recording i ponagrywają dźwięki otaczającego ich świata.

– Zacznijmy od pytanie o to, kim tak właściwie są The Walkmani?

Milad Al-Kamishy: – Jesteśmy grupą przyjaciół studiujących kierunki medyczne. Jednak tym, co nas przede wszystkim łączy są nie tyle uczelnie, co zainteresowanie podróżami. Dowodem na to jest fakt, że poznaliśmy się nie na zajęciach, ale w czasie wspólnej podróży w Gorce.

– Już niedługo wyjeżdżacie na prawie miesięczną podróż dookoła Bałtyku, w czasie której będziecie nagrywać dźwięki otoczenia. Skąd taki pomysł?

Milad: – O takiej wyprawie myśleliśmy już od pewnego czasu. Jeździliśmy po Polsce i przyszło nam do głowy, by wybrać się na Islandię. Jednak ze względu na koszty odłożyliśmy ten pomysł w czasie i postanowiliśmy wyruszyć gdzieś na czterech kółkach. Jako że wszyscy interesujemy się szeroko pojętą północą wybór padł na państwa położone dookoła basenu Morza Bałtyckiego. Nie chcieliśmy jednak, żeby była to zwykła podróż. Przynajmniej część z nas ma coś wspólnego z szeroko pojętą sztuką, tak więc zabieramy ze sobą sprzęt do nagrywania i aparaty by udokumentować naszą podróż. Poprzez zdjęcia i filmy, ale też, a może przede wszystkim dźwięki i technikę field recording. Będziemy nagrywać to, co spotka nas po drodze, a po powrocie trochę nad tym posiedzimy i skleimy jakiś fajny album, na którym znajdą się zarówno dźwięki przyrody, jak i trochę elektroniki. Będzie to ogólny miszmasz tego, co nas w czasie wyjazdu spotka.

– Jak dowiedzieliście się o czymś takim jak field recording? Czy były jakieś projekty, które Was w jakiś sposób zainspirowały?

Milad: – Z naszej ekipy akurat ja najwięcej dowiedziałem się na temat tej techniki i zaraziłem nią innych. Jednym z projektów, które mnie zainspirowały jest norweski artysta Geir Jenssen, znany jako Biosphere. Pod tym pseudonimem nagrywa ambient i muzykę elektroniczną, a jako pod swoim imieniem i nazwiskiem jeździ po świecie i nagrywa otaczające go dźwięki, a później klei je w jedną całość. Tak w dużym skrócie field recording to sklejanie dźwięków otoczenia w jedną całość, która jest niczym film dla niewidomych.

– Czy w takim razie potrzebny jest Wam jakiś specjalny sprzęt?

Milad: – Mamy dyktafon stereofoniczny ZOOM H4n. Jest to sprzęt, który pozwala na przygotowanie bardzo dobrych jakościowo nagrań. Sama obróbka będzie natomiast miała miejsce w programach, które napisałem sam tak, by odpowiadały moim potrzebom.

– Macie już zaplanowaną jakąś trasę?

Milad: – Wybraliśmy już miejsca, w których będziemy się zatrzymywać. Zaczynamy od wizyty u naszej koleżanki w Skwierzynie w województwie lubuskim, później przekraczamy granicę z Niemcami i stamtąd jedziemy do Danii. Mostem dojeżdżamy do Malmö w Szwecji skąd, przez Göteborg, do Norwegii, aż na Przylądek Północny, Nordkapp. Pijemy tam szampana, śpimy w namiotach i wracamy przez Finlandię, Estonię, Łotwę i Litwę do Polski.

– Coś szybko z tych Niemiec chcecie uciec, zakładacie, że nie natkniecie się tam na żadne ciekawe dźwięki?

Milad: – Jest raczej na odwrót, boimy się, że nie wystarczyłoby nam czasu, gdybyśmy się zatrzymali chociażby w Berlinie. Jest jeden fajny projekt field recordingowy, w ramach którego na mapie zbierane są dźwięki z danego miasta, nagrane w różnych sytuacjach, w ciągu dnia i w nocy. Słuchaliśmy różnych nagrań i okazało się, że Berlin jest jednym z najciekawszych miejsc, które można było tam usłyszeć.

Zuzanna: – Berlin jest na tyle blisko, że zawsze będziemy mogli tam wrócić. W czasie tego wyjazdu krajem, który nas interesuje przede wszystkim jest Norwegia i jej natura.

– Z tego co wiem, po powrocie planujecie wydanie jakiejś powyjazdowej publikacji.

Milad: – Tak, chcemy te dźwięki w formie muzyki w jakiś sposób wydać tak, żeby została z naszej wyprawy fajna pamiątka. Postaramy się, żeby album pojawił się na iTunes czy na Spotify. Myślimy też o tym, żeby w jakimś miejscu, może nawet w Południku Zero, w którym teraz rozmawiamy, zorganizować jakiś pokaz zdjęć, poopowiadać ciekawe historie z podróży, a nawet zagrać jakiś koncert. Póki co, jest to jednak w fazie pomysłu.

– Czy już na etapie planowania wyjazdu wiedzieliście, że chcecie by było to coś więcej niż zwykła podróż w gronie znajomych?

Milad: Nie do końca. Na samym początku zakładaliśmy, że poczillujemy gdzieś po prostu w gronie znajomych. Później do głowy przyszedł mi field recording. Myśleliśmy nawet o pozyskaniu jakichś sponsorów i wykorzystaniu kickstartera do tego, by trochę ułatwić sobie finansowo wyjazd i zdobyć odpowiedni sprzęt do nagrywania. Ostatecznie jednak, trochę z braku czasu, zrezygnowaliśmy z tego. Została po prostu idea wyjazdu i nagrywania dźwięków otoczenia.

(Od redakcji: Walkmani od kilku dni są w drodze, rozmowa powstała przed wyjazdem. Bieżącą relację możecie śledzić na facebookowym profilu: Walkmani)

Bartek Borys


Historyk, miłośnik podróży z plecakiem. Planuje kolejną wyprawę w dzień powrotu z poprzedniej, uwielbia być w drodze. Od czasu do czasu wrzuca zdjęcia na My Point of View.

Komentarze: Bądź pierwsza/y