Teatr po polsku w Iranie

Żadnych głupich rozmów, „śmichów-chichów” i innych dekoncentrujących działań. Czy to perska wrażliwość na sztukę? (fot. Andrzej Budnik)
Podróżując po Iranie nie planowaliśmy podjęcia pracy – ani płatnej, ani wolontariackiej, nawet nie przyszło nam to do głowy. Oczywiście, życie samo pisze scenariusze, a los co jakiś czas płata figle. I oto z drżącym sercem stanęłam przed grupą młodych Irańczyków żądnych wiedzy teoretycznej i praktycznej z zakresu teatru lalek. Zadanie ambitne, ale czy mu podołam?
Jak to się stało?
Pewnego dnia przeglądałam skrzynkę mailową sprawdzając, czy są jakieś odpowiedzi z Hospitality Club. Było ich wiele, ale moją uwagę przykuł mail od młodego Irańczyka, który zapraszał nas do swojego domu rodzinnego w Marvdasht, miasteczka oddalonego o kilka kilometrów od Persepolis. Co prawda plany mieliśmy trochę inne, ale w tym mailu było coś, co bezapelacyjnie przekonało mnie o przyjęciu tego zaproszenia.
Z maila dowiedziałam się o działającej charytatywnie fundacji Mehrgan, której jednym z zadań jest przygotowywanie spektakli lalkowych dla dzieci z biednych rodzin i uchodźców afgańskich. Zajmuje się tym grupka amatorów – zapaleńców, działających co prawda pod okiem profesjonalnego aktora, ale tworzących przedstawienia „na czuja”. A ja miałabym być tym profesjonalnym aktorem – lalkarzem (dyplom w sumie mam…), który otworzyłby przed nimi tajemnice lalkarstwa…
Zgodziłam się od razu, a po kilku godzinach do świadomości zaczęły dochodzić wątpliwości i pytania: czy dam sobie radę z grupką dorosłych – do tej pory pracowałam tylko z dziećmi, jak w kilka godzin mam im wytłumaczyć, na czym polega teatr lalek, czy mój angielski będzie dla nich zrozumiały, czy to nie będzie dla nich nudne, jak mam prowadzić warsztaty w chustce na głowie itd… to się chyba nazywa panika i to przez duże „P”.
Jest na to wszystko rada – trzeba ułożyć plan, a potem go wykonać!
To po pierwsze i najważniejsze, czyli będąc młodą lalkarką…
…zaczęłam przypominać sobie jak to było w pierwszych dniach w mojej szkole teatralnej. A było to dawno! Mimo to pamiętam dobrze pierwsze zajęcia z lalek z Panią Benią i z profesorem Janem Plewako, kiedy mogliśmy zobaczyć, jak po mistrzowsku animuje lalką. Niezapomniane chwile, kiedy po żmudnych i długich ćwiczeniach samej ręki można było wreszcie wziąć lalkę i „ożywić ją”. Co wtedy było najważniejsze… sprawić, aby kawałek drewna trzymany w dłoni przekazywał emocje: smutek, radość, strach… A teraz ja mam być tą osobą, która przekaże tę wiedzę innym. Odpowiedzialne zadanie i wcale nie czuję się pewnie w tej roli.

Komunikacja jest trochę utrudniona, bo ja mówię po angielsku, a mój „asystent” tłumaczy to na farsi. (fot. Andrzej Budnik)
Najważniejsze, że na kilku kartkach udało mi się sporządzić szczegółowy plan warsztatów, według którego mam zamiar postępować. Składają się na niego: ćwiczenia z zajęć ze szkoły teatralnej, ćwiczenia z warsztatów z czeskim teatrem Continuo i kilka złotych myśli reżysera Piotra Tomaszuka z czasów, gdy miał w miarę równo pod sufitem. Chyba się uda.
Konfrontacja z zapaleńcami
Nadszedł ten dzień, kiedy mają się odbyć warsztaty. Od rana nieustająco jest przy mnie niechciany towarzysz – stres. Po perskim wieczorze dzień wcześniej i krótkiej nocy na tarasie nie czuję się na siłach, aby stawić czoła postawionemu przede mną zadaniu. Nawet pyszne śniadanie, przygotowane przez Mariam, nie jest w stanie mnie rozluźnić. Cały czas mam cień nadziei, że jednak warsztaty się nie odbędą…
Nagle pod dom podjeżdża samochód i Keyvan z uśmiechem zawiadamia mnie, że „możemy jechać i wszyscy już na Ciebie czekają”. Acha, wszyscy już na mnie czekają… Wyśmienicie! Chyba zaraz zemdleję ze strachu! Znacie ten ruch krtani, która z głośnym gulgnięciem przełyka ślinę?
Po kilkunastu minutach jestem w siedzibie fundacji, czyli w czymś w rodzaju namiotu cyrkowego w kształcie kwadratu. W środku jest duszno i nawet podmuch licznych wiatraczków jakoś nie poprawia sytuacji. Na miejscu jest kilkanaście osób, dziewczyny okutane w chusty i ubrane tak, jak nakazuje hidżab. Irańczycy przyglądają mi się ukradkiem, ale z zainteresowaniem. Są tu też Andrzej i Michał (Andrzej, z którym jestem w drodze i Michał, która na chwilę do nas dołączył). Bardzo chcieli być obecni na warsztatach, że niby chcą popstrykać fotki, popatrzeć na Iranki, a tak naprawdę pewnie chcieli się ze mnie ponabijać, więc powiedziałam im, że jeśli chcą tu być, muszą brać czynny udział w warsztatach (ja też będę mogła się z nich ponabijać). W ten oto sposób w polskim narodzie przybyło dwóch nowych lalkarzy: Andrzej Budnik i Michał Domański.









Explore Apolobamba - ciut niżej niż kondory
Za Horyzont - rowerami do Chin, Kirgistanu i Pakistanu
Torell Expedition 2012 - śladami polskich wypraw na Spitsbergen
Magda i Tomek dookoła świata - poznanie świata, poznanie siebie
project:Sailing - rejs dookoła Bałtyku
Klapki Kubota State of Mind - przed siebie w kierunku wschodnim
Z Alaski do Meksyku - Piotr Strzeżysz jedzie rowerem
Na Krańcach Świata - Agnieszka i Mateusz Waligóra w podróży na krańce świata.
Shangri-la - Jarek Czakański w podróży
Tandem Adventure - wyprawa przez Amerykę Południową na tandemie.
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika
Rowerowa Rosja - na dwóch kółkach przez wielki kraj
Afryka Nowaka - wyprawa szlakiem Kazimierza Nowaka
Paweł i Ośka w podróży poślubnej przez pół świata
Vagabundos.pl, czyli włóczykije w podróży dookoła świata
Korona Jezior Ziemi - badania najwyżej położonych jezior na Ziemi



Swietnie opisane spotkanie, ma sie wrazenie osobistego w nim uczestniczenia :)
No brawo Alicjo, brawo! Nie znamy się osobiście ale chętnie bym w takich warsztatach przez Ciebie wziął udział, bo zawodowo bliskie mi to klimaty, a Twoje zaangażowanie i radość z pracy z ludźmi 10/10 sądząc po opisie i zdjęciach oraz filmikach na http://www.loswiaheros.pl gdzie też dotarłem!
pozdrowienia i powodzenia w podróży!
Tomek