28 grudnia 2009

Teatr po polsku w Iranie

Żadnych głupich rozmów, „śmichów-chichów” i innych dekoncentrujących działań. Czy to perska wrażliwość na sztukę? (fot. Andrzej Budnik)

Podróżując po Iranie nie planowaliśmy podjęcia pracy – ani płatnej, ani wolontariackiej, nawet nie przyszło nam to do głowy. Oczywiście, życie samo pisze scenariusze, a los co jakiś czas płata figle. I oto z drżącym sercem stanęłam przed grupą młodych Irańczyków żądnych wiedzy teoretycznej i praktycznej z zakresu teatru lalek. Zadanie ambitne, ale czy mu podołam?

Jak to się stało?

Pewnego dnia przeglądałam skrzynkę mailową sprawdzając, czy są jakieś odpowiedzi z Hospitality Club. Było ich wiele, ale moją uwagę przykuł mail od młodego Irańczyka, który zapraszał nas do swojego domu rodzinnego w Marvdasht, miasteczka oddalonego o kilka kilometrów od Persepolis. Co prawda plany mieliśmy trochę inne, ale w tym mailu było coś, co bezapelacyjnie przekonało mnie o przyjęciu tego zaproszenia.

Z maila dowiedziałam się o działającej charytatywnie fundacji Mehrgan, której jednym z zadań jest przygotowywanie spektakli lalkowych dla dzieci z biednych rodzin i uchodźców afgańskich. Zajmuje się tym grupka amatorów – zapaleńców, działających co prawda pod okiem profesjonalnego aktora, ale tworzących przedstawienia „na czuja”. A ja miałabym być tym profesjonalnym aktorem – lalkarzem (dyplom w sumie mam…), który otworzyłby przed nimi tajemnice lalkarstwa…

Zgodziłam się od razu, a po kilku godzinach do świadomości zaczęły dochodzić wątpliwości i pytania: czy dam sobie radę z grupką dorosłych – do tej pory pracowałam tylko z dziećmi, jak w kilka godzin mam im wytłumaczyć, na czym polega teatr lalek, czy mój angielski będzie dla nich zrozumiały, czy to nie będzie dla nich nudne, jak mam prowadzić warsztaty w chustce na głowie itd… to się chyba nazywa panika i to przez duże „P”.

Jest na to wszystko rada – trzeba ułożyć plan, a potem go wykonać!

To po pierwsze i najważniejsze, czyli będąc młodą lalkarką…

…zaczęłam przypominać sobie jak to było w pierwszych dniach w mojej szkole teatralnej. A było to dawno! Mimo to pamiętam dobrze pierwsze zajęcia z lalek z Panią Benią i z profesorem Janem Plewako, kiedy mogliśmy zobaczyć, jak po mistrzowsku animuje lalką. Niezapomniane chwile, kiedy po żmudnych i długich ćwiczeniach samej ręki można było wreszcie wziąć lalkę i „ożywić ją”. Co wtedy było najważniejsze… sprawić, aby kawałek drewna trzymany w dłoni przekazywał emocje: smutek, radość, strach… A teraz ja mam być tą osobą, która przekaże tę wiedzę innym. Odpowiedzialne zadanie i wcale nie czuję się pewnie w tej roli.

Komunikacja jest trochę utrudniona, bo ja mówię po angielsku, a mój „asystent” tłumaczy to na farsi. (fot. Andrzej Budnik)

Komunikacja jest trochę utrudniona, bo ja mówię po angielsku, a mój „asystent” tłumaczy to na farsi. (fot. Andrzej Budnik)

Najważniejsze, że na kilku kartkach udało mi się sporządzić szczegółowy plan warsztatów, według którego mam zamiar postępować. Składają się na niego: ćwiczenia z zajęć ze szkoły teatralnej, ćwiczenia z warsztatów z czeskim teatrem Continuo i kilka złotych myśli reżysera Piotra Tomaszuka z czasów, gdy miał w miarę równo pod sufitem. Chyba się uda.

Konfrontacja z zapaleńcami

Nadszedł ten dzień, kiedy mają się odbyć warsztaty. Od rana nieustająco jest przy mnie niechciany towarzysz – stres. Po perskim wieczorze dzień wcześniej i krótkiej nocy na tarasie nie czuję się na siłach, aby stawić czoła postawionemu przede mną zadaniu. Nawet pyszne śniadanie, przygotowane przez Mariam, nie jest w stanie mnie rozluźnić. Cały czas mam cień nadziei, że jednak warsztaty się nie odbędą…

Nagle pod dom podjeżdża samochód i Keyvan z uśmiechem zawiadamia mnie, że „możemy jechać i wszyscy już na Ciebie czekają”. Acha, wszyscy już na mnie czekają… Wyśmienicie! Chyba zaraz zemdleję ze strachu! Znacie ten ruch krtani, która z głośnym gulgnięciem przełyka ślinę?

Po kilkunastu minutach jestem w siedzibie fundacji, czyli w czymś w rodzaju namiotu cyrkowego w kształcie kwadratu. W środku jest duszno i nawet podmuch licznych wiatraczków jakoś nie poprawia sytuacji. Na miejscu jest kilkanaście osób, dziewczyny okutane w chusty i ubrane tak, jak nakazuje hidżab. Irańczycy przyglądają mi się ukradkiem, ale z zainteresowaniem. Są tu też Andrzej i Michał (Andrzej, z którym jestem w drodze i Michał, która na chwilę do nas dołączył). Bardzo chcieli być obecni na warsztatach, że niby chcą popstrykać fotki, popatrzeć na Iranki, a tak naprawdę pewnie chcieli się ze mnie ponabijać, więc powiedziałam im, że jeśli chcą tu być, muszą brać czynny udział w warsztatach (ja też będę mogła się z nich ponabijać). W ten oto sposób w polskim narodzie przybyło dwóch nowych lalkarzy: Andrzej Budnik i Michał Domański.

Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Alicja Rapsiewicz

Alicja Rapsiewicz

Kocha góry i wszystko, co z nimi związane. Od 1 lipca 2009 roku w podróży dookoła świata - LosWiaheros.
Podobne artykuły
Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? (cz. II) – Tabriz

Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? (cz. II) – Tabriz

Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? Przeczytajcie drugą część relacji z naszej podróży, którą odbyliśmy w lipcu 2011 roku. Opisuję w niej przygody w trakcie pobytu w Tabrizie....
Natalia Rożniewska: mam satysfakcję, że robię coś dla świata

Natalia Rożniewska: mam satysfakcję, że robię coś dla świata

Operacja Dzika Afryka to projekt Natalii - miłośniczki zwierząt zamieszkujących czarny ląd. To połączenie jej dwóch wielkich pasji: podróży i weterynarii. Niedługo Natalia wyrusza na wolontariat do RPA, gdzie będzie miała okazję pomagać nosorożcom, s...
Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? Pierwsze wrażenia

Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? Pierwsze wrażenia

Gdy przekroczycie granicę Iranu, nie znajdziecie się wcale w piekle. Przekroczycie granicę kraju, którego mieszkańcy są niesamowicie gościnni, i w którym pobyt będzie należał do jednych z najbardziej niezapomnianych chwil waszego życia. ...
Demokracja ajatollahów. Co my właściwie wiemy o Iranie?

Demokracja ajatollahów. Co my właściwie wiemy o Iranie?

Dopiero w połowie lektury "Demokracji ajatollahów" Hoomana Majda zorientowałem się, że dla czytelnika z Zachodu „demokracja ajatollahów” brzmi jak oksymoron. Jaka demokracja w teokratycznym, totalitarnym państwie?...

Komentarze: 2 »

  • Pi

    Swietnie opisane spotkanie, ma sie wrazenie osobistego w nim uczestniczenia :)

  • Tom

    No brawo Alicjo, brawo! Nie znamy się osobiście ale chętnie bym w takich warsztatach przez Ciebie wziął udział, bo zawodowo bliskie mi to klimaty, a Twoje zaangażowanie i radość z pracy z ludźmi 10/10 sądząc po opisie i zdjęciach oraz filmikach na http://www.loswiaheros.pl gdzie też dotarłem!

    pozdrowienia i powodzenia w podróży!
    Tomek

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele