Byłaby jedną z wielu. Zwykłą małą wysepką, zagubioną gdzieś w bezkresach Pacyfiku, gdzie jedyną atrakcją są piękne plaże i lazurowe morze. Byłaby, gdyby nie tajemnicze posągi, które rozsławiły ją na cały świat.

Aż do tego roku Wyspa Wielkanocna wydawała nam się bardzo odległym i nieosiągalnym celem podróżniczym. Nie sądziliśmy więc, że uda nam się tam dotrzeć w najbliższym czasie. Jednak, jak to w życiu bywa, najciekawsze przygody trafiają się w najbardziej niespodziewanych okolicznościach. Tak też było w naszym przypadku. Przeprawiając się przez Pacyfik z Ameryki Południowej do Nowej Zelandii, zatrzymaliśmy się na tej niezwykłej wyspie na prawie dwa tygodnie. Przez ten czas poznaliśmy jej fascynującą historię.

Wyspa Wielkanocna została nazwana tak przez holenderskich odkrywców z prostego powodu. To właśnie w niedzielę wielkanocną 1722 roku ich statki po raz pierwszy przybiły do jej brzegów. Z dzienników pokładowych prowadzonych podczas tej wyprawy wynika, że Europejczycy nie zawitali na wyspę na dłużej, a jedynie uzupełnili zapasy wody, pobieżnie obejrzeli teren i popłynęli dalej. Dość zaskakujący jest fakt, że w tych samych dziennikach nie ma podobno żadnej wzmianki o monumentalnych figurach będących dziś symbolem wyspy. Wygląda więc na to, że za pierwszym razem Holendrzy ich po prostu nie zauważyli.

Najwcześniejsze dokumenty potwierdzające istnienie moai (tak brzmi nazwa posągów w lokalnym języku) pochodzą dopiero z początków XIX w. Od tego też czasu rozpoczęła się intensywna eksploracja wyspy.

Archeolodzy szacują, że pierwsi ludzie dotarli na Wyspę Wielkanocną z odległej Polinezji już około 700 roku, a więc ponad 1000 lat przed Europejczykami. Żeglując przez ocean w drewnianych czółnach, po miesiącach podróży postawili stopę na tym malutkim skrawku ziemi o powierzchni jedynie 167 km2 (mniej więcej 1/3 obszaru Warszawy), który dziś pozostaje najbardziej oddaloną od ludzkich osiedli zamieszkałą wyspą na świecie.

Kultura Rapa Nui, bo tak Wyspę Wielkanocną nazwali jej pierwsi mieszkańcy, rozwijała się w przez stulecia w całkowitym odizolowaniu od reszty świata. Dlatego też większość informacji opisujących życie, obyczaje, tradycje czy ceremonie plemion ją zamieszkujących to w pewnym sensie domysły, lub jak kto woli – teorie, które naukowcy sformułowali na podstawie dokonanych znalezisk i przeprowadzonych badań. To samo dotyczy słynnych figur, które w swoich nieprzeniknionych kamiennych spojrzeniach do dziś skrywają jeszcze wiele tajemnic.

Jak powstawały moai?

Posągi moai były pewnego rodzaju strażnikami Wyspy Wielkanocnej. Wznoszono je po śmierci wyjątkowych osobistości danego plemienia, takich jak wodzowie, czarownicy czy wojownicy, gdyż wierzono, że w ten sposób siła i moc zmarłych pozostawała wśród żywych, chroniąc ich od wszelkiego zła. Decyzję o tym, czy zmarły zasłużył sobie na moai, podejmowała starszyzna plemienia wspólnie z mieszkańcami wioski. Jeśli była ona pozytywna, zamówienie na statuę składano u mistrza kamieniołomu, znajdującego się na zboczach wulkanu Rano Raraku.

Praca mistrza nie należała do łatwych, ale jednocześnie była dobrze opłacana i zapewniała dostatnie życie, gdyż zapłatą za zrealizowane zlecenie była żywność. Ponadto posada ta dawała bardzo wysokie poważanie wśród plemion Rapa Nui, a mistrzowie piastowali swoje stanowiska tak długo, jak długo wykonywali swoje zadanie zgodnie z oczekiwaniami.

Stworzenie każdego moai wiązało się z ciężką i żmudną pracą, gdyż robotnicy w kamieniołomach wykuwali te figury ze skały wulkanicznej przy pomocy prymitywnych, kamiennych narzędzi. Proces rzeźbienia jednego posągu trwał minimum rok. Ten długi czas potrzebny był na ukształtowanie zarówno samej figury, jak i precyzyjne wykończenie twarzy, gdyż podobieństwo kamiennego dzieła do zmarłego oryginału było bardzo wysoko cenione. Jednak najważniejsze w całym posągu były oczy, które po wyrzeźbieniu zdobiono przygotowanym specjalnie do tego celu jasnym koralowcem. To właśnie dzięki oczom możliwe było przekazywanie na żyjących potomków energii i mocy ochronnych zmarłego.

Na pocztówkach i w broszurach reklamujących dzisiaj Wyspę Wielkanocną, a także na zdjęciach, które można znaleźć w Internecie, pojawia się przeważnie kilkanaście stojących w rzędzie figur, rzadziej pojedyncze posągi częściowo zakopane w ziemi. Jakie więc było nasze zaskoczenie, gdy na miejscu dowiedzieliśmy się, że wszystkich moai jest na wyspie aż 900! Ponad połowa z nich pozostała na zawsze w pobliżu kamieniołomów, zaś reszta rozproszona jest po całej wyspie.

Istnieje wiele teorii próbujących wyjaśnić dlaczego tak wiele posągów moai pozostało w zboczach wulkanu lub zostało poprzewracanych w jego pobliżu. Archeolodzy przypuszczają, że powodów mogło być kilka. Te figury, które są nieukończone, mogły być prototypami lub dziełami, które z jakichś powodów nie zyskały aprobaty starszyzny. Zaś te, których część znajduje się głęboko w ziemi, mogły być grobami mistrzów, jako że przy wielu z nich znaleziono ludzkie szkielety.

Inne teorie próbują odgadnąć w jaki sposób gotowe posągi transportowano na odległość nawet kilkunastu kilometrów do najbardziej odległych zakątków wyspy. Jedna z nich mówi, że ustawiano je na ociosanych i ułożonych płasko na ziemi pniach palm i w ten sposób, przy pomocy lin i ludzkich mięśni, przewożono je na wyznaczone miejsce. Inna teoria opisuje, że figury były stawiane bezpośrednio na ziemi i pchane po podłożu, z którego uprzednio usunięto większe przeszkody, a nawet kamienie. Najciekawsza według nas jest jednak ta teoria, która zakłada, że posągi będące w posiadaniu pozaziemskich mocy po prostu same szły tam, gdzie przygotowano dla nich miejsce.

A miejscem tym były specjalne platformy (ahu) zbudowane tak, by każdy ustawiony na nich moai był skierowany twarzą w stronę wioski i odwrócony plecami do oceanu. W ten sposób posągi chroniły mieszkańców, okalając ich swoim magicznym spojrzeniem, a wielką posturą odgradzały wioskę od oceanu. Jedynym wyjątkiem od tej reguły jest siedem figur stojących na platformie Ahu Akivi, które zostały wzniesione na cześć siedmiu zwiadowców, którzy przypłynęli na wyspę przed pierwszymi osadnikami, aby ocenić jej potencjał do zasiedlenia. Te figury dumnie, i trochę jakby wyzywająco, patrzą w ocean.

Z biegiem czasu, kiedy wioski zaczęły ze sobą konkurować i oczekiwać coraz to wyższych i potężniejszych figur, prace przy rzeźbieniu jednego moai wydłużały się nawet do dwóch lat. Wtedy też pojawiły się pierwsze posągi z nakryciami głowy, wyglądającymi trochę jak współczesne kapelusze. Niektóre figury miały także ozdobne rzeźbienia na plecach, których zadaniem było dodać im jeszcze więcej dostojeństwa. W wyniku tej międzyplemiennej rywalizacji największe moai, które opuściły wulkaniczny kamieniołom miały 10 metrów wysokości i ważyły nawet sześćdziesiąt pięć ton.

Ciekawostką jest to, że największy posąg znaleziony na wyspie, mierzący ponad 20 metrów długości, nigdy nie został ukończony i nadal leży w skale patrząc na zwiedzających pustymi, kamiennymi oczami.

Upadek gigantów

Archeolodzy twierdzą, że lud Rapa Nui wznosił swoje majestatyczne figury od XI do XVII wieku. Przez te kilkaset lat powstało ich ponad 900. Jednak, co ciekawe, do naszych czasów nie przetrwała żadna stojąca. Zapiski z każdej kolejnej XVIII- i XIX-wiecznej europejskiej wyprawy na Wyspę Wielkanocną podają coraz to większą liczbę przewróconych twarzą do ziemi figur, na które napotykali odkrywcy. Powołując się na ustne przekazy potomków ówczesnych plemion ocenia się, że ostatnia stojąca figura została zniszczona na początku XIX wieku. Wygląda więc na to, że tym razem to nie europejscy odkrywcy i kolonizatorzy zniszczyli kulturowe dziedzictwo zamierzchłych czasów. Zagadką jest zatem co się takiego wydarzyło?

Z tym pytaniem archeolodzy mają jeszcze większą zagwozdkę niż z pozostałymi tajemnicami Wyspy Wielkanocnej. Łatwiej jest bowiem oszacować wiek kamiennej figury czy stwierdzić w jaki sposób została wyrzeźbiona, niż odgadnąć powody dla których plemiona zamieszkujące Rapa Nui unicestwiły to, co przez wieki budowały.

Teorii próbujących wytłumaczyć co się stało znowu jest kilka, jednak za najbardziej prawdopodobną uchodzi ta, której początki sięgają czasów, kiedy to na Wyspach Vanuatu wybuchł wulkan. W konsekwencji tej potężnej erupcji do atmosfery dostała się nieprawdopodobnie duża ilość pyłu, który niesiony przez oceaniczne wiatry, dotarł aż na Rapa Nui i osiadł na wyspie. Spowodowało to znaczne zmiany zarówno w klimacie, jak i w przyrodzie wyspy. Uprawy, które były podstawą pożywienia, zostały zniszczone. W konsekwencji tego, by powiększyć areały uprawne, ludzie zaczęli wycinać rosnące na wyspie drzewa. Niestety, w długiej perspektywie takie działanie doprowadziło do wyjałowienia gleby i jeszcze słabszych plonów. Zapanował głód i rozpoczęła się walka o przetrwanie, a to pociągnęło za sobą międzyplemienne wojny.

W tej sytuacji rola, jaką do tej pory pełniły monolityczne figury, okazała się dla nich zgubna. Kiedy wojownicy jednego z plemion atakowali wioskę innego, pierwsze co robili to niszczyli wszystkie moai, przewracając je twarzą do ziemi po to, by oczy straciły swoją ochronną moc. Jeśli figura upadła tak, że oczy nadal były widoczne, wojownicy po prostu je wydłubywali. Ocenia się, że w ten sposób zniszczona została większość stojących na wyspie figur. Pozostałych zniszczeń dokonał ocean, który na przestrzeni lat wielokrotnie uderzał w wyspę ogromnymi falami tsunami.

Wszystkie stojące figury, których dostojność możemy dziś podziwiać na Rapa Nui, są odrestaurowane. Było to możliwe dzięki funduszom UNESCO oraz finansowemu wsparciu rządów krajów takich jak Chile (do którego terytorium należy Wyspa Wielkanocna) czy Japonia. Jednak zdecydowana większość z nich nadal leży poprzewracana w różnych częściach wyspy, czekając na swoją kolej i powrót do dawnej świetności. Odrestaurowane czy nie, wszystkie moai zrobiły na nas niesamowite wrażenie!

Marta Cwalina-Śliwińska i Łukasz Śliwiński

W życiu i w podróżach oboje przede wszystkim nie chcą żałować, że czegoś nie spróbowali. Dlatego ciągle szukają okazji do poznania i przeżycia czegoś nowego. Prowadzą bloga Świat z bliska.

Komentarze: 2

Remi i Natalia 1 sierpnia 2013 o 13:07

Co nas najbardziej uderzylo w czasie wizyty na Rapa Nui to spokoj jaki tam panuje. To mimo wszystko w dalszym ciagu mala zagubiona wyspa na Oceanie Spokojnym. Liczba 50 tysiecy turystow rocznie nie jest wcale oszalamiajaca.

Odpowiedz

aleksandra 18 października 2013 o 17:15

napisz opowiadanie o tajemniczych posągach z wyspy wielkanocnej

Odpowiedz