System Białoruś. Łukaszenka i jego państwo


Monika Długa


Dziś już wiemy, że w sferze życzeń pozostaje myślenie, iż czas dyktatur skończył się wraz ze schyłkiem XX wieku. Wystarczy, że spojrzenie skierujemy na naszych wschodnich sąsiadów – Białoruś, gdzie reżim autorytarny od dwudziestu lat ma się dobrze, a nawet bardzo dobrze.

Aleksander Łukaszenka od 1994 roku nieprzerwanie rządzi krajem. Pan i władca, gospodarz i baćka (sam zresztą nadał sobie ten przydomek) Białorusi. Jest pan kimś ważniejszym od Boga – miał powiedzieć o nim gubernator obwodu brzeskiego Konstancin Sumar. Kult jednostki i polityczna unifikacja, tak dziś w skrócie wygląda prezydentura Łukaszenki. Jej szczegółową genezę i rozwój, ale też szeroki obraz współczesnej Białorusi funkcjonującej w cieniu prezydenta, przedstawia Andrzej Poczobut w książce System Białoruś.

Książka korespondenta Gazety Wyborczej, który na stałe mieszka w Grodnie, podzielona została na trzy zasadnicze części. Pierwsza z nich dotyczy postaci samego Łukaszenki. Przedstawia jego drogę do władzy, która wiodła od wyszydzanego i pogardzanego dziecka niezamężnej Kaciaryny Łukaszenki, przez szkoły, wojsko i partię, aż zatrzymała się w momencie w którym żaden urząd państwowy nie może obyć się bez wizerunku baćki. Determinacja, pewność siebie oraz wielkie zdolności adaptacyjne były i nadal pozostają wielkimi atutami prezydenta. Łukaszenko to zwolennik polityki prorosyjskiej, który na fali niepokoju po rozpadzie Związku Radzieckiego, zdołał uzyskać w pierwszych wyborach aż 80,34 proc. głosów. Polityczny mistrz, który doskonale potrafi wpasować się w gusta wyborców i który wszelki sprzeciw wobec siebie potrafi skutecznie zdusić w zarodku. Człowiek, który stworzył swój własny system zarządzania państwem oparty głównie na pomocy z zewnątrz, represji niepokornych i autorytaryzmie władzy.

Poczobut szczegółowo opisuje tę maszynerię wyróżniając jej trzy składowe: chleb, show, strach. A w tym wszystkim egzystują zwykli obywatele, zwykły człowiek (rozdział Życie w czasach dyktatury), który próbuje poradzić sobie z zastaną rzeczywistością. Dziennikarz prowadząc rozmowy ze zwolennikami, jak i przeciwnikami prezydenta, kreuje ciekawy obraz ludzi próbujących wyjaśnić casus dwudziestoletniej politycznej kariery Łukaszenki. I jak mówi jeden z bohaterów rozmowy: Każdy ma wybór. Dostosować się, walczyć, albo wyjechać. Żadna z tych propozycji nie wydaje się jednak dość atrakcyjna.

Polecamy >> Odwiedź sąsiada. Białoruś to prawdziwa egzotyka

Książka Poczobuta to dogłębne studium państwa autorytarnego. Autor, który na stałe mieszka na Białorusi, doskonale wie o czym pisze i punkt po punkcie obnaża system stworzony przez Łukaszenkę. W publikacji łatwo pogubić się wśród licznych nazwisk i dat. Trudno też skupić się na dość oschłej narracji. Szejnert i jej reporterskie środowisko przyzwyczaiło nas do narracji bliższej beletrystyce (pokusiło się o wprowadzenie do reportażu wątków fabularnych), co jednak nie ujmuje książce istotności. Bo System Białoruś to ważny i mądry tekst odsłaniający kulisy i nadużycia władzy. Warty uwagi, chociażby przez wzgląd na sąsiedztwo.

Andrzej Puczobut, System Białoruś. Wydawnictwo Helion 2014

Monika Długa


Komentarze: (1)

cielawiek 22 stycznia 2014 o 12:28

dobrze a co w zamian? Dobra UE, pomoze jak nagle na Bialorusi nie byloby Lukaszenki? Wszyscy widzimy jak to wyglada na Ukrainie,gdzie ludzie sa bardzo biedni i ta ich kapitalistyczna nowa Ukraina nie jest taka super z mysla,ze nawet jesli zwyciezylaby to do UE dluga ojj dluga droga, czy Ci ludzie sa stanie przetrzymac conajmniej jedno pokolenie w jeszcze wiekszej biedze? Nie wydaje mi sie. Maja juz za soba potezna porazke pod nazwa „pomaranczowa rewolucja” To nagle bedzie normalnie? Ludzie tam jest niewyobrazalna korupcja! Ja bylem 3 razy w zyciu na Ukrainie i tylko tam zdarzylo mi sie dac łapówke(10 razy!). Ludzie nie przestana tego robic bo idzie co? „lepsze” europejskie. Bokser nie sklonuje sie raz milion i wszystkiego nie przypilnuje. A jak Ukraina odwroci sie od Rosji to wszystkie dobra typu gaz up do 100% +. A my UE co im damy? Wpompujemy pieniadze, kosztem naszych drog,inwestycji? Nie wydaje mi sie(ta nasza papierowa przyjazn) Wszedobylska krytyka Lukaszenki, ale tam jest o wiele lepiej niz na Ukrainie jesli chodzi o stope zycia. No bo przepraszam co wybierze typowo bialoruska rodzina? Nagly skok rachunkow o niebotyczna kwote kosztem „wolnosci” a tak naprawde poteznego chaosu i niepewnego jutra? Zygac mi sie chce jak widze tam naszych politykow i ta nasza nagonka medialna, ktora wiekszosc z Was lyka: po jednej stronie dobrzy ludzie chcacy lepszego jutro po drugiej stronie wynajeci dresiarze! oczywiscie bo Janukowicz wszystkich oplaca i nikt normalny go nie moze oplacac. Oczywiscie jak przychodzi do marszu 11 listopada, i grupka dresiarzy robi tym a reszta tj. 99% idzie spokojnie i swietuje. To jest nazywa bandytami bo nie podobaja im sie rzady Tuska „podatek liniowy” Ludzie mniej TV wiecej wyciagania wnioskow.

Odpowiedz