Świat jest pełen dobrych ludzi

W drodze z Manali do Leh. (Fot. www.ku-sloncu.org)
Ciężko jest jeździć samotnie?
Robb: Jak jedzie się samemu, robi się na pewno więcej kilometrów. Łatwiej jest „ponapinać łydę”, zaszaleć, zaryzykować, uprzeć się. Z partnerką się nie uprzesz, nie zrobisz tak. Jak jeżdżę z Anią zdarza się, że mi mówi „Robb, jestem już zmęczona” i musimy zrobić przystanek. Dlatego też fizycznie jest na pewno lepiej samemu. Natomiast społecznie zdecydowanie lepiej z kobietą, zwłaszcza w krajach muzułmańskich, gdzie większość kontaktów było nawiązanych przez Anię. Ludzie tam są bardziej zafascynowani kobietą niż mężczyzną. Znacznie łatwiej kogoś w taki sposób poznać. Powiem może tak: jak miałbym jechać dookoła świata, bić jakiś rekord to na pewno pojechałbym sam. Ale jak jeżdżę, tak jak teraz, gdzie dla przykładu mamy w planie portretować muzułmanki na Jedwabnym Szlaku, to zdecydowanie pojadę z Anią. Każda podróż jest po prostu inna. Zależy, po co jedziesz.
Wasza kolejna wyprawa poprowadzi Jedwabnym Szlakiem. Skąd pomysł?
Ania: 9 kwietnia lecimy do Istambułu i stamtąd zaczynamy naszą wyprawę. Najprawdopodobniej pojedziemy jeszcze kawałek autobusem do granicy syryjskiej i dopiero tam wsiądziemy na rowery. Syria, Turcja, Kurdystan, Iran, później przez Azję Centralną. Chcemy wjechać do Tybetu, ale nie wiemy jeszcze czy nam się uda, ponieważ Chińczycy nas póki co tam nie chcą – jak zresztą pewnie i innych rowerzystów czy backpackersów.
Robb: Tak naprawdę wybraliśmy Jedwabny Szlak, ponieważ nie stać nas na bilety do Ameryki Południowej. [śmiech]
Ania: Chcieliśmy wyjechać gdzieś jak najprędzej. Dopiero kilka miesięcy temu zaczęliśmy oszczędzać pieniądze na wyprawę. Nie chcemy tracić za dużo kasy na bilety lotnicze, więc stwierdziliśmy, że będzie bliżej pojechać do Azji.
Robb: Za bilety w dwie strony do Ameryki Południowej możemy spędzić pół roku w Azji, więc nie było nad czym się zastanawiać. Nie chcemy marnować pieniędzy na bilety, choć Ameryka Południowa nas cały czas nadal pociąga.
W trakcie swojej wyprawy chcecie zrobić coś nietypowego…
Robb: Mamy mały „fundusz socjalny” i mamy parę pomysłów, w jaki sposób go wykorzystać. W pewnym momencie dotarło do nas, że sama podróż, jako urlop czy wakacje nam nie wystarcza. Trudno powiedzieć w tej chwili konkretnie, co zrobimy. Mamy listę, plany i chcemy je zrealizować, a dopiero po drodze okaże się, co uda się zrobić.

W drodze z Manali do Leh. (Fot. www.ku-sloncu.org)
Ania: Ja pracuję teraz w sklepie ze sprzętem turystycznym. Jakiś czas temu miałam klientów z Afganistanu, którzy są lekarzami. Przyszli kupić czołówki. Jak się później okazało, nie mają jak operować w nocy, ponieważ w Afganistanie są cały czas problemy z prądem. Dlatego też pomyśleliśmy, dlaczego nie kupić kilkunastu czołówek i dać po drodze ludziom, którzy będą ich potrzebowali? Niekoniecznie w Afganistanie, jest wiele miejsc, gdzie ludzie do dzisiaj mają problem z prądem. Mamy wiele pomysłów, które nakręcają kolejne i czasami nie wiadomo, za co się złapać.
Szukaliśmy sponsorów, ale nie dla siebie, ponieważ my mamy budżet na wyprawę. Chcieliśmy w ten sposób komuś pomóc. Na świecie jest cała masa ludzi potrzebujących, dlatego dopiero jak wyjedziemy, to okaże się, w jaki sposób to zrobimy. Niestety okazało się, że sponsorów nie ma, bo w Polsce jest recesja i jak każdy nam odpisuje, nie pozwala to na dzielenie się pieniędzmi. Nie chcemy oceniać, jak jest w rzeczywistości. Nasz budżet dla potrzebujących będzie po prostu trochę mniejszy.
Wasza wyprawa potrwa blisko rok. Czy traktujecie to również, jako ucieczkę od zachodniego stylu życia?
Ania: Poniekąd tak. Londyn, w którym do niedawna mieszkaliśmy nigdy nie był do końca naszym miejscem chociaż lubimy to miasto, bo ma swoje uroki, mamy tutaj swoje wydeptane ścieżki i znajomych.
Robb: Do Azji ciągnie nas przede wszystkim muzułmańska gościnność, buddyjskie „klimaty” w których dobrze się czujemy. Jeśli wyjechać gdzieś z Europy, to najłatwiej do Azji i tak to się kręci.
Ania: Jakiś czas temu wracaliśmy z Delhi samolotem do Istambułu i mieliśmy międzylądowanie w Londynie. Po trzynastu miesiącach w Azji wracaliśmy do Europy. Znaleźliśmy się na Heathrow, które jest zupełnie odmienne od azjatyckich lotnisk. Wszystko pachniało inaczej, sztucznie. Ludzie pachnieli mydłem, perfumami, wszystko to było maksymalnie wyostrzone. W dodatku ludzie nie patrzą na siebie, ani tym bardziej sobie w oczy. Niby są to tylko niuanse, ale bardzo ważne. Po jakimś czasie odnajdujemy się w takiej rzeczywistości, ale nie jest to łatwe.
Robb: Nie chcę negować Europy, bo dzięki temu, że tutaj mieszkam, a nie np. w Afryce, mogę gdziekolwiek wyjechać. Ale Europa jest pułapką, po powrocie zawsze wpadasz w te same schematy. Europa jest po prostu banalna, ludzie mają banalne problemy, zupełnie nieistniejące i nie mające większego sensu. Bycie w podróży jest dla nas znacznie łatwiejsze. Masz tylko 3 proste problemy: musisz coś zjeść, umyć się i gdzieś przespać. Nie masz innych problemów. Żyjąc tutaj masz na głowie rachunki, terminy, spotkania. W podróży jesteś bliżej prawdziwego życia, gdzie ludzie żyją z dnia na dzień. Potem oglądasz wiadomości i jest to dla ciebie banał, są to po prostu pierdoły. Jedni na drugich wynajdują różne haki, ludzie sami sobie robią krzywdę. Żyjąc z dnia na dzień nie masz na to czasu.
Pracujesz nad nową książką…
Robb: Przeżywam wzloty i upadki i mam nadzieję, że uda się ją skończyć przed wyjazdem. Książka jest pod roboczym tytułem „Świat jest pełen dobrych ludzi”. Będą w niej nasze wspólne zdjęcia. Historia jest o tym, jak dwoje ludzi jedzie przez świat i spotyka innych sympatycznych ludzi. Nie jest to książką o nas, ale o tym, co działo się dookoła. Chcemy, żeby było w niej jak najwięcej ciekawych historii z drogi, anegdotek. Będą w niej przewijać się Iran, Pakistan, Indie, trochę Turcji i Nepalu. My będziemy tylko łącznikiem, kimś kto zapoczątkował pewną historię, a resztę będą dopisywać już ludzie, których spotkaliśmy po drodze.
Ta pierwsza książka nauczyła mnie tego, że muszę się w pewien sposób chwalić jeżeli chcę zrobić coś więcej. Trochę mnie to onieśmiela. Jak rozsyłałem pierwszą książkę, to nie było nigdzie żadnego odzewu. Ale jak zrobiłem tekst na okładkę, że to jest Robb Maciąg i za tą podróż dostał taką nagrodę od razu się sytuacja zmieniła. Mnie to krępuje, bo ja nie umiem robić takich rzeczy. Wolałbym napisać „Cześć, jestem Robert, poznajmy się” i to by było faktycznie moje, a ja muszę pisać jaki to fajny jestem…
A nagrody, które otrzymałeś mają dla Ciebie duże znaczenie?
Robb: Kiedyś faktycznie zastanawiałem się nad tym. Pierwszą nagrodę otrzymałem od miesięcznika Podróże i było to dla mnie bardzo ważne. Traveller, którego otrzymałem od National Geographic jest również bardzo fajny, ale nie pasuje do tego wszystkiego powiedzenie nagroda. Bo to znaczy, że było jakieś współzawodnictwo. Ktoś tam przeszedł pieszo Amerykę Południową, Maciąg przejechał na starej Ukrainie Chiny, a ktoś inny zanurkował na głębokość 400 metrów w Meksyku. Tego nie da się porównać. My z Anią mamy takie marzenie, żeby dzięki tej nagrodzie ludzie zauważyli, że można zrobić coś prosto, żeby przekonali się, że nie trzeba mieć roweru za 5 tys. złotych. I w tym znaczeniu ta nagroda pozwoliła połączyć nam się z tymi ludźmi, lub im z nami.
Ania i Robb prowadzą stronę www.ku-sloncu.org.









Explore Apolobamba - ciut niżej niż kondory
Za Horyzont - rowerami do Chin, Kirgistanu i Pakistanu
Torell Expedition 2012 - śladami polskich wypraw na Spitsbergen
Magda i Tomek dookoła świata - poznanie świata, poznanie siebie
project:Sailing - rejs dookoła Bałtyku
Klapki Kubota State of Mind - przed siebie w kierunku wschodnim
Z Alaski do Meksyku - Piotr Strzeżysz jedzie rowerem
Na Krańcach Świata - Agnieszka i Mateusz Waligóra w podróży na krańce świata.
Shangri-la - Jarek Czakański w podróży
Tandem Adventure - wyprawa przez Amerykę Południową na tandemie.
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika
Rowerowa Rosja - na dwóch kółkach przez wielki kraj
Afryka Nowaka - wyprawa szlakiem Kazimierza Nowaka
Paweł i Ośka w podróży poślubnej przez pół świata
Vagabundos.pl, czyli włóczykije w podróży dookoła świata
Korona Jezior Ziemi - badania najwyżej położonych jezior na Ziemi



… słowa pełne optymistycznej energii skłaniające do zrobienia czegoś z własnym życiem:)…
Powodzenia wszelkiego i poza podróżą niech przykładnie spełnią się projekty „przyokazyjne”.
Trzymam kciuki:)
Jestem z Wami ludziki!
Wiecie zresztą przecież…
;-)
Bardzo fajny wywiad.Mam bardzo podobne odczucia jak wy co do rowerowych wypraw.Kibicuje Wam gorąco;-)!!!
bardzo wszystkim dziękujemy :-) Wiemy Staszku wiemy. Zawsze :-)
Wspaniale:Pelni energi i nowa podróż. Powodzwnia
Powodzenia!
Czekam na relacje z trasy.
Mnie rower też dawał poczucie wolności. Niestety nasz syn odmówił współpracy i nie znosił rowerowego krzesełka. No może jak jeździliśmy po mieście, bo wtedy dużo się działo, ale i tak nie wytrzymaywał zbyt długo … Może kiedyś spotkamy się gdzieś w drodze :)
Od pewnego czasu „śledzę” Wasze poczynania i za każdym razem napełnia mnie niezwykle pozytywną energią, a nogi niespokojnie zaczynają podskakiwać pod stołem. Trzymam za Was kciuki i może kiedyś spotkamy się w drodze…:)
Wszystkim, bardzo wielkie dziekuje :)
DZIĘKUJĘ
super …………..
inspirująco :)
Trzymam kciuki:)
Jutro, tj. w poniedzialek, 9 maja o godz. 18:00 w Trafficu na ul. Brackiej w Warszawie odbedzie sie spotkanie autorskie bohaterow tekstu, czyli Ani i Robba Maciagow.
A jutro beda mowic o Jedwabnym Szlaku w Klubie Podroznika na Bielanach (Warszawa) o godz. 19:00 (http://www.klubpodroznik.pl/)
hejka :-)
a w poniedziałek, książka wchodzi do drukarni :-)
„Niechby mi się udało…” – bardzo często te słowa dodają mi otuchy przy poważniejszych kłopotach. Czasami się udaje:)
Dzięki! Jesteście nieźle zakręceni!
pozdrawiam
Książka już w księgarniach! Pod zmienionym tytułem, ale już w ksiegarniach!!