Świat jest pełen dobrych ludzi

Robb Maciąg - rocznik 74, autor książki "Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę". Laureat Travellera - nagrody National Geographic oraz Podróżnik Roku miesięcznika Podróże. w 1997 wyruszył do Nepalu i od tego wszystko się zaczęło. Początkowo jeździł głównie autostopem, teraz przesiadł się na rower. Obecnie przygotowuje się do kilkunastomiesięcznej wyprawy rowerowej Jedwabnym Szlakiem. (Fot. Archiwum Ani i Robba)
Wsiadają na rowery i pędzą ile sił przed siebie. Robb czasem jak wariat, na złamanie karku, Ania po prostu trochę częściej używa hamulców. W kwietniu wyruszają w kolejną podróż – tradycyjnie już – rowerową. Tym razem wyzwaniem jest trasa Jedwabnym Szlakiem. O tym, dlaczego rower jest dla nich najważniejszym środkiem lokomocji i bardzo nietypowym pomyśle, który chcą zrealizować podczas podróży opowiadają Ania i Robb Maciąg.
Skąd pomysł na wyprawy rowerowe? Pamiętacie swoje pierwsze jednoślady?
Ania: Ja miałam żółtego reksio z długim siodełkiem. Zawsze go zostawiałam w tym miejscu, gdzie przechodziła mi ochota na dalszą jazdę. [śmiech] Moją pierwszą wyprawą była Kornwalia w Anglii. To był dla mnie wielki test, bo pierwszy raz wystartowałam w pełni obładowana 4 sakwami i trzeba było zaliczyć trochę podjazdów. Kolejny był już wypad do Indii, który trwał 15 miesięcy.
Robb: Ja również miałem jakiś taki mały rowerek. Mama nie pozwalała mi jeździć, bo mieszkaliśmy blisko ulicy. Ale oczywiście jeździłem. A tak na poważnie, jak miałem 16 lat, to zaczęły mi szwankować kolana. Znajomy lekarz ortopeda poradził mi, żebym dużo jeździł na rowerze. Zacząłem więc jeździć do szkoły, w dodatku byłem pierwszą osobą u mnie w szkole, która to robiła. Jeździłem jak wariat, bez względu na to czy była zima, czy lato. W klasie maturalnej chcieliśmy pojechać nad morze, ale nie mieliśmy kasy. Pożyczyłem koleżance rower od kolegi i pojechaliśmy. Na mapie wyrysowałem prawie prostą linię, jak najkrócej, ale żeby omijać największe miasta i tak dotarliśmy z Lubina do Władysławowa. Potem zaczęło się już samo kręcić. Pierwszym większym wyjazdem poza Polskę był wyjazd do Turcji w 2003 roku, który trwał 3 tygodnie. Dotarło wtedy do mnie, że jazda na rowerze podczas urlopu to raczej nie dla mnie, bo ciągle stresowałem się, czy dojadę na czas i zdążę na samolot. Gnałem jak szalony, żeby nie zmarnować ani godziny, a to przecież bez sensu.

Ania Maciąg - rocznik 81. Jej pierwsza wyprawa rowerowa trwała 15 miesięcy, podczas której przemierzyli wspólnie z Robbem na rowerach Azję. Pracuje wraz z Robbem nad nową książką jako edytorka. Obecnie przygotowuje się do wyprawy rowerowej Jedwabnym Szlakiem (Fot. Archiwum Ani i Robba)
Dlaczego częściej wybieracie rower?
Ania: Dla mnie rower jest wolnością. Sam decydujesz gdzie i jak długo jedziesz. Poza tym, jest to bardziej intensywne. Możesz w każdym momencie zatrzymać się, porozmawiać z ludźmi, których spotykasz po drodze. Nie siedzisz i nie obserwujesz wszystkiego tylko zza szyby. Wiatr wieje ci w twarz. Nawet jak zepsuje ci się rower, to przecież możesz go samemu naprawić, a zawsze się znajdzie ktoś, kto ci pomoże.
Robb: Ja jeździłem dawniej bardzo dużo autostopem, autobusami. Często się stresowałem – że muszę zdążyć na autobus, na taksówkę, pociąg. Na rowerze nie masz takich problemów. Mieliśmy sytuacje, że rower się popsuł, czy nawet raz ktoś mi przejechał po rowerze autem. Na złość. Przez pierwsze 15 minut wydawało się, że jest to jakaś tragedia. Ale każdy problem tworzył nową sytuację i wszystko kończyło się wielką przygodą. Poza tym, jak jeździsz z plecakiem, ludzie zupełnie inaczej cię traktują. Chcą od ciebie pieniądze, bo wiadomo, że szukasz autobusu czy hotelu i spotykasz kogoś, kto ci to oferuje. Takie masz po prostu relacje z tym człowiekiem. Jak jedziesz na rowerze, to ludzie postrzegają cię w bardzo pozytywny sposób. W Chinach spotkał mnie prawdziwy strumień dobrych ludzi. Trwało to przez trzy miesiące. Podobnie w Iranie. Jechaliśmy jak wariaci pod górkę, a gość – sprzedawca arbuzów – zagaduje do nas i wyciąga tego arbuza. I wyobraźcie sobie, że ten człowiek nie chciał nam go sprzedać. On kroił ten owoc i dawał nam po prostu do ręki. Za darmo. Chciał żebyśmy chociaż zjedli z nim po kawałku arbuza.
Jak jesteś w autobusie, to takich sytuacji raczej nie ma. Jedziesz od dworca do dworca, z punktu A do B. Jeśli po drodze nie wydarzy się nic ciekawego, nie trafisz na ludzi, którzy są ciebie ciekawi, tracisz to. A autostop, rower czy nawet motor stwarza zupełnie inne sytuacje. Chcesz zrobić zakupy w mieście i wyjechać 10 km dalej, rozbić się na plaży za wielką wydmą to po prostu to robisz. Ale tylko wtedy, gdy transport nie zależy od ciebie. Jesteś niezależny.
Były takie miejsca, do których udało wam się dotrzeć tylko dzięki rowerom?
Robb: Wjechaliśmy do wioski w Iranie, niedaleko Borujerd, która słynie z tego, że ma słone źródła. Do plastikowych butelek po napojach wciskają ogórki i potem je sprzedają. Nazywa się to „hiarszur”. W Indiach jeździliśmy również bocznymi drogami i było to rewelacyjne doświadczenie. Ludzie zazwyczaj jeżdżą tam od miasta do miasta. Natomiast my widzieliśmy to, co dzieje się również poza nimi. Nie były to może jakieś spektakularne miejsca, ale dla przykładu – w małej wsi spotkaliśmy dziwne krowy, który miały śmiesznie krótkie nogi. Owszem można to ujrzeć pewnie z okna autobusu, ale wówczas jedziesz 60km/h i masz przecz oczami jedynie migawkę.
W Chinach ludzie jeżdżą zazwyczaj do tych samych miejsc, które są powiedzmy atrakcjami turystycznymi. Natomiast gdzieś głębiej po kraju raczej nikt się nie kręci.
Dotarliśmy również nad jezioro na granicy nepalsko-tybetańskiej – Pangong. Fakt, jeżdżą tam ludzie dżipami, ale mymieliśmy tę satysfakcję, że ktoś nam tam powiedział, że w tym roku jeszcze żadnych rowerzystów tam nie było.

Robb u wrót raju :) (Fot. www.ku-sloncu.org)
Co jest dla Was najtrudniejsze podczas tego typu wypraw?
Robb: Trudno jest, gdy jesteś w takim kraju jak Indie. To nie jest kraj do jeżdżenia rowerem. Są miejsca, gdzie można pojeździć – Himalaje czy chociażby wzdłuż morza. Spędziliśmy tam 7 miesięcy, a po trzech wszystko było już dla nas takie normalne. Przejeżdżaliśmy obok świątyni i mówiliśmy „o, jaka piękna świątynia – to już 367, którą widzimy w tym miesiącu”. W pewnym momencie zaczynaliśmy myśleć, że jesteśmy tak daleko od domu i ma to być podróż, a tam stawała się ona codziennością. Wstajesz o 7, jesz śniadanie i ktoś w Warszawie idzie do biura, a ja wsiadam na rower i bębnie przez 8 godzin przed siebie. Nie ma w tym fascynacji.
Dla mnie Wietnam był bardzo trudny. Może przez to, że jest to bardzo turystyczny kraj. Ludzie są nastawieni na pieniądze, a nie na ciebie. Jeżeli miałem problemy, to nikt się tym nie przejmował, bo nie ma na to czasu.
Ania: Najtrudniejszy jest wyjazd i pierwsze dwa tygodnie. Potem nie ma już znaczenia czy wyjechałeś na trzy tygodnie czy trzy miesiące. Dla nas również trudne było szukanie jedzenia, zwłaszcza w krajach muzułmańskich, ponieważ jesteśmy wegetarianami. Często z szacunku dla ludzi, którzy dali nam talerz jedzenia, musieliśmy zjeść wszystko, łącznie z mięsem. Zwłaszcza, że odejmowali sobie od ust jedzenie, szczególnie w biednych krajach, żeby się z nami podzielić.









Za Horyzont - rowerami do Chin, Kirgistanu i Pakistanu
Torell Expedition 2012 - śladami polskich wypraw na Spitsbergen
Explore Apolobamba - ciut niżej niż kondory
Magda i Tomek dookoła świata - poznanie świata, poznanie siebie
project:Sailing - rejs dookoła Bałtyku
Klapki Kubota State of Mind - przed siebie w kierunku wschodnim
Z Alaski do Meksyku - Piotr Strzeżysz jedzie rowerem
Na Krańcach Świata - Agnieszka i Mateusz Waligóra w podróży na krańce świata.
Shangri-la - Jarek Czakański w podróży
Tandem Adventure - wyprawa przez Amerykę Południową na tandemie.
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika
Rowerowa Rosja - na dwóch kółkach przez wielki kraj
Afryka Nowaka - wyprawa szlakiem Kazimierza Nowaka
Paweł i Ośka w podróży poślubnej przez pół świata
Vagabundos.pl, czyli włóczykije w podróży dookoła świata
Korona Jezior Ziemi - badania najwyżej położonych jezior na Ziemi



… słowa pełne optymistycznej energii skłaniające do zrobienia czegoś z własnym życiem:)…
Powodzenia wszelkiego i poza podróżą niech przykładnie spełnią się projekty „przyokazyjne”.
Trzymam kciuki:)
Jestem z Wami ludziki!
Wiecie zresztą przecież…
;-)
Bardzo fajny wywiad.Mam bardzo podobne odczucia jak wy co do rowerowych wypraw.Kibicuje Wam gorąco;-)!!!
bardzo wszystkim dziękujemy :-) Wiemy Staszku wiemy. Zawsze :-)
Wspaniale:Pelni energi i nowa podróż. Powodzwnia
Powodzenia!
Czekam na relacje z trasy.
Mnie rower też dawał poczucie wolności. Niestety nasz syn odmówił współpracy i nie znosił rowerowego krzesełka. No może jak jeździliśmy po mieście, bo wtedy dużo się działo, ale i tak nie wytrzymaywał zbyt długo … Może kiedyś spotkamy się gdzieś w drodze :)
Od pewnego czasu „śledzę” Wasze poczynania i za każdym razem napełnia mnie niezwykle pozytywną energią, a nogi niespokojnie zaczynają podskakiwać pod stołem. Trzymam za Was kciuki i może kiedyś spotkamy się w drodze…:)
Wszystkim, bardzo wielkie dziekuje :)
DZIĘKUJĘ
super …………..
inspirująco :)
Trzymam kciuki:)
Jutro, tj. w poniedzialek, 9 maja o godz. 18:00 w Trafficu na ul. Brackiej w Warszawie odbedzie sie spotkanie autorskie bohaterow tekstu, czyli Ani i Robba Maciagow.
A jutro beda mowic o Jedwabnym Szlaku w Klubie Podroznika na Bielanach (Warszawa) o godz. 19:00 (http://www.klubpodroznik.pl/)
hejka :-)
a w poniedziałek, książka wchodzi do drukarni :-)
„Niechby mi się udało…” – bardzo często te słowa dodają mi otuchy przy poważniejszych kłopotach. Czasami się udaje:)
Dzięki! Jesteście nieźle zakręceni!
pozdrawiam
Książka już w księgarniach! Pod zmienionym tytułem, ale już w ksiegarniach!!