19 lutego 2010

Sudan: na rowerach przez Pustynię Nubijska

Przyszywany wnuk Kazimierza Nowaka Grzegorz Król - przyszły mistrz domino :) (Fot. www.afrykanowaka.pl)

Piotr znowu rozstawił namiot w pokoju. Zawsze tak robi w obawie przed strasznym komarem napakowanym po uszy malaryczną trutką. Reszta załogi póki co dzielnie znosi sporadyczne ukąszenia. Prawdziwa walka zacznie się na południu, na statku płynącym przez ponad 300-kilometrowe bagna Sudd.

Dziś, a mamy 17 dzień lutego, jesteśmy już w sudańskim mieście Atbara. I zanim cofnę się o kilka dni wstecz na pokład promu relacji Asuan – Wadi Halfa, dodam tylko, że zarówno miasto jak i hotelowy pokój to za dużo powiedziane. Bo cóż tu mamy – kilkanaście ulic na krzyż (z czego trzy asfaltowe) i rzędy parterowych chałup, które wyglądają jakby za chwilę miały się zapaść w otaczającym je piachu.

A co do pokoju – jest cztery prycze i podłoga z betonu. Szczyt techniki – w poprzednim łóżka stały wprost na klepisku. Tak trwałym, jak cała otaczająca nas prowizorka. Wystarczyło je przesunąć, by zrobić spore dziury w podłożu.

Dziwne słowo „pomieścić”

Sudańskie dziewczęta. (Fot. www.afrykanowaka.pl)

Kilka dni wcześniej, godzina 15. Kwaśny smród, który atakuje nozdrza jest tak intensywny, że w ułamku sekundy otwieram oczy. Tak szybko się to stało, że facet nie zdążył jeszcze ściągnąć drugiego buta. Obiekt jest w odległości 30 centymetrów, spania na razie nie będzie, więc rozejrzyjmy się nieco dookoła.

Prom jest nie za mały, nie za duży, ot, taki w sam raz, żeby pomieścić kilkaset osób. W Europie musiałby być oczywiście kilka razy większy, bo afrykańskie słowo „pomieścić” nie zmieściłoby się w głowach „cywilizowanych” urzędników. Tutaj oznacza stertę tobołów i walizek, siatek i siateczek, pudeł pełnych telewizorów i urządzeń AGD, dziecięcych rowerów i metalowych balustrad wciśniętych jedne obok drugich, jedne na drugich i jedne pod drugimi. Każdy centymetr zajęty, każdy wolny milimetr skrzętnie zagospodarowany.

Do tego te kilka setek istnień ludzkich poupychanych między to wszystko, połączonych w grupy duże i małe, zajmujących każdy skrawek pokładu, który się jeszcze jakoś uchował. Arabowie w białych dżalabijach pogrupowani z Arabami z wyższością spoglądają na resztę towarzystwa. Czarni z południa palą papierosy z innymi Czarnymi. Choć słońce pali niemiłosiernie są poubierani w wełniane czapki i puchowe kurtki. Taka zapowiedź tego, że gorąco to dopiero będzie.

Miejscówkę mamy pod szalupą ratunkową, która daje trochę cienia. Jest dobrze, nawet pan Skarpeta w końcu gdzieś znika. I choć prom zamiast o 13 startuje po 18, a w nocy temperatura spada do kilku stopni, to uwierzcie – dajemy rade.

I tu przekazuje pałeczkę narratora Jakubowi Pająkowi. Z lenistwa nieco spowodowanego słońcem, które praży niemiłosiernie i wypala zdolność logicznego myślenia. Ale też ze względów praktycznych – po cóż się bowiem powtarzać, skoro Kuba na pustyni zna się najlepiej i opisał to tak pięknie.

Biały na rowerze – śmiech i politowanie

Po około 18 godzinach rejsu dobijamy do przystani Wadi Halfa. Momentalnie robi się gęsto – zjawiają się tragarze, a po pasażerów podjeżdżają autobusiki i pikapy. Ale do zejścia na ląd nie tak blisko. Najpierw ścisk jak diabli w mesie I klasy, gdzie odbywa się wstępna odprawa paszportowa, a dopiero potem kombinacje z dostarczeniem na ląd naszych sakw i rowerów.

Biały na rowerze budzi wśród niektórych Arabów śmiech i politowanie - wszak tylko biedny albo głupi męczyłby się rowerem, jak można samochodem. (Fot. www.afrykanowaka.pl)

W końcu stajemy na sudańskiej ziemi, sprawnie pakujemy rowery i ruszamy na pierwszy kilometr naszego etapu – szutrowo-piaszczystą drogą do odprawy celnej. Nowak pisał „Wbrew obawom odprawa celna i paszportowa nie zajęły wiele czasu – widocznie nie wywoływałem aż tak złego wrażenia mym beduińskim strojem i bosymi pokaleczonymi stopami”. Drugiego dnia w drodze nie wyglądamy może strasznie, jednak Biały na rowerze budzi wśród niektórych Arabów śmiech i politowanie – wszak tylko biedny albo głupi męczyłby się rowerem, jak można samochodem.

W każdym bądź razie zarówno odprawa na promie jak i teraz celno-paszportowa z racji koloru skóry idzie błyskawicznie. Omijamy długi sznur podróżnych z tobołami i już po chwili mkniemy asfaltową szosą do miasteczka Wadi Halfa. Tu jeszcze tylko drobna formalność – rejestracja na policji, polegająca na bieganiu z formularzami i kserokopiami pomiędzy siedmioma okienkami plus 41$ i już możemy legalnie przez miesiąc poruszać się po północnym Sudanie.

Strony: 1 2 3
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Grzegorz Król

Grzegorz Król

Pod koniec ubiegłego stulecia pojechał lądem z Rzeszowa do Kathmandu. Tak mu zostało. Czasem pstryka zdjęcia, które wrzuca tu: crullu.com
Podobne artykuły
W drodze do Sudanu – ruszył czwarty etap Afryki Nowaka

W drodze do Sudanu – ruszył czwarty etap Afryki Nowaka

Wystartował IV etap Afryki Nowaka. Kolejny team przechwycił sztafetową pałeczkę (której rolę pełni książka Kazimierza Nowaka) i kieruje się w stronę Sudanu. Już na samym początku nie obyło się bez przygód....
Afryka Nowaka wjechała do Czadu

Afryka Nowaka wjechała do Czadu

Etap przez Czad, nazwany przez jego uczestników “Po prostu CZAD“, rozpoczął się 26 czerwca. Nawiązując do losów Kazimierza Nowaka w Czadzie, chcemy przejechać część trasy na rowerach, a część na wielbłądach. Niestety nie będzie to takie łatwe. ...
Śladami Nowaka przez Republikę Konga

Śladami Nowaka przez Republikę Konga

Gorączkowe były nasze przygotowania do 18. etapu Afryki Nowaka przez Republikę Konga (dawniej Kongo Brazzaville), bowiem etap ten był pierwszym etapem rowerowym po dwóch, pieszym i wodnym, które przebiegały przez Demokratyczną Republikę Konga (dawnie...
Jak szpiedzy Nowaka przemierzali Angolę

Jak szpiedzy Nowaka przemierzali Angolę

Sztafeta Nowaka dotarła już co prawda do Konga, my cofamy się jednak do przygód w Angoli. Tu uczestnicy wyprawy na diecie makaranowo-ryżowo-sosowej pokonali kolejne kilometry, odwiedzając miejsca, które niemal 80 lat wcześniej odwiedził Kazimierz Now...

Komentarze: 1 »

  • Mateusz

    Faktycznie, Kazimierz Nowak z Pana Grzegorza jak malowany. Tylko rodzi się pytanie, czy umiejętności gry w domino odziedziczył również po Panu Kazimierzu?

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele