Sudan: na rowerach przez Pustynię Nubijska

Przyszywany wnuk Kazimierza Nowaka Grzegorz Król - przyszły mistrz domino :) (Fot. www.afrykanowaka.pl)
Piotr znowu rozstawił namiot w pokoju. Zawsze tak robi w obawie przed strasznym komarem napakowanym po uszy malaryczną trutką. Reszta załogi póki co dzielnie znosi sporadyczne ukąszenia. Prawdziwa walka zacznie się na południu, na statku płynącym przez ponad 300-kilometrowe bagna Sudd.
Dziś, a mamy 17 dzień lutego, jesteśmy już w sudańskim mieście Atbara. I zanim cofnę się o kilka dni wstecz na pokład promu relacji Asuan – Wadi Halfa, dodam tylko, że zarówno miasto jak i hotelowy pokój to za dużo powiedziane. Bo cóż tu mamy – kilkanaście ulic na krzyż (z czego trzy asfaltowe) i rzędy parterowych chałup, które wyglądają jakby za chwilę miały się zapaść w otaczającym je piachu.
A co do pokoju – jest cztery prycze i podłoga z betonu. Szczyt techniki – w poprzednim łóżka stały wprost na klepisku. Tak trwałym, jak cała otaczająca nas prowizorka. Wystarczyło je przesunąć, by zrobić spore dziury w podłożu.
Dziwne słowo „pomieścić”

Sudańskie dziewczęta. (Fot. www.afrykanowaka.pl)
Kilka dni wcześniej, godzina 15. Kwaśny smród, który atakuje nozdrza jest tak intensywny, że w ułamku sekundy otwieram oczy. Tak szybko się to stało, że facet nie zdążył jeszcze ściągnąć drugiego buta. Obiekt jest w odległości 30 centymetrów, spania na razie nie będzie, więc rozejrzyjmy się nieco dookoła.
Prom jest nie za mały, nie za duży, ot, taki w sam raz, żeby pomieścić kilkaset osób. W Europie musiałby być oczywiście kilka razy większy, bo afrykańskie słowo „pomieścić” nie zmieściłoby się w głowach „cywilizowanych” urzędników. Tutaj oznacza stertę tobołów i walizek, siatek i siateczek, pudeł pełnych telewizorów i urządzeń AGD, dziecięcych rowerów i metalowych balustrad wciśniętych jedne obok drugich, jedne na drugich i jedne pod drugimi. Każdy centymetr zajęty, każdy wolny milimetr skrzętnie zagospodarowany.
Do tego te kilka setek istnień ludzkich poupychanych między to wszystko, połączonych w grupy duże i małe, zajmujących każdy skrawek pokładu, który się jeszcze jakoś uchował. Arabowie w białych dżalabijach pogrupowani z Arabami z wyższością spoglądają na resztę towarzystwa. Czarni z południa palą papierosy z innymi Czarnymi. Choć słońce pali niemiłosiernie są poubierani w wełniane czapki i puchowe kurtki. Taka zapowiedź tego, że gorąco to dopiero będzie.
Miejscówkę mamy pod szalupą ratunkową, która daje trochę cienia. Jest dobrze, nawet pan Skarpeta w końcu gdzieś znika. I choć prom zamiast o 13 startuje po 18, a w nocy temperatura spada do kilku stopni, to uwierzcie – dajemy rade.
I tu przekazuje pałeczkę narratora Jakubowi Pająkowi. Z lenistwa nieco spowodowanego słońcem, które praży niemiłosiernie i wypala zdolność logicznego myślenia. Ale też ze względów praktycznych – po cóż się bowiem powtarzać, skoro Kuba na pustyni zna się najlepiej i opisał to tak pięknie.
Biały na rowerze – śmiech i politowanie
Po około 18 godzinach rejsu dobijamy do przystani Wadi Halfa. Momentalnie robi się gęsto – zjawiają się tragarze, a po pasażerów podjeżdżają autobusiki i pikapy. Ale do zejścia na ląd nie tak blisko. Najpierw ścisk jak diabli w mesie I klasy, gdzie odbywa się wstępna odprawa paszportowa, a dopiero potem kombinacje z dostarczeniem na ląd naszych sakw i rowerów.

Biały na rowerze budzi wśród niektórych Arabów śmiech i politowanie - wszak tylko biedny albo głupi męczyłby się rowerem, jak można samochodem. (Fot. www.afrykanowaka.pl)
W końcu stajemy na sudańskiej ziemi, sprawnie pakujemy rowery i ruszamy na pierwszy kilometr naszego etapu – szutrowo-piaszczystą drogą do odprawy celnej. Nowak pisał „Wbrew obawom odprawa celna i paszportowa nie zajęły wiele czasu – widocznie nie wywoływałem aż tak złego wrażenia mym beduińskim strojem i bosymi pokaleczonymi stopami”. Drugiego dnia w drodze nie wyglądamy może strasznie, jednak Biały na rowerze budzi wśród niektórych Arabów śmiech i politowanie – wszak tylko biedny albo głupi męczyłby się rowerem, jak można samochodem.
W każdym bądź razie zarówno odprawa na promie jak i teraz celno-paszportowa z racji koloru skóry idzie błyskawicznie. Omijamy długi sznur podróżnych z tobołami i już po chwili mkniemy asfaltową szosą do miasteczka Wadi Halfa. Tu jeszcze tylko drobna formalność – rejestracja na policji, polegająca na bieganiu z formularzami i kserokopiami pomiędzy siedmioma okienkami plus 41$ i już możemy legalnie przez miesiąc poruszać się po północnym Sudanie.







AFRYKA NOWAKA - wyprawa szlakiem Kazimierza Nowaka
Jedwabnym Szlakiem - rowerowa wyprawa Ani i Robba
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika
Moje Grand Tour - samotna włóczęga z plecakiem po Ameryce Łacińskiej Kuby Fedorowicza
Filmowa wyprawa do Peru. Cel: dokument o Kolei Transandyjskiej, będącej dziełem Polaka - Ernesta Malinowskiego. 


Faktycznie, Kazimierz Nowak z Pana Grzegorza jak malowany. Tylko rodzi się pytanie, czy umiejętności gry w domino odziedziczył również po Panu Kazimierzu?