Sankt Petersburg znów w rozkwicie


Justyna Kucharska


W Sankt Petersburgu trwają intensywne prace renowacyjne, z każdym rokiem kolejne fragmenty zabytkowych budynków odzyskują świetność. Pozostałości dawnego Leningradu pojawiają się za niemalże na każdym rogu, ale być może miasto wkracza właśnie w kolejny okres rozkwitu.

Petersburg został przez Piotra Wielkiego założony na terenach, którymi wzgardzili wszyscy inni. Ze względu na trudne warunki nie chcieli się tam osiedlać fińscy rybacy – bagniste rejony u ujścia rzeki Newy wydawały się zapewne zbyt wielkim wyzwaniem. W świetnie zaprojektowanym muzeum w twierdzy Pietrogradzkiej jest ekspozycja dotycząca zamierzchłej przeszłości tego terytorium. Można ją pokrótce podsumować stwierdzeniem, że życie na dobre rozkwitło tu dopiero w czasach Piotra. A zakwitło w sposób równie nieoczekiwany, co spektakularny. W zamyśle Piotra planowane na bagnach miasto miało stać się oknem Rosji na Europę.

Panorama Sankt Petersburga, dawnej stolicy Rosji

Panorama miasta z tarasu widokowego Soboru Sw. Izaaka. (Fot. Justyna Kucharska)

To naprawdę interesujące przyglądać się miastu, które zostało od podstaw zbudowane z intencją stworzenia metropolii – wszak niewiele jest takich przykładów na świecie. Zuchwałe marzenie Piotra Wielkiego zostało wcielone w życie, dzięki czemu powstało miasto o zachwycającej architekturze. Mieli w tym swój udział także i następcy cara, którzy wdrażali architektoniczne nowinki z Europy.

W czasach Piotra Wielkiego szlacheckie rodziny z Moskwy niechętnie przenosiły się do nowej stolicy, robiły to pod przymusem i traktowały pewnie jak zesłanie. Jednak już w dziewiętnastym i na początku dwudziestego wieku w Petersburgu kwitło życie naukowe i kulturalne, a miasto stało się domem wielkich muzyków i pisarzy. Stolica Rosji była bardzo kosmopolityczna – tak jak onegdaj marzył Piotr, Azja łączyła się tu z Europą. W dwudziestym stuleciu historia obeszła się z miastem dość brutalnie: po wybuchu pierwszej wojny światowej z Petersburga wygnano Niemców, a nazwę zmieniono na rosyjsko brzmiący Pietrograd. W kilka lat później Petersburg stał się na kilka lat Leningradem, a jeszcze później miało miejsce prawdopodobnie najbardziej tragiczne wydarzenie w historii miasta – niemieckie oblężenie w czasie drugiej wojny światowej.

Śladami wielkich architektów, pisarzy i muzyków

Piotr Wielki chciał, żeby za sprawą Petersburga przybliżyć Rosję do Europy. Sprowadził więc zagranicznych architektów i inżynierów, tak, by odtworzyć najpiękniejsze budowle starego kontynentu. Sam podobno był wielbicielem Niderlandów, gdzie przez jakiś czas mieszkał. Zresztą za sprawą licznych kanałów Petersburg upodobnił się trochę do Amsterdamu.

Europejskie inspiracje nadawały kształt miastu również i po śmierci Piotra – charakterystyczny barokowy styl, który jest tutaj dosyć powszechny, to w dużej mierze dzieło włoskiego architekta Bartolomeo Rastrelliego. Zaprojektował on między innymi piękny kompleks Monastyru Smolnego, gdzie współcześnie znajdują się urzędy miejskie, oraz Pałac Aniczkowa. Ogólnie Rastrelli nadał charakter fasadom wielu petersburskich kamienic. Obecnie, w ramach prac rekonstrukcyjnych, przywraca się im oryginalne, różnorodne kolory.

Współcześnie Petersburg jest traktowany jak pokazowe miasto Rosji. Ze swoim niespiesznym tempem życia i artystycznym charakterem jest niejako przeciwwagą dla dynamicznej Moskwy. Dzięki swemu pięknu dawna stolica jest często traktowana jako wizytówka kraju, zwłaszcza teraz, kiedy po kilkunastu latach renowacji carskie zabytki odzyskują swój spektakularny wygląd.

Tak jak wspomniany Monastyr Smolny, wiele cerkwi Petersburga przypomina raczej katolickie kościoły – wynika to oczywiście z europejskich inspiracji. Świetnym na to przykładem jest Katedra Kazańska, którą wzorowano na rzymskiej Bazylice Św. Piotra. Wyjątkiem od tej zasady jest z kolei kolorowa świątynia Sobór Zmartwychwstania Pańskiego. Malowniczo ulokowany nad pięknym kanałem Gribojedowa, sobór nawiązuje do średniowiecznej architektury rosyjskiej. Kolorowe kopuły cebulowe przywodzą na myśl moskiewską Cerkiew Wasyla Błogosławionego, a wnętrze pokryte jest ogromnymi, niedawno odrestaurowanymi mozaikami.

Poza tym sporo w Petersburgu klasycyzmu i rosyjskiej wersji stylu imperialnego. Ja zazwyczaj szukam w miastach budowli secesyjnych, niestety, tych jest tutaj niewiele. Perełką jest stojący na rogu Nevskiego Prospektu i kanału Gribojedowa budynek Singera – interesujący budynek zwieńczony szklaną kopułą.

Uwielbiam oglądać miejsca, w których żyli i tworzyli moi ulubieni artyści. W końcu otoczenie, jego wygląd i atmosfera, mają niebagatelne znaczenie. Petersburg jest pod tym względem bardzo atrakcyjny – z łatwością można znaleźć domy, w których rzekomo mieszkał Dostojewski. Wszystkie są w jednej okolicy, w dzielnicy Sennaya. Tutaj też mieści się budynek, który prawdopodobnie był inspiracją dla siedziby Raskolnikowa ze Zbrodni i kary.

Warto dodać, że mimo całego wysiłku renowacyjnego, wiele starych kamienic jest w złym stanie. Często odnowione są tylko fasady, a w podwórkach i na klatkach schodowych widoczna jest bieda miasta i jego mieszkańców. Paradoksalnie dzięki temu łatwiej przywołać ponurą atmosferę rodem z powieści Dostojewskiego.

Spacer śladami wielkich pisarzy można wzbogacić o sąsiedztwo Puszkina. Muzeum dedykowane poecie urządzono w mieszkaniu, w których przebywał tylko przez kilka miesięcy. Ciekawą atrakcją jest zaś miejsce pojedynku, w którym twórca zginął. Krążą legendy na temat tego zdarzenia, całkiem prawdopodobnym jest, że do potyczki doszło ze względu na zdradę miłosną. Puszkin zmarł od postrzału. Na miejscu, gdzie do tego doszło, postawiono pomnik. To chyba najbardziej popularny cel wielbicieli poety, którzy chcą go uhonorować, nadal są tu przynoszone kwiaty.

Petersburskie zabytki kryją jeszcze więcej barwnych historii z życia artystów. Warto na przykład odwiedzić Teatr Aleksandryjski, pierwszy stały teatr w Rosji. Tutaj w 1896 r. wystawiono po raz pierwszy Mewę Czechowa – podobno dramat dostał druzgocząco złe recenzje.

Krążownik Aurora - turystyczna atrakcja Petersburga

Działo zabytkowego krążownika Aurora, w tle panorama Petersburga. (Fot. Justyna Kucharska)

Tylko po rosyjsku

Petersburg jest stosunkowo drogim miastem – dotyczy to cen hoteli, transportu, jedzenia. Dosyć drogie są też bilety wstępu do zabytków, zwłaszcza, że w wielu miejscach musimy zapłacić osobno za wstęp do poszczególnych atrakcji. Tak jest na przykład w kompleksie pałacowym Peterhof, gdzie pierwszy z kupowanych biletów pozwala tylko na zwiedzanie ogrodów. Ogrodów, rzecz jasna, niebywale pięknych. Ale już wstęp do pałacu (wycieczka po kilku dotąd odrestaurowanych salach), carskiego skarbca oraz każdego z pozostałych zabytków wymaga odpowiedniego, odrębnego biletu. Co więcej, czasami trudno się zorientować, w której kasie można kupić wejściówkę do interesującej nas atrakcji. Zorganizowane grupy miały w Peterhofie osobne wejście, w strefie dla indywidualnych zwiedzających dominowali turyści rosyjscy. Nawet im trudno było się zorientować, w jakiej kolejce stoją. Co więcej, niektóre kasy zamykano i otwierano w ciągu dnia, przez co ogólny chaos był ogromny. Jednak osoby rosyjskojęzyczne miały tę przewagę, że w wielu zabytkach oprowadzanie, a także pisemne informacje, były tylko po rosyjsku.

Co więcej, niekiedy obcokrajowcy z zasady płacili za wstęp więcej, a mimo to nie czekała dla nich anglojęzyczna informacja. Tak było na przykład na krążowniku Aurora. Do dziś mam wrażenie, że stało się tam coś nie do końca legalnego. Otóż w przewodniku było napisane, że okręt można zwiedzać od określonej godziny za darmo. Przyszłyśmy tak kilka minut po przewidywanej godzinie otwarcia i zastałyśmy taki oto widok: wejście było zamknięte, a przed nim stała już spora grupka rosyjskich turystów. Ustawiłyśmy się w kolejce, by po kilku minutach pojawił się starszy pan, który wejście otworzył i przedstawił następujące zasady: bilet normalny – 100 rubli, bilet ulgowy – 50 rubli, innostrańcy – 300 rubli. Po tym, jak wszyscy uiścili odpowiednie opłaty, nastąpiło oprowadzanie. Rzecz jasna po rosyjsku. Całkiem z resztą ciekawe, bo jak się okazało, pan był z Aurorą związany zawodowo od czasów wczesnej młodości.

Ku naszemu zaskoczeniu oprowadzanie miało ciąg dalszy: konspiracyjnym tonem przewodnik zaproponował, że jeżeli zapłacimy drugi raz tyle samo, zejdziemy pod wodę, do maszynowni. Przekroczyliśmy więc drzwi z rosyjskim i angielskim napisem Staff only i zeszliśmy do serca maszyny parowej.

Angielskich informacji brakowało też chociażby w więzieniu przerobionym na muzeum w twierdzy pietrogradzkiej. Zarówno w czasach caratu, jak i rewolucji, trzymano tam więźniów politycznych – w pierwszym przypadku byli to między innymi komunistyczni konspiratorzy, w drugim carscy oficerowie. Nota bene w więzieniu osadzony był również wspominany wcześniej Fiodor Dostojewski. Współcześnie w tym interesującym muzeum przedstawiono przy drzwiach do cel biografie byłych więźniów. Niestety, wersja rosyjska zajmowała zazwyczaj cztery piąte strony, a na dole widniała dwuzdaniowa wersja angielska.

Z pewnością osoby, które znają język rosyjski, będą mogły skorzystać z wyjazdu do Petersburga dużo bardziej. Podobno żeby poradzić sobie w codziennych rozmowach, wystarczy mówić po polsku z fantazją. Warto jednak przyswoić sobie alfabet, chociażby żeby przejść przez muzealne opisy.

Rękawiczki z wełny psa

Oglądałam kiedyś radziecki film, w którym tłem dla romantycznej historii była sowiecka urbanistyka. Otóż pijany bohater niepostrzeżenie przenosi się z Moskwy do Leningradu, niczego nieświadomy podaje taksówkarzowi swój moskiewski adres. Dojeżdża na osiedle identyczne jak to moskiewskie, nawet blok w środku taki sam. Ba, klucz pasuje do zamka. Mieszkanie też urządzone tak samo jak jego – rzucono niedawno jeden typ meblościanki na cały kraj. Kiedy bohater trzeźwieje, okazuje się, że zgadza się wszystko oprócz miasta, a mieszkanie należy do bohaterki granej przez piękną Barbarę Brylską.

Polecamy >> Instrukcja obsługi ruskiej prowincji

Architektoniczny socrealizm dominuje na przedmieściach, ale jest widoczny także w historycznym centrum Sankt Petersburga, a jakże. To jednak głównie pojedyncze budynki między klasycystycznymi kamienicami. Marzyłam więc o wyprawie na blokowisko zaprojektowane tak, jak w opisywanym filmie. Niestety nie starczyło nam czasu na specjalnie temu poświęconą wycieczkę, ale wyprawa na osiedlowe rubieże miasta miała miejsce. Celem były bazar staroci na północy miasta, który odbywa się w weekendy. Czytałam o nim na internetowych forach, była też krótka wzmianka w przewodniku Lonely Planet. W tym ostatnim napisano tylko, żeby wyjść ze stacji metra i iść za tłumem.

Niestety tłum się rozpierzchł w różnych kierunkach, a w pobliżu widziałyśmy tylko stoiska z wielkimi bawełnianymi majtkami, skarpetami frotte i innymi dobrami. Kilka zapytanych osób nie wiedziało, gdzie jest targ staroci, ale życzliwie opowiedziało, że przyjeżdżają tu z innych blokowisk, żeby kupić owoce i warzywa.

Po dalszym rekonesansie znalazłyśmy kolejne targowisko. Na nim też królowały chińskie tekstylia, ale gdzieniegdzie pojawiały się stoiska z militarnymi pamiątkami, płyty z rosyjskim porno w bardzo jednoznacznych okładkach, a także poszukiwane przez nas starocie. Aż nareszcie te ostanie zaczęły dominować.

Jeśli wierzyć sprzedawcom, na stoiskach dostępne były zarówno sowieckie, jak i przedrewolucyjne przedmioty. Samowary w wielu rozmiarach, miedziane uchwyty do szklanek, filiżanki, łyżeczki, figurki. Stylowe buciki w stylu lat dwudziestych oraz sowiecki vintage. Historia Petersburga w pigułce. Rozglądałam się głównie za stylowymi uchwytami do szklanek, ale ostatecznie naszą uwagę przykuły dwie kobiety. Jedna z nich – w średnim wieku – oferowała produkty zupełnie nowe, a do tego własnoręcznie zrobione. Były to rękawiczki z wełny psa: niezwykle miękkie i z pewnością idealne na zimę. Druga interesująca kobieta handlowała drobiazgami, głównie znaczkami, sztućcami itp. Jedyny cenny przedmiot w jej kolekcji to piękny, zabytkowy telefon – rzekomo onyksowy. Cena telefonu była dość wysoka (chodź pewnie adekwatna do jego uroku), więc pewnie jeszcze przez długi czas ten piękny przedmiot będzie ozdobą stoiska z drobnymi pamiątkami.

Mroźna Wenecja

Petersburg oferuje piękną architekturę i kulturę na bardzo wysokim poziomie, chyba jest jeszcze coś, co składa się na jego urok. Moim zdaniem to właśnie położenie. Tym miejscem wzgardzili inni osadnicy – miasto leży nad ujściem rzeki Newy, tuż przy Zatoce Fińskiej. Jest ulokowane zarówno na stałym lądzie, jak i na kilku wyspach. Z tym oczywiście wiązała się potrzeba wybudowania słynnych mostów, które dziś widnieją na koszulkach dla turystów jako symbol miasta.

Oprócz tego, że Petersburg przedzielony jest rzeką, wykopano dodatkowo o kanały. Podobno było to konieczne, żeby przystosować wilgotne bagna pod planowaną zabudowę. Dzięki temu zabiegowi miasto ma coś z uroku Wenecji czy Amsterdamu, można tu mieć poczucie, że natura i urzekająca architektura idą ze sobą w parze.

Niestety takie warunki przyrodnicze nie służą zdrowiu mieszkańców, zdaniem lekarzy duża wilgotność powietrza sprzyja powstawaniu chorób reumatycznych. Można się też domyślać, że wyzwaniem jest życie na tej szerokości geograficznej w zimie. W lecie ogromną atrakcją Petersburga są białe noce. W czasie, kiedy przypadają, hotele podnoszą ceny noclegów, odbywają się festiwale, miasto żyje przez całą dobę.

Leningrad, Petersburg

Od czasu do czasu w Polsce wywiązuje się dyskusja nad pozostałościami epoki socjalistycznej, jak na przykład pomnikiem Czterech Śpiących na warszawskiej Pradze. W Petersburgu ślady po komunistycznej historii są wplecione w miejski obrazek. Mieszkałyśmy w pobliżu Placu Lenina: to tutaj, na Dworcu Fińskim, przywódca rewolucji przemawiał do ludu po raz pierwszy po powrocie z wygnania. Na placu stoi nadal pomnik, na którym uwieczniono, jak Lenin zwraca się w kierunku Starego Miasta. Zaś ozdobą lokalnej stacji metra jest wielka mozaika z wodzem w podobnej pozie.

To z resztą nie jedyne wizerunki komunistycznego przywódcy w mieście, a gdzieniegdzie można się także natknąć na pomniki Dzierżyńskiego czy Siergieja Kirova. Na jednej ze stacji metra króluje z kolei motyw sierpa i młota, pamiątką komunistycznej historii jest też wspomniany krążownik Aurora.

Petersburg był tłem burzliwych wydarzeń historycznych i został dotkliwie naznaczony przez historię. Mimo że współcześnie nie jest stolicą, także i dziś mają tu miejsce zdarzenia natury politycznej. Nie chodzi tylko o to, że Władimir Putin pochodzi z tego miasta. W Petersburgu realizowano kilka akcji grupy artystycznej Wojna, związanej ze słynnymi od niedawna aktywistkami z Pussy Riot. Najsłynniejszą chyba akcją było namalowanie gigantycznego członka na moście zwodzonym Liteiny – kiedy most się podniósł, podniósł się także wielki penis skierowany w stronę dawnej siedziby służb bezpieczeństwa. Okazjonalnie też w mieście organizowane są zgromadzenia kontestatorów władzy.

Dzisiejszy Petersburg różni się od Moskwy – w stolicy ludzie żyją szybciej, wielu ludzi przyjeżdża tam, żeby się wzbogacić. Nierówności społeczne są ogromne, nie brakuje ludzi bajecznie bogatych. W Petersburgu życie płynie trochę wolniej. Można usłyszeć głosy, że po upadku komunizmu poziom życia wielu znacząco się pogorszył. Rzeczywiście, mimo wielu inwestycji i renowacji zabytków, bieda jest tu widoczna.

A jednak w mieście zaobserwować można gdzieniegdzie coś na kształt rosyjskiego dolce vita: sporo tu stylowych kawiarni, restauracji. Nadal ważnym elementem życia metropolii są świetne teatry. W centrum Sankt Petersburga spotkać można pięknych, bardzo dobrze ubranych ludzi. Mimo wysokich cen miasto przyciąga wielu turystów. Co więcej, znów odczuwalny jest powiew kosmopolityzmu – głównie za sprawą organizowanych tutaj międzynarodowych konferencji i zjazdów.

Władimir Putin traktuje Petersburg jako miasto pokazowe, tutaj na przykład odbywał się szczyt G20 we wrześniu 2013. Współcześnie to bardzo czarujące miasto. Oczywiście często słyszy się historie o dyskryminacji migrantów, gnębieniu homoseksualistów. Materialny poziom życia wielu mieszkańców nie jest satysfakcjonujący. A jednak to miasto ma urok, którego nie doświadcza się często. To rzeczywiście intrygujące spotkanie dwóch kontynentów.

Justyna Kucharska


Komentarze: 2

Ewa 1 lipca 2014 o 11:54

Ostatnie 5 miesięcy mieszkałam w Petersburgu i z pewnym rozbawieniem czytałam o zaskoczeniu brakiem j. angielskiego dla obcokrajowców, skoro płacą więcej – nie płaci się więcej, żeby dostać angielskiego przewodnika. Płaci się więcej dla zasady, po prostu – cena dla obcokrajowców ;)

„Okazjonalnie też w mieście organizowane są zgromadzenia kontestatorów władzy.” – tak, i po niecałych 5 minutach są pakowane do autobusów i wiezione do aresztu. Takie akcje są i tak rzadkie, ostatnio było to jakoś na początku marca w związku z Ukrainą.

Odpowiedz

Black 21 września 2014 o 13:04

Chciałbym kiedyś odwiedzić SP, miasto jest na szczycie moich życzeń, ale chyba poczekam aż się trochę sytuacja uspokoi ;)

Odpowiedz