18 stycznia 2010

Rowerem przez Saharę – rozmowa z Anną Grebieniow

Anna Grebieniow i Marcin Lajborek - uczestnicy drugiego etapu Afryki Nowaka. (www.afrykanowaka.pl)

O podróży rowerem przez Saharę, libijskiej gościnności, wszystkowidzącej tajnej policji i Wigilii na pustyni opowiada Anna Grebieniow, uczestniczka drugiego etapu Afryki Nowaka.

- Kilka dni temu wróciłaś z Afryki. Jak było?

- Co za pytanie;) Jakże mogło być na pustyni i do tego w fajnym towarzystwie – cudnie. Przestrzennie, przygodowo, pozytywnie, kolorowo, zaskakująco. No ale, nie ukrywam, czasem też męcząco. Jednakże to było pozytywne zmęczenie, takie, jakie odczuwa się np. podczas długiej, górskiej wędrówki. Kocham w pustyniach to, że jest ta niczym nie ograniczona przestrzeń, dzicz, surowość. Taki bezwzględny świat pozwala zmierzyć się z własnymi siłami, wytrzymałością, uczy pokory. Jak dla mnie to w pustyni jest coś ubogacającego i tak właśnie było – każdy kilometr uczył nas czegoś o samej Saharze oraz o nas samych.

– No właśnie – pustynia i rower. Jakoś nie trzyma mi się to kupy. Jak daliście radę i jakie były największe przeszkody w pokonaniu Sahary na dwóch kółkach?

- Jazda rowerem przez pustynię może faktycznie brzmieć trochę abstrakcyjnie. Okazało się jednak, że Sahara nadaje się na podróżowanie rowerem. Często myślimy o pustyni jako o morzu grząskich piachów, podczas gdy piachy to jedynie kilkanaście procent powierzchni Sahary. Resztę stanowi podłoże żwirowe, kamieniste, skaliste, magmowe… Nasze rowery były bardzo mocne i wyposażone w doskonałe terenowe opony, dzięki temu mogliśmy porywać się na najbardziej niegościnną nawierzchnię, jak na przykład pumeksową, spękaną lawę wulkanu. Po spuszczeniu części powietrza z kół dało się jechać nawet po łachach piachu.

Gdzieś na trasie, w trakcie jednej z burz piaskowych. (www.afrykanowaka.pl)

Najgorsze było to, że łańcuchy dostawały w kość, piasek bardzo je zanieczyszczał, od naprężeń również się rozciągały i utrudniało to jazdę. Wyobraź sobie, że jedziesz pedałując z dużym wysiłkiem, pod wiatr, po skale a tu łańcuch ślizga się po zębatkach, przeskakuje – tracisz pęd, czasem uderzasz kostką w pedał bo noga się zsuwa i od nowa rozpoczynasz zmaganie z przeszkodą a otarta skóra szczypie. To czasem naprawdę denerwowało ale na krótko. Piękne widoki i wieczorne ogniska wynagradzały wszystkie trudy. Mnie czasem trudno jechało się po grząskim piachu, zwłaszcza, gdy wiatr zacinał z boku. Na szczęście koledzy osłaniali mnie wówczas od nawietrznej i wtedy jechało się łatwiej. No właśnie, to było piękne, że byliśmy tam drużyną i czuło się wzajemne wsparcie i pomoc w trudnych chwilach.

– Biliście życiowe rekordy jeśli chodzi o przejechany dystans. Niejednokrotnie w ciągu dnia pokonywaliście po sto i więcej kilometrów. Długo trwały przygotowania do wyprawy?

- W moim przypadku udział w wyprawie był bardzo spontaniczny, o możliwości uczestniczenia w tym przedsięwzięciu dowiedziałam się 2,5 tygodnia przed wyjazdem, gdy dostałam od Dominika sms-a z taką propozycją. Proces decyzyjny nie trwał długo, musiałam tylko zorientować się jak z finansami. Potem pożyczyłam od brata rower, żeby choć coś potrenować i pojeździć trochę po mieście. Kolega zasugerował mi siłownię, żeby nabrać kondycji i nie paść po pierwszym etapie;) Jak trener usłyszał, że jadę zaraz na Saharę rowerem to złapał się za głowę, powiedział, że teraz to powinnam zaczynać odpoczynek potreningowy a nie trening. Ale potem przez 10 dni przychodziłam na intensywne ćwiczenia rozciągające, myślę, że dzięki temu ominęły mnie kontuzje na miejscu.

To chyba tyle z moich osobistych przygotowań. Sprawy logistyczne były już dopięte wcześniej przez pozostałych członków ekipy, ja, tak jak wspomniałam załapałam się na tak zwane last minute. Musiałam tylko zrobić tak zwaną arabizację paszportu, aby dostać wizę. Potwierdzenie otrzymania wizy doszło na dzień przed moim wylotem.

Strony: 1 2 3
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Grzegorz Król

Grzegorz Król

Pod koniec ubiegłego stulecia pojechał lądem z Rzeszowa do Kathmandu. Tak mu zostało. Czasem pstryka zdjęcia, które wrzuca tu: crullu.com
Podobne artykuły
Libia: Stary Salah wspomina spotkanie z Nowakiem

Libia: Stary Salah wspomina spotkanie z Nowakiem

Spotykamy Salah Ali Badrana, który mając 8 lat spotkał Kazimierza Nowaka. Nasz towarzysz cieszy się z tego spotkania w równym stopniu jak my. ...
Kazimierz Nowak zasługuje na tę wyprawę – rozmowa z Jakubem Pająkiem

Kazimierz Nowak zasługuje na tę wyprawę – rozmowa z Jakubem Pająkiem

O tym jak fantastycznym facetem był Kazimierz Nowak, jego samotnej wyprawie przez Czarny Ląd i trwającej właśnie rowerowej sztafecie, która ma uczcić wyczyn sprzed osiemdziesięciu lat opowiada Jakub Pająk, jeden z pomysłodawców i organizatorów Afryka...
Libia: Marszu potępieńców dzień drugi

Libia: Marszu potępieńców dzień drugi

Przed nami olbrzymia 200-stu metrowa potężna wydma, którą na szczęście omijamy. Dowiedzieliśmy się, co to znaczy brnąć przez piach z rowerem wyładowanym tobołami. Znamy widok martwego wielbłąda i jego leżącego na piasku szkieletu wysuszonego ze skórą...
Libia: Wjeżdżamy w hamadę, hamada wjeżdża w nas

Libia: Wjeżdżamy w hamadę, hamada wjeżdża w nas

Po tej otwartej przestrzeni hamady, martwej i skalistej, praktycznie nieustannie przetaczają się niczym niezatrzymywane masy powietrza pędzone przez wiatr z zawrotną prędkością. Szaleją sztormy i huragany. Czemu zawsze w kierunku przeciwnym do naszeg...

Komentarze: 1 »

  • Aleksandra

    Aniu,nigdy nie zapomne Twojej WYJATKOWOŚCI…Pamietam ,jak do Kościoła na Mszę, zabierałaś szczura ,który chował się w Twoim rekawie..Pozdrawiam..pani Ola …piętro wyżej…

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele