Rastafari. Ostatni monarchiści


Roman Husarski

Tagi: ,

Gdy książę Ermias Sahle-Selassie wylądował w Kingston na lotnisku przywitał go tłum ludzi w dredach, przystrojony w trójkolorowe etiopskie barwy i trzymający portrety dziadka Ermiasa – Hajle Syllasje I.

Hajle Syllasje I odwiedził Jamajkę 21 kwietnia 1966 roku. Dziś rastafarianie na całym świecie czczą ten dzień i porównują go z biblijnym wjazdem Chrystusa do Jerozolimy. To właśnie wiara w boskość króla Etiopii, którego imię sprzed koronacji brzmiało Ras Teferi stanowi fundament tożsamości rasta. Jednak świat pomylił ich z hipisami.

Niech żyje król!

Początki istnienia ruchu należy szukać w twórczości panafrykańskiego aktywisty Marcusa Garveya (1887-1940). Jamajski mówca zasłynął na początku XX wieku ze swoich ognistych, antykolonialnych i antyrasistowskich przemówień. W wydawanej przez siebie gazecie Negro World starał się przywrócić dumę czarnoskórym mieszkańcom Ameryki. Postulując hasło Afryka dla Afrykanów był jednym z założycieli kompanii morskiej Black Star Line, której jednym z celów miało być umożliwienie powrotu czarnoskórym do ziemi swoich ojców. W rzeczywistości żaden ze statków Garveya nigdy nie dotarł do Czarnego Lądu. Jego polityczną i przedsiębiorczą karierę w Stanach ukróciły oskarżenia o korupcje i oszustwa, zakończone procesem oraz dwuletnim pobytem w więzieniu.

Po tej porażce Marcus Garvey w 1927 roku wrócił na Jamajkę, gdzie kontynuował swoją działalność oratorską, która z roku na rok nabierała co raz bardziej mistycznego charakteru. Jego przepowiednia o dniu odkupienia, który nadejdzie, gdy na skroniach czarnego króla zabłyśnie korona spełniła się 2 kwietnia 1930 roki, gdy Ras Tefari Makonen został koronowany na cesarza Etiopii. Garvey głosił, że zarówno Maria i Jezus byli czarni, a pierwsi rastafarianie obwołali Hajle Syllasje nowym Chrystusem i zbawcą. W przekonaniu tym utwierdziło ich kilka faktów.

Po pierwsze Etiopia jako jedyny afrykański kraj skutecznie opierała się europejskiej supremacji. W 1896 roku spektakularnie pobiła łakomych na ich bogactwa Włochów. Po drugie, wyższe siły wydawały się legitymizować władzę nowego króla. Jego rodowód miał sięgać samego Salomona. Zaś królewskie imię oznaczało w języku amharskim Potęgę Trójcy. Wokół pałacu krążyły też plotki o cudach i niesłychanej wiedzy biblijnej władcy. Po trzecie, rastafarianie lubowali się w cytatach z Biblii (przede wszystkim z Apokalipsy) mających potwierdzić ich przekonania. Wielkie znaczenie zdobyła też, wypełniona proroctwami karaibska książka Holy Pipy, która przedstawiała Etiopczyków jako naród wybrany przez Boga.

Sam Marcus Garvey został obwoływany przez rastafarian prorokiem, a nawet nowym Janem Chrzcicielem. Osobiście pozostawał sceptyczny wobec nowego ruchu, podkreślając dalej kluczowe znaczenie powrotu do Afryki. Pod koniec życia Garvey nawrócił się na rzymskim katolicyzm.

Hajle Sellasje, gorliwy wyznawca Etiopskiego Kościoła Prawosławnego (jednym z jego tytułów był Obrońca wiary), również oficjalnie dementował swoją boskość. Dopiero w 1966 roku cesarz zdecydował się odwiedzić Jamajkę. Ponad sto tysięcy rastafarian z całej wyspy oblegało lotnisko uniemożliwiając władcy wyjście z samolotu. Interweniować musiała starszyzna rasta, z którą Hajle Sellasje spotykał się już wcześniej w Etiopii.

Podczas wizyty na Jamajce jeden z senatorów zapytał etiopskiego władcę, kiedy zamierza powiedzieć rastafarianom, że nie jest bogiem. Ten miał odpowiedzieć: Kim jestem by burzyć ich wierzenia? Nawet śmierć cesarza spowodowana komunistycznym przewrotem w Etiopii, którą barwnie, lecz z elementami fantastycznymi opisał w swojej książce Ryszard Kapuściński, nie podważyła głębokiej wiary wspólnoty. Choć niektórzy, łącznie z Bobem Marleyem i jego rodziną, nawrócili się na chrześcijaństwo obrządku etiopskiego – zresztą po przez misjonarzy wysłanych przez samego Króla Królów.

Spal Babilon

Wizyta Hajle Sellasje na Jamajce była nie tylko znacząca w kontekście duchowym, ale również politycznym, nadając ruchowi rasta zupełnie nowy kierunek. Podczas prywatnej audiencji z przedstawicielami mesjanistycznej społeczności, cesarz miał powiedzieć by nie wyjeżdżali do Etiopii dopóki Jamajka nie będzie prawdziwie wolna. Nowy slogan Wyzwolenie przed reemigracją (ang. liberation before repatriation) sprawił, że do tej pory w dużej mierze zamknięta i odizolowana wspólnota, zaczęła udzielać się społecznie – głównie poprzez muzykę. Rastafarianie w swojej twórczości przede wszystkim potępiali instytucjonalny rasizm, kolonializm, policyjną i uliczną przemoc, analfabetyzm, brak moralności, odejście od natury i nierówności społeczne. Duchową odnowę miał dawać etiopski władca. Według rastafarian, to Hajle Sellasje, nie brytyjskiej królowej, Jamajczycy winni oddawać cześć.

Nie było im łatwo dotrzeć ze swoim przekazem do szerszego grona odbiorców. Społeczeństwo jamajskie było w dużej mierze negatywnie ustosunkowane do ruchu, którego przedstawicieli postrzegano jako wyrzutków i wywrotowców – którymi, co trzeba podkreślić, poniekąd byli. Specyficzna fryzura rasta była niezwykle negatywnie odbierana przez większość Jamajczyków. Zapuszczając dredy, sami zainteresowani wskazywali na starotestamentowe śluby nazireatańskie, których celem było całkowite oddanie się Bogu i które nakazywały powstrzymywanie się od przycinania włosów. Dodatkowo fryzura ta symbolizuje Lwa Judy.

Polecamy: Jadąc przez Somaliland [ZDJĘCIA]

Dystans spowodowany był też różnicami językowymi. Na Jamajce funkcjonuje zarówno angielski, jak i patois – język kreolski na bazie angielskiego z wpływami afrykańskim. Większość rastafarian wywodząc się z biedoty używała właśnie patois, który uległ dalszym modyfikacjom. Rasta wierzyli, że język kształtuje rzeczywistość, dlatego postarali się dostosować go do własnej filozofii. Najlepszym tego przykładem jest używanie zaimka osobowego Ja (ang. I) związanego z filozofia Ja i Ja (I&I), która podkreśla przynależność mówiącego do wyższej boskiej sfery, której jest częścią. Również niektóre słowa, by podkreślić ich duchową wartość, zyskały przedrostek Ja. W ten sposób słowo eternal (pl. nieśmiertelny) zmieniło się w Iternal, brethren (pl. bracia) stało się Idrin itd.

Rastafarianie byli od początku napiętnowani. Ich muzyka była cenzurowana i nie dopuszczana do radia. Policja wielokrotnie napadała oraz niszczyła farmy i komuny rastafarian. Członkowie ruchu byli wtrącanie do więzienia pod pozorem posiadania „niebezpiecznego narkotyku” marihuany i przymusowo goleni. Niektórzy wbrew własnej woli byli umieszczani w domach psychiatrycznych. Sytuacja uległa zmianie dopiero po sukcesie Boba Marleya, który doprowadził również do złagodzenia wizerunku rasta wśród Jamajczyków. Choć należy pamiętać, że do dziś rastafarianie nie stanowią więcej niż dwa procent populacji wyspy.

Zielony sakrament

W oczach europejskich obserwatorów rasta kojarzą się praktycznie wyłącznie z marihuaną. Rastafarianie uczynili z konopi swoją ideologiczną broń. Jednak święte ziele nigdy nie było głównym elementem ruchu. Konopie indyjskie były powszechnie palone przez biedotę jamajską na długo przed popularnością ruchu. Do powszechnego łączenia rastafari z marihuaną przyczynił się przede wszystkim Bob Marley. W 1974 roku ukazała się reedycja albumu Catch a fire, na okładce którego wydawcy umieścili słynne zdjęcie, na którym muzyk pali wielkiego skręta. W pierwszym wydaniu nie było zdjęcia Marleya. Nic dziwnego, że w kontestującej Ameryce reedycja albumu okazała się gigantycznym sukcesem.

W rzeczywistości obecnie część rastafarian marginalizuje znaczenie marihuany. W dużej mierze z powodu szkodliwych w ich przekonaniu wyobrażeń i stereotypów, które trywializują oraz przesłaniają główne idee ruchu. Należy dodać, że wielu członków rastafari otwarcie krytykuje używanie marihuany poza celami rytualnymi. Słynny dubowy poeta i radiowiec Mutabaruka, który osobiście nie pali, mówił nawet podczas międzynarodowej konferencji rastafari, o potrzebie zachowania surowej dyscypliny w stosunku do ganji.

O tym, że rastafari to nie religia marihuany przekonał się Calvin Broadus Jr. znany powszechniej pod pseudonimem Snoop Dog. W 2013 roku artysta ogłosił światu, że podczas swojej wizyty na Jamajce nawrócił się na rasta i od teraz będzie występował pod nowym pseudonimem Snoop Lion. Konwersji towarzyszył nowy album i film dokumentalny pt. Reincarnated (tłum. Odrodzony). Wątpliwość w szczere intencje rapera wyraził Bunny Wailer, jedyny żyjący założyciel zespołu The Wailers, oskarżając go o marketingowe wykorzystanie symboliki rastafari i nie spełnianie moralnych wymogów ruchu. Bardziej dobitne było oświadczenie Milenijnej Rady Rasta (Rasta Millennium Council), której kwintesencją były słowa: To nie palenie marihuany i słuchanie muzyki Boba Marleya określają człowieka jako członka ruchu rastafari. Zupełnie analogiczna sytuacja spotkała Polaka, których chciał założyć Kościół Uwolnionych Rasta, by w celach religijnych konsumować konopie. Jego obwieszczenie na Youtube spotkało się z krytyką polskich rastafarian.

Wielu zapomina, że członkowie rastafari używają marihuanę jako lek (jako pierwsi popularyzowali wiedzę o leczniczych właściwościach konopi) i sakrament, a także są zdecydowanymi przeciwnikami innych substancji odurzających. Kierując się biblijnym przekonaniem o ciele jakoś świątyni odrzucają zazwyczaj nie tylko tzw. twarde narkotyki, ale też tytoń, kawę i alkohol.

Walcz o swoje prawa!

Dla wielu ruch rastafari kojarzy się hipisowskim hasłem „pokój i miłość”. W ujęciu rastafari maksyma dzieci-kwiatów znaczy jednak zupełnie coś innego. Rastafarianie nigdy nie postulowali wolnej miłości, podkreślając wagę związków monogamicznych. Choć wielu artystów nawołuje do pokoju na świecie i do odrzucenia przemocy to postawa rastafarian nie wyklucza jej całkowicie. Niektórzy członkowie rastafariańskich ruchów na Jamajce, takich jak Black Youth Faith, potrafili być też agresywni. Jak śpiewał Peater Tosh, słynny frontment The Wailors: Nie chcę pokoju, chcę sprawiedliwości i równych praw.

W wielu utworach reggae kultywuje się postawę waleczności i nieustępliwości. W muzyce rastafari, prędzej niż o Martinie Lutherze Kingu usłyszymy o legendarnych afrykańskich wojownikach takich jak Zulus Czaka i o zwycięstwach Etiopii nad Włochami.

Sam Bob Marley nie odrzucał całkiem przemocy. W swojej muzyce przede wszystkim nawoływał do walki i przeciwstawianiu się opresji. W 1979 roku wydał album Survival – utworem Zimbabwe wokalista udzielał poparcia partyzantom walczącym w Rodezji. Utwór stał się hymnem całego panafrykańskiego ruchu. Muzyka reggae z twórczością Marleyem na czele towarzyszyła protestom i wszystkim tym, którzy uważali się za prześladowanych na całym świecie. Karaibskie dźwięki wybrzmiewały zarówno na placu Tienanmen, podczas upadku muru berlińskiego, jak i pośród komunistycznych partyzantów z Ameryki Łacińskiej.

Muzyka serca

Zarówno popularna kultura, jak i rząd Jamajki zrobili dużo by zmarginalizować społeczne i rewolucyjne aspekty ruchu rastafari. Wizerunek kolorowych afrykańskich cyganów dobrze sprzedaje się jako towar eksportowy i inspiruje zachodnie subkultury młodzieżowe. W spotach reklamowych wyspy zawsze pojawiają się „rastafarianie” i pozytywne dźwięki muzyki reggae. Tworzy się mit „rajskiej wyspy”, pełnej uśmiechniętych tubylców, który choć nie mają za wiele wspólnego z rzeczywistością to ściąga rok w rok rzesze białych turystów. Ironią jest fakt, że jednym z głównych postulatów ruchu przez lata było opuszczenie tropikalnej wyspy – do dziś część rasta emigruje do Afryki.

Promocyjna propaganda Jamajki wpłynęła również na postrzeganie wielu złożonych zjawisk społecznych na wyspie jako związanych z rastafari. W oczach postronnego obserwatora kultura reggae niewiele różni się od świecącej triumfy na Jamajce, pełnej seksualnych kontekstów i przemocy współczesnej kultury dyskotekowej. Pomimo, że ta powstawała w kontrze do prezentowanych przez rastafari wartości.

Tymczasem rasta dalej nawołują do protestu i duchowego przebudzenia pod sztandarem Cesarza. Na całym świecie. Nawet w Polsce aktywnie działa Polska Wspólnota Rastafari głosząc chwałę Hajle Syllasje. Pod koniec swojej wizyty na Jamajce Ermias Sahle-Selassie wydawał się zawstydzony czcią jaką był otoczony, ale i niemniej wzruszony. Książę dobrze wie, że nie ma dziś większych obrońców jego rodu niż, wśród rastafarian.

Roman Husarski


Bob Marley kiedyś powiedział „My home is in my head, my home is always where I am” i tego się trzymam. Zapraszam na mojego bloga.

Komentarze: 11

Sebastian11 stycznia 2017 o 20:54

Artykuł ciekawy i nieźle napisany, niemniej Autor nie wspomina o tym, że Hajle Syllasje był nie tylko wielkim ideowym przywódcą Afrykańczyków, ale także despotą i fanatykiem, prawdopodobnie mordercom politycznym, a jego umiłowanie wolności było tak wielkie, że dławił przejawy ruchów niepodległościowych w Erytrei , a także wg niektórych źródeł masowo mordował ludność cywilną w tym kraju. Dlaczego?

Ale poza tym – fakt, marginalizacja podstawowych założeń ruchu rasta to ciekawe i smutne zagadnienie.

Pozdrawiam,

S.

Odpowiedz

    Roman Husarski12 stycznia 2017 o 6:21

    Bo to artykuł o rastafari a nie o Hajle Syllasje. Zresztą jest to postać lekko mówiąc trochę trudniejsza w ocenie niż kilka przytoczonych tu sloganów.

    Odpowiedz

Sebastian12 stycznia 2017 o 16:47

To nie są slogany, przynajmniej część z tego to fakty, jakkolwiek niewygodne dla rastafarian by nie były. Nie twierdzę, że to postać w ocenie łatwa, bynajmniej. Nie twierdzę, że jednoznacznie zła. Jednak przez rastafarian Hajle jest przedstawiany jako wspaniały ideolog, genialny władca, odnowiciel wzniosłych idei, etc, podczas gdy zapominają oni o wielu niewygodnych faktach. I jest to taka samo zakłamana propaganda jak ta, w której Jamajka przedstawiona jest jako ‚rajska wyspa’, zaś rasta jako naćpani dredziarze z dancehallowych dyskotek. Warto o tym pamiętać, tak myślę.

Odpowiedz

Roman Husarski13 stycznia 2017 o 6:35

Rządy Hajle Syllasje nie są łatwe w ocenie i dobrze, że też zwróciłeś uwagę też na ciemną stronę. Spojrzenie rasta jest w dużej mierze religijne więc ten sam fakt przenosi dyskusję na zupełnie inną płaszczyznę. Ale spójrzmy, jak idea Króla Królów działa jako etiopski soft power. Jeden z moich etiopskich przyjaciół mówił mi, że gdziekolwiek się w Afryce nie pojawi, ludzie kojarzą jego kraj po przez HS i wychwalają go pod niebiosa, mówią o zniesieniu niewolnictwa, afrykańskiej unii, obronie kraju przed włochami itd. – oczywiście kontrastuje to z zażartą dyskusją w samej Etiopii, ale wizerunkowo służy jej znakomicie.

Mówienie o Hajle, że był fanatykiem i despotą to są slogany, które łatwo rzucać nie patrząc na kontekst (modele władzy w Afryce), sytuacje geopolityczną i wewnętrzną kraju. Król zaczynał jako monarcha absolutny i wiele zrobił by zmodernizować swój kraj. Trzeba spojrzeć jak potoczyła się historia kraju po upadku monarchii i jak słaba jest Etiopia dziś. Nie jest łatwo rządzić tak wieloetnicznym imperium, zawsze ktoś będzie przegranym i nic tak ekonomicznie nie zrujnowało Etiopii jak utrata Dżibuti i Erytrei. Osobiście kusi mnie by popełnić jakiś tekścik o rządach HS, jak i teologii rastafari – zobaczymy, jak będzie z czasem.

Pozdr.

Odpowiedz

Sebastian13 stycznia 2017 o 17:28

Fajna dyskusja, pozwolę się znowu odnieść – to, że w Afryce HS jest postrzegany tak jak jest postrzegany wcale nie zmienia wielu niewygodnych faktów. Podobnie postrzegany w Afryce jest Kadafi – postać zresztą równie trudna w ocenie i też nie jednoznacznie zła – co nie zmienia faktu, że był on despotą i fanatykiem.

Nie mogę się zgodzić, że HS nie był fanatykiem i despotą, tylko z uwagi na fakt, że Mobutu z DRK czy Omar Bongo z Gabonu (żeby rzucić najbardziej wyraziste przykłady w skali kontynentu) czy Marjam (w skali kraju) byli od niego gorsi. To tak jakby mówić, że Hitler nie był despotą, bo Stalin był gorszy; Somoza nie był despotą, bo Khmerzy byli gorsi, etc…Despotyzm to despotyzm, a zamordyzm to zamordyzm i należy go nazywać po imieniu, tak uważam, nawet jeżeli despotycznej władzy towarzyszą pewne pozytywne aspekty.

Faktem jest, że modele władzy w Afryce były jakie były, są jakie są i osobowości pokroju Lumbumby czy Nkrumaha były raczej wyjątkiem niż regułą, ale wydaje mi się, że znacznie trudniej było ograniczać zamordyzm i wprowadzać – nazwijmy to ogólnikowo – demokrację w postkolonialnych krajach Afryki Zachodniej i Centralnej, niż w Etiopii. Za małą mam wiedzę, żeby ferować wyroki, ale wydaje mi się, że HS mógł wykorzystać władzę którą miał w danym miejscu i czasie znacznie lepiej, ale wolał pozostać Królem Królow i Cesarzem niż reformatorem z prawdziwego zdarzenia.

Zdaje sobie zresztą sprawę, że nawet przy zamordyzmie który panował w Etiopii nie udało się uniknąć zamachów stanów, etc, więc może i inne sprawowanie władzy tam byłoby niemożliwe…co faktu nie zmienia, że zamordyzm w Etiopii był, a za tym stanem rzeczy stał właśnie HS, więc wychwalanie go jako Mesjasza moim zdaniem można usprawiedliwić tylko brakiem odpowiedniej wiedzy.

Pozdrawiam,

S.

Odpowiedz

Karol15 stycznia 2017 o 12:03

Czy Jego Cesarski Majestat Hajle Syllasje I był despotą? Nie mamy podstaw by tak sądzić. Etiopia była monarchią absolutną w tamtym okresie i nie ma żadnych przesłanek, żeby stwierdzić, że w jakimkolwiek okresie przekroczył on jakiekolwiek granice swego autorytetu, nadanego mu przez lud. Czy była to władza narzucona? Skąd, zasady sukcesji zostały zatwierdzone jeszcze przez cesarzową Zeuditu, jak wiemy z historii to etiopska szlachta wyszła z propozycją regentury dla Teferi Mekonnyna (późniejszego cesarza), a abune Mateos, ówczesny patriarcha etiopski, pobłogosławił owe decyzje. Wiele jest definicji despotyzmu, ale nie wymienia się wśród nich raczej praworządności (tworzenie kodeksów karnych, tworzenia ogólnokrajowych konstytucji i jednolicenia sądów), dążenia do równości swoich obywateli (ograniczanie roli szlachty – osoby z gminu mogące pełnić funkcje publiczne i prestiżowe, powszechna edukacja, zniesienie niewolnictwa i edukowanie byłych niewolników), czy przestrzeganie traktatów międzynarodowych (wstąpienie do Ligi Narodów, potem ONZ, stworzenie OJA).

Czy Jego Cesarski Majestat Hajle Syllasje I był fanatykiem? Tu trudno odpowiedzieć mi na to stwierdzenie, bo jest zbyt ogólne, a co za tym idzie bezpodstawne. Czego fanatykiem miał być Cesarz? Wędkarstwa? Religii? Póki nie zostanie to skonkretyzowane, mogę jedynie zakładać, że fanatyzm zapewne ma oznaczać zacofanie i ciemnotę. Fakty tutaj znowu jednak przeczą tym zarzutom. Wykształcony, wielojęzyczny cesarz, powszechnie szanowany na arenie międzynarodowej choćby przez takie mocarstwa jak USA, został zapamiętany jako najbardziej postępowy monarcha Etiopii, który przekształcił średniowieczny i feudalny kraj w państwo XX wieku.

Czy w Etiopii za czasów Jego Cesarskiego Majestatu Hajle Syllasje I istniał zamordyzm? Na to nie ma żadnych dowodów. Pamiętajmy, że monarchia konstytucyjna, która panowała za rządów cesarza, miała jasno określony kodeks karny – karanie i represje, nie odbywały się poza ramami przezeń narzuconymi.

Warto odwołać się też do samej społeczności historyków i etiopistów, również w Polsce, których prace (przynajmniej większość z tych, które poznałem podczas studiów historycznych) sugerują dobrą ocenę rządów tego władcy, często mianując go nie tylko najwybitniejszym przywódcą etiopskim w dziejach tego starożytnego kraju, ale i najwybitniejszym przywódcą całej Afryki.

Odpowiedz

    Sebastian15 stycznia 2017 o 14:17

    Odnosząc się tylko do kilku argumentów z Twojej wypowiedzi – rozumiem, że Hitler, któremu władza również została nadana przez lud – i jako fuhrer, wódz narodu, działający w jego interesie i za jego poparciem – też nie był despotą? Rozumiem, że politycy ZSRR, Chin Ludowych, itd, etc – przystępując do ONZu, tworząc Układ Warszawski, etc – też działali z poszanowaniem szerokopojętego prawa międzynaradowego? Rozumiem, że „powszechny szacunek na arenie międzynarodowej choćby przez takie mocarstwa jak USA” jest dla Ciebie równoznaczy z brakiem despotyzmu? Nie będę już mnożyć przykładów osób i krajów które się takich szacunkiem cieszyły i nadal cieszą…Czym jeśli nie fanatyzmem można nazwać odrzuceniem pomocy międzynarodowej w obliczu kilkumilionowej klęski głodu w imię – no właśnie, czego? zachowania niezależności?

    Powtarzam, nie mówię, że HS był jednoznacznie zły. Jednak należy na okres jego rządów spojrzeć krytycznie, nie przez pryzmat jego autorytetu w Afryce i wierzeń rastafarian.

    Odpowiedz

      Roman Husarski15 stycznia 2017 o 17:08

      Dyskusja ciekawa i wartościowa bo zapewne wiele osób czytając o rastafari zastanawia się nad oceną Hajle Syllasje. Najczęściej ocena władcy bierze się z lektury Kapuścińskiego lub z jakiejś internetowej notki, nic więc dziwnego, że często jest skrajana. Rasta, wiadomo, u nich to kwestia religijna, mająca zresztą znaczenie i sens od psychologicznego przez socjologiczny po symboliczny – tak jak mówiłem, może kiedyś zbiorę się by skrobnąć coś o teologii rastafari. Z drugiej strony równie skrajny jest głos wszelkiej maści wyznawców demokracji podsumowujących każdego monarchę: despota, fanatyk.

      Piszesz o propagandzie rasta a nie widzisz, że to co sam napisałeś jest również przesiąknięte ideologią. Skoro zgadzasz się, że nie jest to postać łatwa w ocenie to po co podsumowujesz ją pejoratywnymi sloganami i porównujesz z Hitlerem. To ostatnie to już w ogóle od czapy :). Niestety tak właśnie ma wiele osób oglądających świat oczyma wiary w to, że liberalna demokracja jest celem w samym sobie i każdemu danym. Oczywiście przyjmując taką perspektywę, każda monarchia czy władza autorytarna będzie równała się Hitlerowi, Stalinowi itd. Gdy mamy kraj z władzą autorytarną łatwo wszystkie potknięcia przypisać jednej osobie, w demokracjach nie wiadomo kogo winić. Niestety wszystko jest trochę bardziej skomplikowane niż takie szablony interpretacyjne. Nie, Cesarz nie był idealny, ale upadek monarchii w Etiopii pozostawił kraj w totalnym chaosie, od ideologicznego po gospodarczy, przyniósł głód i zamordyzm na niespotykaną wcześniej skalę i co gorsza w dalszych konsekwencjach doprowadził do rozpadu mocarstwa, wojen domowych i dziś Etiopia to żebracze państwo, które może sobie co najwyżej popłakać nad ideą bycia liderem Afryki.

      To, że jako pozytywny przykład rządów demokratycznych w Afryce wymieniasz Lumumbę, człowieka, który u władzy był niecałe.. trzy miesiące, jest chyba najlepszym komentarzem. Hajle Syllasje u władzy był lat 44, może nie był najlepszym z rządzących w Etiopii w XX wieku, stawiałbym jednak na Menelika II, ale na pewno lepszym od następców.

      Podsumowując, te demokratyczne okulary były charakterystyczna dla lat 90, także w środowiskach naukowych, Nie bronią się jednak już dziś. Idea „końca historii” okazała się bajką.

      Odpowiedz

Sebastian15 stycznia 2017 o 22:51

Nie porównuję HS do Hitlera lub Stalina; wskaż, proszę gdzie to zrobiłem; chciałem tylko obalić zasadność argumentacji, według której „autorytet nadany przez lud” miały usprawiedliwiać wszystko, podobnie jak uznanie na arenie międzynarodowej i szacunek USA. Chciałem tylko wykazać, że idąc tym tropem i tą argumentacją można wybronić każdy reżim – od nazistowskiego po stalinowski. Wydaje mi się, że zrobiłem to dość czytelnie i bynajmniej nie porównywałem HS do Hitlera czy Stalina.

Co do Lumumby i innych takich – oczywiście, przytoczyłem ich jako przeciwieństwo, ale też jako przykład na to, że nie każdy ideolog i polityk z Afryki XX wieku musiał od razu myśleć wg autorytarnych schematów.

Nie jestem nadmiernym fanem demokracji, choć uważam, że to najlepszy z funkcjonujących systemów. Nie jestem też jakimś wielkim haterem – ze pozwolę sobie na taki wtręt – HS. Chciałem tylko zauważyć, że rządy HS były dalekie od ideału i pewne rzeczy trzeba nazywać po imieniu – okoliczności ich zaistnienia są ważne, czy być może nawet kluczowe – ale nie zmienią one rzeczywistości. Tylko tyle i aż tyle.

Środowiska naukowe są bardzo różne i podzielone i sam jako naukowiec zdajesz sobie z tego sprawę na pewno lepiej ode mnie. Ale osobiście nigdy nie uważałem koncepcji ‚ końca historii’ za słuszną.

Pozdrawiam,

S.

Odpowiedz

Roman Husarski16 stycznia 2017 o 15:32

Ja też wszystkiego u HS nie usprawiedliwiam, nie zgadzałem się po prostu na konkretny język dyskusji. Lumumba porządził na tyle długo, że naprawdę nie ma o czym mówić. Niestety realistycznie patrząc na politykę Lumumba okazał się nieskuteczny. Tragiczna postać i kolejnym przykład na zderzenie idealizmu z rzeczywistością.
Swoją drogą Hajle Syllasje I też był postacią tragiczną, teraz tak myślę, że jakbym o nim pisał to może porównałbym go z carem Mikołajem II.

Serdecznie pozdrawiam!

Odpowiedz

Sebastian17 stycznia 2017 o 0:32

Się tego Lumumby uczepiłeś, a wyjaśniłem już przecież dlaczego go wymieniłem. Wymieniłem też Nkrumaha… i napisałem też, dlaczego uważam, że prawdopodobnie dużo trudniej było im wdrażać liberalną politykę w krajach Afryki Zach., niż w Etiopii, choć to też kwestia dyskusyjna.

Jeśli natomiast założyć, że obalenie władzy w wyniku puczu/rewolucji, etc miałoby świadczyć o skuteczności…no cóż, HS rządził długo, ale oboje wiemy w jaki sposób stracił władzę, choć nie mówię że Lumumba nie był nieskuteczny.

Odpowiedz



Motocyklem przez Himalaje. Droga do Jharkot

Jagoda Pietrzak, 18-12-2015

W podróż motocyklami przez Himalaje wybraliśmy się w konkretnym celu - by odwiedzić szkołę w Jharkot, gdzie zaczęła się historia fundacji Szkoły na Końcu...


Sajgon na piechotę

Kasia Boni, 20-12-2011

Dwa tygodnie w Sajgonie to – zaskakująco – był dla mnie odpoczynek w podróży. Rozleniwiałam się klimatyzacją, własną łazienką i kuchnią, w której mogłam...


Mama Negra. Czarna Matka Boska z Ekwadoru

Agnieszka Waligóra, 08-03-2013

Czarna Matka Boska. Brzmi znajomo? Odnaleźliśmy ją w Ekwadorze, na jednym z najbardziej dziwacznych świąt jakie istnieją w Ameryce Południowej.


Podróż ku Drodze Mlecznej. Salar de Uyuni

, 20-09-2016

Niewiele jest miejsc na świecie, gdzie można się cieszyć całkowicie czystym, przejrzystym niebem. Zanieczyszczenie świetlne obecne jest i w miastach, i w małych wioskach....