6 stycznia 2010

Ramadan – krwawe święto muzułmańskich terrorystów?

Na zakończenie Ramadanu wszyscy muzułmanie udają się do meczetu. (Fot. Andrzej Budnik)

Na zakończenie Ramadanu wszyscy muzułmanie udają się do meczetu. (Fot. Andrzej Budnik)

W naszym hostelu, też panowała jakaś taka podniosła, świąteczna atmosfera. Czekaliśmy na samochód, który miał nas zawieźć do domu Pana Jakuba. Kiedy radosna gromadka kilkunastu turystów wylądowała u Pana Jakuba w jego prywatnym domu, poczęstowano nas przepysznymi potrawami z mięsa, warzyw i ryżu. Na koniec typowy pakistański deser, czyli angielski custard – coś w stylu naszego budyniu.

Nie dziwił nas fakt, że przez cały ten czas nie widzieliśmy ani jednej kobiety, obsługiwali nas sami mężczyźni. Zostaliśmy poinformowani, że kobiety zwykle świętują osobno, w innym pokoju, głównie dlatego, że Panowie prowadzą długie i skomplikowane rozmowy o polityce, a Pań to nie interesuje za bardzo. Pomyślałam, że to trochę smutne, iż ten świat kobiecy jest tak cały czas oddzielany od męskiego i że nie mogą znaleźć wspólnego mianownika.

Uroczysta kolacja na zakończenie Ramadanu. (Fot. Andrzej Budnik)

Uroczysta kolacja na zakończenie Ramadanu. (Fot. Andrzej Budnik)

Cóż istotę problemu zrozumiałam lepiej, kiedy panowie –  pensjonariusze „Madiny” zaczęli rozmowy o polityce, a trzeba przyznać, że towarzystwo było doborowe: Czesi, Holendrzy, Anglicy, Polacy, Rosjanie, Koreanka i Kolumbijczyk. Oczywiście nie muszę zaznaczać, że największe tarcie wystąpiło między stroną polską, a rosyjską… Tego można było się spodziewać! Wtedy właśnie zapytałam gdzie jest ten pokój dla Pań („pokój” w tej sytuacji nomen-omen) i wraz z innym dziewczętami udałyśmy się na babskie pogaduchy.

Wybór okazał się trafiony w 10. Miałyśmy okazję poznać i porozmawiać z Panią domu, zwiedzić jej projektanckie i krawieckie atelier, a na koniec zostałyśmy obdarowane pakietem kolorowych  szklanych bransoletek. Przed nami stała niezliczona ilość kartonów wypełnionych po brzegi bransoletkami, chyba o wszystkich kolorach świata. Każda mogła sama sobie wybrać kolor. Koreanka, która stała obok mnie, sprawnym ruchem przymierzała coraz to nowe szklane krążki. A dodać trzeba, że bransoletki to po prostu sztywne kółka ze szkła i nie da się ich rozciągnąć. Ja też przystąpiłam do przymierzania, ale niestety, polskie dłonie lalkarskie to nie drobne rączki Koreanki i bransoletka utkwiła na mojej ręce, zanim dotarła do nadgarstka… Nie dość, że miażdży mi dłoń, to nie chce ruszyć ani w jedną, ani w drugą stronę. Co za wstyd! Widzę jednak, że Czeszka ma identyczny problem, czyżby Słowianki miały najgrubsze nadgarstki na świecie? Z pomocą przychodzi nam gospodyni i kilkoma sprawnymi ruchami uwalnia nas od kłopotliwej biżuterii. W efekcie obie wychodzimy z pakietami bransoletek chyba największych jakie tylko są w Pakistanie.

Tak wyglądał pierwszy dzień końca Ramadanu. Przez dwa następne dni chodzi się w odwiedziny do rodziny bliższej i dalszej, wszyscy składają sobie życzenia i obdarowują się na wzajem małymi upominkami lub drobnymi sumami pieniędzy.

Po niezwykle miłym i serdecznym przyjęciu nas w domu właściciela „Madiny” Pana Jakuba wróciliśmy do hostelu. Był już wieczór. Panowie postanowili kontynuować dyskusję o polityce, która właściwie przekształciła się w spór. Nagle, debatę przerwały głośne, świszczące dźwięki. Okazało się, że to mniej rozsądna część pakistańskiego społeczeństwa oddaje w powietrze serie strzałów z karabinów Kałasznikow, chcąc w ten sposób uczcić święto. Pomysł koszmarny! Od tych wystrzałów dosłownie aż piszczało w uszach. Po ok. 30 minutach policja uporała się z problemem i „wystrzałowe” pomysły zostały stłamszone. Byliśmy zupełnie bezpieczni, ale zastanowił nas fakt, że tyle ludzi posiada we własnym domu karabin maszynowy, którym można zabić…

Kiedy Ramadan i obchody jego zakończenia dobiegły końca wszystko wróciło do normy, a przy głównej uliczce otwarto sklepiki i knajpki, które dotąd były zamknięte… zawsze to jakaś nowa atrakcja. Wreszcie można legalnie jeść i pić na ulicy!

Więcej relacji z podróży Alicji i Andrzeja: LosWiaheros – w kilka lat dookoła świata.

Strony: 1 2 3
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Alicja Rapsiewicz

Alicja Rapsiewicz

Kocha góry i wszystko, co z nimi związane. Od 1 lipca 2009 roku w podróży dookoła świata - LosWiaheros.
Podobne artykuły
Moda w Iranie – kobiety z wyspy Qeshm

Moda w Iranie – kobiety z wyspy Qeshm

Kobiety na wyspie Qeshm w Zatoce Perskiej dość wyraźnie odróżniają się od kobiet z lądowej części Iranu. Poza tradycyjną chustką noszą na twarzach jeszcze maski, które nazywają się "boregheh". Mówi się, że poza perską krwią płynie w nich też krew ara...
Zrozumieć Iran (cz. I): Teheran i Yazd

Zrozumieć Iran (cz. I): Teheran i Yazd

Do Iranu pojechałem sam, bynajmniej nie dlatego, że nie było chętnych na towarzyszenie mi w tej podróży. Emocje, które pojawiają się, gdy jesteśmy zdani tylko na siebie i spotkanych po drodze ludzi, to cenna lekcja życia, która niejednego wczasowicza...
Jestem Iranką, ale nie noszę bomb w kieszeniach

Jestem Iranką, ale nie noszę bomb w kieszeniach

- Iran, moja ojczyzna, to dla Polaków kolebka terrorystów i fanatyków religijnych. A ja nie noszę bomb w kieszeniach i nie zasłaniam twarzy chustą. Dajcie mi szansę powiedzenia prawdy o moim kraju – prosiła nas studiująca w Rzeszowie Salma Haghighi F...
Pakistan: wirujący trans w mieście Lahore

Pakistan: wirujący trans w mieście Lahore

Będąc w pakistańskim Lahore, oprócz zwiedzania zabytków, włóczenia się po uliczkach i bogatych doznań kulinarnych, można doświadczyć czegoś bardzo niespotykanego: można zobaczyć wpadających w trans wirujących sufistów i obserwować jak pieniądze lecą ...

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele