Ramadan – krwawe święto muzułmańskich terrorystów?

Kolacja podczas święta Eid u pana Jakuba w domu. (Fot. Andrzej Budnik)
Ramadan – tajemnicze słowo kojarzące się z jakimś świętem, muzułmanami, a muzułmanie z kolei ostatnio kojarzeni są z atakami terrorystycznymi. O dziwo przez niektórych Ramadan jest mylony z dżihadem, czyli świętą wojną!! Czym jest faktycznie Ramadan mogliśmy przekonać się na własnej… skórze!
Ramadan, ramazan, ramzan, rozan, bo tak bywa nazywany, to nie tyle święto, co po prostu dziewiąty miesiąc roku wg muzułmańskiego kalendarza. Ramadan jest dla wyznawców islamu święty, gdyż właśnie w tym miesiącu archanioł Gabriel objawił Mahometowi pierwsze wersety Koranu, czyli świętej księgi islamu. Często mylony jest ze Świętem Ofiarowania, podczas którego rzeczywiście zabija się barana, na pamiątkę ofiary Izaaka. Tego święta nie mieliśmy okazji doświadczyć, więc wróćmy do Ramadanu.
Podczas Ramadanu obowiązuje post – nie można spożywać żadnych pokarmów ani pić napojów. Możecie sobie wyobrazić jak trudne jest utrzymanie takiego postu kiedy temperatura w ciągu dnia przekracza 30 stopni… Posiłki można spożywać tylko od zachodu do wschodu słońca. Wieczorem, po modlitwie, rodziny wspólnie zasiadają do kolacji – iftar, a krótko przed świtem jedzą obfite śniadanie – suhoor.
Z obowiązku poszczenia są zwolnieni chorzy, osoby starsze, dzieci i podróżujący (czyli my się kwalifikujemy). Jednak w ciągu dnia nie wolno objadać się publicznie, zwłaszcza w towarzystwie osób poszczących, można zrobić to w zaciszu domowym. Ramadan kończy się wielkim świętem Eid, podczas którego następuje uroczyste zakończenie postu i obchody tego święta nieco się różnią od siebie w poszczególnych krajach muzułmańskich.
Nam przyszło wejść w Ramadan w Iranie, a zakończyliśmy go w Pakistanie. Właściwie w dzień rozpoczęcia miesiąca postu nic szczególnego się nie działo. Sklepy otwarte jak zawsze, można robić zakupy bez problemu, tylko brak ulicznych garkuchni, a knajpki z jedzeniem pozamykane i powyklejane gazetami od środka – dlaczego?
Tego dowiedzieliśmy się w Bandar-e-Abbas w Iranie. Czekaliśmy tam na dworcu na nasz autobus do Zahedanu. Do odjazdu były jeszcze dwie godziny, a głód zaczął dawać o sobie znać… Nie zważając na to, że jest środek dnia, Andrzej poszedł na poszukiwanie jedzenia. Wszystkie dworcowe jadłodajnie miały witryny powyklejane gazetami i wyglądały na zamknięte… pozornie! Kiedy uchyliło się drzwi jednej z nich można było zobaczyć, że w środku siedzą osoby, które z różnych powodów nie przestrzegały postu i ze smakiem zajadały buły z mięsem i warzywami na ciepło. Oczywiście z radością dołączyliśmy do nich!
Nikt nigdy nie miał do nas, jako do turystów-obcokrajowców-innowierców, pretensji o to, że coś zajadamy lub pijemy, z resztą raczej się z tym nie afiszowaliśmy. Kiedy gościliśmy u chłopaków w Marvdasht w Iranie, ich mama nawet sama ciągle nas czymś częstowała w ciągu dnia. Pamiętam kiedy przygotowała dla nas pyszny obiad, który podała, gdy wróciliśmy zmęczeni z warsztatów.
Było nam trochę głupio, bo jedliśmy tylko my, a reszta na nas patrzyła. Wtedy dowiedzieliśmy się też, że to grzech jeść przy kimś, kto pości :) Nagrzeszyliśmy więc co niemiara… Naszym gospodarzom to nie przeszkadzało, a mama chłopaków ciągle dokładała nam kolejne porcje to ryżu, to mięsa, to znów warzyw. Byliśmy w potrzasku, bo z jednej strony czuliśmy się nieswojo, że jemy sami, a z drugiej strony to niegrzecznie odmówić jedzenia, skoro zostało przygotowane specjalnie dla nas. Znów irańska gościnność, która nie zna granic. Mimo rozterek natury duchowej z wielką przyjemnością zjedliśmy ten posiłek, był po prostu nieziemsko pyszny!
Przyszła jednak chwila, kiedy mogliśmy wspólnie z resztą rodziny zasiąść wieczorem do kolacji i to doświadczenie było bardzo przyjemne. Drugi posiłek jedzą przed świtem, ok 4 rano i nikt nie miał sumienia, żeby nas wtedy budzić. Mogłam jednak obserwować rodzinkę spożywającą „śniadanie”. Spaliśmy wtedy na tarasie, przez sen słyszałam jakieś szuranie i dźwięk sztućców uderzających o talerze. Było jeszcze ciemno. Otworzyłam do połowy jedno oko i zobaczyłam jak cała rodzinka siedzi na perskim dywanie i zajada śniadanie. Patrzyłam tak na nich jednym okiem jak jedzą w kompletnej ciszy, przy zapalonej lampie, jak w jakiejś konspiracji. Potem wszyscy poszli spać z powrotem.








AFRYKA NOWAKA - wyprawa szlakiem Kazimierza Nowaka
Jedwabnym Szlakiem - rowerowa wyprawa Ani i Robba
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika
Moje Grand Tour - samotna włóczęga z plecakiem po Ameryce Łacińskiej Kuby Fedorowicza
Filmowa wyprawa do Peru. Cel: dokument o Kolei Transandyjskiej, będącej dziełem Polaka - Ernesta Malinowskiego. 


Dodaj komentarz