6 stycznia 2010

Ramadan – krwawe święto muzułmańskich terrorystów?

Koniec Ramadanu

Kolacja podczas święta Eid u pana Jakuba w domu. (Fot. Andrzej Budnik)

Ramadan – tajemnicze słowo kojarzące się z jakimś świętem, muzułmanami, a muzułmanie z kolei ostatnio kojarzeni są z atakami terrorystycznymi. O dziwo przez niektórych Ramadan jest mylony z dżihadem, czyli świętą wojną!! Czym jest faktycznie Ramadan mogliśmy przekonać się na własnej… skórze!

Ramadan, ramazan, ramzan, rozan, bo tak bywa nazywany, to nie tyle święto, co po prostu dziewiąty miesiąc roku wg muzułmańskiego kalendarza. Ramadan jest dla wyznawców islamu święty, gdyż właśnie w tym miesiącu archanioł Gabriel objawił Mahometowi pierwsze wersety Koranu, czyli świętej księgi islamu. Często mylony jest ze Świętem Ofiarowania, podczas którego rzeczywiście zabija się barana, na pamiątkę ofiary Izaaka. Tego święta nie mieliśmy okazji doświadczyć, więc wróćmy do Ramadanu.

Podczas Ramadanu obowiązuje post – nie można spożywać żadnych pokarmów ani pić napojów. Możecie sobie wyobrazić jak trudne jest utrzymanie takiego postu kiedy temperatura w ciągu dnia przekracza 30 stopni… Posiłki można spożywać tylko od zachodu do wschodu słońca. Wieczorem, po modlitwie, rodziny wspólnie zasiadają do kolacji – iftar, a krótko przed świtem jedzą obfite śniadanie – suhoor.

Z obowiązku poszczenia są zwolnieni chorzy, osoby starsze, dzieci i podróżujący (czyli my się kwalifikujemy). Jednak w ciągu dnia nie wolno objadać się publicznie, zwłaszcza w towarzystwie osób poszczących, można zrobić to w zaciszu domowym. Ramadan kończy się wielkim świętem Eid, podczas którego następuje uroczyste zakończenie postu i obchody tego święta nieco się różnią od siebie w poszczególnych krajach muzułmańskich.

Nam przyszło wejść w Ramadan w Iranie, a zakończyliśmy go w Pakistanie. Właściwie w dzień rozpoczęcia miesiąca postu nic szczególnego się nie działo. Sklepy otwarte jak zawsze, można robić zakupy bez problemu, tylko brak ulicznych garkuchni, a knajpki z jedzeniem pozamykane i powyklejane gazetami od środka – dlaczego?

Ramadan w Iranie (Fot. Andrzej Budnik)

Wszystkie jadłodajnie miały witryny powyklejane gazetami... (Fot. Andrzej Budnik)

Tego dowiedzieliśmy się w Bandar-e-Abbas w Iranie. Czekaliśmy tam na dworcu  na nasz autobus do Zahedanu. Do odjazdu były jeszcze dwie godziny, a głód zaczął dawać o sobie znać… Nie zważając na to, że jest środek dnia, Andrzej poszedł na poszukiwanie jedzenia. Wszystkie dworcowe jadłodajnie miały witryny powyklejane gazetami i wyglądały na zamknięte… pozornie! Kiedy uchyliło się drzwi jednej z nich można było zobaczyć, że w środku siedzą osoby, które z różnych powodów nie przestrzegały postu i ze smakiem zajadały buły z mięsem i warzywami na ciepło. Oczywiście z radością dołączyliśmy do nich!

Nikt nigdy nie miał do nas, jako do turystów-obcokrajowców-innowierców, pretensji o to, że coś zajadamy lub pijemy, z resztą raczej się z tym nie afiszowaliśmy. Kiedy gościliśmy u chłopaków w Marvdasht w Iranie, ich mama nawet sama ciągle nas czymś częstowała w ciągu dnia. Pamiętam kiedy przygotowała dla nas pyszny obiad, który podała, gdy wróciliśmy zmęczeni z warsztatów.

Było nam trochę głupio, bo jedliśmy tylko my, a reszta na nas patrzyła. Wtedy dowiedzieliśmy się też, że to grzech jeść przy kimś, kto pości :) Nagrzeszyliśmy więc co niemiara… Naszym gospodarzom to nie przeszkadzało, a mama chłopaków ciągle dokładała nam kolejne porcje to ryżu, to mięsa, to znów warzyw. Byliśmy w potrzasku, bo z jednej strony czuliśmy się nieswojo, że jemy sami, a z drugiej strony to niegrzecznie odmówić jedzenia, skoro zostało przygotowane specjalnie dla nas. Znów irańska gościnność, która nie zna granic. Mimo rozterek natury duchowej z wielką przyjemnością zjedliśmy ten posiłek, był po prostu nieziemsko pyszny!

Przyszła jednak chwila, kiedy mogliśmy wspólnie z resztą rodziny zasiąść wieczorem do kolacji i to doświadczenie było bardzo przyjemne. Drugi posiłek jedzą przed świtem, ok 4 rano i nikt nie miał sumienia, żeby nas wtedy budzić. Mogłam jednak obserwować rodzinkę spożywającą „śniadanie”. Spaliśmy wtedy na tarasie, przez sen słyszałam jakieś szuranie i dźwięk sztućców uderzających o talerze. Było jeszcze ciemno. Otworzyłam do połowy jedno oko i zobaczyłam jak cała rodzinka siedzi na perskim dywanie i zajada śniadanie. Patrzyłam tak na nich jednym okiem jak jedzą w kompletnej ciszy, przy zapalonej lampie, jak w jakiejś konspiracji. Potem wszyscy poszli spać z powrotem.

Strony: 1 2 3
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Alicja Rapsiewicz

Alicja Rapsiewicz

Kocha góry i wszystko, co z nimi związane. Od 1 lipca 2009 roku w podróży dookoła świata - LosWiaheros.
Podobne artykuły
Moda w Iranie – kobiety z wyspy Qeshm

Moda w Iranie – kobiety z wyspy Qeshm

Kobiety na wyspie Qeshm w Zatoce Perskiej dość wyraźnie odróżniają się od kobiet z lądowej części Iranu. Poza tradycyjną chustką noszą na twarzach jeszcze maski, które nazywają się "boregheh". Mówi się, że poza perską krwią płynie w nich też krew ara...
Zrozumieć Iran (cz. I): Teheran i Yazd

Zrozumieć Iran (cz. I): Teheran i Yazd

Do Iranu pojechałem sam, bynajmniej nie dlatego, że nie było chętnych na towarzyszenie mi w tej podróży. Emocje, które pojawiają się, gdy jesteśmy zdani tylko na siebie i spotkanych po drodze ludzi, to cenna lekcja życia, która niejednego wczasowicza...
Jestem Iranką, ale nie noszę bomb w kieszeniach

Jestem Iranką, ale nie noszę bomb w kieszeniach

- Iran, moja ojczyzna, to dla Polaków kolebka terrorystów i fanatyków religijnych. A ja nie noszę bomb w kieszeniach i nie zasłaniam twarzy chustą. Dajcie mi szansę powiedzenia prawdy o moim kraju – prosiła nas studiująca w Rzeszowie Salma Haghighi F...
Pakistan: wirujący trans w mieście Lahore

Pakistan: wirujący trans w mieście Lahore

Będąc w pakistańskim Lahore, oprócz zwiedzania zabytków, włóczenia się po uliczkach i bogatych doznań kulinarnych, można doświadczyć czegoś bardzo niespotykanego: można zobaczyć wpadających w trans wirujących sufistów i obserwować jak pieniądze lecą ...

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele