Turcja: Przez Stambuł do Kapadocji
Przereklamowana Konya
Każdy zapewne słyszał słowo „Derwisz”. Derwisz to zakonnik w obszernej, białej szacie w wysokim, stożkowatym nakryciu głowy, przy czym stożek jest u szczytu ścięty. Tak wystrojeni panowie zaczynają się obracać wokół własnej osi, osiągając ku chwale Najwyższego i zgromadzonego tłumu stan ekstazy religijnej.
W celu dołączenia do gawiedzi, konieczne było udanie się w daleką trasę do miejscowości Konya. Niedawno czytałem jak to dwie Amerykanki zapłaciły słono w Kenii, aby zobaczyć taniec Masajów. Ci w przeciwieństwie do Derwiszów skaczą w górę, opadają na ziemię i znów skaczą w górę. Przyszli oni na tę okazję w chińskich gumowcach, zainkasowali sporą sumę, pozostawiając wniebowzięte przybyszki zza wielkiej wody. Tworzy to niebezpieczny precedens – jedna strona nie dba o jakość usług, a druga przepłaca… Niekoniecznie pozytywne zmiany docierają do najbardziej nawet wyizolowanych społeczeństw świata.
Jak się okazało, nie było dane zobaczyć wirujących Derwiszów (nawet w gumowcach). Najdroższy chyba na rynku przewodnik Pascala rozpływał się w zachwytach nad miejscem spoczynku założyciela zakonu Derwiszów i nad miastem Konya również. Nie pierwszy raz okazuje się, że nie jest rozsądnym podążanie od miejsca do miejsca chwalonego przez przewodnik.
Z uczuciem ulgi można było opuścić mauzoleum, szczelnie wypełnione przez polskojęzyczne wycieczki przywiezione tu z południowych kurortów. Cała ta masa porusza się w wyznaczonym tempie i kierunku, rozświetlając szacowne wnętrze fleszami miniaturowych aparatów fotograficznych, najczęściej umieszczonymi w telefonach komórkowych.

Turcja od początku jawi się, jako zupełnie inny kraj, niż Maroko – tak można by zacząć obszerną rozprawę na temat tych dwóch muzułmańskich, choć zupełnie odmiennych miejsc. Niewierni mogą w Turcji wchodzić do meczetów, jednak do końca nie wiedzą, jak w związku z tym mają się zachować. Bywa, że myją stopy nie przed, ale po wyjściu ze świętego dla Muzułmanów miejsca (stąd zapewne wspomniany zapach wypełniający szczelnie Błękitny Meczet).
Ze smutkiem należy stwierdzić, że na tradycyjnych soukach, czyli targowiskach, sprzedaje się chińską tandetę, dlatego „ożywczym oddechem” są sprzedawcy pijawek, waty cukrowej, herbaty, podróbek perfum i innych ciekawych towarów. Na każdym kroku widać przyjazne gesty i słychać standardowe pytania, jednak nie odczuwa się ciężkości i namolności charakterystycznej dla marokańskiej ulicy.
Kolejne długie godziny w autobusie zostały nagrodzone stopniowo pojawiającym się nierealnym pejzażem. Bajkowa sceneria Kapadocji materializowała się z każdym kilometrem, a jej epicentrum stanowi od setek lat wioska Göreme. Magii niepowtarzalnym i co ciekawe, zamieszkałym kominom z tufu wulkanicznego dodaje oświetlenie.








Show me your way - w poszukiwaniu znaczeń szczęścia
Poland Trek - Belg przemierza Polskę od Tatr po Bałtyk
Pamir Bikeway 2012 - Azja Centralna rowerem i koleją
Na Krańcach Świata - Agnieszka i Mateusz Waligóra w podróży na krańce świata.
Magda i Tomek dookoła świata - poznanie świata, poznanie siebie
Korona Jezior Ziemi - badania najwyżej położonych jezior na Ziemi
Rowerowa Rosja - na dwóch kółkach przez wielki kraj
Tańce wśród piratów - Magda i Marcin tanecznym krokiem szukają skarbu
Pomiędzy Oceanami - Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej
Gap year in Kunming - chińska przerwa w życiorysie
Z tatą na Igrzyska - rowerami do Londynu
Torell Expedition 2012 - śladami polskich wypraw na Spitsbergen
Na Własne Oczy - zobaczyć, co świat ma do zaoferowania
project:Sailing - rejs dookoła Bałtyku
Klapki Kubota State of Mind - przed siebie w kierunku wschodnim
Shangri-la - Jarek Czakański w podróży
Oblicza Gruzji - niesamowita różnorodność kraju
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika



Mi „Derwisz” ciagle kojarzy sie z uczestnikiem powstania sudanskiego, ktore nam nasz drogi Sienkiewicz przedstawil jako wojne dzikusow przeciwko swiatlym Anglikom.
a w ogole to jak jest z kebabami (tudziez kebapami:)) w turcji? jak sie maja do tych sprzedawanych w polsce?
Z tymi kebabami to nie taka prosta sprawa… Bo określenie tej potrawy obejmuje ponad dwadzieścia ich odmian i nie jest tak naprawdę jednoznaczne. I tak w Turcji innym daniem jest ıskender kebab, innym adana kebab (nazwy od miast pochodzenia) a jeszcze innym szisz kebab :)
Inaczej jest też w innych krajach bo np. w Iraku „nasz” kebab nazywany jest po prostu gas… a prawdziwym kebabem jest dla nich coś na kształt naszych szaszłyków czyli turecki szisz kebab… podobnie w Armenii, Izraelu czy Iranie.
Nie ma jak kebab i świeży ayran na zapitkę :) Polecam