17 listopada 2009

Turcja: Przez Stambuł do Kapadocji

Przereklamowana Konya

Każdy zapewne słyszał słowo „Derwisz”. Derwisz to zakonnik w obszernej, białej szacie w wysokim, stożkowatym nakryciu głowy, przy czym stożek jest u szczytu ścięty. Tak wystrojeni panowie zaczynają się obracać wokół własnej osi, osiągając ku chwale Najwyższego i zgromadzonego tłumu stan ekstazy religijnej.

W celu dołączenia do gawiedzi, konieczne było udanie się w daleką trasę do miejscowości Konya. Niedawno czytałem jak to dwie Amerykanki zapłaciły słono w Kenii, aby zobaczyć taniec Masajów. Ci w przeciwieństwie do Derwiszów skaczą w górę, opadają na ziemię i znów skaczą w górę. Przyszli oni na tę okazję w chińskich gumowcach, zainkasowali sporą sumę, pozostawiając wniebowzięte przybyszki zza wielkiej wody. Tworzy to niebezpieczny precedens – jedna strona nie dba o jakość usług, a druga przepłaca… Niekoniecznie pozytywne zmiany docierają do najbardziej nawet wyizolowanych społeczeństw świata.

Jak się okazało, nie było dane zobaczyć wirujących Derwiszów (nawet w gumowcach). Najdroższy chyba na rynku przewodnik Pascala rozpływał się w zachwytach nad miejscem spoczynku założyciela zakonu Derwiszów i nad miastem Konya również. Nie pierwszy raz okazuje się, że nie jest rozsądnym podążanie od miejsca do miejsca chwalonego przez przewodnik.

Z uczuciem ulgi można było opuścić mauzoleum, szczelnie wypełnione przez polskojęzyczne wycieczki przywiezione tu z południowych kurortów. Cała ta masa porusza się w wyznaczonym tempie i kierunku, rozświetlając szacowne wnętrze fleszami miniaturowych aparatów fotograficznych, najczęściej umieszczonymi w telefonach komórkowych.

turcja1_02

Turcja od początku jawi się, jako zupełnie inny kraj, niż Maroko – tak można by zacząć obszerną rozprawę na temat tych dwóch muzułmańskich, choć zupełnie odmiennych miejsc. Niewierni mogą w Turcji wchodzić do meczetów, jednak do końca nie wiedzą, jak w związku z tym mają się zachować. Bywa, że myją stopy nie przed, ale po wyjściu ze świętego dla Muzułmanów miejsca (stąd zapewne wspomniany zapach wypełniający szczelnie Błękitny Meczet).

Ze smutkiem należy stwierdzić, że na tradycyjnych soukach, czyli targowiskach, sprzedaje się chińską tandetę, dlatego „ożywczym oddechem” są sprzedawcy pijawek, waty cukrowej, herbaty, podróbek perfum i innych ciekawych towarów. Na każdym kroku widać przyjazne gesty i słychać standardowe pytania, jednak nie odczuwa się ciężkości i namolności charakterystycznej dla marokańskiej ulicy.

Kolejne długie godziny w autobusie zostały nagrodzone stopniowo pojawiającym się nierealnym pejzażem. Bajkowa sceneria Kapadocji materializowała się z każdym kilometrem, a jej epicentrum stanowi od setek lat wioska Göreme. Magii niepowtarzalnym i co ciekawe, zamieszkałym kominom z tufu wulkanicznego dodaje oświetlenie.

Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Marcin Michalski

Marcin Michalski

Na co dzień pedagog specjalny - zajmuje się osobami z autyzmem. Praca do łatwych nie należy, więc czasem udaje się to tu to tam i snuje przemyślenia na temat odwiedzanych miejsc.
Podobne artykuły
Zrozumieć Iran (cz. II): Shiraz, Zatoka Perska i Esfahan

Zrozumieć Iran (cz. II): Shiraz, Zatoka Perska i Esfahan

O co najczęściej pytają Irańczycy? Po co Ali trzyma w wersalce kałasznikowa? Jak dołączyć do ekskluzywnego klubu trekingowego i dlaczego studenci z Esfahanu jeżdżą w Góry Zagros? Tego dowiecie się w drugiej części relacji Maksa z samotnej podróży prz...
Afganistan, cz. I: Herat – miasto cmentarzy i latawców

Afganistan, cz. I: Herat – miasto cmentarzy i latawców

Afganistan to chyba jedno z ostatnich miejsc na ziemi, które kojarzy się ze słowami turystyka i podróże. A jednak wystarczy postarać się o wizę......
Wyprawa Liban 2008 (III)

Wyprawa Liban 2008 (III)

Nadszedł czas rozstania się z wysokogórską przygodą. Bcharre okazało się być spokojną przystanią. Po serdecznym pożegnaniu z Edmondo idziemy po raz kolejny na miejscową pizzę. Można śmiało powiedzieć, że właściciel wkłada całe serce w proces przygoto...
Chiny: Pekin – zakazana stolica

Chiny: Pekin – zakazana stolica

Do kraju czerwonych lampionów, ryżu, klusek i neonów przybyłam po kilku tygodniach spędzonych najpierw w Rosji, a potem w Mongolii. Z Ułan Batoru wsiadłam do pociągu jadącego do granicy, aby znaleźć się w pierwszym na mojej drodze chińskim miasteczku...

Komentarze: 3 »

  • Limes

    Mi „Derwisz” ciagle kojarzy sie z uczestnikiem powstania sudanskiego, ktore nam nasz drogi Sienkiewicz przedstawil jako wojne dzikusow przeciwko swiatlym Anglikom.

  • kameleon

    a w ogole to jak jest z kebabami (tudziez kebapami:)) w turcji? jak sie maja do tych sprzedawanych w polsce?

  • Aborygen

    Z tymi kebabami to nie taka prosta sprawa… Bo określenie tej potrawy obejmuje ponad dwadzieścia ich odmian i nie jest tak naprawdę jednoznaczne. I tak w Turcji innym daniem jest ıskender kebab, innym adana kebab (nazwy od miast pochodzenia) a jeszcze innym szisz kebab :)

    Inaczej jest też w innych krajach bo np. w Iraku „nasz” kebab nazywany jest po prostu gas… a prawdziwym kebabem jest dla nich coś na kształt naszych szaszłyków czyli turecki szisz kebab… podobnie w Armenii, Izraelu czy Iranie.

    Nie ma jak kebab i świeży ayran na zapitkę :) Polecam

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele