17 listopada 2009

Turcja: Przez Stambuł do Kapadocji

„Wpisz ile masz pieniędzy, a my podpowiemy, gdzie możesz za nie polecieć”. Jakby nie patrzeć, padło na Turcję, a wyboru dokonała wyszukiwarka internetowa. Nic mnie nigdy tam nie wzywało, ale przecież ten kraj to nie tylko kolorowe, wzorzyste swetry, i spodnie typu piramidy z lampasami, które robiły furorę w latach 90.

Przedwyjazdowa lektura wprawiła mnie w stan osłupienia. Turcja oferuje pozostałości po starożytnych cywilizacjach, początkach chrześcijaństwa, nietuzinkowe formacje przyrodnicze, żółwie, hieny i kto wie, co jeszcze możliwego do doświadczenia. Czyż więc nie warto sprawdzić, jak tam jest?

Po drodze do Budapesztu, skąd nastąpi wylot wyłania się słowacka miejscowość granicząca z Węgrami. Zaciekawione spojrzenia zamieszkujących licznie te tereny Romów dają znać o małomiasteczkowym charakterze tego miejsca. Trwa festyn, ale brak miejscowej waluty nakazuje szukać innego, równie interesującego miejsca.

Jest nim z pewnością lokalna restauracja, w której czas zatrzymał się w miejscu w epoce socjalizmu. Ubiory kelnerek, wystrój wnętrza i klamka do ubikacji wręczona przez szefową tego wesołego przybytku podkreśliły jego swojski charakter. W miejscach takich uśmiech sam pojawia się na twarzy. Unia Europejska miewa różne oblicza.

Zawsze lubię obserwować osoby, z którymi przyjdzie lecieć. Są one zwiastunem miejsca, w którym spędzi się najbliższy czas. Szczelnie opakowane kobiety w czerni jeszcze nie raz będą wprawiać mnie w stan niepokoju i podsuwać wiele pytań bez odpowiedzi.

Myślę, że rzadko kiedy ci, którzy zachwycają się zdjęciami z podróży są w stanie wyobrazić sobie, ile elementów rzeczywistości trzeba „odseparować”, aby pokazać wygładzone fotografie. Godziny oczekiwania na lotniskach, dworcach, szarpanie się z naciągaczami, nieprzespane noce w pędzących nieprzyzwoicie autobusach i cały szereg innych niewygód, aby dotrzeć gdzieś i wywalczyć parę zdjęć. Ma to jednak swój urok.

Stambuł i „urynowa mafia”

Do uszu dobiega wezwanie na modły – zupełnie nieudane. Bez obrazy, ale w bardziej radykalnym kraju, odpowiedzialny za tą wersję dźwiękową mógłby dostać po plecach trzciną…

Sprzedawcy kebabów obstawiający wszelkie możliwe miejsca obrażają się, że się omija ich stoiska (cmokają i wykonują ruchy rękoma przywodzące na myśl zmiatanie śmieci ze stołu). Jest kilka wolnych godzin do odjazdu nocnego autobusu, dlatego można się zaznajomić z metropolią, jaką niewątpliwie jest Stambuł. To pewnie Błękitny Meczet – imponujący! Równie wielkie wrażenie wywiera obwoźny sprzedawca jabłek, który pozbawia je skórki w taki sposób, że zostaje z niej kilkumetrowy, wąski paseczek.

Trochę to nieprzyzwoite – poświęcać tyle czasu „ulicznym magikom” podczas, gdy obok Haga Sophia i inne znakomitości?… One jednak nie uciekną w przeciwieństwie do handlarzy, którzy wyczuwają, gdzie podąża fala ludzi i wraz z nią znikają.

Przed wejściem do Błękitnego Meczetu należy pobrać reklamówkę z automatu, aby opakować nią obuwie. Wprawdzie zabieg ten uchronił ów monumentalny zabytek od nieczystości, jakie tkwią na podeszwach, lecz intensywny zapach umęczonych stóp tysięcy pielgrzymów został utrwalony w puszystym dywanie, wyściełającym błękitne wnętrze meczetu. Duże wrażenie, ale nasze kościoły w niczym nie ustępują muzułmańskim odpowiednikom, zresztą nie o wyścig tutaj chodzi.

turcja1_01

Wszędzie sprzedaje się wyroby Dolce & Gabana, Prada, Chanel i w zasadzie wszystko, czego dusza i ciało zapragnie. Nie są one tanie, a na pytanie czy są oryginalne, pada odpowiedź: „są bardzo dobrej jakości”.

Dworzec autobusowy w Stambule czyli „otogar” to symetryczna konstrukcja z podziemnymi parkingami i setkami przewoźników. Trzeba się wiele nachodzić, aby znaleźć odpowiedniego. Sam transport autobusowy, to bardzo obszerny rozdział. Ciekawy i zaskakujący obraz wyłania się w pierwszym kontakcie z firmą, w której zakupiony został bilet. Zawsze można liczyć na przechowanie bagażu. Tym razem był on trzymany w pomieszczeniu, w którym coś się rozkładało (jeśli ktoś wie, jak pachnie po dłuższym czasie piwo na dnie butelki, będzie wiedział, o czym mówię).

W siedzibie firmy można skorzystać z ubikacji, sali lub kantorka modłów, można czasem napić się darmowej herbaty lub kawy. Wszystko to w cenie biletu – nie taniego, gdyż paliwo jest o wiele droższe, niż w Polsce. Pocieszającym jest to, że gdy w Polsce godzina jazdy warta jest około 5 złotych, w Turcji ok. 11 złotych, to na Islandii 50 złotych i nikt tam nie jest specjalnie miły.

Potężna flota autobusów wprawia w zachwyt. Dalekobieżne autobusy to wielkie mercedesy z klimatyzacją i gustownym wnętrzem. Na pokładzie tych krążowników kursują męscy odpowiednicy prowadnic z kolei transsyberyjskiej. Dbają oni o to, aby pęcherz pasażera nie pozostawał pusty. Roznoszą więc schłodzone napoje, kawę, herbatę.

Jest miło, ale sytuacja staje się nieciekawa w momencie, gdy autobus jedzie kilka godzin, a dobrze byłoby zrobić przerwę na skorzystanie z toalety. Na czas wyjazdu ukuty został termin: „mafia urynowa”. Chodzi o to, że jedni suto leją napitki, a ich koledzy w dworcowych toaletach zbierają żniwo od pędzących z autobusu pasażerów. Podział zysku – pół na pół. Po nocnej jeździe ciężko zapiąć sandały. Stopy puchną od kilkunastogodzinnego siedzenia.

Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Marcin Michalski

Marcin Michalski

Na co dzień pedagog specjalny - zajmuje się osobami z autyzmem. Praca do łatwych nie należy, więc czasem udaje się to tu to tam i snuje przemyślenia na temat odwiedzanych miejsc.
Podobne artykuły
Zrozumieć Iran (cz. II): Shiraz, Zatoka Perska i Esfahan

Zrozumieć Iran (cz. II): Shiraz, Zatoka Perska i Esfahan

O co najczęściej pytają Irańczycy? Po co Ali trzyma w wersalce kałasznikowa? Jak dołączyć do ekskluzywnego klubu trekingowego i dlaczego studenci z Esfahanu jeżdżą w Góry Zagros? Tego dowiecie się w drugiej części relacji Maksa z samotnej podróży prz...
Afganistan, cz. I: Herat – miasto cmentarzy i latawców

Afganistan, cz. I: Herat – miasto cmentarzy i latawców

Afganistan to chyba jedno z ostatnich miejsc na ziemi, które kojarzy się ze słowami turystyka i podróże. A jednak wystarczy postarać się o wizę......
Wyprawa Liban 2008 (III)

Wyprawa Liban 2008 (III)

Nadszedł czas rozstania się z wysokogórską przygodą. Bcharre okazało się być spokojną przystanią. Po serdecznym pożegnaniu z Edmondo idziemy po raz kolejny na miejscową pizzę. Można śmiało powiedzieć, że właściciel wkłada całe serce w proces przygoto...
Chiny: Pekin – zakazana stolica

Chiny: Pekin – zakazana stolica

Do kraju czerwonych lampionów, ryżu, klusek i neonów przybyłam po kilku tygodniach spędzonych najpierw w Rosji, a potem w Mongolii. Z Ułan Batoru wsiadłam do pociągu jadącego do granicy, aby znaleźć się w pierwszym na mojej drodze chińskim miasteczku...

Komentarze: 3 »

  • Limes

    Mi „Derwisz” ciagle kojarzy sie z uczestnikiem powstania sudanskiego, ktore nam nasz drogi Sienkiewicz przedstawil jako wojne dzikusow przeciwko swiatlym Anglikom.

  • kameleon

    a w ogole to jak jest z kebabami (tudziez kebapami:)) w turcji? jak sie maja do tych sprzedawanych w polsce?

  • Aborygen

    Z tymi kebabami to nie taka prosta sprawa… Bo określenie tej potrawy obejmuje ponad dwadzieścia ich odmian i nie jest tak naprawdę jednoznaczne. I tak w Turcji innym daniem jest ıskender kebab, innym adana kebab (nazwy od miast pochodzenia) a jeszcze innym szisz kebab :)

    Inaczej jest też w innych krajach bo np. w Iraku „nasz” kebab nazywany jest po prostu gas… a prawdziwym kebabem jest dla nich coś na kształt naszych szaszłyków czyli turecki szisz kebab… podobnie w Armenii, Izraelu czy Iranie.

    Nie ma jak kebab i świeży ayran na zapitkę :) Polecam

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele