15 maja 2010

Powojenne tunele i amerykańskie bazy – atrakcje turystyczne Wietnamu

Transportowiec US Army - w bazie Khe Sanh. (loswiaheros.pl)

Moje pierwsze skojarzenie z Wietnamem to niestety wojna, która przez ten kraj się przetoczyła kilkadziesiąt lat temu. Pisać o samej wojnie nie będę, bo nie jestem na tyle obeznany w tym temacie, ani też nie widzę w tym najmniejszego sensu – wystarczająco dużo na ten temat można znaleźć w sieci. Chciałbym jednak pokazać Wam trochę pozostałości po samej wojnie, które dziś stały się atrakcjami turystycznymi, a jeszcze kilkadziesiąt lat temu kapała na nie ludzka krew…

Czytając książki, czy oglądając filmy o wojnie w Wietnamie bardzo często przewija się wątek tuneli. Ukrywali się w nich Wietnamczycy, a Amerykanie namiętnie je bombardowali, tudzież wysyłali w ich głąb swoich żołnierzy, którzy w żargonie nazywani byli „szczurami tunelowymi”. Cel był jeden – zniszczyć wroga.

Mnie, jako obserwatora fascynowało to z dwóch stron. Z punktu widzenia Wietnamczyków, którzy w tunelach spędzali nieraz długie tygodnie, był to sposób na przetrwanie. Jak oni mogli wytrzymać tyle pod ziemią? Z drugiej strony Amerykanie – zastawiane na nich pułapki i fortele jakie sami stosowali aby dostać ukrytych w tunelach Wietnamczyków. W końcu udało mi się dotrzeć do tych tuneli i przekonać się na własnej skórze, jak to mogło wyglądać.

Wejście od morza do tuneli cywilnych w Vinh Moc. (loswiaheros.pl)

Tutaj istotna uwaga – systemy tuneli w Wietnamie są dwa. Bardzo często myli się tematy i tunele Vinh Moc jak i tunele Cu Chi wrzucane są do jednego worka. Vinh Moc to tunele cywilne, które znajdują się odrobinę na północ od strefy zdemilitaryzowanej. Z kolei Cu Chi, to kompleks tuneli militarnych Viet Congu, położone na południu Wietnamu, tuż pod Sajgonem.

My odwiedziliśmy jedne i drugie, tylko dlatego, że chcieliśmy mieć skalę porównawczą. Które nam się bardziej podobały? Zdecydowanie tunele Cu Chi. Sam system korytarzy jest bardziej rozbudowany. Poza tym są one węższe i niższe, co sprawia, że jak się przejdzie kilkaset metrów pod ziemią, to na powierzchnie wychodzi się z ogromną przyjemnością. Naprawdę nie wiem, jak ci ludzie mogli tam egzystować. Już po kilkunastu metrach oblały mnie piekielne poty i choć klaustrofobii nie mam, to czułem się tam bardzo nieswojo. Niezapomniane doświadczenie, które jednak warto przeżyć, aby choć trochę zrozumieć obie strony konfliktu.

Cu Chi i Vinh Moc to obecnie atrakcje turystyczne, do których zjeżdżają tłumy ludzi. Trudno więc oczekiwać, aby miejsca te pozostały takie jak dawniej. Ciągle jednak bardziej autentyczny klimat wg mnie jest w tunelach wojskowych. Co prawda jest tam teraz dość sterylnie, to jednak warto włączyć swoją wyobraźnię i dodać do panującej tam ciasnoty i duchoty fakt, iż w środku nie trudno było o skorpiony, czy komary roznoszące malarię. Tu ciekawostka – połowa z Wietnamczyków, którzy zginęli w tunelach Cu Chi zmarła właśnie z powodu malarii. Reszta w wyniku działań wojennych. Tak przynajmniej podają statystyki wietnamskie.

Poza samymi tunelami jest tam także muzeum i pokazane są wymyślne pułapki na amerykańskich żołnierzy, którzy zbliżali się do tuneli. Różnego rodzaju zapadnie, kolce… wygląda to makabrycznie, ale pokazuje do czego jest zdolny człowiek na wojnie, aby bronić swojego życia, kraju…

Na tunele Vinh Moc spadło w sumie 9000 ton amerykańskich bomb... (loswiaheros.pl)

Kolejną ciekawostką jest fakt, iż na tunele Vinh Moc (cywilne) spadło w sumie 9000 ton amerykańskich bomb, co średnio daje 7 ton bomb na jedną osobę kryjącą się w tunelach. Same tunele zaś liczyły blisko 2 kilometrów długości i posiadały sześć wyjść na powierzchnię oraz siedem prowadzących na brzeg Morza Chińskiego. Najgłębszy poziom tuneli znajduje się na 30 metrach pod ziemią. Początkowo było to tylko 10 metrów, ale Amerykanie wymyślili bomby, które wwiercały się w grunt właśnie do 10 metrów, stąd potrzeba skrycia się niżej i pogłębienia tuneli.

Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Andrzej Budnik

Andrzej Budnik

Lubi poznawać nowe miejsca, stykać się z nowymi kulturami - to go rozwija i zabija codzienną monotonię. Od połowy 2009 roku w trasie dookoła świata - LosWiaheros.
Podobne artykuły
Zatoka Ha Long? Lepiej jedźcie do Sapa

Zatoka Ha Long? Lepiej jedźcie do Sapa

Od pół roku nie było w Wietnamie trzęsienia ziemi ani rewolucji, nie przetoczyła się też przez kraj fala bankructw, zakładam więc, że ten tekst nie będzie przestarzały. Zresztą, co się przejmuję, to nie ma być praktyczny przewodnik. ...
Uluru – kamienny symbol Australii

Uluru – kamienny symbol Australii

Uluru to w mojej opinii symbol Australii. Ktoś może się kłócić, że jest nim Opera w Sydney, ale jakże się ma wiek opery w stosunku do „największego australijskiego kamienia”? Nie o wiek tu jednak tylko chodzi. Energia, to słowo klucz....
Życie nad jeziorem Inle. Podróż do… XIX wieku

Życie nad jeziorem Inle. Podróż do… XIX wieku

Wyobraźcie sobie Atlantydę. Otoczoną górami krainę, gdzie miasta i wioski zbudowano na wodzie. Tu małe czółna zastępują samochody, a szerokie kanały pełnią funkcję autostrad. Życie płynie tutaj w rytmie wolno dryfującej łodzi i nie zmieniło się niema...
Tam, gdzie nie zatrzymuje się autobus

Tam, gdzie nie zatrzymuje się autobus

Większość turystów przemierza Wietnam autobusem korzystając z tak zwanego biletu open. Pomiędzy Hanoi i Sajgonem autobus zatrzymuje się w najbardziej atrakcyjnych miejscowościach. Podczas naszej podróży po Wietnamie próbowaliśmy również dotrzeć do za...

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele