28 kwietnia 2010

Pływając po Mekongu

Zachód słońca nad Mekongiem. (Fot. www.loswiaheros.pl)

Zachód słońca nad Mekongiem. (Fot. www.loswiaheros.pl)

Z każdym dniem spędzonym w Laosie mam wrażenie, iż jesteśmy tutaj za długo marnując trochę czas. Niesprawiedliwy osąd? Być może, ale przed nami miejsce, które zmienia nasze opinie o Laosie o 180 stopni, a było to tak…

Z Thakhek wyjeżdżamy późnym rankiem. W kasie chcą nam sprzedać bilety klasy VIP mówiąc, że innego autobusu nie ma, ale my już jesteśmy po wywiadzie środowiskowym i wiemy, że autobus stojący nieopodal, a zapchany wszystkim, co możliwe jedzie w naszym kierunku. Wsiadamy więc do autobusu, w którym jest już prawie pełno. Od drzwi wita nas znajomy zapach przepoconych ciał, przedzieramy się po mocowaniach siedzeń (przejście jest zapchane towarem i pakunkami) do swojego miejsca i przyklejamy się momentalnie do oparcia.

Autobus zatrzymuje się chyba w każdej wsi, czyli często. W czasie każdego takiego postoju, do okien autobusów podbiegają kobiety i oferują rozmaite napoje i przekąski: przesuszony grillowany kurczak na patyku, pieczone banany, ryż w bambusowym drągu lub w liściu bananowym i inne azjatyckie wynalazki. Handlarki reklamują swoje wyroby tak, że bębenki w uszach pękają, a chcąc narobić nam smaku, wkładają przez okna autobusu patyki, na których ponadziewane są te smakołyki. Siedząca przy oknie Alicja siłą rzeczy kilka razy dostaje grillowanym kurczakiem po twarzy, przypadkiem oczywiście.

Tak spędzamy następne 9 godzin. Zmordowani, ale szczęśliwi zarazem, wysiadamy późnym wieczorem w Pakse, gdzie wraz z poznaną w drodze Belgijką, znajdujemy pokój 3-osobowy. Gdyby nie ona, nocleg wyszedłby nas dość drogo, bo przyjechaliśmy późno i wszystkie najtańsze miejscówki były już zajęte.

Nasze szanowne 4 litery lądują w hamakach i w tym momencie zapominamy o całym świecie na najbliższy tydzień. (Fot. www.loswiaheros.pl)

Nasze szanowne 4 litery lądują w hamakach i w tym momencie zapominamy o całym świecie na najbliższy tydzień. (Fot. www.loswiaheros.pl)

Następnego ranka udajemy się w trójkę na południowy dworzec autobusowy w Pakse, skąd podobno ma być jakiś transport w okolice wysp na Mekongu. Hmm… azjatycka wyobraźnia zdecydowanie przerasta moją, gdyż definicja autobusu dla mnie jest dość jasna – puszka głównie z blachy, posiadająca 4 ściany, dach i podwozie. Laos jednak sprawił, że muszę tę definicję trochę naciągnąć. Jedziemy czymś co jest przerośniętym sawngthaew, jednak w terminologii lokalnej mieści się w pojęciu autobusu.

Pakujemy się zawczasu na tył tego „autobusu” i z coraz mniejszym spokojem przyglądamy się, jak nasz pojazd wypełnia się ludźmi. Powoli zaczyna to dochodzić do granicy mojej definicji pełnego autobusu, ale jeszcze przybywają 4 worki, które się ruszają. Okazuje się, że worki będą przywiązane do tylnej części pojazdu, po której się do niego wchodzi i wychodzi zarazem. Worki są szczelnie zawiązane, a znajome odgłosy dobiegające ze środka, każą twierdzić, iż w środku są prosiaki. Po chwili, wrażeniom dźwiękowym wtórują też wrażenia zapachowe… reszty Wam oszczędzę. Tak jedziemy przez około 2,5 godziny aż docieramy do zakurzonej wioski nad Mekongiem. Stamtąd już tylko rzut beretem do przystani, z której odpływają łodzie na Don Det.

Łodzią motorową docieramy na wyspę, szukamy jakiejś chatki nad Mekongiem i rozglądamy się za bujającym się legowiskiem. Po chwili nasze szanowne 4 litery lądują w hamakach i w tym momencie zapominamy o całym świecie na najbliższy tydzień.

Strony: 1 2 3
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Andrzej Budnik

Andrzej Budnik

Lubi poznawać nowe miejsca, stykać się z nowymi kulturami - to go rozwija i zabija codzienną monotonię. Od połowy 2009 roku w trasie dookoła świata - LosWiaheros.
Podobne artykuły
Jachtostopem do Indonezji. Przystanek na wyspie Timor

Jachtostopem do Indonezji. Przystanek na wyspie Timor

Jeśli śledzicie uważnie losy Alicji i Andrzeja to wiecie zapewne, że opuścili już Australię, zaokrętowali się na jacht i łapiąc wiatr w żagle ruszyli w kierunku Indonezji. Pierwszy etap rejsu zakończył się na wyspie Timor. Oto relacja Andrzeja....
Azja kontra Australia. Szok kulturowy gwarantowany

Azja kontra Australia. Szok kulturowy gwarantowany

Alicja i Andrzej w trakcie swojej podróży dookoła świata dotarli do Australii. Poczytajcie o szoku kulturowym, jaki dopadł ich na najmniejszym kontynencie świata, po półtorarocznym pobycie w Azji....
Sajgon – francuska finezja, chińska szczegółowość i wietnamski upór

Sajgon – francuska finezja, chińska szczegółowość i wietnamski upór

Sajgon, który dziś oficjalnie nazywany jest Ho Chi Minh City, to kulturowy i architektoniczny patchwork. Francuska finezja, chińska szczegółowość i wietnamski upór stworzyły miasto, które przyprawia o zawrót głowy....
Rowerami Za Horyzont. Pierwsze kilometry w Kirgistanie

Rowerami Za Horyzont. Pierwsze kilometry w Kirgistanie

Jazda po kirgijskich drogach nie napawała optymizmem. Kierowcy, nieprzyzwyczajeni do rowerzystów trąbią i zajeżdżają drogę. Człowiek, przyzwyczajony do jako-takiej kultury jazdy i coraz większej ilości rowerów na drogach, z jednej strony czuje się za...

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele