17 czerwca 2010

Qoyllur Rit’i znaczy „gwiaździsty śnieg”

Pielgrzym zmierzający na festiwal Qoyllur Rit'i w Peruwiańskich Andach. (Fot. Kuba Fedorowicz)

Po powrocie z Machu Picchu do Cuzco, przemarznięty i z niewyjaśnioną ochotą na spróbowanie tradycyjnego, peruwiańsko-chilijskiego trunku o nazwie pisco, trafiłem do małego pubu w dzielnicy San Blas. W niewielkim, zadymionym pomieszczeniu siedziało kilku ludzi, słuchając improwizujących na gitarach muzyków. W przerwie, zagadał mnie siedzący obok przy stoliku, tak jak ja samotnie, facet po 40-ce.

Od czasu gdy w Panamie „zaatakował” mnie pewien homoseksualista, w takich sytuacjach jestem dość ostrożny, ale tym razem chodziło o coś innego. Zauważył naszywkę żaglowca, którą mam na ramieniu polaru i był ciekaw co to za jednostka, gdyż sam zwykł żeglować po morzu. Wywiązała się z tego całkiem interesująca rozmowa, podczas której gość opowiedział mi o pewnym religijnym „festiwalu”. Gdy słuchałem szczegółów, gdzieś głęboko w mojej głowie zaczęły dzwonić dzwonki…

Będąc w Kolumbii, miałem okazję obejrzeć na kanale Nat-Geo TV fragment bardzo intrygującego dokumentu. Dotyczył on jednego z najważniejszych w Ameryce Południowej sanktuariów religijnych, które co roku na przełomie maja i czerwca, podczas pełni księżyca przed Bożym Ciałem, przyciąga tysiące wiernych do wysoko położonej, górskiej doliny w Andach Peruwiańskich. Byłem zafascynowany tym, co widziałem na ekranie – jak andyjskie wierzenia, magia i rytuały tutejszych Indian, zostały zmieszane z chrześcijaństwem. Niestety nie dowiedziałem się kiedy się to wszystko odbywa i gdzie dokładnie, a i nazwa wydawała mi się za trudna do wymówienia w tamtym czasie.

Jeden z krzyży po drodze do Sanktuarium. (Fot. Kuba Fedorowicz)

Próbowałem później wyszukać informacje na ten temat w internecie, sądziłem, że są to obchody Wielkanocy, ale gdy nie mogłem natrafić na żaden trop, po jakimś czasie dałem spokój. I nagle znalazłem się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i jeszcze w towarzystwie odpowiedniego człowieka, który mi o tym wszystkim przypomniał. A wszystko przez to, że chciałem się napić pisco. Sami chyba przyznacie, że brzmi to jak niezły „zbieg okoliczności”. Ale nie dla mnie…

Dowiedziałem się, że wciąż mam szansę uczestniczyć w kulminacyjnym punkcie festiwalu i zobaczyć to wszystko na własne oczy. Co prawda ze względu na ostatnie dni ważności mojej wizy w Peru, mój plan zakładał wyjazd z Cuzco i przejazd w kierunku Lago Ticitaca w najbliższym czasie, ale w podróży trzeba czasem umieć pójść za jakimś cichym głosem, który mówi nam, a mi coraz częściej ostatnio – „plany są po to, by móc je zmieniać” :] Pożegnałem się więc szybko z miłym gościem, pobiegłem do hostelu, spakowałem plecak, w godzinę przygotowałem się merytorycznie i po krótkim śnie, wsiadłem rano w przepełniony autobus do malutkiej, położonej w górach, wioski Mahuayani…

Pan Gwiaździstego Śniegu

Qoyllur Rit’i w języku keczua oznacza „gwiaździsty śnieg”. Według legendy, w 1780 roku, młody pasterz Mariano Mayta, pasący stado swojego ojca na zboczach otoczonej przez lodowce doliny Sinakara, spotyka chłopca imieniem Manuel, z którym się zaprzyjaźnia. Gdy ojciec Mariano dostrzega, że jego stado pomnożyło się, w nagrodę wysyła syna do Cuzco by ten sprawił sobie nowe ubranie. Chłopak zapytał ojca czy może też kupić nowe ubranie dla Manuela, a gdy ten się zgodził, Mariano wziął skrawek materiału z szaty nowego przyjaciela, by kupić taki sam w mieście.

Pielgrzym modlący się do "Apu" - świętej góry Ausungate (w tle). (Fot. Kuba Fedorowicz)

Niestety okazało się, że w Cuzco nie jest on dostępny, a jedyną osobą, która chodzi w stroju uszytym z tej tkaniny jest sam biskup miasta. Mariano poszedł więc do prałata, który zaskoczony opowieścią pasterza, wysłał grupę pod przewodnictwem księdza z najbliższej tymże górom parafii w Osangate. Gdy ci dotarli na lodowce nad doliną Sinakary, spotkali Manuela w białych szatach, z których biło oślepiające światło. Oślepiona grupa zeszła po posiłki i gdy kolejny raz spotkali Manuela, pomimo intensywnego światła zdołali go dotknąć. Chłopiec przemienił się wtedy w krzew, na którym rozłożony był umierający Chrystus. Po tym zdarzeniu kazano namalować obraz Chrystusa wiszącego na skale, który dziś znany jest jako Señor de Qoyllur Rit’i (Pan Gwiaździstego Śniegu) i który przyciąga tysiące pielgrzymów każdego roku, będąc sprawcą całego zamieszania.

To jest wersja oficjalna. Peru, tak jak i większość krajów w Ameryce Południowej, jest państwem katolickim. Oczywiście jednak chrześcijaństwo przyszło tutaj wraz z konkwistadorami, którzy podbijając ziemie należące do Inków, szerzyli nową religię. Przeważnie ogniem i mieczem, co jak świat długi i szeroki, zawsze budziło pewne sprzeciwy wśród „nawracanych”. :)

W Andach Środkowych możemy mówić o specyficznym typie chrześcijaństwa, które wymieszało się z poprzednimi, pogańskimi wierzeniami i rytuałami Indian. Większość z nich ma charakter inkaski, gdyż to właśnie Imperium dominowało na tych terenach przed pojawieniem się Hiszpanów. Dla Indian ważny był i jest wciąż kontakt z Naturą, Kosmosem czy Uniwersum, różnie to można nazywać. Człowiek jest tylko jednym z jego elementów. Wierzono, że góry są bogami. Większość szczytów (a zwłaszcza tych najwyższych) ma swojego ducha – Apu, z odmiennymi cechami, mocami i charakterem. Tak jak wszyscy Bogowie, Apu mogą zabierać i dawać życie.

Tego pierwszego nikomu nie trzeba tłumaczyć, natomiast co do drugiego, uważa się, że góry dają życie przez źródła i strumienie z nich wypływające, które postrzegane są jako „nasienie Apu” użyźniające Matkę Ziemię.

Wełniane maski są na standardowym wyposażeniu wielu pielgrzymów i tancerzy przybywających na Qoyllur Rit'i. (Fot. Kuba Fedorowicz)

Lokalny Apu jest wciąż bardzo istotny dla wielu społeczności obecnie żyjących w górach Peru czy Boliwii. Niezwykle ważna jest także Pachamama czyli wspomniana Matka Ziemia, lub tłumacząc dosłownie z jęz. quechua – „Matka Świat”. Jest ona opiekunką siewów i żniw, może zesłać urodzaj, zapewnia płodność, ale jest też odpowiedzialna za trzęsienia ziemi. Poświęconymi jej zwierzętami są lamy, a jej kult wcale nie zaginął. Został tylko, podobnie jak wiele innych, „zamaskowany”. Pachamamę utożsamiano z Maryją, a jej cześć do dziś oddaje się w wielu czynnościach dnia powszedniego, których to zachowań Kościół nie był w stanie wytępić. Dobrym przykładem jest zwyczajowe splunięcie na ziemię pierwszego łyku chicha, tradycyjnego, niskoalkoholowego napoju na bazie kukurydzy, co ma symbolizować toast ku jej chwale.

Tak więc należy mieć na uwadze, że Festiwal i Pielgrzymka do Pana Gwiaździstego Śniegu jest tak samo przejawem synkretyzmu religijnego. Kościół, nie mogąc sobie poradzić z silnymi rytuałami i wierzeniami, stworzył „cud”, na bazie którego powstał ów festiwal. Prawdopodobnie rytuały, które są jego częścią, są o wiele, wiele starsze, niż oficjalna, kościelna data „cudu”.

Grupa pielgrzymów czekająca na ukuku's. W dole widać kolejny komitet powitalny, jakich wiele w całej dolinie Sinakary. (Fot. Kuba Fedorowicz)

50 tysięcy ludzi na pielgrzymce

Sam Festiwal trwa trzy dni. Pielgrzymi docierają tutaj na piechotę przeważnie z licznych wsi i miasteczek położonych w niedalekiej okolicy sanktuarium, ale systematycznie coraz więcej pojawia się także ludzi z innych, większych i bardziej odległych miast. Turyści też są obecni, ale stanowią oni zaledwie niewielki odsetek wśród pielgrzymów. Nie mówiąc już o gringos, których nie widać praktycznie wcale, a przynajmniej ja ich nie widziałem.

Wg różnych źródeł, w ciągu tych trzech dni przez dolinę Sinakara przewija się 15 – 50 tys. ludzi! Już sama ta liczba robi wrażenie, ale jak się pomyśli, że Sanktuarium jest na wysokości ok. 4600 metrów n.p.m., otoczone wysokimi, niedostępnymi szczytami to aż ciężko sobie to wyobrazić.

Pielgrzymi przybywają do Sanktuarium Señor de Qoyllur Rit’i w grupach, które są wspomagane finansowo przez sponsora. Najczęściej jest to jakaś lokalna firma czy zakład, a nie adidas tudzież quicksilver.. :] Każda grupa ma też swojego przewodnika duchowego, zespół muzyków i trupę taneczną, gdyż taniec jest bardzo istotnym elementem całego festiwalu. W zależności od miejsca pochodzenia, tancerze ubrani są na jeden z kilku, tradycyjnych sposobów, który podkreśla ich przynależność do danej grupy. Stroje te są kolorowe, niektóre wymyślne, a jeszcze inne budzą lęk, ale o tym za chwilę.

Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Kuba Fedorowicz

Kuba Fedorowicz

Miłośnik sportów przestrzennych - treking, wspinaczka, skitoury, żeglarstwo itp. Inne pasje realizuje w czasie samotnej podróży autostopem po Ameryce Łacińskiej - mygrandtour.pl
Podobne artykuły
Gringos wśród Asháninka – dziennik z wyprawy do Selva Central

Gringos wśród Asháninka – dziennik z wyprawy do Selva Central

Ekipa filmowego projektu Transandino odwiedziła Indian Asháninka. W trakcie swej podróży po Peru udali się do dżungli w rejonie Salva Central....
Huayna Potosi – sześć tysięcy metrów w boliwijskich Andach

Huayna Potosi – sześć tysięcy metrów w boliwijskich Andach

"Zmęczeni ale szczęśliwi podziwialiśmy nieprawdopodobne widoki. Wszyscy zapomnieli już, że jeszcze przed chwilą powodzenie wycieczki stało pod znakiem zapytania" - relacja Kuby Fedorowicza ze zdobycia Huayna Potosi w Andach....
Explore Apolobamba 2011 (cz. 2) – Do ataku!

Explore Apolobamba 2011 (cz. 2) – Do ataku!

Baza rozbita. Rano, kiedy się budzimy señor Juan już jest w ferworze przygotowań. Nie sądziłem, że lamy to takie dobre zwierzęta juczne. Juan ładuje na każde zwierzę po 20 kilogramów, a lamy lekko sobie narzekając dziarsko prą do przodu. ...
Explore Apolobamba 2011 (cz. 1) – Powrót do Boliwii

Explore Apolobamba 2011 (cz. 1) – Powrót do Boliwii

W 2009 roku odbyła się wyprawa Explore Apolobamba 2009, której sukcesem było zdobycie czterech dziewiczych szczytów oraz wierzchołka FAE 3 w boliwijskich Andach. Dwa lata później, wyrusza ekspedycja Explore Apolobamba 2011 z niemniej ambitnymi planam...

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele