20 stycznia 2010

Pakistan: wirujący trans w mieście Lahore

Kobiety siedziały w specjalnym sektorze za lampkami choinkowymi. (www.lpswiaheros.pl)

Po koncercie kawali miałam kilka godzin na zregenerowanie sił, a przede wszystkim uszu, bo czekała na nas noc sufi… już się bałam. Mój strach okazał się nieuzasadniony. Noc sufi odbywała się na zewnątrz (dla południa Polski „na polu” ;)) na jakimś mniejszym placu, a muzyka grana na żywo nie była nagłaśniana. Zostaliśmy jednak rozdzieleni, bo kobiety siedziały w specjalnym sektorze za lampkami choinkowymi (!?).

Z wielką niecierpliwością oczekiwaliśmy na wirujących sufistów, tym bardziej, że dosyć długo trwał tylko sam koncert wprowadzający nastrój transu. Wreszcie na plac wyszło kilku dziwnie ubranych mężczyzn, tzw „klimaciarzy” i zaczęli kręcić się dookoła w rytm muzyki granej na bębnach. Kręcili się, kręcili, wpadali w trans, a może i nie wpadali. Jednemu zakręciło się w głowie i w dość spektakularny, ale i bolesny sposób upadł na twarde podłoże. Szybko się zebrał i niepewnym krokiem, skulony oddalił się od miejsca upadku.

Po pojedynczych wirujących sufitach, przyszła kolej na wirowanie większej grupy. Przed nami stanęło kilkunastu mężczyzn ubranych na czerwono, którzy zaczęli wprowadzać się w trans tańcząc w rytm bębnów. Niektórzy kręcili się szybko, inni wolniej, a jeszcze inni po prostu wyginali ciało jakby w spazmie. Kiedy rytm nadawany przez bęben stawał się szybszy, stawali w miejscu i energicznie kręcili głowami.

Koncert kawali w pakistańskim Lahore

Mistyczna atmosfera tej nocy jakoś słabo się nam udzieliła. (www.loswiaheros.pl)

Wyglądało to ciekawie przez pierwsze 15 minut, potem lekko zaczęło nam się nudzić. Ale oczywiście sufisci nie robią tego po to, żeby turyści mieli radochę, tylko po to żeby wprowadzić się w trans i skontaktować się ze swoim bogiem. Kilku z nich to się chyba nie udało do końca, bo po jakimś czasie po prostu usiedli i zapalili papierosy patrząc na innych wirujących.

Ogólnie rzecz biorąc mistyczna atmosfera tej nocy jakoś słabo nam się udzieliła. Patrząc na to wszystko pomyślałam, że wobec tego zjawiska nie można być obojętnym. Można się tym zachwycić, albo całkowicie odrzucić. Ja chyba jestem w tej drugiej grupie. Bardzo ciężko mi zrozumieć na czym polega istota takiej nocy wirowania. Miałam też wrażenie, że główny sens i cel trochę się gdzieś zatracił. Z drugiej strony nie można wejść w umysł człowieka wprowadzającego się w trans i zobaczyć, co tak naprawdę dzieje się w jego głowie. Może rzeczywiście w jakiś sposób łączą się z bogiem i jest to głębokim przeżyciem duchowym. A może trafiliśmy na słabe sufi night… A może powinnam pogłębić wiedzę na temat sufizmu.

Więcej relacji z podróży Andrzeja i Alicji: LosWiaheros – w kilka lat dookoła świata.



Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Alicja Rapsiewicz

Alicja Rapsiewicz

Kocha góry i wszystko, co z nimi związane. Od 1 lipca 2009 roku w podróży dookoła świata - LosWiaheros.
Podobne artykuły
Pakistan: Karakorum Highway – skąd ta „wygórowana” nazwa?

Pakistan: Karakorum Highway – skąd ta „wygórowana” nazwa?

Wreszcie jedziemy w upragnione góry. Już nie możemy doczekać się kiedy będziemy w Karakorum. Jednak nie wiedzieliśmy, że spełnienie tego marzenia będzie okupione ciężkimi przeżyciami... ...
Zrozumieć Iran (cz. I): Teheran i Yazd

Zrozumieć Iran (cz. I): Teheran i Yazd

Do Iranu pojechałem sam, bynajmniej nie dlatego, że nie było chętnych na towarzyszenie mi w tej podróży. Emocje, które pojawiają się, gdy jesteśmy zdani tylko na siebie i spotkanych po drodze ludzi, to cenna lekcja życia, która niejednego wczasowicza...
Malezja – azjatycki kocioł kulturowy

Malezja – azjatycki kocioł kulturowy

Malezja to prawdziwy kocioł kulturowy. Chińskie napisy, indyjska muzyka, islamskie meczety i kuchnia z każdego zakątka Azji - wszystko tu miesza się w jedno, tworząc niesamowity pejzaż....
Witajcie w wolnym Tybecie

Witajcie w wolnym Tybecie

Jest takie miejsce w Tybecie gdzie swobodnie rozkwita kultura tybetańska. Nie jest to jednak kraj zagarnięty na początku lat 50. XX w. przez Chińczyków, lecz skrawek Tybetu w granicach Indii. Tą oazą spokoju jest Dharamsala - siedziba Dalajlamy. ...

Komentarze: 1 »

  • Pi

    Moze to i lepiej, ze nie do konca udalo sie zlapac klimat. Gdybys napisala, ze bylo wprost magicznie, kojaca muzyka, migajace lampki, dym kadzidel i zafascynowani turysci wokol to podejrzewalbym raczej przedstawianie dla przyjezdnych. Tymczasem wyglada na to, ze sufisci nie robia tego na pokaz, nie robia teatralnych gestow, siadaja palac papierosy jesli w trans nie udalo sie wejsc. Jest chyba bardzej autentycznie.

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele