12 stycznia 2010

Pakistan: U wrót piekielnych, czyli witamy w Beludżystanie

Wieczorem wpadamy na kolację do kolegi naszego hosta, którego spotkaliśmy „na dworcu”. Jak się okazało pracuje on dla NATO Forces z czym się nie obnosi zupełnie, bo szybko by nastąpiła egzekucja, jak się wyraził. Nikt tutaj nie lubi sił NATO i jakoś się nie dziwię. Drugim pracodawcą i tym oficjalnym zarazem jest ONZ. Zajmuje się on tam rozdzielaniem pomocy dla uchodźców afgańskich. Jak nam zdradził byliśmy na muszce ich wywiadu, który powiadomił go o dwójce białych w wieku około 30 lat, którzy przyjechali „na cło” białym samochodem. Wiedział o kogo chodzi, bo nas dzień wcześniej poznał i kazał nas ochraniać w razie czego. Ciężko byliśmy zdziwieni tym faktem, bo niczego takiego nie zauważyliśmy. My laicy ;)

Granica pakistańsko-afgańska

Urząd celny na granicy Pakistan-Afganistan. (www.loswiaheros.pl)

Tematy poruszane oczywiście same schodziły na wojnę w Afganistanie, tym bardziej, że chwilę temu na maila spłynęły do niego zdjęcia z ostatniej akcji Talibów za Quettą. Wysadzony został cały konwój 25 NATO-wskich ciężarówek jadących z Karachi, portu na południu kraju, do bazy w afgańskim Kandahar. Płonące samochody robiły piorunujące wrażenie. Trzeba było sporządzić raport i wysłać do pakistańskiej siedziby NATO w Islamabadzie.

Wracając do domu naszego hosta, ten dostał telefon od swojego kolegi, który wiedział o naszym pobycie w Quetta. Niestety informacja ta na nas zrobiła piorunujące wrażenie – kila dni temu porwany został w Beludżystanie niemiecki turysta. Dodało to oliwy do ognia roznieconego przez naszą wyobraźnię. Jak tylko dorwaliśmy komputer zaczęliśmy szukać potwierdzenia tej informacji w sieci, ale nie udało się. Nikt ze znajomych pracujących w polskich redakcjach też nam nie umiał pomóc. Prawdopodobnie była to niedźwiedzia przysługa kolegi naszego hosta, która uruchomiła moją wyobraźnię maksymalnie.

Bilet na poranny pociąg do Lahore był już wykupiony, więc trzeba było iść za ciosem i wyprowadzić się z Beludżystanu do Punjabu sąsiadującego z Indiami. Wszystko poszło zgodnie z planem. Udało się przejechać Beludżystan i dojechać do Lahore, które dla mnie jest bardziej indyjskie niż pakistańskie. Mimo, iż sami nie doznaliśmy niczego niemiłego, ciągle czuło się jednak sytuację napięcia i podniesionego stanu gotowości, bo czasem ciężko zasnąć, jak z oddali słychać serię z karabinów maszynowych. Trochę jesteśmy do tego nieprzyzwyczajeni…

Ogólnie więc nasze wrażenia z pobytu w Quetta i przejazdu przez Beludżystan pozytywne nie są, bo jak mogą być skoro życie ciągle toczy się wokół tematu wojny w Afganistanie i Talibów. Dużo milej jednak wspominamy rodzinę naszego hosta, a przede wszystkim jego córeczki, które Alicja uczyła polskiego!

Więcej relacji z podróży Andrzeja i Alicji: LosWiaheros – w kilka lat dookoła świata.

Strony: 1 2 3 4
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Andrzej Budnik

Andrzej Budnik

Lubi poznawać nowe miejsca, stykać się z nowymi kulturami - to go rozwija i zabija codzienną monotonię. Od połowy 2009 roku w trasie dookoła świata - LosWiaheros.
Podobne artykuły
Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? (cz. II) – Tabriz

Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? (cz. II) – Tabriz

Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? Przeczytajcie drugą część relacji z naszej podróży, którą odbyliśmy w lipcu 2011 roku. Opisuję w niej przygody w trakcie pobytu w Tabrizie....
Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? Pierwsze wrażenia

Dlaczego WARTO pojechać do Iranu? Pierwsze wrażenia

Gdy przekroczycie granicę Iranu, nie znajdziecie się wcale w piekle. Przekroczycie granicę kraju, którego mieszkańcy są niesamowicie gościnni, i w którym pobyt będzie należał do jednych z najbardziej niezapomnianych chwil waszego życia. ...
Zrozumieć Iran (cz. II): Shiraz, Zatoka Perska i Esfahan

Zrozumieć Iran (cz. II): Shiraz, Zatoka Perska i Esfahan

O co najczęściej pytają Irańczycy? Po co Ali trzyma w wersalce kałasznikowa? Jak dołączyć do ekskluzywnego klubu trekingowego i dlaczego studenci z Esfahanu jeżdżą w Góry Zagros? Tego dowiecie się w drugiej części relacji Maksa z samotnej podróży prz...
Liban – bliskowschodnia mozaika

Liban – bliskowschodnia mozaika

Chciałoby się rozpocząć: Liban jaki jest, każdy widzi. Nie dlatego, że każdy go widzi, bo nawet na Google Earth trudno coś ujrzeć, lecz dlatego, że Liban widzi się po prostu. Ameryki tu nie odkryję, analizy kulturalno-geograficznej nie przeprowadzę, ...

Komentarze: 3 »

  • Ania i Robb

    Witajcie :)

    Szkoda, że akurat teraz byliście w Pakistanie i nie zdążyliście się nim do końca nacieszyć. Dwa lata temu zjeździliśmy rowerami ten kraj niemalże wszerz i wzdłuż. Ludzie kochani, serdeczni i gościnni..super słodki caj na każdym kroku, policja czasem za bardzo opiekuńcza a ludzie w Quetcie niemalże (dla naszego dobra) „zabronili” nam jechać wzdłuż zachodniej granicy. Mimo, iż wtedy było spokojnie widocznie Oni wiedzieli co się tam dzieje. Dla naszego szczęścia, bo zobaczyliśmy, Sukkar, Multan, i wszystkich dobrych ludzi po drodze z południa do Islamabadu, Doliny Swat i Lahore!
    Powodzenia w dalszej Podróży!!
    Namaste :)
    Ania i Robb

  • Ania i Robb

    Właśnie obejrzalam zdjęcia na http://www.loswiaheros.pl i widzę, że jednak zdążyliście się Nim nacieszyć!!! KKH i Wasze radosne twarze mówią same za siebie.
    Pakistan to piękny kraj. Kraj ze szczególnym charakterem :)
    Pozdrowienia!!
    Ania

  • Andrzej i Alicja (autor)

    Tak, prawda – Pakistan to kraj cudownych ludzi (podobnie jak Iran). Wojna go niszczy, ale mimo to chłonęliśmy go każdym oddechem i z planowanego miesiąca pobytu zrobiło się ponad 2. KKH i Karakorum to magia. Niestety nie mieliśmy aż tyle odwagi, aby pojechać do Doliny Swat i Peshawaru. Może następnym razem, a że będzie tego jesteśmy już teraz pewni.

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele