Pakistan: U wrót piekielnych, czyli witamy w Beludżystanie
Jedziemy autobusem. Po dwóch godzinach zatrzymujemy się na sikanie w jakiejś mieścinie. Po ulicach chodzą tylko mężczyźni. Wszyscy tak samo ubrani – szalwar kamiz. My, ludzie którzy pierwszy raz mamy do czynienia z tą kulturą, przerobieni przez zachodnie media, czujemy pewien dyskomfort. Każdy z nich wg naszego zachodniego myślenia może być przecież Talibem, terrorystą, albo diabli wiedzą kim jeszcze.
Jedziemy dalej. Po chwili z przodu autobusu dobiega jakiś okrzyk. Milkną rozmowy, wszyscy jakby zastygają, autobus przyśpiesza do jakiejś zawrotnej prędkości, co w połączeniu z dziurawą drogą sprawia, że cały tył autobusu podskakuje w takt dziur na drodze. Patrząc za okno widzimy, że po lewej i prawej stronie pojawiły się góry. Czyżby jakiś wrażliwy odcinek na porwania. Atmosfera w autobusie ciągle zastygła aż do kolejnego check-pointu, gdzie musimy się znów rejestrować, niby dla naszego dobra.
W książkach sprawdzam daty – w tym tygodniu żaden biały jeszcze tędy nie jechał, w zeszłym dwie osoby. Jak na główną drogę Iran-Pakistan trochę mało. Co rozsądniejsi pewnie polecieli samolotami z Shiraz do Islamabadu.
Po około godzinie znów znacznie przyśpieszamy, ale tym razem zaczęliśmy naprawdę podskakiwać. Osobiście trzy razy zleciałem z siedziska. Brzuch i głowy zaczęły nas boleć po następnej godzinie. Czuliśmy się jakby nam się ruszał mózg w głowie, nie mówiąc już o żołądku.
Dojechaliśmy do Quetty ledwo żywi i powiem szczerze już powoli zaczynałem zapominać o terrorystach i porwaniach. Jednak miejsce, w którym zatrzymał się autobus i zrozumieliśmy, że kończy on tutaj bieg kazał nam znów się skupić. Jakiś brudny placyk, ogrodzony murem, do tego słabo oświetlone, pełno jakichś przypadkowych ludzi czekających na coś lub kogoś – wszystko to nadawało dziwnego klimatu.
Szukaliśmy wzrokiem kogoś, kto nas szuka lub woła, czyli naszego hosta. Nie było nikogo takiego. Zwlekliśmy więc nasze bagaże z dachu i zaczęliśmy je otrzepywać z kurzu aż podszedł do nas jakiś koleś ubrany w biały szalwar kamiz. „Alicja?” – zapytał. Spadł nam kamień z serca. Jednak jak się okazało, to był kolega naszego hosta, który czekał na nas w aucie ze swoimi dziećmi. A że autobus był spóźniony, dzieciaki już zasnęły – dochodziła 23:00. Wykończeni, głodni i śpiący z przyjemnością przyjęliśmy gościnę naszego hosta. Jesteśmy w Quetta – połowa Beludżystanu za nami.











Explore Apolobamba - ciut niżej niż kondory
Za Horyzont - rowerami do Chin, Kirgistanu i Pakistanu
Torell Expedition 2012 - śladami polskich wypraw na Spitsbergen
Magda i Tomek dookoła świata - poznanie świata, poznanie siebie
project:Sailing - rejs dookoła Bałtyku
Klapki Kubota State of Mind - przed siebie w kierunku wschodnim
Z Alaski do Meksyku - Piotr Strzeżysz jedzie rowerem
Na Krańcach Świata - Agnieszka i Mateusz Waligóra w podróży na krańce świata.
Shangri-la - Jarek Czakański w podróży
Tandem Adventure - wyprawa przez Amerykę Południową na tandemie.
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika
Rowerowa Rosja - na dwóch kółkach przez wielki kraj
Afryka Nowaka - wyprawa szlakiem Kazimierza Nowaka
Paweł i Ośka w podróży poślubnej przez pół świata
Vagabundos.pl, czyli włóczykije w podróży dookoła świata
Korona Jezior Ziemi - badania najwyżej położonych jezior na Ziemi



Witajcie :)
Szkoda, że akurat teraz byliście w Pakistanie i nie zdążyliście się nim do końca nacieszyć. Dwa lata temu zjeździliśmy rowerami ten kraj niemalże wszerz i wzdłuż. Ludzie kochani, serdeczni i gościnni..super słodki caj na każdym kroku, policja czasem za bardzo opiekuńcza a ludzie w Quetcie niemalże (dla naszego dobra) „zabronili” nam jechać wzdłuż zachodniej granicy. Mimo, iż wtedy było spokojnie widocznie Oni wiedzieli co się tam dzieje. Dla naszego szczęścia, bo zobaczyliśmy, Sukkar, Multan, i wszystkich dobrych ludzi po drodze z południa do Islamabadu, Doliny Swat i Lahore!
Powodzenia w dalszej Podróży!!
Namaste :)
Ania i Robb
Właśnie obejrzalam zdjęcia na http://www.loswiaheros.pl i widzę, że jednak zdążyliście się Nim nacieszyć!!! KKH i Wasze radosne twarze mówią same za siebie.
Pakistan to piękny kraj. Kraj ze szczególnym charakterem :)
Pozdrowienia!!
Ania
Tak, prawda – Pakistan to kraj cudownych ludzi (podobnie jak Iran). Wojna go niszczy, ale mimo to chłonęliśmy go każdym oddechem i z planowanego miesiąca pobytu zrobiło się ponad 2. KKH i Karakorum to magia. Niestety nie mieliśmy aż tyle odwagi, aby pojechać do Doliny Swat i Peshawaru. Może następnym razem, a że będzie tego jesteśmy już teraz pewni.