Mali Książęta z nepalskiego sierocińca


Ola Fasola Pająk-Gałęza


Czytam różne książki. Jedne szybciej, drugie wolniej. Jedne z zapartym tchem, inne odkładam niedokończone (choć to zdarza się rzadko). Jedne mnie wzruszają, inne zupełnie nie. Teraz jednak wzrusza mnie niemal wszystko, co czytam. Mama 3-latka, który właśnie przestał być jedynakiem, bierze lekturę o nepalskich sierotach. O zaginionych dzieciach. O handlu dziećmi. Wzrusza się? Owszem, ale przy tym świetnie bawi. Taka jest książka autorstwa Conora Grennana Mali Książęta.

Mali książęta gościli na liście bestsellerów New York Timesa, zostali przetłumaczeni na kilkanaście języków. To opowieść o autentycznych przeżyciach kolesia (bo inaczej nazwać się go na początku nie da) z Ameryki, który postanawia zaimponować znajomym, a zwłaszcza kobietom. Czym można zaimponować? Z pewnością wieloma rzeczami, ale on wpada na pomysł podróży dookoła świata. Zdaje sobie jednak sprawę, że to już było i nie robi to już takiego wrażenia, jak może jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. By zatem zrobić coś ponad samą wycieczkę, wyjeżdża na trzymiesięczny wolontariat w nepalskim domu dziecka.

Początek jego „wielkiej podróży” stał się przyczynkiem do zmiany całego jego życia. Brzmi patetycznie i co tu dużo mówić – przerażająco. Nie lubię takich ckliwych, na wskroś amerykańskich scenariuszy, więc zabierałam się do książki z dużym dystansem. Z każdą kolejną przeczytaną stroną dystans jednak się zmniejszał, bo książka napisana jest lekkim językiem, a sam autor ma tak duży dystans do siebie samego, że chyba tylko wydawców (pewnie tych amerykańskich) nieco poniosło przy opisie książki.

Krzysztofie Samborski! Na zdrowie! – recenzja książki Zjadłem Marco Polo

Książka Mali Książęta napisana jest na tyle lekko, że mimo ciężaru tematu jaki podejmuje, czyta się ją błyskawicznie. Autor wytyka swoje „amerykańskie przywary” i naśmiewa się z nich przy każdej okazji. Na początku pomyślałam, że to przesada i gra z jego strony, jednak po całej lekturze można przypuszczać, że Conor świadomie pokazywał siebie jako młodego, nieznającego życia chłopaczka, by tym dobitniej pokazać, jak jego życie zmieniło się pod wpływem kilku nepalskich dzieciaków.

Amerykanin niemający bladego pojęcia o dzieciach, o kulturze i historii Nepalu, a tym bardziej o jego sytuacji politycznej i społecznej trafia jako wolontariusz do nepalskiego sierocińca (notabene od jego nazwy wziął się tytuł książki). Stara się jak może poznać kraj, w którym przyszło mu żyć, a także i same dzieci. To właśnie one najbardziej go zmieniają. Dokonują tego przez to, że same zostały zmienione przez historię swojego kraju. Wokół panował bowiem ciągły niepokój z powodu wojny domowej. Podopieczni Conora pochodzili z odległych, górskich terenów Nepalu i zostali zabrani od swoich rodziców, gdy byli jeszcze bardzo mali. Z tego względu wielu z nich nie pamiętało swoich rodzin i rodzinnych stron. To zmieniło ich życie na zawsze, choć nie jednoznacznie. Po trzech miesiącach, autor wyruszył w zaplanowaną dużo wcześniej wyprawę dookoła świata.

Nic już jednak nie było takie samo. I choć z pewnością sam wyjazd był ciekawym doświadczeniem, to jednak ten trzymiesięczny pobyt w Nepalu niewyobrażalnie zmienił jego życie. Historia Grenanna to dowód na to, ile może dać zaangażowanie. On opisuje swoje perypetie ze wszystkimi wzlotami i upadkami, radościami i lękami, a co najważniejsze wydaje się być absolutnie szczery z czytelnikiem. Zachwyca brak uogólnień, morałów, pouczeń. Wszystko jest sumą przeżyć samego autora i zawsze mocno to podkreśla. Choć dodaje, że książkę napisały z nim same dzieci przez to jak bliskie mu się stały i jak głęboko na niego wpłynęły.

W Małych Książętach znajdziemy również masę ciekawych informacji o sytuacji politycznej i społecznej Nepalu oraz o jej wpływie na życie mieszkańców, głównie tych najmłodszych. Co ciekawe są to słowa wypowiedziane jakby pomiędzy wierszami, mimochodem, ale być może dzięki temu jeszcze dobitniej pokazują rujnującą kraj wojnę domową i bezmyślną walkę o władzę pomiędzy maoistami a rodziną królewską.

Lektura mało podróżnicza, ale chyba o to w niej chodzi. Mocno emocjonalna, prawdziwa i czyta się ją jak książkę fabularną. Czasem trudno było mi uwierzyć, że to wszystko, choć daleko, dzieje się naprawdę tu, w człowieku.

Conor Grennan, Mali Książęta. Historia człowieka, który obiecał dom zaginionym nepalskim dzieciom. Papierowy Księżyc, Słupsk 2013

Ola Fasola Pająk-Gałęza


Komentarze: Bądź pierwsza/y