28 grudnia 2009

Libia: Wjeżdżamy w hamadę, hamada wjeżdża w nas

Następnego dnia przejeżdżamy przez coś na kształt wyschniętego jeziora, którego powierzchnia jest tak idealnie gładka, że udaje się nam nawet rozwinąć prędkość do 25 km/h. Ponownie zaskakują formy geologiczne. Mijamy pola kamieni o roślinnych kształtach – z daleka wygląda to jak nieregularne powyciągane z ziemi i rozrzucone czarne buraki. Kilka godzin później suniemy przez pola sterczących w górę minigłazików, które wydają się być jakby poukładane. Każdy kamyk leży osobno. Widzimy też kamienie w kształcie i o barwie kokosanek i tafle kamienne, mieniące się w słońcu jak potłuczona szyba. Po bliższym zbadaniu szyby okazują się być naturalnym, mlecznym, z rzadka przeziernym szkłem. Jedziemy przez krainę odwróconych górą do dołu i wbitych w ziemię lejków. Mijamy naturalne skalne kurhany i kopce, czasami gigantycznych rozmiarów. Wpadamy w piaskowe pułapki w postaci przysypanych świeżym piaskiem kolein po kołach aut terenowych. Sahara jest zaskakująco rozjeżdżona, natomiast bez wątpienia stanowi geologiczny raj dla znawców tematu.

Życie obozowe i jedzenie

Po całodniowym rowerowym wysiłku, który średnio dziennie zajmuje około pięć i pół godziny czystej jazdy, szukamy miejsc osłoniętych od wiatru, żeby rozbić namioty i zorganizować obozowisko. Zazwyczaj już zmierzcha. Jest godzina 18.00-18.30 lokalnego czasu. Szukamy małych i lichych krzaczków cierniowych, żeby rozpalić ognisko. Zbieramy je po drodze i wieziemy na bagażnikach rowerów. Przygotowujemy kolację. Jemy małą sałatkę warzywną ze wspólnej miski i ciepłe danie typu gulasz na bazie makaronu lub ryżu, doprawiane czosnkiem, cebulą i harisą (mocno pikantną pastą ze zmielonych papryczek pepperoni). W gulaszu jest też kilka kawałków mięsa. Mięsa, które najpierw ususzyliśmy, w ten sposób, że pocięte na wąskie paski kawałki przesuszaliśmy rozłożone na płasko wieczorem i w nocy na wietrze, a w dzień osłanialiśmy od słońca. Mięso po trzech dobach było gotowe do spożycia. Mięso z młodego wielbłąda zasuszyło się razem z tłuszczem, w baraninie i mięsie z kozy tłuszcz wyparował, te kawałki są twardsze i moim zdaniem smaczniejsze.

Mięso pocięte na wąskie paski kawałki przesuszaliśmy rozłożone na płasko wieczorem i w nocy na wietrze, a w dzień osłanialiśmy od słońca. (fot. www.afrykanowaka.pl)

Po daniu głównym pijemy szaj – nektar pustyni – esencję z herbaty w kieliszkach z grubego szkła, gotowaną na żarze ogniska, w metalowych czajniczkach, imbryczkach z fantazyjnie wygiętym lejkiem, koniecznie z pianką uzyskiwaną w wyniku wielokrotnego przelewania herbaty z czajniczka do innego naczynia i z powrotem. Podanie herbaty bez pianki jest dyshonorem dla gospodarza i obraża gościa, do tego stopnia, że w relacjach damsko-męskich brak pianki traktowany jest jak przysłowiowa czarna polewka. W warunkach pustynnych słodki jak ulepek i bardzo mocny szaj jest naprawdę zadziwiająco krzepiącym napojem. W opcji do szaju kierowca czasami przyrządza nam również na żarze kawę z kardamonem parzoną w metalowym tygielku.

Po jedzeniu obowiązkowy pokot. Leżymy okutani w śpiworach. W kurtkach, polarach, czapkach – kto co ma ciepłego do ubrania. Hamada El Hommra to najzimniejsze miejsce w Libii, zwłaszcza zimą i nocą – opowiada Mohammed, kierowca eskortującej nas toyoty. Przy tej okazji dowiadujemy się, że Mohammed nie widział śniegu w Libii, pamięta tylko, jak padał grad. Było to jakieś 10 lat temu. Śnieg widział w Tunezji.

Z rana budzi nas zwykle przenikliwe zimno. Wstajemy skoro świt. Wokoło nas olbrzymie przestrzenie. Piękne w swej surowości. Nieopodal przysiada saharyjski Bohrer – czarny ptak podobny do kosa, z białym czepkiem na głowie. Ten ptak to zwiastun dobrego dnia – wyjaśnia Mohammed.

Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Piotr Sudoł

Piotr Sudoł

Zapalony rowerzysta, zafascynowany romantyczną poetyką postaci Kazimierza Nowaka. Uczestnik ekspedycji na Madagaskar wyróżnionej na Kolosach w kategorii Podróż Roku 2008.
Podobne artykuły
Rowerem przez Saharę – rozmowa z Anną Grebieniow

Rowerem przez Saharę – rozmowa z Anną Grebieniow

O podróży rowerem przez Saharę, libijskiej gościnności, wszystkowidzącej tajnej policji i Wigilii na pustyni opowiada Anna Grebieniow, uczestniczka drugiego etapu Afryki Nowaka....
Libia: Stary Salah wspomina spotkanie z Nowakiem

Libia: Stary Salah wspomina spotkanie z Nowakiem

Spotykamy Salah Ali Badrana, który mając 8 lat spotkał Kazimierza Nowaka. Nasz towarzysz cieszy się z tego spotkania w równym stopniu jak my. ...
Libia: Marszu potępieńców dzień drugi

Libia: Marszu potępieńców dzień drugi

Przed nami olbrzymia 200-stu metrowa potężna wydma, którą na szczęście omijamy. Dowiedzieliśmy się, co to znaczy brnąć przez piach z rowerem wyładowanym tobołami. Znamy widok martwego wielbłąda i jego leżącego na piasku szkieletu wysuszonego ze skórą...
Libia: U wrót Sahary – Ghadames

Libia: U wrót Sahary – Ghadames

Wczesnym rankiem opuszczamy Derj. Przed nami dokładnie 101 km do słynnego Ghadamesu. Miasta owianego legendą, miasta otoczonego pustynią, miasta znanego jako tranzyt większości saharyjskich karawan - zwanego "Bramą Sahary"...

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele