Libia: Stary Salah wspomina spotkanie z Nowakiem

Pejzaże niczym z okładek National Geographic (fot. www.afrykanowaka.pl)
Widok to w jakimś sensie pozbawiony oryginalności – pejzaże te znane są wszystkim z amerykańskich filmów i z okładek National Geographic, przywołują na myśl takie hasła jak „Colorado” czy „Dziki Zachód”, a jednak zapiera dech w piersi. Rozpościerająca się przed nami płaska, otwarta przestrzeń, co jakiś czas przecinana jest formacjami skalnymi – piaskowiec niespodziewanie wyrasta z ziemi i wspina się kilkanaście metrów w górę, by utworzyć długą płaską półkę.
Wzgórza te, niewielkiej wysokości, w poziomie ciągną się czasem nawet kilometrami, stanowiąc jakby osobne piętro. Mniejsze pagórki sprawiają wrażenie wyrastających z ziemi stołków. Jak byśmy poruszali się po wyschniętym dnie morza, a otaczające nas wzgórza stanowiły brzegi lądu. Zatrzymujemy się i wspinamy na jeden z pagórków, by odkryć, że małe kamyczki, którymi jest upstrzony, z daleka wyglądające jak kruszona czekolada, to skamieniałe muszelki! Rozglądamy się w okół. Setki, tysiące, miliony muszelek. Teraz nie mamy już wątpliwości – poruszamy się po morskim dnie.

Poruszamy się po wyschniętym morskim dnie (fot. www.afrykanowaka.pl)
– Obudź się, Kasper, zobaczysz fenka! –wyrywają mnie ze snu Marcin i Ania. Przecieram oczy i patrzę we wskazanym kierunku. Zza pobliskiego krzaka wysuwa się granatowy cień i zmierza w stronę samochodu. Przypominające naszego lisa stworzenie zbliża się na odległość kilku metrów. Wtem Marcin zaskakuje nas (i lisa także) nagłym „Patrz, patrz, paaaaaaaatrz!” Zapada sekunda ciszy. Psowaty zatrzymuje się z wahaniem, po czym odwraca się i drobnymi kroczkami odchodzi w przeciwnym kierunku. Rankiem zastanawiamy się, jaki był to gatunek. Podłużnego kształtu zwierzak miał małe nóżki i długi puszysty ogon. Był o wiele za duży na fenka, mógł to więc być np. szakal. Nam przypominał naszego „rudzielca”, ale według Hamida lis pospolity nie zapuszcza się na pustynię.
Przed nami Maradah, miejscowość, do której Kazimierz Nowak dotarł strasznie wymęczony pustynią, obdarty. Stąd chciał się kierować dalej Saharą do Gialo, jednak Włosi zatrzymali go i nakazali stawić się w Komendzie Strefy. Polski podróżnik zostawił swój jednoślad w oazie i udał się do Bengazi. Tam władze nakazały mu zmienić plany, zmuszono go do obrania drogi wzdłuż wybrzeża. Wrócił do Maradah po rower, na którym przebył znów tę samą trasę do stolicy Cyrenajki.

Miejscowa wersja logo Afryki Nowaka :) (fot. www.afrykanowaka.pl)
Historii stanie się zadość! I my przebędziemy ten odcinek samochodem, co prawda tylko raz i w jedną stronę. W Bengazi oczekują nas spotkani w Ghadamesie skauci. Przygotowali nam nawet wigilię, nie udało się nam jednak przybyć na czas. Samochodem dotrzemy tam jutro, a więc zamiast Bożego Narodzenia spędzimy z harcerzami noc sylwestrową. Zapowiadamy się telefonicznie, ładujemy rowery i bagaże na pakę samochodu Hamida i ruszamy. Jeszcze dziś wieczorem osiągniemy wybrzeże Morza Śródziemnego.
Odwiedzamy też piekarnię, po której oprowadza nas sympatyczny Tunezyjczyk. Przywiązany do ojczystej tradycji, do wyrobu przepysznych chlebków używa mąki specjalnie sprowadzanej z Tunezji. Piekarz z uśmiechem proponuje Dominikowi, by zamieszkał wraz z nim w Maradah i wypiekał chleb. Po południu jeden z mieszkańców zabiera nas do uadi z wysychającym stawem, za którym rozciąga się piękna panorama wzgórz z piaskowca. Przechadzamy się po przypominającej wyglądem kruszonkę karpatki spękanej skorupie piasku z resztkami soli – miejscu, gdzie kiedyś była woda (tzw. sebha), i posilamy się tuńczykiem z puszki na pobliskim wzniesieniu. Nasz przewodnik instruuje nas, jak dojechać z Maradah do Agheila. Na drodze tej nie ma asfaltu, ale to tędy przejechał Nowak, dlatego i my obieramy tę marszrutę. Odcinek ten przebył trzykrotnie – samochodem, pieszo i rowerem. W drodze powrotnej z Bengazi do Maradah popsuł się samochód, którym jechał, zdecydował się więc przejść 80 km pieszo. Czytamy na głos opisujący te wydarzenia reportaż i listy Nowaka do żony. Docieramy do nadmorskiego Agheila i kierujemy się na wschód. Nocujemy kawałek za Bregą.
tekst: Dominik Szmajda/Kasper Piasecki
Więcej relacji z wyprawy Afryka Nowaka: Afryka Nowaka – wyprawa szlakiem Kazimierza Nowaka








Show me your way - w poszukiwaniu znaczeń szczęścia
Poland Trek - Belg przemierza Polskę od Tatr po Bałtyk
Pamir Bikeway 2012 - Azja Centralna rowerem i koleją
Na Krańcach Świata - Agnieszka i Mateusz Waligóra w podróży na krańce świata.
Magda i Tomek dookoła świata - poznanie świata, poznanie siebie
Korona Jezior Ziemi - badania najwyżej położonych jezior na Ziemi
Rowerowa Rosja - na dwóch kółkach przez wielki kraj
Tańce wśród piratów - Magda i Marcin tanecznym krokiem szukają skarbu
Pomiędzy Oceanami - Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej
Gap year in Kunming - chińska przerwa w życiorysie
Z tatą na Igrzyska - rowerami do Londynu
Torell Expedition 2012 - śladami polskich wypraw na Spitsbergen
Na Własne Oczy - zobaczyć, co świat ma do zaoferowania
project:Sailing - rejs dookoła Bałtyku
Klapki Kubota State of Mind - przed siebie w kierunku wschodnim
Shangri-la - Jarek Czakański w podróży
Oblicza Gruzji - niesamowita różnorodność kraju
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika



Na taką właśnie wiadomość czekałam!!!
Czytając książkę Nowaka zastanawiałam się czy zostały gdzieś po nim jakieś ślady. Myślałam razcej o zdjęciach lub jakichś przedmiotach, które mogły być przechowywane przez tubylców jako pamiątka po wizycie białego człowieka na Czarnym Lądzie.
Jednak spotkanie z Salahem, człowiekiem, który pamięta Kazimierza Nowaka przeszło moje najsmielsze oczekiwania. To jest po prostu niesamowite i ciarki po plecach mi przechodziły kiedy czytałam ten artykuł. A zdjęcie Salaha z książką Nowaka jest genialne.
Szczerze Wam gratuluję, że udało Wam się dotrzeć do takiej „pamiątki” i zyczę Wam żeby takich spotkań było więcej!!!