29 grudnia 2009

Libia: Marszu potępieńców dzień drugi

Powoli wyjeżdżamy z piachów. Nadal jedziemy bez przyczepek. Co prawda sygnalizowany przez kierowcę 10 kilometrowy odcinek opuszczania ramli ma finalnie 40 kilometrów, ale to już przestało na nas robić wrażenie. Pojawia się droga szutrowo-piaskowa. Tempo wzrasta i dojeżdżamy do pisty (drogi dojazdowej do campów wydobywczych). Właśnie w tym miejscu, na skrzyżowaniu dróg. Przy kałuży wody porośniętej trzciną w zagadkowym miejscu jak na pustynię, gdzie słychać szum sitowia na wietrze i szmer wody spotykamy się z grupą europejskich Land Roverów. Austriacy robią nam zdjęcia, żartujemy, częstują oryginalnym piwem Gossler w zielonych 0,5 litrowych puszkach! Piwo mi nigdy tak nie smakowało. I nie zawartość alkoholu była tu decydująca, bardziej chyba świadomość, że pijemy prawdziwe piwko z chmielową goryczką. W Libii 90 % napoi jest ulepkowata, co się potrafi szybko znudzić.

Po raz kolejny nocą na biwaku zostajemy ze Zbyszkiem sami. Dominik i reszta drugą noc z rzędu próbują samochodem dojechać do Awaynatu, żeby dać znać Polsce, że żyjemy. Jest niesamowicie cicho, samochód nie trzaska drzwiami, natarczywa muzyka arabska nie odciąga nas od naszych myśli, palimy ognisko, księżyc świeci bardzo jasno. Wychodzimy nocą z zagłębienia piaskowego, gdzie się rozbiliśmy na rozległy płaskowyż. Odchodzimy tak daleko, aby stracić obóz ze wzroku. Jesteśmy w nie przemierzonym „matrixie”. Tak jakby autor kreskówki umieścił nas na zupełnie czystym planie. Jedyny punkt odniesienia to zapamiętana na nieboskłonie gwiazda. Gwiazda przewodniczka pozwalająca odnaleźć drogę z powrotem do obozu.

Dowiedzieliśmy się, co to znaczy brnąć przez piach z rowerem. (fot. www.afrykanowaka.pl)

Wiemy już, jak wonieje palone po zmroku ognisko z suchych jak wiór kolczastych raniących dłonie krzaków. Wiemy też, czym jest po ciężkim znoju dnia łyk gorącej, mocnej i słodkiej herbaty, przyrządzanej na żarze ogniska w mocno sfatygowanym metalowym imbryczku. Dowiedzieliśmy się, co to znaczy brnąć przez piach z rowerem wyładowanym tobołami. Wiemy też, jak to jest zasypiać pod gołym niebem usłanym tysiącem gwiazd. Znamy widok martwego wielbłąda i jego leżącego na piasku szkieletu wysuszonego ze skórą, mięśniami i ścięgnami. Znamy też refleksje, które się wtedy nasuwają. W naszych umysłach rozszerzyliśmy zakres pojęcia „bezmiar po horyzont”. Znamy uczucie pustki i osamotnienia, gdy przy księżycowej poświacie wyjdzie się z piaskowego zagłębienia na kamienisty płaskowyż i odejdzie na tyle daleko, by stracić z oczu wszelkie punkty odniesienia. Wrócimy bogatsi. Bogatsi o kolejną kartę życia, choć tych nie przeczytanych zostało tak wiele jeszcze. A Kazik? Cóż. Kazik nas cały czas bacznie obserwuje. Niechętnie wpuszcza do swojego królestwa. Już w Boruszynie pokazał, że musimy się liczyć z licznymi przeciwnościami aury. Pociera swoją zmierzwioną przez wichury brodę i śmiejącymi się oczami pobłażliwie roztacza przed nami takie zjawiska i widowiska, jakie tylko dusze niespokojne oglądać mogą.

A gdzieś tam na hamadzie, niewzruszony przez wieki, leżący samotnie, fioletowy głaz do połowy wbity w piach i żwir, pamięta jeszcze łysawą, przygarbioną postać pochyloną nad rowerem. Pamięta i tajemnicy tej pamięci zazdrośnie strzeże. Bo to jest właśnie tajemnica istnienia. Niezbadana ani przez Kazika, ani tym bardziej przez nas.

Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Piotr Sudoł

Piotr Sudoł

Zapalony rowerzysta, zafascynowany romantyczną poetyką postaci Kazimierza Nowaka. Uczestnik ekspedycji na Madagaskar wyróżnionej na Kolosach w kategorii Podróż Roku 2008.
Podobne artykuły
Rowerem przez Saharę – rozmowa z Anną Grebieniow

Rowerem przez Saharę – rozmowa z Anną Grebieniow

O podróży rowerem przez Saharę, libijskiej gościnności, wszystkowidzącej tajnej policji i Wigilii na pustyni opowiada Anna Grebieniow, uczestniczka drugiego etapu Afryki Nowaka....
Libia: Stary Salah wspomina spotkanie z Nowakiem

Libia: Stary Salah wspomina spotkanie z Nowakiem

Spotykamy Salah Ali Badrana, który mając 8 lat spotkał Kazimierza Nowaka. Nasz towarzysz cieszy się z tego spotkania w równym stopniu jak my. ...
Libia: Wjeżdżamy w hamadę, hamada wjeżdża w nas

Libia: Wjeżdżamy w hamadę, hamada wjeżdża w nas

Po tej otwartej przestrzeni hamady, martwej i skalistej, praktycznie nieustannie przetaczają się niczym niezatrzymywane masy powietrza pędzone przez wiatr z zawrotną prędkością. Szaleją sztormy i huragany. Czemu zawsze w kierunku przeciwnym do naszeg...
Libia: U wrót Sahary – Ghadames

Libia: U wrót Sahary – Ghadames

Wczesnym rankiem opuszczamy Derj. Przed nami dokładnie 101 km do słynnego Ghadamesu. Miasta owianego legendą, miasta otoczonego pustynią, miasta znanego jako tranzyt większości saharyjskich karawan - zwanego "Bramą Sahary"...

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele