Libia: Marszu potępieńców dzień drugi

Ofiara pustyni (fot. www.afrykanowaka.pl)
Przed nami olbrzymia 200-stu metrowa potężna wydma, którą na szczęście omijamy. Znajdujemy się ponownie na rozłożystym płaskowyżu tym razem piaskowym. Idziemy z prędkością średnio 5,5 km/h prowadząc rowery bez bagażu, ze zdemontowanymi pedałami i nóżkami.
W takich warunkach kompletnie zmienia się postrzeganie. Każdy najmniejszy szczegół – jak kamień, centymetrowy krzaczek, ślad na piasku po żmiji lub bosej ludzkiej stopie – wydaje się niezwykle ważnym elementem krajobrazu. Piasek jest piękny, fantazyjnie pofałdowany i czysty. Na horyzoncie pojawia się kolejna potężna diuna. Zakładamy się jaki dystans w kilometrach dzieli nas od niej. Wygrywa Dominik obstawiając 3 km. Zresztą i tak nie doszacował o jakieś 700 metrów. Duże obiekty na takiej przestrzeni wydają się być znacznie bliżej niż w rzeczywistości. Na stokach wydmy kładą się ambientne cienie. Dominik stwierdza, że kształty diuny przypominają mu kobiece. Cóż, jest 20 dzień wyprawy, nasz fotograf chyba już wyposzczony. Przed samym biwakiem pojawiają się głębokie rowy. Zjeżdżamy w nie z opuszczonymi siodełkami i bez pedałów. Jak małe dzieci na 3 kołowych rowerkach z górki na pazurki. Kombinujemy nad usprawnieniami. Zamierzamy spuścić powietrze z opon, może dokręcić jeden pedał, zastanawiamy się jak zadziałałyby w tych warunkach rakiety śnieżne. Piasek ma naprawdę rudy wręcz pomarańczowy kolor i jest zaskakująco czysty. W ogóle nie pyli. Rozbijamy obóz w małej kotlince. Słońce chowa się za widnokrąg. To był naprawdę udany dzień. Wieczorem rozmawiamy o spadających meteorytach, które podobno najłatwiej odnaleźć na pustyni. Meteoryty są podobno koloru czerwono-czekoladowego i mają podziurawioną strukturę. Dookoła miejsca gdzie spadł meteoryt piasek jest spalony. Noc przynajmniej na starcie wydaje się być cieplejsza.
„Marszu potępieńców dzień drugi”– rozpoczyna miło dzień Zbyszek
Dwa pełne dni spędzamy przepychając rowery przez piaski. Pierwszy dzień był bardziej wymagający. Zbyszek kompletnie zatarł sobie nogi. Nakleił kilka plastrów. Szedł kawałek drogi boso. Ponownie nakleił plastry. Tym razem od strony podeszew. Potem pożycza sandały od Fadela i w nich już do końca drepcze przez piachy. Ja pierwsze 7 kilometrów przepycham rower przez piach ze zblokowanymi szczękami tylnego hamulca. Ot, miało iść ciężko, no to szło. Pierwszego dnia ukształtowanie trasy jest bardziej górzyste. Dużo trudnych podejść w kopnym piachu. Spuszczamy powietrze z opon. To ułatwia przepychanie.

Zamek Diabła (fot. www.afrykanowaka.pl)
Dominik wynalazł sposób na zjeżdżanie z wydm siedząc bokiem na ramie roweru. Sposób taki jak damski sposób jazdy konno sprzed stu lat. Umiejętność tą rozwijamy do tego stopnia, że na jednej z ostatnich wydm postanawiamy rozegrać pierwsze mistrzostwa Polski w zjeżdżaniu z wydmy rowerem bez pedałów im. Kazimierza Nowaka. Wygrywa Dominik. Ciekawostka techniczna polega na takim rozłożeniu balansu na rowerze, aby dociążyć maksymalnie tylne koło powodując nie zagrzebywanie się przedniego w piachu. Przejeżdżamy przez 7 wielkich uadi. Różnice wzniesień są tam takie, że pozwalają staczać się rowerom z prędkością maksymalną 50 km/h. Siedząc bokiem!
Drugiego dnia pokonujemy więcej odcinków płaskich. Prowadzimy rowery komfortowymi przesuszonymi korytami pradawnych rzek. Fantastyczne formy skalne. Znowu raj dla geologów. Coraz liczniej występują fioletowe głazy. Czasami skrystalizowana sól jak mech całymi połaciami porasta dna wyschniętych rzek. Drugiego dnia mijają nas dwukrotnie wycieczki francuskich turystów. Podczas postoju pierwszej kopiuję 2 GB tuareskiej muzyki z samochodowego odtwarzacza mp3 kierowcy Land Crusiera owiniętego w fioletowy szesz i ukrytego za lustrzanymi okularami typu Sylwester Stallone. Od tej pory nieustannie będzie nam towarzyszyć rewelacyjna w tempie i przestrzeni muzyka zespołu Tinariwen. Gitarowe brzmienie zespołu połączone z nostalgiczną melodią muzyki pustynnej, głębokim i tajemniczym vocalem oraz atawistycznym pogłosem chórków tworzy niezwykle magnetyczne połączenie. Nasz ulubiony kawałek przywodzi mi na myśl powolny rytmiczny marsz karawany i opowiada w warstwie tekstowej, którą przybliżył nam Fadel, o dźwiękach pustyni, które możesz usłyszeć tylko wtedy, kiedy wewnętrznie się wyciszysz podróżując samotnie przez bezmiar piasków.









Explore Apolobamba - ciut niżej niż kondory
Za Horyzont - rowerami do Chin, Kirgistanu i Pakistanu
Torell Expedition 2012 - śladami polskich wypraw na Spitsbergen
Magda i Tomek dookoła świata - poznanie świata, poznanie siebie
project:Sailing - rejs dookoła Bałtyku
Klapki Kubota State of Mind - przed siebie w kierunku wschodnim
Z Alaski do Meksyku - Piotr Strzeżysz jedzie rowerem
Na Krańcach Świata - Agnieszka i Mateusz Waligóra w podróży na krańce świata.
Shangri-la - Jarek Czakański w podróży
Tandem Adventure - wyprawa przez Amerykę Południową na tandemie.
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika
Rowerowa Rosja - na dwóch kółkach przez wielki kraj
Afryka Nowaka - wyprawa szlakiem Kazimierza Nowaka
Paweł i Ośka w podróży poślubnej przez pół świata
Vagabundos.pl, czyli włóczykije w podróży dookoła świata
Korona Jezior Ziemi - badania najwyżej położonych jezior na Ziemi



Dodaj komentarz