29 grudnia 2009

Libia: Marszu potępieńców dzień drugi

Ofiara pustyni (fot. www.afrykanowaka.pl)

Przed nami olbrzymia 200-stu metrowa potężna wydma, którą na szczęście omijamy. Znajdujemy się ponownie na rozłożystym płaskowyżu tym razem piaskowym. Idziemy z prędkością średnio 5,5 km/h prowadząc rowery bez bagażu, ze zdemontowanymi pedałami i nóżkami.

W takich warunkach kompletnie zmienia się postrzeganie. Każdy najmniejszy szczegół – jak kamień, centymetrowy krzaczek, ślad na piasku po żmiji lub bosej ludzkiej stopie – wydaje się niezwykle ważnym elementem krajobrazu. Piasek jest piękny, fantazyjnie pofałdowany i czysty. Na horyzoncie pojawia się kolejna potężna diuna. Zakładamy się jaki dystans w kilometrach dzieli nas od niej. Wygrywa Dominik obstawiając 3 km. Zresztą i tak nie doszacował o jakieś 700 metrów. Duże obiekty na takiej przestrzeni wydają się być znacznie bliżej niż w rzeczywistości. Na stokach wydmy kładą się ambientne cienie. Dominik stwierdza, że kształty diuny przypominają mu kobiece. Cóż, jest 20 dzień wyprawy, nasz fotograf chyba już wyposzczony. Przed samym biwakiem pojawiają się głębokie rowy. Zjeżdżamy w nie z opuszczonymi siodełkami i bez pedałów. Jak małe dzieci na 3 kołowych rowerkach z górki na pazurki. Kombinujemy nad usprawnieniami. Zamierzamy spuścić powietrze z opon, może dokręcić jeden pedał, zastanawiamy się jak zadziałałyby w tych warunkach rakiety śnieżne. Piasek ma naprawdę rudy wręcz pomarańczowy kolor i jest zaskakująco czysty. W ogóle nie pyli. Rozbijamy obóz w małej kotlince. Słońce chowa się za widnokrąg. To był naprawdę udany dzień. Wieczorem rozmawiamy o spadających meteorytach, które podobno najłatwiej odnaleźć na pustyni. Meteoryty są podobno koloru czerwono-czekoladowego i mają podziurawioną strukturę. Dookoła miejsca gdzie spadł meteoryt piasek jest spalony. Noc przynajmniej na starcie wydaje się być cieplejsza.

„Marszu potępieńców dzień drugi”– rozpoczyna miło dzień Zbyszek

Dwa pełne dni spędzamy przepychając rowery przez piaski. Pierwszy dzień był bardziej wymagający. Zbyszek kompletnie zatarł sobie nogi. Nakleił kilka plastrów. Szedł kawałek drogi boso. Ponownie nakleił plastry. Tym razem od strony podeszew. Potem pożycza sandały od Fadela i w nich już do końca drepcze przez piachy. Ja pierwsze 7 kilometrów przepycham rower przez piach ze zblokowanymi szczękami tylnego hamulca. Ot, miało iść ciężko, no to szło. Pierwszego dnia ukształtowanie trasy jest bardziej górzyste. Dużo trudnych podejść w kopnym piachu. Spuszczamy powietrze z opon. To ułatwia przepychanie.

Zamek Diabła (fot. www.afrykanowaka.pl)

Dominik wynalazł sposób na zjeżdżanie z wydm siedząc bokiem na ramie roweru. Sposób taki jak damski sposób jazdy konno sprzed stu lat. Umiejętność tą rozwijamy do tego stopnia, że na jednej z ostatnich wydm postanawiamy rozegrać pierwsze mistrzostwa Polski w zjeżdżaniu z wydmy rowerem bez pedałów im. Kazimierza Nowaka. Wygrywa Dominik. Ciekawostka techniczna polega na takim rozłożeniu balansu na rowerze, aby dociążyć maksymalnie tylne koło powodując nie zagrzebywanie się przedniego w piachu. Przejeżdżamy przez 7 wielkich uadi. Różnice wzniesień są tam takie, że pozwalają staczać się rowerom z prędkością maksymalną 50 km/h. Siedząc bokiem!

Drugiego dnia pokonujemy więcej odcinków płaskich. Prowadzimy rowery komfortowymi przesuszonymi korytami pradawnych rzek. Fantastyczne formy skalne. Znowu raj dla geologów. Coraz liczniej występują fioletowe głazy. Czasami skrystalizowana sól jak mech całymi połaciami porasta dna wyschniętych rzek. Drugiego dnia mijają nas dwukrotnie wycieczki francuskich turystów. Podczas postoju pierwszej kopiuję 2 GB tuareskiej muzyki z samochodowego odtwarzacza mp3 kierowcy Land Crusiera owiniętego w fioletowy szesz i ukrytego za lustrzanymi okularami typu Sylwester Stallone. Od tej pory nieustannie będzie nam towarzyszyć rewelacyjna w tempie i przestrzeni muzyka zespołu Tinariwen. Gitarowe brzmienie zespołu połączone z nostalgiczną melodią muzyki pustynnej, głębokim i tajemniczym vocalem oraz atawistycznym pogłosem chórków tworzy niezwykle magnetyczne połączenie. Nasz ulubiony kawałek przywodzi mi na myśl powolny rytmiczny marsz karawany i opowiada w warstwie tekstowej, którą przybliżył nam Fadel, o dźwiękach pustyni, które możesz usłyszeć tylko wtedy, kiedy wewnętrznie się wyciszysz podróżując samotnie przez bezmiar piasków.

Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Piotr Sudoł

Piotr Sudoł

Zapalony rowerzysta, zafascynowany romantyczną poetyką postaci Kazimierza Nowaka. Uczestnik ekspedycji na Madagaskar wyróżnionej na Kolosach w kategorii Podróż Roku 2008.
Podobne artykuły
Rowerem przez Saharę – rozmowa z Anną Grebieniow

Rowerem przez Saharę – rozmowa z Anną Grebieniow

O podróży rowerem przez Saharę, libijskiej gościnności, wszystkowidzącej tajnej policji i Wigilii na pustyni opowiada Anna Grebieniow, uczestniczka drugiego etapu Afryki Nowaka....
Libia: Stary Salah wspomina spotkanie z Nowakiem

Libia: Stary Salah wspomina spotkanie z Nowakiem

Spotykamy Salah Ali Badrana, który mając 8 lat spotkał Kazimierza Nowaka. Nasz towarzysz cieszy się z tego spotkania w równym stopniu jak my. ...
Libia: Wjeżdżamy w hamadę, hamada wjeżdża w nas

Libia: Wjeżdżamy w hamadę, hamada wjeżdża w nas

Po tej otwartej przestrzeni hamady, martwej i skalistej, praktycznie nieustannie przetaczają się niczym niezatrzymywane masy powietrza pędzone przez wiatr z zawrotną prędkością. Szaleją sztormy i huragany. Czemu zawsze w kierunku przeciwnym do naszeg...
Libia: U wrót Sahary – Ghadames

Libia: U wrót Sahary – Ghadames

Wczesnym rankiem opuszczamy Derj. Przed nami dokładnie 101 km do słynnego Ghadamesu. Miasta owianego legendą, miasta otoczonego pustynią, miasta znanego jako tranzyt większości saharyjskich karawan - zwanego "Bramą Sahary"...

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele