Drugie miejsce w konkursie zajął Grzegorz Kornijów. Przeczytajcie jego krótką historię.

Podczas mojej samotnej tułaczki po Turcji postanowiłem zobaczyć jedno z piękniejszych miejsc na Ziemi – Dolinę Motyli. W tym celu udałem się do Ölüdeniz nad Morzem Śródziemnym. Ponieważ do doliny dostać można się jedynie spadając ze skały lub drogą łodzią, szukałem alternatywnego transportu. W zacisznej zatoce spotkałem dwóch rybaków, z czego pierwszy na dźwięk angielskiego próbował mnie opluć. Drugi, lat na oko 80, na powitanie wyszczerzył przeżarte szkorbutem dziąsła.

– Nie płynąć do dolina.
– Pan nie? A wie pan kto płynie?
– Nie, TY nie płynąć do dolina. Ja pokazać lepsza dolina, tylko bez zdjęć.

Zgodziłem się i zaskoczyłem go pytaniem o cenę, bo zrobił taka minę, jakby pierwszy raz słyszał słowo „pieniądze”. Zamyślił się.
– Umieć robić ryby?

Pięć minut później siedziałem na łodzi z rękami po łokcie w śluzie. Oby ta „lepsza dolina” warta była wypatroszenia całego wiadra ryb. Dopiero na łodzi zauważyłem, że staruszek był w sztok pijany i najwyraźniej na tej łajbie mieszkał.

Facet nie był zbyt rozmowny, ale wczułem się w robotę i czas szybko minął.

Dotarliśmy na miejsce. Widok lepszy niż pocztówki w kiosku na plaży. Biały piasek, wodospady, lazurowa woda, palmy. Nawet motyle. I wielkie żółwie pływające wokół łodzi.
– Mały czas: Dolina Motyli. Duży czas: Ölüdeniz. Teraz: moje.

W drodze powrotnej okazało się, że mój przewodnik mówił też po hiszpańsku, francusku i hebrajsku, chociaż podejrzewam, ze podobnie jak po angielsku. Niczego więcej się o nim nie dowiedziałem, ale na pewno nie był rybakiem całe życie.

Do Ölüdeniz dopłynęliśmy po około dwóch godzinach.. Nie wiem, czy była to wyspa czy inna zatoka. Chyba nawet nie chcę wiedzieć. Dla mnie była to Dolina Rybaka. Doliny Motyli w końcu nie zobaczyłem. I wcale nie żałuję.

Redakcja

O załodze peronu czwartego przeczytacie tutaj. Zapraszamy do współpracy.