„W pustyni bez puszczy” i… bez sensu
Zastrzeżenia może też budzić tendencyjny dobór cytowanych materiałów źródłowych. I ich sposób wykorzystania.
Z Mahdiego, cytując Mooreheada ‘Nad Nilem Białym i Błękitnym’, robi pan Korybut-Daszkiewicz maniaka seksualnego, a z jego następcy, kalifa Abdullahiego – rozpasanego homoseksualistę – ‘lubował się i popierał wszelkiego rodzaju orgie i zboczenia seksualne, znajdując również zadowolenie w homoseksualiźmie.’
Tylko, ze Moorehead nie ukrywa, że opiera się tutaj na relacji Slatina Paszy. Wprawdzie korzystał z tej relacji i Sienkiewicz, ale pamiętniki Slatina, to nie jest, delikatnie mówiąc, obiektywne i wiarygodne źródło.
Opinia samego Mooreheada (który przecież pisze z pozycji Brytyjczyka) nt Mahdiego i mahdystów nie jest już, wbrew pozorom, taka jednoznaczna. Moorehead stara sie przytaczac _róźne_ relacje.
Co więcej w przypadku relacji Slatina, drastyczne opinie opatruje zastrzeżeniem ‘o ile wierzyć Slatinowi’. A na podstawie lektury całej książki ‘Nad Nilem Białym i Błękitnym’ uważny czytelnik może wyrobić sobie jakieś zdanie, w tym zdanie na temat reputacji/wiarygodności rzeczonego Slatina.
Tymczasem Pan Korybut-Daszkiewicz pisząc o Mahdim przytacza tylko te drastyczne fragmenty, bez podania kontekstu, co jest jawną manipulacją.
Pytanie, czy po prostu nie przeczytał dokładnie książki Mooreheda, czy też przeczytał i manipuluje świadomie? Jedno jest pewne – znów bliżej tu do tzw. brukowego dziennikarstwa niż do ‘encyklopedii’.
A jeśli już o „dewiacjach” mowa – ciekawe dlaczego nasz autor uwziął się na Mahdiego i Abdullahiego, a nie wspomina o homoseksualiźmie Gordona???
Przy okazji – wydaje mi się, że Korybut-Daszkiewicz pisząc o współczesnym Sudanie i następcach Mahdiego nie odróżnia ruchu religijnego Ansar od partii Umma.
W paszczy lwa, czyli… witajcie w trzecim świecie
Po wielorozdziałowym, obszernym wstępie autor przechodzi do części „reporterskiej” i opisuje wrażenia ze swojego pobytu w Sudanie, gdzie dostaje się samolotem z Kairu.
Tylko, że…
Już przylot do Chartumu rozpoczyna się niezwykle dramatycznie – na lotnisku agresywni żołnierze poganiają białasów lufami kałasznikowów. Za wymianę pieniędzy na ulicy – można zostać aresztowanym, stracić pieniądze i wylądować w więzieniu. Na kolejnych stronach dowiadujemy się (co potem autor kilkukrotnie to podkreśla), że w Sudanie obowiązuje absolutny zakaz fotografowania.
‘Za robienie zdjęć – nawet jeśli będzie to fotografowanie plenerów – grozi tu kara od kilkunastu miesięcy do kilku lat więzienia.’
Autor uzasadniania w ten sposób fakt, że podczas całego pobytu w Sudanie nawet nie odważył wyjąć się aparatu z walizki.
Zresztą niekonsekwentnie, bo nieco później, jakby zapomina o tym zakazie, kiedy opisując podróż pociągiem zauważa ‘cudzoziemców o europejskich rysach, którzy z zapałem fotografują’ co popadnie. Jeden z nich – nawet ‘za pomocą teleobiektywu’.
‘Na północy toczy się wojna z Egiptem ‘ – to też lekka przesada. W ciągu ostatnich 50 lat Egipt i Sudan podejmowały jakieś lokalne działania wojenne – tzw. spór o Halaib, ale utrzymywały normalne stosunki dyplomatyczne.
‘W spojrzeniu czarnych Sudańczyków na białych przybyszów jest coś z wyniosłego – zda się pogardliwego spojrzenia dromadera.’
Wszędzie wrogość i atmosfera terroru jak w stalinowskiej Rosji, czy Niemieckiej Republice Demokratycznej, i to w wersji bondowo-sensacyjnej.
Co do Bonda, to sam autor sugeruje takie skojarzenia, kiedy to rodacy z Budimexu jako jedną z lokalnych ciekawostek pokazują mu namiot rozbity przy hotelu Hilton. Zdumienie autora wzbudza fakt, ze jest to ‘namiot urzędowy, ponieważ mieści się w nim dzielnicowy posterunek policji’.
‘Powodowany nieprzepartą potrzebą obejrzenia tak egzotycznego urzędu policyjnego’ próbuje zajrzeć do środka, ale zostaje przegoniony przez policjanta, a następnie obsztorcowany przez przestraszonych sytuacją towarzyszy. ‘I tak przeszła mi koło nosa nowa okazja zostania Jamesem Bondem’ – komentuje autor. No cóż. Jaki Korybut taki Bond.
Coraz bardziej przecierałem oczy ze zdumienia, bo przecież dopiero co z tego Sudanu wróciłem i odniosłem wrażenie, że nie spotkałem w życiu bardziej przyjaznego kraju, z bardziej przyjaznymi i gościnnymi ludźmi. I to włączając mundurowych.
I jeszcze jedno – autor opisuje Sudan i Chartum w sposób, jakiego oczekuje czytelnik mający jakieś tam wyobrażenia na temat tzw. krajów trzeciego świata. Być może taka postawa wynika z jakichś polskich kompleksów w rodzaju „myśmy są Europejczycy”.
Przejeżdżając przez Chartum mija dziurawe ulice, slumsy, obskurne jadłodajnie:
‘Można zamówić zupę z zielska zerwanego nad pobliskim Nilem, jajko na twardo lub kawałek jakiegoś ptaka pochwyconego wieczorem w krzakach nad rzeką. W konsumpcji przeszkadzać może jedynie duszący smród z palących się opon, a jeszcze bardziej, nieznośny, kwaśny fetor fermentującego szamba, które zewsząd się wylewa.’
Całkiem jak w filmach s-f Szulkina przedstawiających świat po kataklizmie.
A potem całe dwie strony naigrywa się nasz autor ze stanu, w jakim znajduje się sudańska motoryzacja:
‘Park samochodowy również mieści się w regionalnych standardach. Znaczy to, że wraki na niemieckich, francuskich, a nawet polskich złomowiskach – to luksusowe limuzyny w porównaniu z jeżdżącymi tutaj dziwolągami. […]
Z zasady nie mają reflektorów i zderzaków, które niekiedy zastępuje kawal solidnej deski, przywiązanej do przodu karoserii. Nierzadko taka „limuzyna” nie ma błotników i drzwi, a nieraz i pokrywy silnika. […]
Brakujące lub uszkodzone zamki w drzwiach z powodzeniem zastępują sznurki. […] Zdarza się nawet, że pojazd, niczym drezyna kolejowa, porusza się jedynie na jednej lub kilku gołych felgach, gdyż opony i dętki, to tutaj niebotyczny wydatek.
[…]
Kilka słów powiedzieć też trzeba o innych cechach owych aut, często pamiętających lata 50. ubiegłego wieku. O dziwo! Jednak dotąd jakimś cudem jeżdżą. Większość z nich dymi – niczym parowozy, co jednoznacznie wskazuje na stan silników, gaźników oraz reszty. Najgorsze jednak jest to, że sprawne hamulce w samochodach należą tu do rzadkości. Ale i na to znaleziono sposób. Ponieważ bardzo często podłogi w owych pojazdach dawno powypadały, więc bezpośredni kontakt z ziemią wykorzystuje się bardzo praktycznie. Po prostu, szurając nogami, ma się wraz z kierowcą – osobisty udział w zatrzymaniu auta. Nie trzeba dodawać, że ta metoda najlepsze efekty daje w taksówkach, gdzie – na komendę szofera – w hamowaniu uczestniczą wszyscy pasażerowie.’
Przepraszam za ten nieco przydługi cytat, ale tutaj pan Korybut Daszkiewicz przeszedł samego siebie. To już jest czysty Szulkin, no, może skrzyżowany nieco z Mad-Maxem.
W każdym razie to jest zdecydowanie inny Sudan, niż ten, który ja widziałem.
Samochody widziane przeze mnie na prowincji to głównie Toyoty Hilux i Hiace (pełniące funkcje minibusów), i czasem Landcruisery (tych rzecz jasna i tak znacznie więcej niż w Polsce).
Zdarzają się też rzeczywiście stare ciężarówki m-ki Bedford, niektóre z nich poprzerabiane na autobusy, albo pamiętające angielskie czasy landrovery, ale są one w zdecydowanej mniejszości. Sporo jest za to nowoczesnych ciężarówek uznanych marek, i chińskich, ale też nowoczesnych autobusów (Yutong).
W Chartumie ciężarówek jest oczywiście mniej, niż na prowincji, za to więcej samochodów osobowych. Oprócz toyot popularne są sudańskie hyundaje, montowane tutaj pod nazwą GIAD, ale reprezentowane są i inne azjatyckie marki. Widziałem też salon czeskiej skody.
W każdym razie stan wizualny samochodów nie odbiega znacząco od tego, co obserwujemy w Polsce, i raczej nigdzie nie widziałem samochodów-wraków takich, jakie opisuje pan Korybut-Daszkiewcz.
Zresztą, proszę spojrzeć na kilka moich zdjęć z chartumskich ulic.
Druga część recenzji: „W pustyni bez puszczy”. Czy autor odwiedził Sudan?
PS. Cytaty w tekście pochodzą ze strony Janusza Tichoniuka (www.yahodeville.com), książki Andrzeja Korybuta-Daszkiewicza „W pustyni bez puszczy”, Wydawnictwo Zysk i S-ka 2009, i Melchiora Wańkowicza „Przez cztery klimaty 1912-1972″ – felieton pt. ‘Czaruś w Grobowcu Szujskich’, PIW 1972 oraz z wikipedii (hasło: Góralki).










Show me your way - w poszukiwaniu znaczeń szczęścia
Poland Trek - Belg przemierza Polskę od Tatr po Bałtyk
Pamir Bikeway 2012 - Azja Centralna rowerem i koleją
Na Krańcach Świata - Agnieszka i Mateusz Waligóra w podróży na krańce świata.
Magda i Tomek dookoła świata - poznanie świata, poznanie siebie
Korona Jezior Ziemi - badania najwyżej położonych jezior na Ziemi
Rowerowa Rosja - na dwóch kółkach przez wielki kraj
Tańce wśród piratów - Magda i Marcin tanecznym krokiem szukają skarbu
Pomiędzy Oceanami - Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej
Gap year in Kunming - chińska przerwa w życiorysie
Z tatą na Igrzyska - rowerami do Londynu
Torell Expedition 2012 - śladami polskich wypraw na Spitsbergen
Na Własne Oczy - zobaczyć, co świat ma do zaoferowania
project:Sailing - rejs dookoła Bałtyku
Klapki Kubota State of Mind - przed siebie w kierunku wschodnim
Shangri-la - Jarek Czakański w podróży
Oblicza Gruzji - niesamowita różnorodność kraju
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika



Oj smutne to wszystko, smutne..